Telewizja pokazała (564)

23.12.2019

W latach 2003-2006 Ryszard F., pseudonim „Fryzjer”, stworzył grupę przestępczą, która dawała i przyjmowała łapówki w zamian za ustawianie wyników meczów piłkarskich. Sprawa była głośna wiele lat temu, obszernie pisała o tym prasa. Myślałem, że oskarżony został dawno skazany i pewnie już wyszedł na wolność. Ale przecież żyjemy w Polsce, a tu młyny boże w wymiarze sprawiedliwości mielą powoli. W tych dniach „Fryzjer” został skazany na karę 4,5 roku więzienia, dodatkowo otrzymał zakaz organizacji i uczestniczenia w profesjonalnych zawodach sportowych przez 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny.

* * *

Kiedy w jakiejś firmie rządzi psychopata, ludzie zmieniają się i zaczynają panować psychopatyczne zachowania. Podobnie jest, niestety, kiedy psychopata rządzi krajem, a zależni od niego ludzie naśladują go w zachowaniach i odzywkach. To się w pewnym stopniu udziela ludności, która te dziwne zachowania i odzywki zaczyna traktować jako normalne i naśladować. Skażone media nie mają żadnych hamulców i dopuszczają do głosu innych psychopatów. Prawo przestaje być przestrzegane, zmieniają się obyczaje. Przy czym kłamliwy język odbiera znaczenie słowom, nadaje im inne, podobnie jak u Orwella ministerstwo tajnej policji nazywało się ministerstwem miłości.

Co można zrobić? Przede wszystkim nazywać rzeczy po imieniu, przywrócić znaczenie nazwom.

Tsy-lu zapytał Konfucjusza: Gdyby książę Wei oczekiwał cię, mistrzu, by powierzyć ci rządy w swym państwie, od czego byś, mistrzu, rozpoczął swą działalność?

– Mistrz odpowiedział: Najkonieczniejszą rzeczą jest sprawić, żeby nazwy były prawidłowe.

-Tsy-lu rzekł na to: Czyż istotnie to? Chyba pobłądziłeś, mistrzu! Po cóż starać się, żeby nazwy były prawidłowe?

– Mistrz odparł: Jeżeli nazwy nie są prawidłowe, to mowa nie zgadza się ze stanem rzeczy; jeżeli mowa nie zgadza się ze stanem rzeczy, to obowiązki służbowe względem państwa nie są wypełniane; jeżeli obowiązki służbowe nie są wypełniane, to obyczaje i muzyka nie kwitną; jeżeli obyczaje i muzyka nie kwitną, to kary nie są trafnie stosowane; jeżeli kary nie są trafnie stosowane, to lud nie wie jak posługiwać się rękami i nogami.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kościół Bartoś.jpg

Czytam o „historycznej”, „epokowej” decyzji papieża:

Papież zdecydował, że Kościół nie będzie mógł nałożyć „więzi milczenia” osobom nieletnim, które były molestowane seksualnie przez księży i reprezentantów władz kościelnych oraz świadkom tych czynów. Zdjął tym samym „tajemnicę papieską”, z powodu której ofiary nie miały dostępu do wyroków, jakie zapadały w rezultacie złożonego przez nie zgłoszenia. Jak wyjaśnił Watykan, decyzja Franciszka ma też zapewnić „dobre imię osób zaangażowanych”. Ostatni, piąty punkt wtorkowego dokumentu stwierdza: “Temu, kto zgłasza taką sprawę, kto twierdzi, że został poszkodowany, a także świadkom nie można narzucić zobowiązania do milczenia w kwestiach jej dotyczących”.

No, to prawdziwy przełom – nie należy milczeć w sprawach przestępstw księży, czyżby nie byli już kimś lepszym niż zwykli obywatele? Może nawet dojdzie do tego, że kapłani sami zaczną zgłaszać na policję przypadki pedofilii i molestowania ze strony księży. Jeszcze trochę poczekamy i papież ogłosi, że należy zachowywać się przyzwoicie i nie gnębić innych ludzi. Tylko czy księża i wierni są przygotowani na taki wstrząs?

Zniesienie tajemnicy papieskiej odnosi się tylko do historii i pornografii z udziałem nieletnich, ale już takie zdarzenia z udziałem osób dorosłych nie podlegają obowiązkowi mówienia i współpracy z wymiarem sprawiedliwości.

Stopniowy postęp Kościoła w przyjmowaniu oczywistych rzeczy przypomina mi anegdotę z czasów ZSRR:

Kiedyś towarzysz Chruszczow wezwał do siebie prezesa Akademii Nauk ZSRR i powiedział:

– Wy, naukowcy, nie raz zwracaliście nam uwagę, że nie mamy racji twierdząc iż 2 × 2 = 7. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw waszym postulatom. Od dziś 2 × 2 będzie równe 6.

– Dziękuję bardzo za zrozumienie, towarzyszu Chruszczow, odpowiedział prezes Akademii. Ale czy nie bylibyście skłonni w przyszłości dopuścić, że  2 × 2 = 4?

– Ej, uważajcie no! Jak będziecie tak gadać, to znowu 2×2 będzie równe 7.

* * *

Ilekroć władza staje się bardziej autorytarną, pojawia się nie wiadomo skąd mnóstwo ludzi, którzy chętnie pomogą jej w draństwach i dołączą do takiej „dobrej zmiany”. Mamy złudzenia, że żyjemy wśród ludzi przestrzegających porządku i pełnych empatii i dziwi nas, kiedy okazuje się że to tylko pozory, że wielu cechuje chciwość i bezwzględność. Wydaje się, że wystarczy że przywódca wygłosi parę obrzydliwych deklaracji czy stwierdzeń i już zewsząd pojawiają się tacy ludzie. Przypomina to zajmowanie wolnych miejsc parkingowych przeznaczonych dla niepełnosprawnych.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\zasiedlić Marsa.jpg

* * *

Niewesoło.

Jak podaje Rzeczpospolita, sędzia Krzysztof Ptasiewicz, na wieloletniej delegacji do warszawskiego sądu okręgowego, rozpoznawał wniosek w sprawie w wydziale karnym. Odrzucił wniosek prokuratury o areszt, oceniając, że nie jest on dostatecznie uzasadniony. Postanowienie wydał o godz. 11, a już o 11.50 do prezesa sądu wpłynęło pismo z ministerstwa sprawiedliwości informujące, że z końcem dnia sędzia zostaje odwołany z delegacji i wróci do sądu rejonowego.

* * *

Nie udało się powstrzymać w Polsce zarazy ASF zagrażającej trzodzie chlewnej. Próbowano wybić dziki, które roznoszą tę zarazę, ale jednocześnie widzimy na filmach, jak myśliwi bez żadnych zabezpieczeń patroszą zabite dziki, brodzą w ich krwi itp. A przecież dziki nie kontaktują się ze świniami, to człowiek przez swoją lekkomyślność przenosi zarazę na świnie.

Zaraza (zarażone dziki) dotarła na zachodnią granicę Polski. Niemcy bronią się, budując 120-kilometrowy elektryczny płot na Odrze. Podobno ma to być płot okresowy, ale obawiam się, że jak PiS zaostrzy swoją politykę to nie będzie warto tego płotu rozbierać.

Ciekawe czy to ASF jest zaraźliwe. Przypomina się dowcip z 2001 r.:

Prosto z Sejmu: zła i dobra wiadomość. Zła – jeden z posłów złapał pryszczycę. Dobra – teraz trzeba będzie wybić całe stado.

* * *

Jan Śpiewak, aktywista społeczny, przegrał proces o zniesławienie pani mecenas Bogumiły Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej i został skazany na karę pieniężną. Chodziło o to, że w mediach społecznościowych napisał, że pani mecenas „przejęła metodą na 118-letniego kuratora kamienicę na Ochocie”. W trakcie rozprawy wykazano, że jego oskarżenia mijają się z prawdą. Pan Śpiewak w sądzie twierdził, że atakując panią mecenas “posługiwał się oczywistymi skrótami myślowymi oraz sformułowaniami, które nie mają jednoznacznych desygnatów i podlegają swobodnej interpretacji”. Zapewniał też, że „nigdy nie twierdził, że popełniła jakiekolwiek przestępstwo”. Warto przypomnieć, że pan Śpiewak wyciągnął to, że pani mecenas jest córką prof. Ćwiąkalskiego i starał się powiązać ich oboje z nieuczciwą prywatyzacją kamienic.

Po wyroku pan Śpiewak wypowiadał się, że został niesłusznie skazany i będzie prosił prezydenta Dudę o ułaskawienie. I pan Duda zaprosił go na rozmowę i stwierdził, że droga do ułaskawienia jest dla niego otwarta.

Ta cała historia przypomina mi jeden ze skeczów Monty Pythona, gdzie oskarżony w sądzie wygłasza płomienną mowę w obronie demokracji i praworządności, po czym sędzia przypomina mu, że chodzi o niewielki mandat za złe parkowanie.

* * *

Dobra zmiana bierze się za sędziów. W hybrydowej wojnie PiS-u z narodem to jest kolejny etap.

Tak może wyglądać wymiar sprawiedliwości po reformach „dobrej zmiany”:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Catalano 2.jpg

Rzeźba autorstwa Catalano

Oczywiste jest, że kiedyś ci politycy staną przed sądem, a wtedy chcieliby, żeby oskarżał ich „swój” prokurator i sądził „swój” sędzia. Zapominają, że wraz ze zmianą władzy „swoi” przestają często być „swoi”.

* * *

Kiedy chce się rozmyć jakiś gorący problem to powołuje się komisję. Głośno było o pedofilii wśród księży, dużo zamieszania wywołał film braci Sekielskich. Wtedy Kościół oznajmił, że pracuje nad tym problemem (który raz to słyszeliśmy?), zaraz opracuje instrukcję dla kleru, a w sejmie powołano komisję ds. wyjaśniania przypadków pedofilii. Jak pisze w Polityce Joanna Podgórska, komisja podeszła do tematu szeroko, bo przecież nie można go ograniczać do pedofilii w Kościele. Na pewno są pedofile w innych środowiskach, na przykład wśród murarzy. Problem ukrywania tych przestępstw przez biskupów nie wydawał się PiS-owi najważniejszy, choć przecież nie zdarza się, żeby gdziekolwiek jeszcze przełożeni kryli pracowników-pedofilów. Był gotowy projekt obywatelski o powołaniu społecznej Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia, ale PiS zdecydował, że opracuje własny.

Joanna Podgórska pisze:

Projekt rządowy od początku budził poważne wątpliwości. Procedowany był bez konsultacji. Najbardziej krytykowany był zapis o tym, że komisja będzie mogła decydować o wpisaniu do jawnego rejestru osoby nieskazane za czyny pedofilskie, ale „uznane za sprawców”. Według Sądu Najwyższego może to łamać standardy ochrony praw człowieka.

Jak to z komisjami, sprawa się przeciągnie, oburzenie opinii publicznej zmniejszy się i w końcu uchwali się parę banałów.

Ciekawe, że kiedy PiS eksponował fakt, że dwóch sędziów kiedyś ukradło coś w sklepie, to postanowił „oczyścić tę kastę”, a nie powołał komisji, która zajęłaby się kradzieżami w sklepach.

* * *

Jurek Owsiak przeklinał na scenie Pol’and’Rock Festiwal i to poruszyło Komendę Miejską Policji w Gorzowie Wielkopolskim tak, że złożyła wniosek o jego ukaranie.

Jurek Owsiak powiedział m.in.:

– Wracamy do rzeczywistości. A ta rzeczywistość rozszarpuje, nie dba, nie ma śmiałości, jest bolesna. To może coś k***a zmienimy? Po raz drugi to powiem. I od***rdolcie się w sądach, bo to jest utwór muzyczny. Żeby nie rządziło kłamstwo, pogarda i szczucie Polaków jednych na drugich, to może ku***a coś zmienimy?

– Przepraszam, jeżeli kogoś obraziłem, ale się, k****, to wszystko wylewa z człowieka. Nie dajcie sobie, po***ać, w sercu, to jest wasz kraj, nie dajcie się omamić. Przeżyłem PRL, jak można teraz tak szczuć. Pierwszy mandat dostanę za bluzgi. Trzeba się je***ć w łeb, aby w te wszystkie kłamstwa uwierzyć. Zmieńcie coś, trzeba w końcu coś zmienić.

Rzeczniczka sądu:

Został już wylosowany sędzia, który będzie się zajmował tą sprawą. To on podejmie decyzję, czy wyrok zapadnie w trybie nakazowym na posiedzeniu niejawnym, czy podczas rozprawy.

No i słusznie, do czego to k*** podobne, żeby ktoś się odzywał publicznie jakby był na Marszu Narodowców czy na jakimś meczu.

* * *

Prawda jest rzeczą rzadką. Ludzie chętnie wierzą w różne bajki, nawet kiedy są nielogiczne.

Łatwowierność ludzka sięga zarania dziejów. Można podać wiele przykładów przekłamania historii, tworzenia bohaterów z osób, które na to nie zasługują. Ludzie chętnie wierzą w bajki.

Czas zatarł pamięć o dawnych zdarzeniach, a fantazja pisarzy przesłoniła prawdziwy obraz dziejów. Tam, gdzie mogę, próbuję dać świadectwo prawdzie.

Napisałem kiedyś, jak się naprawdę miała rzecz z królewną Śnieżką https://studioopinii.pl/archiwa/51291. Chciałbym skorygować też tę ckliwą historię podaną w bajce o Kopciuszku.

Tu podaję tylko mały fragment opowieści, którą zatytułowałem „Prawdziwa historia Kopciuszka”.

„Historia Kopciuszka”, opisana w tej żałosnej bajce, o którą pytasz, wiąże się w pewien sposób ze smokami. To był pomysł Lung Wu, on lubuje się w takich dydaktycznych rozwiązaniach – chce żeby wszyscy wyciągnęli ze zdarzeń jakąś lekcję. Oczywiście nie mam na myśli tej słodko-ckliwej historyjki, gdzie piękny królewicz kierując się swym gorącym uczuciem poślubia biedną, lecz piękną i pracowitą dziewczynę. Widziałaś gdzieś takich królewiczów?

I co z tego wyszło? Teraz miliony dziewczyn czekają na swego „księcia z bajki”. Nie wiem, czy o to chodziło Lung Wu. Ja w każdym razie miałem inne zamierzenia.

Wróciłem właśnie z wyprawy na Wyspy i, jak zwykle, wybrałem się w góry. Nie przepadam za podróżami morskimi i miałem dość tego nieustannego kiwania statku, szumu fal i słuchania pieśni marynarskich. Lubię góry i mam tam ukrytą chatkę w świerkowym lesie, koło strumyka, z pięknym widokiem na masyw Śpiącego Krasnala. Zaplątałem ścieżki prowadzące do mej chaty i rozkoszowałem się samotnością i pięknem przyrody. Cóż piękniejszego od kropli rosy na liściach, zapachu świerków i sosen, szumu drzew, albo wygodnego fotela przy kominku, gdy za oknem pada deszcz i stuka w poszycie dachu.

Któregoś dnia, gdy zacząłem właśnie czytać „Księgę Lung Tao, czyli Drogę (Do) Krainy Smoków”, usłyszałem pukanie do drzwi. Ki diabeł? Tylko trzy osoby znały drogę do mojej chatki, ale żadna z nich nie przepadała na tyle za tym miejscem, aby tłuc się taki kawał drogi i znienacka składać mi wizytę.

Zaciekawiony otworzyłem drzwi i wyjrzałem na zewnątrz. Na progu stała hoża dziewczyna w cienkiej, niemal przezroczystej sukni i chabrowym wianku na głowie. Słysząc, jak otwieram drzwi, zasłoniła jedną ręką oczy, a drugą położyła na wydatnym biuście i zawołała: „O, szlachetny starcze! Zaklinam cię na kolor moich włosów – spełnij me życzenie!”

Starcze?! Nie miałem wtedy nawet siedmiuset lat! Nie byłem nigdy czuły na punkcie swojego wieku, nie ma on zresztą prawie żadnego wpływu na wygląd krasnala, ale trochę dotknęło mnie bezceremonialne zachowanie młodej dziewczyny.

Zastanawiałem się właśnie czy powiedzieć jej coś w rodzaju „panienka pomyliła adres, to chyba piętro wyżej”, kiedy nagle dotarło do mojej świadomości, że jej włosy, na które się zaklinała, są rude! Teraz to nikogo nie dziwi i rudzi są dość powszechnie spotykani, ale wtedy jedyną istotą o takich włosach był mój cioteczny brat, Ramandes. Oprócz niego rude włosy miała jeszcze królewna Śnieżka, jego córka, co zresztą było najlepszym świadectwem jej pochodzenia, a tu ta dziewczyna… A więc ona jest…

„Ramandes!” zawołałem, bo już zrozumiałem co się stało.

Słysząc mój dźwięczny głos dziewczyna odsłoniła oczy i zapytała: „Skąd znasz imię mego ojca?”

Widok młodzieńca, jakim byłem, zmieszał ją wyraźnie, gdyż spodziewała się niechybnie zobaczyć starca. Nagle oczy jej zabłysły i wołając „Wujek Wu-szan!” rzuciła mi się na szyję. No, teraz nie mogłem mieć wątpliwości – moje chińskie imię znał tylko mój brat, bo to on mnie tak kiedyś nazwał.

Siedziałem i patrzyłem na nieznaną mi kuzynkę, Lili (tak się przedstawiła), która pałaszowała posiłek, rozglądając się przy tym z zaciekawieniem po izbie. Mimo oczywistych dowodów jej pochodzenia wszystko wyglądało nad wyraz tajemniczo. Jak udało jej się trafić do mojej chaty? Dlaczego z początku zachowywała się tak dziwnie? W jaki sposób, nie znając mnie zupełnie, rozpoznała, że jestem jej kuzynem? Ciekawość moja nie była zbyt długo wystawiona na próbę, gdyż dziewczyna, przełknąwszy ostatni kęs strawy, natychmiast rozpoczęła opowieść, która okazała się długa i pogmatwana, jak droga, którą do mnie przyszła.

* * *

Szkło Kontaktowe:

Nie mamy ochoty prosić pana Prezydenta o ułaskawienie. Co ma być to będzie.

Karpie

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Magdalena 2019-12-23
    • PIRS 2019-12-23
  2. Andrzej Goryński 2019-12-24
    • PIRS 2019-12-24
  3. Sir Jarek 2019-12-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com