Zbigniew Szczypiński: Moja propozycja pracy dla Prezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie

10.02.2020

O negatywnym bohaterze, jakim stał się prezes sądu rejonowego w Olsztynie (nazwiska nie wymieniam, bo na to nie zasługuje) powiedziano już wiele – że to szczyt chamstwa (to prawda), że to polityczna hucpa w wykonaniu małego człowieka z ekipy „pana Zbyszka” (to też prawda), że to zapowiedź tego, co będzie się działo po wejściu w życie „kagańcowej” ustawy, podpisanej ostatnio przez p. Dudę (zobaczymy to za parę dni, gdy skończy się vacatio legis wspomnianej wyżej ustawy).

Wydawało się, że po występach pani poseł a obecnie sędzi Trybunału Konstytucyjnego, Krystyny Pawłowicz, erudycyjnej głębi zawartej w każdej wypowiedzi obecnych europosłów PiS: Patryka Jakiego czy Beaty Kępy a ostatnio Beaty Mazurek, nic nas już nie zadziwi. Stare powiedzenie mówi jednak – jeśli myślisz, że jesteś już na dnie, to zwykle jest tak, że ktoś jeszcze stuka spod spodu.

Rewolucyjna ekipa „dobrej zmiany” dopiero się rozpędza. Determinacja ich działań to mieszanina strachu przed odpowiedzialnością karną za już popełnione czyny i żądzy jeszcze większych „fruktów władzy” możliwych jeszcze do uzyskania. Partia PiS, wodzowska partia jej twórcy, nie wybrała wariantu partii masowej, według znanego nam modelu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, partii, która „trzymała władzę” przez ponad czterdzieści lat w naszym kraju.

Prezes Jarosław Kaczyński musi przecież pamiętać jak w masowej partii, ponad trzymilionowej, narastały wewnętrzne tarcia i konflikty, jak pojawiało się dwójmyślenie: partia wewnętrzna aparatu i partia zewnętrzna zwykłych członków, jak trudno było sprawować władzę w tak wielkiej organizacji.

Prezes wybrał inny wariant: partia kadrowa z wewnętrznym zakonem (członkowie dawnego Porozumienia Centrum) i klienci – masy funkcjonariuszy, nie członków, na państwowych posadach, ludzi, których pozycja i uposażenie oraz możliwości dalszych awansów zależą od partii.

Partia żywi i broni, kto jest w dobrych relacjach z ważnym partyjnym — ten ma dobrze. On oraz jego rodzina.

Szacunkowa wielkość grupy partyjnych klientów to 800 – 900 tysięcy ludzi. Zdeterminowanych, zdolnych do każdego czynu. Oni muszą walczyć: przegrana w wyborach i odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od władzy to koniec, koniec wszystkiego.

Jak zawsze w rewolucyjnym czasie następuje dekompozycja układu społecznego, społecznego porządku opartego na uznanych autorytetach, wypracowanych procedurach, traktatach i kodeksach prawnych. Wszystko, co wypracował stary system, jest do zmiany, autorytety są z nieprawego łoża i zawsze podejrzane, instytucje oparte na prawie i autorytecie osób realizujących prawo muszą zostać zawłaszczone — najlepiej przez takich, którzy żadnego autorytetu nie mają, bo albo są za młodzi i jeszcze go zdążyli sobie wyrobić, albo, co jeszcze gorsze, są nieutalentowani i nigdy zdobyć go nie potrafią. Rewolucja to czas takich ludzi. Rewolucja, która jako swój znak firmowy przyjęła upowszechnione przez prezesa Jarosława hasło – TKM (teraz kurwa my) daje szansę wszystkim, którzy w normalnym czasie nie mieliby szans w ogóle albo nie na tak błyskawiczne kariery.

Wokół Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego funkcjonują jako jego zastępcy w randze wiceministrów, ludzie w wieku lat czterdziestu lub mniej. Jest to gwardia gotowa na wszystko. Ci ludzie potrafią powiedzieć do kamery, do wielkich rzesz słuchaczy, każdą nieprawdę i każdą bzdurę. To nie są głupi ludzie, oni wiedzą, że mówią nieprawdę, że fałszują najprostsze normy prawa i konstytucji – mówią tak, bo wiedzą, że tego oczekuje od nich ich szef – minister Ziobro, a minister Ziobro wie, że tego od niego oczekuje prezes.

To proste jak konstrukcja cepa. Może zrozumieć każdy.

Szczególną rolę w takim systemie pełnią ludzie, na których ciąży — a to jakiś zarzut, na przykład jakiś wyrok, którego egzekucję uchylił prezydent, mówiąc przy tym, że pragnie swoją decyzją o ułaskawieniu uwolnić wymiar sprawiedliwości od dalszego kłopotu zajmowania się skazanymi w pierwszej instancji wysokimi urzędnikami aparatu władzy, a to ciągnie się za kimś niewyjaśniona sprawa poprawności jego wyboru do Krajowej Rady Sądowniczej.

Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie, bo o nim mowa, zademonstrował to, co zademonstrował właśnie dlatego, że wie – jego pozycja prezesa zależy całkowicie od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Od jego łaski zależy dalszy jego los jako prawnika, ale i jako człowieka. Mając do wyboru: utrzymanie pozycji władczej albo zejście do piekła, którym byłaby degradacja i odpowiedzialność karna za oszustwo i zniszczenie dokumentu – projektu uchwały Zgromadzenia Ogólnego sędziów odbywanego na podstawie obowiązującego (jeszcze) prawa, wybrał, co wybrał – podarł przed kamerą uchwałę, głosząc przy tym, że on tak może, że on broni prawa przed zgromadzenie sędziów swojego sądu, bo to on ma rację…

Zostawiam na boku wszystkie subtelności i rozważania prawne, jest ich aż nadto. Chciałbym się zająć sprawą relacji przełożony – podwładny, kierownik – pracownik. Nie wiem dobrze jakie są relacje: prezes sądu – sędziowie w polskim wymiarze sprawiedliwości. Pewnie to nie jest prosta relacja: przełożony – podwładny, sędziowie nie są przecież zwykłymi pracownikami sądu. Prezes sądu ma jednak funkcje władcze, stanowisko prezesa zawiera to wprost. Bez względu na to, jak dalece występuje tu stosunek podległości — zawsze potrzebny jest do jej sprawowania szacunek i poważanie do osoby przełożonego.

Jak sobie prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie wyobraża sprawowania swojej funkcji prezesa po tym, gdy publicznie znieważył wszystkich swoich sędziów?

To się stało przecież niewykonalne. Nawet wtedy, gdy prezes mierzy ludzi swoją miarą i myśli, że będzie rządził strachem.

Można rządzić strachem. Można uzyskiwać nawet świetne rezultaty w swojej pracy. Przy jednym warunku – to musi być praca elementarnie prosta. Na przykład – kopanie rowu, a i to najwyżej przy użyciu zwyklej łopaty. Wtedy tak, wtedy można rządzić strachem, głodem, przemocą.

Photo by tpsdave on Pixabay

Sąd jednak i praca sędziów to nie kopanie rowu. Tam trzeba innych metod kierowania.

Prezes Sadu Rejonowego powinien zatem przeniesiony zostać do kopania rowów – może być Mierzeja Wiślana. Warunek: wyposażyć go w narzędzia proste, ale skuteczne: kilof, łopata. I tak aż do całkowitego przekopania mierzei. Najlepiej samotnie.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com