24.11.2019

W czasach, gdy nie było jeszcze sondy wykrywającej płeć noworodka, krążył taki żydowski dowcip: „Pewien lekarz-położnik w Wiedniu, był znany z tego, że płeć wykrywał w oczach przyszłej matki. Pacjentce mówił „chłopiec”, a w zeszycie pisał „dziewczynka” i w ten sposób nigdy się nie mylił”.
Moja przepowiednia o losach Donalda Trumpa nie jest oparta na oszustwie, a raczej na niezłej wiedzy politycznej i odrobinie znawstwa psychologicznego: przed końcem roku Trump przestanie być prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Stanie się to dzięki byłemu republikańskiemu kandydatowi na prezydenta, a obecnemu senatorowi ze stanu Utah (Mitch Romney), który namówi dostateczną liczbę republikańskich senatorów na glosowanie przeciwko Trumpowi, a wtedy, jak to się stało z Nixonem, odezwie się telefon z Senatu: – Panie prezydencie, nie mamy głosów.
Gdy po histerycznych telefonach do senatorów, którzy zdradzili, wciąż zabraknie uniewinniających głosów, Trump powie coś mniej więcej takiego: „Byłem najlepszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, zabrakło patriotów, żeby mnie bronić, zostałem zdradzony”.
Jeżeli to, co dotąd napisałem, wygląda na humoreskę, to spróbuje być przez chwilę poważny. Na długo przed głosowaniem w Senacie Trump został zdradzony przez grupę amerykańskich dyplomatów i doradców z Białego Domu, którzy, jak w szpiegowskiej powieści, przed komisją śledczą Izby Reprezentantów, opisali go jako mafijnego szefa, realizującego swoje „quid pro quo”: dolary na zbrojenie — w zamian za oświadczenie prezydenta Ukrainy o wyssanej z palca korupcji swego konkurenta w wyborach prezydenckich 2020. Co prawda, nikt nie złapał prezydenta na gorącym uczynku, w angielskim idiomie „smoking gun” (dymiący pistolet), ale czy nie na tym polega mafijność?
Chronić bossa, doskonale wiedząc o co mu chodzi.
Dlaczego republikańscy senatorzy, pyta mnie Maciek, mieliby obrócić się przeciwko swoim wyborcom, tym samym, którzy wybrali Trumpa, a teraz go bronią?
Wracając do humoreski opowiem o rozmowie jaka miała miejsce przy stole śniadaniowym w naszym Bed and Breakfast w Bostonie z republikańskim małżeństwem z Cincinnati, konserwatywnej części elektoratu w Ohio:
Ja: Czy nie czujecie tego smrodu wokół Trumpa?
Oni: Czujemy.
Ja: Czy nie obraża to waszych zasad moralnych i waszej inteligencji?
Oni: Obraża.
Ja: To jak możecie iść do urny wyborczej i głosować na tego śmierdziela?
Oni: Z zatkanymi nosami, bo nie jesteśmy w stanie głosować na żadnego Demokratę, wszyscy zagrażają kapitalizmowi, bez którego nie ma postępu.
Szanuję konserwatyzm naszych republikańskich gości, ale teraz po rewelacjach kongresowych mam wrażenie, że w dniu wyborów zostaną w domu.
