Stanisław Obirek: Nasze doświadczenie

Uwagi na marginesie mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk

08.12.2019

Wysłuchałem mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk. Przeczytałem już kilka komentarzy. Przeważnie obok tego, co mówiła noblistka. Cieszę się, że Redaktor Miś dał mowę przy moim poprzednim wpisie, więc każdy może sobie wyrobić własne zdanie.

Dla mnie ten „Czuły narrator” jak swoją mowę zatytułowała Tokarczuk, to ważny manifest i, tak jak podejrzewałem, w pełni się w tej mowie Olgi Tokarczuk odnalazłem. Mądra, wyważona, czuła, krytyczna i skromna. Noblistka słucha świata i dlatego jest tak przekonująca.

Gdy ją słyszałem, gdy mówiła, że „Literatura stawia więc pytania, na które nie da się odpowiedzieć przy pomocy Wikipedii, wykracza bowiem poza same fakty i wydarzenia, odwołując się bezpośrednio do naszego ich doświadczania” to tak jak bym słyszał/czytał Williama Jamesa mówiącego o doświadczeniu religijnym. James, choć był protestantem to potrafił wyłowić w doświadczeniu religijnym ważne dla każdego religijnego człowieka. I to niezależnie od tego, czy należał do jakiegoś kościoła, czy religii, czy nie. Podobnie Tokarczuk. Wsłuchuje się w doświadczenie ludzkie i go nie osądza. Po prostu stara się je zrozumieć.

Słuchając jej wywodu o zmieniających się formach ludzkiej komunikacji miałem wrażenie, że słucham/czytam mego mistrza Waltera Onga. Amerykańskiego jezuity, który zafascynowany intuicjami swego mistrza Marshalla McLuhana, chyba poszedł dalej. Nie tylko fascynował się technologicznymi ciekawostkami, ale wskazywał na ich ograniczenia, obawiał się ich zniewalającej siły.

Powiada Tokarczuk: „Ludzkość przeszła długą drogę w sposobach przekazywania i współdzielenia własnego doświadczenia, od oralności, zdanej na żywe słowo i ludzką pamięć, po rewolucję Gutenberga, kiedy opowieść została powszechnie zapośredniczona przez pismo i w ten sposób utrwalona i skodyfikowana oraz możliwa do powielania bez zmian. Największym osiągnięciem tej zmiany był moment, w którym myślenie jako takie utożsamiliśmy z pismem, czyli konkretnym sposobem używania idei, kategorii czy symboli. Dziś – to jasne – stoimy w obliczu podobnie znamiennej rewolucji, kiedy doświadczenie może być przekazywane bezpośrednio, bez pomocy słowa drukowanego”. Ong ten nowy etap naszej ludzkiej komunikacji nazwał wtórną oralnością, by odróżnić od oralności pierwotnej, bo przecież mimo pozorów nie utraciliśmy i chyba już nie utracimy wspomnienia i pamięci o piśmie.

Choć czytam nie tylko teksty literackie, to chyba zgadzam się z Tokarczuk, gdy mówi, że „Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los”. Filozofia bowiem, o teologach nie wspominając, są mnie cierpliwi. Zbyt zajęci sobą, troszczą się głównie rozwijaniem własnych myśli nie troszcząc się za bardzo, co też inni o nich myślą, nie mają też czasu, by przejmować się innymi. Polityków i tzw. uczonych z różnych dziedzin też czasem sobie podczytuję, ale wracam najchętniej do literatury właśnie.

Dzięki wieloletniej przyjaźni z Zygmuntem Baumanem przyswoiłem sobie głęboko prawdę o świecie płynnym z jednej strony, a więc tajemniczo połączonym, ale też rozsypanym, chaotycznym, pozbawionym jednej przewodniej idei. To doświadczenie zdaje się też przemożne w życiu i twórczości autorki Biegunów. Ale przecież tak jak i Bauman, Tokarczuk nie rozpacza, po prostu stwierdza jak się rzeczy mają. A my pośród nich. Podzielam jej diagnozę, że „Nasza duchowość zanika albo staje się powierzchowna i rytualna”. Ale bliska jest mi też jej tęsknota za innym światem: „Dlatego tęsknię do tamtego świata od imbryka”. Jeśli ktoś nie pamięta, to imbryk z bajki Andersena, który nie może się pogodzić z okrutnym losem skazującym go na wegetację niepotrzebnego przedmiotu na śmietniku.

Choć nie jestem pisarzem, to jednak myślę podobnie jak Tokarczuk, że cechą umysłu jest jego zdolność do tworzenia całości, do nadawania sensu tym rozproszonym cząsteczkom, które tylko z pozoru są bezsensowną magmą. Jak powiada: „W gruncie rzeczy – jestem o tym przekonana – pisarski umysł jest umysłem syntetycznym, który z uporem zbiera wszystkie okruchy, próbując z nich na nowo skleić uniwersum całości”.

Poruszyła mnie niepomiernie rekonstrukcja momentu wypłynięcia w sierpniu 1492 roku Krzysztofa Kolumba z wybrzeży Europy w kierunku Ameryki, a zwłaszcza niszczące konsekwencje dla ludów Ameryk tego faktu. Może dodałbym jeszcze, że kilka miesięcy wcześnie królowie Hiszpanii wydali edykt wypędzający zasiedziałych od stuleci Żydów, może dłużej niż wypędzający ich arcykatoliccy monarchowie. Tak literaci pomagają nie tylko doświadczać rzeczywistości, pozwalają widzieć jej głębsze wymiary. Nie zawsze są to odkrycie budzące nadzieję, a już na pewno burzą dobre samopoczucie nazbyt pewnych siebie chrześcijan.

W wywodzie Tokarczuk nie ma oskarżenia, jest stwierdzenie faktu: „Ten moment, który teraz widzimy poprzez czas, doprowadził do śmierci 56 milionów z blisko 60 milionów rdzennych Amerykanów. Ich populacja stanowiła wtedy około 10 procent całej ludności ziemi. Europejczycy nieświadomie przywieźli ze sobą śmiertelne prezenty – choroby i bakterie, na które rodowici mieszkańcy Ameryki nie byli odporni. Do tego doszło bezpardonowe niewolenie i zabijanie. Zagłada trwała lata i zmieniła kraj”. Jest ono jednak mocniejsze niż retoryczne popisy kaznodziejów wieszczących zniszczenie obyczajów czy pomstujących na współczesnych relatywistów i nihilistów.

Dlatego ważne są wypowiadane przez nas słowa i kłębiące się w naszych głowach myśli. Im więcej w nich dobra, czułości i miłości, tym lepiej dla nas wszystkich. Jeśli przeważa w nich zło, wrogość i nienawiść go zabijają nie tylko ofiary nienawistników, ale i ich samych. „Nasza mowa, myślenie, twórczość nie są czymś abstrakcyjnym i oderwanym od świata, ale kontynuacją na innym poziomie jego nieustannych procesów przemiany”. Lepiej więc włączać się w budowanie niż niszczyć to, co inni stworzyli.

Nie mogę na koniec nie przywołać tego cudownego nawiązania do narratora z Księgi Rodzaju i przypomnieć, że jego autorka została oskarżona ostatnio o niszczenie religijnych czy chrześcijańskich tradycji. Zrobił to jeden z teologów, którego imienia nie godzi się przywoływać. Mam nadzieję, że przeczyta i ten fragment i całą mowę i że zmieni zdanie: „Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem: »Na początku było słowo«? Który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku? Który śledzi serial powstawania kosmosu? Który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: »I uznał Bóg, że to było dobre«. Kim jest to, które wie, co sądził Bóg?”

Te pytania pozostawmy otwarte.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com