Jerzy Szperkowicz: Jaki Budapeszt? Pępek świata!

2018-01-19.

[dropcap]G[/dropcap]łośna obietnica przeflancowania Budapesztu jako metody rządzenia do Warszawy była zwiastunem zamierzenia bez porównania ambitniejszego. Kalkulacja polityczna nie pozwalała ujawnić je przedwcześnie. Teraz, kiedy poznaliśmy prawdziwą skalę tego, co ma nam się przydarzyć, pewne kwestie dotąd niezrozumiałe, wręcz zagadkowe, dają się odczytać. Patrz: tryumfalny powrót premier Szydło z jubileuszu Traktatów Rzymskich, szalone parcie na powołanie Wojsk Obrony Terytorialnej.

Kiedy swoje żabie skoki ktoś przedstawia jako sięganie do gwiazd, budzi rozbawienie. Mówimy o manii wielkości, W przypadku odwrotnym – oskubywania zadeklarowanych ambicji, planów i możliwości, sprawy się komplikują. Powstaje wrażenie kunktatorstwa lub rozchwianej osobowości. Kiedy znany polityk jednego dnia nazywa niegłosujących na jego ugrupowanie drugim sortem, a w następnej przemowie przygarnia wszystkich do swego szacunku i uznania, trudno się oprzeć takiemu wrażeniu.

Metoda tego szaleństwa polega na obrzucaniu zakazanymi mordami i kanaliami przeciwników politycznych, a potem wybuchami łagodności, które wydają się wycofywać gromy gniewu, choć w istocie niczego nie wycofują. Chwyt taktyczny – na razie nikogo ostatecznie nie odtrącać. Niech myślą, że złość w końcu wykipiała.

Jest to niezbędne do przeprowadzenia wielkiego zaiste planu, uczynienia z Polski samotnej wyspy. Samotnej wyspy sprawiedliwości i demokracji.

Wyciąganie narodu na wyspiarską samotność – to kliniczne szaleństwo. Jeśli istnieje sedno polskiego doświadczenia historycznego, to jest nim bezwarunkowy rozbrat z osamotnieniem politycznym i militarnym. Ideał osobności narodu polskiego, naszej szczególnej misji w dziejach świata, ma pewne oparcie w faktach i okolicznościach dziejowych (choćby najświeższa zasługa stworzenia „Solidarności”, która przetrąciła geopolityczną strukturę globu ustanowioną po II wojny światowej). Niemniej wzdychanie do samotnego wyspiarstwa w świecie wielkich bloków przede wszystkim gospodarczych, rozległych przedsięwzięć badawczych, światowej skali inicjatyw zdrowotnych, pachnie zapaścią umysłową, na którą człowiek współczesny – nie najgorzej poinformowany, z bagażem przemyśleń – łatwo namówić się nie da.

Jednostka raczej pozwoliła się zaszczepić przeciw ciągotom Zosi Samosi. Doświadczenia osobiste, rodzinne, wspólnotowe, wreszcie edukacyjne nie poszły na marne. Szczepionka się przyjęła w skali jednostek. A w skali społecznej?

Tu, niestety, nie mamy wieści najlepszych. Utrzymuje się skłonność naszej nacji do obsadzania się w roli pustelniczej. Nie tyle zresztą obsadzania się, co przyjmowania takich ról i karmienia się nimi przez pokolenia. Mesjasza narodów, przedmurza chrześcijaństwa, pogromcy Krzyżaków, odsieczy wiedeńskiej, zapory antybolszewickiej i antyhitlerowskiej forpoczty.

Wstąpiliśmy do klubu Unia Europejska i zachowujemy najwyższe z krajów członkowskich poparcie dla tej przynależności, ale od dwóch lat słyszymy oficjalnie, że Polska nie musi i nie będzie przestrzegać regulaminu tego klubu.

Jeśli będzie przestrzegać czegokolwiek, to jedynie tego, na co przyjdzie Szanownemu Prezesowi ochota.

Ten tok rozumowania odsłonił niedawno przyszły naczelnik państwa swoją wypowiedzią na temat państwa Izrael.

Czy to jest kraj mały? Jest to kraj wielki, niech terytorialnie skromny, ale wielki. Wielki duchem.

Terytorium Izraela, ze Wzgórzami Golan i Autonomią Palestyńską ustępuje powierzchni i województwa mazowieckiego, i województwa wielkopolskiego, zaś bez dodatków prawnie wątpliwych jest minimalnie mniejszy od województwa zachodniopomorskiego.

Połowę terytorium zajmuje pustynia Negev.

Otoczenie zewnętrzne trudno nazwać przyjaznym. Z 1017 km granic tego kraju tylko 266 km granicy z Egiptem i 238 km z Jordanią (oraz 273 km granicy morskiej) można uznać za cywilizowane. Jeszcze bardziej zatrważająco przedstawia się konfrontacja ludnościowa. Ponad 8‑milionowy Izrael egzystuje na przekór dążeniom wielu państw i nieprzebranych mas arabskich. Odmawiają one Izraelowi prawa do istnienia. Próby zbrojnego zniszczenia tego państwa, a było ich niemało, spełzły na niczym. Izrael wychodził z nich wzmocniony. Przyuczył swoich obywateli od dziecka do odkładania piór, pędzli, harf, igieł i krosien – a przede wszystkim łokci i odważników – i stawania w potrzebie.

Przenieśmy podobne gabaryty dzielności na państwo niemal pięciokrotnie ludniejsze, niemal trzynastokrotnie rozleglejsze, o wrodzonych tradycjach wojennych, skłonności obywateli do bohaterstwa w sytuacji zagrożenia ojczyzny.

Do tego dodać izolacji i samotności, a wielkość murowana.

Wielkość duchowa w tej skali to byłby fenomen światowy.

Mowa o uczynieniu z Polski kraju niezależnego do bólu, nieustraszonego, skupionego na własnych wartościach, posłusznego wyłącznie własnym prawom. Kraju z nowym rodzajem demokracji (bez rozdziału trzech naw władzy państwowej), z własną wymienialną walutą, bez czapkowania cudzym giełdom i bankom.

Jeśli to się uda, wersja z Budapesztem będzie śmieszna. Polska awansuje na pępek świata. Ni mniej, ni więcej. Są na to przedwidoki.

Zacznijmy od otoczenia zewnętrznego. Rosja to historyczny i także do niedawna nasz ciemiężyciel. Historyczna szansa pozytywnego zwrotu za sprawą Putina klęczącego w Katyniu, została przekreślona i zapomniana po katastrofie smoleńskiej. Białoruś pod berłem prezydenta Łukaszenki wysyła fałszywe sygnały o demokratyzacji i normalizacji stosunków z Zachodem po to, by podbić swoją cenę za uległość wobec Rosji zwłaszcza w dziedzinie obronności.

Litwa nie decyduje się na honorowanie pisowni nazwisk polskich i wykręca się od nadawania na własność ziemi kołchozowej tutejszym Polakom, co nie sprzyja serdecznym stosunkom, jakie mogłyby nas łączyć.

Republika Federalna wiadomo: jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi… Dwadzieścia lat zaledwie po straszliwych doświadczeniach wojny polscy biskupi w liście do biskupów niemieckich „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie” proponowali przełamanie odwiecznych napięć. Nawet teraz, kiedy obie strony oficjalnie temu sprzyjają, słyszymy od przyjaciół, że prywatne uprzedzenia Niemców wobec Polaków utrzymają się przez następne a być może i dalsze pokolenia. Wejście do Bundestagu antyeuropejskiej i antyuchodźczej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) nie przyśpieszy tego procesu. U na ostatnio też się na to nie zanosi.

Czesi uważają się za większych Europejczyków od nas, szczycą się wynalazkiem piwa i koncernem Czeska Zbrojovka, produkującym uzbrojenie na handel, ale nie na użytek własny oraz samochody Skoda, które w przeciwieństwie do Polskiego Fiata nie tylko nie przepadły w następstwie upadku komuny, ale wybiły się na szanowaną markę europejską. Kupili u nas zamykaną kopalnię węgla kamiennego i ta zaczęła przynosić dochód.

Od 1 stycznia 1993 roku Czechosłowacji rozdzieliła się pokojowo na dwa suwerenne państwa. Złośliwi twierdza, że Czesi i Słowacy nawet ze sobą nie mogli wytrzymać. Pierwsza Republika Słowacka księdza Tiso u boku III Rzeszy atakowała Polskę we wrześniu 1939; za kolaborację zapłaciła po wojnie stratami terytorialnymi. Też warzą dobre piwo, ale nie szukają w tym przewagi nad nami, prawdopodobną pierwotną ojczyzną napoju. Jakoś dogadujemy się z nimi lepiej, chociaż związki polsko-czeskie były bez porównania częstsze, bogatsze i głębsze.

Ukraina. Dobre stosunki z tym ludnym i rozległym państwem są warunkiem bezpieczeństwa naszej flanki wschodniej (doktryna Giedroycia). Również władze niezależnej Ukrainy doceniały do niedawna nasze poparcie w jej ambicjach europejskich. Wycofanie się Polski z głównego nurtu polityki unijnej (zapowiedź w programie wyborczym Andrzeja Dudy) podkopało wartość tej protekcji. Znalazł się pretekst do osłabienia gorliwości i szczerości Kijowa w przeciwstawianiu się nacjonalistycznym incydentom antypolskim na Ukrainie.

Pozostają bratankowie Węgrzy. Tu stosunki są dobre, co nie znaczy bez skazy. Premier Orban nie poparł Polski w staraniach o nieprzedłużenia kadencji Donaldowi Tuskowi w Radzie Europejskiej, dzięki czemu – zamiast się zmartwić – uzyskaliśmy kapitalne świadectwo osamotnienia w głosowaniu (1:27) tej kwestii. Teraz okazało się, że nasz największy przyjaciel Orban budował kolczaste zapory przeciwuchodźcze, zarzekał się, że żadnych uchodźców na Węgry nie wpuści, a po cichu przyjmował (1800 osób) i gotów jest czynić to dalej (co pochwalamy), ale na swoich warunkach.

Słowem jeśli wypomnieć Rosji przetrzymywanie wraku prezydenkiego Tu-154 oraz ataki hakerskie, jeśli dziwić się, że Białoruś trzyma się gloryfikacji swojej roli w ZSRR, jeśli ostrzec Niemców przed wzrostem nastrojów antypolskich na tle trwania prezesa Kaczyńskiego przy kwestii odszkodowań wojennych (potrzebuje tego do budzenia nastrojów antyunijnych), jeśli mieć za złe Litwie jeszcze i to, że przemilcza wkład polski w rozwój swojej kultury materialnej i duchowej, jeśli boczyć się na Ukrainę za łatwy przemyt ludzi przez ich granicę zachodnią, jeśli podkręcić Czechy za prezydenta Babisza, który knuje włączenie Austrii do Grupy Wyszehradzkiej, co wyeksponuje Wiedeń kosztem Warszawy, wreszcie wbrew flirtowi z demokratycznym inaczej tureckim prezydentem Erdoganem – można uznać, że warunek do wielkości duchowej kraju, warunek problemowego otoczenie, spełniamy.

Nie mamy u siebie, to prawda, wrogo nastawionych do ogółu mniejszości narodowych, Ale można wyznaczyć do tej roli przeciwników politycznych, z których jedna z partii sama przybrała miano opozycji totalnej; można podejrzewać o to niesłuszne organizacje pozarządowe, obrońców puszczy, obrońców demokracji, Czarne Parasolki, środki przekazu głównego nurtu. No i tych, którzy oblewając się łatwopalnym płynem szukają sławy Ryszarda Siwca i Jana Palacha. Wystarczy zaczekać i nie skąpić starań by obszary niepokoju w nas i wokół Polski potęgowały naszą wielkość duchową.

W określeniu pępek nie należy dopatrywać się żartu, ani tym bardziej kpiny. Jest to punkt znaczący. Szwajcaria skupia uwagę jako węzeł stabilności finansowej, nie ma wrogów, nie dąży do poszerzenia terytorium ni zasięgu wpływów. W naszym przypadku zanosi się na znaczenie przez samotność. Nawet wybrany za wzór Izrael nie zabiega o wzmacnianie swojej wymuszonej izolacji, przeciwnie – częściowo ją zmniejszył. Nami steruje polityk niesyty osobności i niestykalności. Jeśli nie wybijemy mu tego z głowy, tak rozumianą wielkością duchową nikt nam nie dorówna. Niestety.

[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]

Jerzy Szperkowicz

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. artu 2018-01-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com