Stanisław Obirek: Poważna sprawa z prawem

25.01.2020

Jeden z najwybitniejszych współczesnych teoretyków prawa Ronald Dworkin przed laty napisał ciekawą książkę zatytułowaną Biorąc prawo poważnie. Ciekaw jestem czy czołowi polscy politycy (niektórzy mają wykształcenie prawnicze…) ja czytali. A jeśli czytali, co z niej zapamiętali.

Słuchając pewnych komentarzy mam nieodparte wrażenia, że nie biorą oni prawa poważnie. A to jest sprawa bardzo poważna, zwłaszcza w kraju, który tak ochoczo powołuje się na wartości religijne.

Dla Dworkina, który nie był człowiekiem religijnym, prawo miało ścisły związek z moralnością. W istocie pod koniec życia napisał niezwykle ciekawą książkę Religia bez Boga, w której wskazywał, że dla moralności istnienie Boga nie jest konieczne. W każdym razie od rozwiązania kwestii autonomii sądownictwa zależy, czy pozostaniemy w rodzinie krajów demokratycznych, czy się stoczymy w mroczny świat dyktatury, w której związek polityki z moralnością nie istnieje.

Dziwi mnie, że polscy teologowie i hierarchowie, zwykle tak czuli na kwestie moralności, w tej sprawie w ogóle się nie wypowiadają. Obecny spór stawia pod znakiem zapytanie moralność nie tylko polityków, ale i popierających ich duchownych. Jest to tym bardziej zdumiewające, że to właśnie polscy duchowni zwrócili się do papieża Franciszka by ogłosił św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. W jakim stopniu znam doktrynę polskiego papieża, moralność zawsze była dla niego istotną wartością. Jak to więc jest, że jego duchowi synowie nie widzą żadnego problemu, gdy prawo i moralność są deptane?

Jest dla mnie także rzeczą zdumiewającą, że Kościół katolicki, który tak chętnie odwoływał się do prawników, gdy trzeba było zabezpieczać jego własne interesy — dzisiaj milczy jak grób. Tymczasem to właśnie on jako instytucja, może paść ofiarą kaprysu polityków, jak to się już nieraz w historii zdarzyło. Jednak ta instytucja moim zdaniem już dawno straciła wszelki autorytet i być może to jest jednym z powodów jej obecnej wstrzemięźliwości w obecnie konfliktu Sądu Najwyższego z rządzącą partią. A co gorsze jeden z wpływowych duchownych, Tadeusz Rydzyk, wielokrotnie deklarował swoje poparcie dla Zbigniewa Ziobry w jego destrukcji państwa prawa.

Spór między Sądem Najwyższym i sprawującymi władzę politykami PiS-u to decydująca batalia o uratowanie praworządności w Polsce. Ma rację Henryk Wujec, gdy komentuje ten spór jako „śmieszny; gdyby o tym pisał Mrożek”.

Jednak sprawa jest śmiertelnie poważna. Na początku grudnia pisałem o tekście dwóch wytrawnych akademików i praktyków prawa, którzy sporo mi wyjaśnili, już samym tytułem swego felietonu: „O stosowaniu prawa Unii mogą rozstrzygać niezawisłe sądy”. Chodziło o Macieja Gutowskiego i Piotra Kardasa, „O stosowaniu prawa Unii mogą rozstrzygać niezawisłe sądy”, Rz 3 12 2019.

Wtedy Gutowski i Kardas pisali, że „szkoda Polski”, gdyż przewidywali awanturnictwo obecnego ministra sprawiedliwości i prezesa PiS-u. Nie mylili się. Teraz przeczytałem znowu tekst prof. Gutowskiego, który 24 stycznia 2020 również na łamach „Rzepy” napisał, że „Spodziewałem się zakwestionowania statusu sędziów, bo to odbicie wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Spodziewałem się też zakwestionowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego”. Dodał też, że 

Sąd Najwyższy zastosował tu dualny mechanizm stabilizujący polegający na: 1) bezwzględnym mechanizmie wadliwości w odniesieniu do sędziów SN; 2) względnym mechanizmie wadliwości w odniesieniu do innych sędziów, tzn. wymagającym wykazania znaczenia naruszenia tego standardu w konkretnej sprawie, wyłączeniu skutku wstecznego w odniesieniu do wydanych przed jej podjęciem orzeczeń oraz skutków uchwały wobec toczących się postępowań. Mechanizm konwalidujący nie odnosi się natomiast do orzeczeń izby dyscyplinarnej. Ten dualizm wynika – jak należy sądzić – z zakwestionowania ID in toto przez TSUE oraz jej wadliwości w perspektywie konstytucyjnej.

To język techniczny, ale jasny i wiadomo o co chodzi. Zastanawiam się, dlaczego nie wszyscy go rozumieją, zwłaszcza najważniejsi urzędujący politycy w państwie.

Jeden, minister Zbigniew Ziobro. Zaraz po ogłoszeniu uchwał Sądu Najwyższego swoje stanowisko w tej sprawie przedstawiło Ministerstwo Sprawiedliwości.

— Sąd Najwyższy procedował z rażącym naruszeniem prawa, a jego tzw. uchwała nie powoduje żadnych skutków prawnych.

Drugi to premier Morawiecki:

Jako prezes Rady Ministrów nie mogę pozwolić na chaos i anarchię. W granicach moich kompetencji posługuje się możliwością skierowania do Trybunału Konstytucyjnego wniosku z prośbą o rozpatrzenie sprawy w trybie możliwie pilnym. Uchwała Sądu Najwyższego jest niebezpieczna dla ustroju Rzeczypospolitej.

Te dwie wypowiedzi nie tylko kompromitują obu polityków, ale zapowiadają dalszą eskalację napięć sprokurowanych właśnie przez resort, którym kieruje Ziobro.

Profesor Adam Strzembosz, b. pierwszy prezes SN wypowiedział się w TVN 24 jednoznacznie: „Patrzę na to z zawstydzeniem, że można takie rzeczy wypowiadać w kraju, który ma jednak bardzo wysoki procent ludzi z wysokim wykształceniem”. Strzembosz przypomniał inną skandaliczną wypowiedz Ziobry sprzed lat: „Były takie lata, kiedy pan minister sam już wydawał orzeczenia. Teraz przeszliśmy do wyższego etapu: teraz pan minister mówi, co Sądowi Najwyższemu wolno albo nie wolno – zauważył prof. Strzembosz nawiązując do słynnej sprawy kardiochirurga Mirosława Garlickiego, oskarżonego o zabójstwo pacjenta. Ziobro na konferencji specjalnie zwołanej po zatrzymaniu lekarza mówił: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Wypowiedź stała się przyczyną wytoczenia mu przez zatrzymanego procesu cywilnego, który lekarz wygrał”. Miejmy nadzieję, że Ziobro przegra i tym razem.

Profesor Ewa Łętowska całą sprawę komentuje w następujący sposób:

To dwa różne światy, dwie kultury bycia w społeczeństwie. Z jednej strony — Uchwała SN, z drugiej — i wypowiedzi najwyższych przedstawicieli władzy wykonawczej. Uchwała SN — to wypowiedź w ramach sądowej procedury. Rozumiem treść wypowiedzi Prezydenta i ministra sprawiedliwości, ale ich oceny są dokonywane poza jakimkolwiek trybem proceduralnym. Retoryki Prezesa Rady Ministrów nie dam rady nawet skomentować. Nasze demokratyczne instytucje przeżywają poważne konwulsje. Nie wiem, w którą stronę zmierzamy, ale na pewno odeszliśmy od państwa prawa i odchodzimy od demokracji.

I jeszcze jedna ocena Łętowskiej uchwały SN:

Ta uchwała nie ma nic wspólnego ze sporem kompetencyjnym, honoruje to, co się wydarzyło do tej pory; nie podważa nominacji sędziowskich prezydenta, ani nic nie nakazuje Sejmowi. A z drugiej strony wskazuje samym sędziom, co mogą zrobić, by nie pogłębiać chaosu w sądownictwie, który zgotowali politycy.

Pani Profesor dodała coś, co napełnia otuchą:

To od morale i odporności sędziów zależy teraz przyszłość orzeczeń. Dawno zresztą nie widziałam takiego aktu wiary i zaufania wobec liniowych sędziów. To wyraźny demokratyczny aspekt sprawy. Albo wybierzesz to, co jest zgodne z prawem, albo to, do czego cię skłania polityka. Twój wybór. To może również spowodować, że za jakiś czas ten chaos odżyje, pewnie nawet będzie się pogłębiał, ale temu naprawdę nie będą winne sądy.

No i pozostaje społeczeństwo. Tak uważa profesor Jerzy Stępień. Mnie się też tak wydaje.

Rzecz jest więc poważna i nie wiadomo, jak się skończy. Ale rozmawiać o tym trzeba i za wszelką cenę należy unikać rozwiązań siłowych. Mam nadzieję, że do nich nie dojdzie.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com