Ernest Skalski: Kaczyński ma się czego bać. A my?6 min czytania

()

05.02.2020

Ziobro już raz był zdradził Kaczyńskiego, lecz wrócił w skrusze i prezes uznał, że nawrócony – posłuszny i może się okazać przydatny. A teraz ni z tego, ni z owego, Ziobro urządza w sobotę konwencję swojej partii Solidarna Polska. Na pewno zaprosi Kaczyńskiego i będzie dla prezesa pierwsze poważne ostrzeżenie. Przyjdzie czy nie, Ziobro i tak zbiera punkty.

W czasie minionej kadencji jakoś nie zwracaliśmy uwagi na to, że Zjednoczona Prawica, to oprócz PiS jeszcze dwie jego nieomal części składowe. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina. W tej kadencji Kaczyński nie urósł w siłę i obaj panowie pozwalają zauważyć, że mają po osiemnaście mandatów i odejście jednego z nich oznacza utratę władzy przez Kaczyńskiego. Władzy opartej wszystkiego o pięć mandatów nadwyżki ponad połowę.

Idą wybory, a prezes nie łagodzi stanowiska, nie usuwa się dyskretnie z centrum sceny politycznej, nie chowa swoich jastrzębi, nie wysuwa gołąbków pokoju. Duda „wszystkich Polaków”, zanim podpisał, co podpisał, zanosił się ujadaniem na sądy coraz mocniej tłamszone przez aparat, którym zarządza Ziobro.

Raz zdradził, drugi raz może. Przecież nie zmienił mu się charakter. Odkąd między prawym bokiem Kaczyńskiego i ścianą pojawiła się Konfederacja, Ziobro ma przestrzeń manewrową. Z jego osiemnastoma mandatami, ze swoimi ludźmi w ważnych miejscach, z doświadczeniem w grach politycznych może śmiało zbliżyć się czy nawet połączyć z jedenastomandatową Konfederacją i zdominować ten tandem. Stałby się poważnym graczem, mając jeszcze czas na dalszą karierę. Jej kandydat Konfederacji, Bosak ma jeszcze więcej czasu. Teraz mogłoby mu się kalkulować podciągnięcie się do wyższej ligi za Ziobrą, a potem to się zobaczy.

Powyższe to tylko gdybanie, jedna z licznych możliwości, ale Kaczyński, który już niewiele ma czasu, ma powód, żeby się bać. Boi się, że jego tradycyjne już przedwyborcze umizgi do centrum, skłoniłyby jakąś część jego żelaznych ideowych wyborców do przerzucenia swego poparcia na dobro Konfederacji. Poczuł, że musi wystąpić jako godny zaufania fighter. Zaatakował sądy.

Pełna i skuteczna pacyfikacja sądownictwa to niezbędny etap na drodze do pełni władzy. Trudny do opanowania ze względu na reakcję Unii Europejskiej i również Stanów Zjednoczonych, gdzie z sądami nawet Trump nie zadziera. Lecz gdyby prezes wybrał jako cel ataku media czy samorządy, to w sądownictwie zostawiłby wolną rękę Ziobrze, który by je pacyfikował na własny rachunek. On byłby tym twardym zawodnikiem w oczach skrajnej prawicy. Nie Kaczyński, który by w jej oczach uchodził za ugodowca. W jeszcze większym stopniu niż teraz.

Radykalizm Kaczyńskiego, który chce utrzymać swe prawe skrzydło, siłą rzeczy zmniejsza poparcie dlań w centrum. PiS traci nagle 6 proc. i ma ich 35. A miewał już nawet 44-45. Platforma zyskała 3 proc., co daje 30. Kidawa – aktualnie 24, ale miała przez chwilę tylko 20. To tylko jeden sondaż, ale trend jest wyraźny, jak i przyczyna – to sędziowie. Jeszcze przed podpisaniem ustawy wychodzą władzy bokiem.

Oczywiście mogą być jeszcze inne wydarzenia i inne trendy. To tylko pokazuje, że między 20 a 45 procentami elektoratu jest do zagospodarowania wielkie i nieprzewidywalne centrum. To nie jest dawne klasyczne Zentrum II Rzeszy. I nie mała, wyrazista partia liberalna, języczek u wagi między Torysami i Labour, czy FDP między SPD i CDU/CSU. Ani nawet PSL, który do 2015 rządził z jednymi lub drugimi, będąc partią ze swoją strukturą i polityką. To jest niejednolita masa, w której mamy wahliwą część demokratycznej opozycji, oportunistyczną część elektoratu PiS, której się on stopniowo przestaje podobać i ludzi bez przekonań. Takich co to głosują lub nie, a jeśli tak, to wybierają pod wpływem przypadku i chwili. Na tym obszarze trudno o dające się jakoś jasno określić ugrupowania. Każdy decyduje na własną rękę

Poszerza się zatem łowisko centrystycznych; Kidawy-Błońskiej, Kosiniaka-Kamysza i Hołowni. Biedroń się tam nie posili.

Od Palikota lewica w kolejnych wyborach osiąga pułap poparcia w okolicach 10 procent. Aktualnie, gdyby wybierano do Sejmu, to aż 13 proc. Dużo jak na lewicę. Biedroń w prezydenty? 7-8 procent wszystkiego. Nieco mniej niż królik z kapelusza – Hołownia.

Zdecydowanie największe poparcie wśród demokratycznych kandydatów to potężny atut, ale też kłopotliwa sytuacja. Wymaga od Platformy liczenia się z wrażliwością konkurentów, ew. sojuszników w II turze. Naturalnym posunięciem wydaje się pakt demokratycznej czwórki o nieagresji przed I turą i zobowiązanie do poparcia tego z nich, który wejdzie do drugiej. Może to wszakże być odbierane jako próba dominacji najsilniejszego.

Inne rozwiązanie polegałoby na tym, że MKB jednostronnie zadeklaruje, że chociaż liczy na zwycięstwo, to „dla ostrożności procesowej”, jeśli wygra w I turze ktoś inny, poprze go i wezwie do głosowania nań swych zwolenników. Pozostałej trójce będzie to wypadało powtórzyć. Czy jednak na tę lojalność będzie mogła liczyć Kidawa-Błońska, jeśli wejdzie do II tury, co najbardziej prawdopodobne?

Spójrzmy jeszcze raz na prawicę. Po podpisaniu przez Dudę ustawy represyjnej, Ziobro już raczej nie fiknie. Konfederaci to też trzy byty jak lewica. Mogą się rozejść po marnym wyniku Bosaka, a co poniektórzy dadzą się kupić Kaczyńskiemu lub Ziobrze. Jeśli Bosak zbliży się do 10 procent, będzie to uznane za zadatek na poważną siłę i zachęta, by pozwolić Dudzie przegrać, jeśli ma się powalczyć o miejsce PiS.

W demokratycznej opozycji sytuacja jest w jakimś sensie podobna. Dla MKB w II turze poważnym zagrożeniem może być absencja lewicy. Fundamentalizm wyborców, którzy nie zagłosują na kandydata uważanego za kościółkowy, na takiego, który nie poprze likwidacji śmieciówek czy aborcji na życzenie. Tego, że w ten sposób wybiorą Dudę i Kaczyńskiego — nie dopuszczają do głowy. Albo nie ma to dla nich znaczenia, a dla innych może to być interesem. Skoro ich kandydat nie wygra, to nie widzą oni potrzeby wzmacniania Platformy, która po sukcesie przestałaby być ich żerowiskiem. Natomiast jej klęska miałaby z lewicy uczynić centrum opozycji. Odsuwanie od władzy Kaczyńskiego staje się przy tym sprawą drugoplanową w obliczu wspaniałej przyszłości jaką ma nam lewica urządzić.

Ernest Kajetan Skalski

Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. PIRS 05.02.2020
  2. Therese Kosowski 05.02.2020