Jerzy Szperkowicz: Liberum veto +

26.11.2019

Marszałek Elżbieta Witek strofująca premiera, kiedy przekroczył czas należny mu na roztaczanie perspektyw dobrobytu i normalności w Polsce oraz na pochwały jedności narodowej. Zgłoszenie dwójki antykandydatów do Trybunału Konstytucyjnego przeznaczonych najwidoczniej do odstrzału. Upór Porozumienia Jarosława Gowina, by nie uszczuplać dochodów powyżej 30 krotności przeciętej pensji… Oglądało się to dobrze, ale krótko.

Przed upływem doby od tych intrygujących ustawek mających sygnalizować możliwość zmiany stylu formacji rządzącej wróciliśmy do twardszej niż kiedykolwiek wcześniej pisowskiej samowolki, czyli piskaczary.

Pani Marszałek przeszła karnie do pilnowania, by wynik głosowania w Wysokiej Izbie nie odbiegł od oczekiwań jej partyjnych szefów, komisja wymiaru sprawiedliwości i praw człowieka nie pozwoliła niepokoić Stanisława Piotrowicza niemiłymi mu pytaniami, oboje nieoczekiwani kandydaci – Piotrowicz i Pawłowicz – zostali wybrani na sędziów TK i tylko zatwardziali marzyciele roją, że przynajmniej od jednego z tej dwójki prezydent Andrzej Duda nie przyjmie ślubowania.

Prawdopodobnie pan prezydent zachowa wątpliwości w tej kwestii, ale nie pójdzie na udry z siłą wyższą. Nawet jeśli sondaże mocno to zalecają. Zależy od niej.

Nie ma takiego słowa – piskaczara. Nie było go dotychczas. Nie było, bo skąd się miało wziąć. Nie słyszeliśmy wcześniej wyraźnych podszeptów, by głosowanie anulować, bo pachnie przegraną. Nie widzieliśmy dyrygentki Sejmu udającej, że odwołuje głosowanie na prośbę opozycji lub także opozycji. Nie byliśmy świadkami zignorowania świadectwa Biura Legislacyjnego, że wszyscy posłowie zagłosowali, co stworzyło konieczność ogłoszenia wyniku. Te wszystkie nowości złożyły się na danie pionierskie.

Termin jest pojemny. Wymienia mocny nurt polityki, zaczepia inicjałem sternika tego nurtu, mówi o czarze, chyba czarze goryczy, a nawet wymienia arę, papugę zdolną powtarzać – bez zrozumienia – zasłyszane głosy.

Co się stało, że jednym strzepnięciem usunięto te wszystkie demokratyczne ozdóbki, całą galanterię proceduralną, próbki słownika parlamentarnego w parlamencie?

Żelazny elektorat. Można sobie marzyć o rozciąganiu wpływów i posłuchu, można w to inwestować, mamić znudzonych ustawkami, jednak rachunki szans politycznych zaczynają się od jądra siły. „Żelaźni” nie grożą buntem ni rozczarowaniem. Nie ma o tym mowy. Są z definicji wierni i wytrwali. Co nie znaczy, że nie oczekują uznania i szacunku dla swoich odczuć i przywiązań. Pisaliśmy, że za szaleństwo ustawek trzeba im będzie coś lub kogoś rzucić na pożarcie.

Rzucono mit smoleński. W przemówieniu inauguracyjnym marszałek senior Antoni Macierewicz ani razu nie wymówił słowa zamach. Mówił o niewyczyszczonych złogach komunizmu. O morderstwie nienarodzonych, o afirmacji zboczeń i obłędnej ideologii gender. Po czym ten niezmordowany tropiciel podręcznych komuny zagłosował pokornie na odznaczonego prokuratora stanu wojennego Piotrowicza.

Poseł Macierewicz po 10 latach odkryć nie zdołał niczego dowieść. Dla większości „żelaznych”, jak i dla przeważającej opinii publicznej okazało się to żerowaniem na tragedii ludzkiej i politycznej.

„Pożarciu” uległa autentyczna finansistka Elżbieta Chojna-Duch, trzecia kandydatka PiS do Trybunału Konstytucyjnego. Odebrano ją jako za mało oddaną „dobrej zmianie”. Sama mówiła o rodzinie, która zapowiada niepodawanie jej ręki. Czy tak trudno było znaleźć kogoś o lepszej rodzinie? Ten sam los spotkał następnego nominata – przyczyna nieznana. Przeszedł dopiero pan , którego nazwiska zgłaszający nie był w stanie sobie przypomnieć.

Przeciąg? Nie czas na zabawy. Tak uznał pan prezes Kaczyński. Prawo i Sprawiedliwość utraciło większość w Senacie. Zamierza ją odzyskać, a tymczasem nie może dopuścić do żadnej miękkości. Precedens buntu Jarosława Gowina, posłanka Małgorzata Golińska głosująca przeciw kandydaturze Piotrowicza, czworo posłów PiS, żeby na niego nie głosować, opuszcza chwilowo salę obrad. Na to Jarosław Kaczyński powiada „dość”.

Nieszczęście Polski przedrozbiorowej — Liberum veto — dawało każdemu posłowi moc zrywania obrad. Liberum veto +, którego właśnie doświadczamy, oddaje absolutną władzę w Sejmie i w państwie jednej konkretnej osobie.

Pan prezes wezwał posłankę Golińską, by skarcić publicznie jak pensjonarkę za jej głosowanie, zastępca prezesa Adam Lipiński uprzedził ciężko wystraszonego własną odwagą Gowina, że dalsze jego wybryki mogą nie pozostać bez następstw. „My bez nich przetrwamy, oni bez nas – nie” – padło ostrzeżenie.

Koalicja Obywatelska, a także Lewica skierowały do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez marszałek Elżbietę Witek w trakcie uzupełniania składu Krajowej Rady Sądownictwa.

„Nie było żadnego przestępstwa” – orzekł pan prezes Kaczyński.

Nowogrodzka locuta?

Locuta, ale z ostatecznym zamykaniem sprawy nie będzie już tak błogo, jak dotąd.

Władza absolutna „dobrej zmiany” truchleje.

To, że ktoś nie przepada za Lechem Wałęsą i ideą okrągłego stołu — nie znaczy, że jest z gruntu nieprzyzwoity. Jarosław Wyrębek, jeden z sędziów-dublerów wybranych do Trybunały Konstytucyjnego na zajęte już miejsce, sprzeciwia się kategorycznie bezprawnym poczynaniom prezes Trybunału Julii Przyłębskiej. Domaga się ustąpienia z urzędu tej zaradnej damy, „odkrycia towarzyskiego” prezesa Jarosława.

Dla pełnego komfortu Prawo i Sprawiedliwość potrzebuje nie pary a wielu tysięcy Piotrowiczow i Pawłowiczówien. Do obsadzenia pewniakami ważnych urzędów, spółek i sądów w państwie.

Skąd wziąć ich tylu, jak nastarczyć?

Jerzy Szperkowicz

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com