27.02.2020

Jaką radę przyjąć na dzisiejsze trudne czasy? Może tę z księgi Koheleta (w tłumaczeniu Romana Brandstaettera):
Nie bądź przesadnie sprawiedliwy ani przesadnie mądry.
Dlaczego miałbyś samego siebie unicestwiać
Nie bądź nazbyt grzeszny ani nazbyt głupi.
Dlaczego miałbyś umrzeć nie w swoim czasie?
* * *
Czym się powinien zajmować prezydent? Chyba mało kto wie czym. W każdym razie kandydaci na prezydenta obiecują różne rzeczy, zwykle takie, jakie byłyby w gestii premiera, za którym jeszcze stałby rząd, najlepiej niekoalicyjny. Na przykład pan Kosiniak–Kamysz obiecał, że jak zostanie prezydentem, to nie wycofa świadczeń socjalnych. Widocznie pisowcy straszą taką możliwością. Obiecał też 1000 zł stypendium studentom (ale warunek – potem odpracują te pieniądze w kraju).
Co właściwie może obiecać kandydat? Ja bym obiecał, że nie będę jeździć na nartach ani pokrzykiwać na słuchaczy. I że nie będę pocieszał w internecie młodzieży o ksywkach Ruchadło Leśne, Jebnij Się Daniel i Seba Sra Do Chleba. Nie będę też podpisywał w nocy żadnych ustaw sejmowych, żeby nie wiem co. A jak bym miał podpisywać papiery razem z prezydentem Trumpem, to koniecznie poproszę o krzesło.
* * *
Są pewne działania, które powinny dyskwalifikować tych, którzy to czynią, a także tych, którzy to wspierają. Takimi działaniami są buczenie i gwizdy w czasie pogrzebów. Rasistowskie i faszystowskie marsze, transparenty, okrzyki i gesty. Wezwania do zwolenników, żeby przyszli i zrobili porządek z przeciwnikami politycznymi. Wezwania do „sprawiedliwości ludowej”, która ma skorygować tę oficjalną. Oczernianie, często chamskie, tych, których się zwalcza i chce podporządkować. Wprowadzanie kar działających wstecz, dla grup ludności, bez konkretnych oskarżeń i wyroków sądowych. Oskarżanie grup ludności „obciążonych dziedzicznie” – bo ich rodzice czy dalsi przodkowie należeli do jakichś partii, czy wyznawali poglądy obecnie krytykowane.
To wszystko są objawy zdziczenia, dyskwalifikujące tych, którzy to stosują. Ale okazuje się, że te działania nie budzą zdecydowanego sprzeciwu, są popierane przez dużą część ludności, ludzie nie widzą nic złego w takich postępowaniach. To są zarodniki faszyzmu i jeśli sytuacja stanie się im sprzyjająca, to dojdzie do dalszego zdziczenia i zbrodni. Panująca powszechnie religia nie sprzeciwia się takim postępowaniom, często je nawet wspiera. Porównałbym obecną sytuację do takiej, gdzie wyłączono czerwone światła na ulicach, bo ludzie protestowali przeciwko ograniczaniu w ten sposób ich wolności. Kiedy dojdzie do wypadków drogowych, oskarży się wrogów wolności.
* * *
Media – głównie portale internetowe – mają rozrywkę i materiały do publikacji. Nic z nich nie wynika, podobnie jak z niezliczonych cudownych diet, które publikują (bardzo częste tytuły: „Dodaj łyżkę do wody i pij przed śniadaniem. Sylwetka wysmukli się, a kilogramy polecą w dół”) i ostrzeżeń przed niektórymi pokarmami. Dwa tytuły obok siebie na Wirtualnej Polsce: „Duda bezkonkurencyjny. Najnowszy sondaż” i „W drugiej turze pokona Dudę. Jeśli do niej wejdzie”.
Ach czemu nie zostałem dziennikarzem…
Kiedyś w czasach PRL ogłoszono konkurs na nazwę dla zjednoczenia, które produkowało odzież i coś tam jeszcze. Nazwa miała składać się z nie więcej niż pięciu liter i nawiązywać do tego, co to zjednoczenie produkuje. Jak na czasy PRL nagroda była dość duża, a ja w chwili natchnienia od razu wiedziałem, jaka to powinna być nazwa – CHŁAM. Niestety, zgubiłem adres sądu konkursowego i zaprzepaściłem swoją szansę.
* * *
Prof. Bronisław Łagowski:
Powiadam, że różnica między PiS a Platformą jest za mała, żeby nie będąc pretendentem do łatwego, politycznego chleba, fatygować się do urny wyborczej. Wnoszę zastrzeżenie. Najbliższe wybory prezydenckie mają o tyle znaczenie, o ile grzeczność w polityce ma znaczenie pozytywne – a ma – a gburowatość i prostactwo ze stosunków międzyparlamentarnych rozciąga się na stosunki międzypaństwowe – a widzimy, że się rozciąga.
Małgorzata Kidawa–Błońska niczego nie zmieni w stosunkach Polski z innymi państwami. Będziemy nadal zasilać amerykański przemysł zbrojeniowy, z całych sił będziemy się zaprzyjaźniać z rządem ukraińskim, IPN będzie nadal wyrocznią w sprawie przeszłości; wątpię, czy Kidawa–Błońska zechce działać na rzecz coraz bardziej ograniczanej wolności gospodarczej. Jedno wydaje mi się pewne, że mianowicie pozostanie nadal osobą dobrze wychowaną, grzeczną tak w słowach, jak w postępowaniu i że dzięki temu zmieni się ton na szczycie władzy.
Moim zdaniem wiele zalet polskiej demokracji ulega zniweczeniu wskutek przemocy symbolicznej. Ta przemoc nie jest nowością wprowadzoną przez PiS. To dziwne, jak ludzie szybko zapominają. Główna instytucja przemocy symbolicznej, IPN, została wprowadzona wspólnie i zgodnie przez obie partie postsolidarnościowe. W ustawie o szkolnictwie wyższym minister Gowin lustrację zaliczył do badań naukowych i nikt z Platformy się nie sprzeciwił, podobnie jak cała klasa polityczna poparła „dekomunizację” nazw ulic i wszystkich miejsc symbolicznych. Te różne formy przemocy symbolicznej ludziom gruboskórnym nie szkodzą, ale nie wszyscy są gruboskórni. Inteligencja jako klasa kulturalna zachowała się w rozmiarach niewielkich, ale ta szczątkowa inteligencja cierpi z powodu zacierania śladów przeszłości już nie tylko w miastach, ale nawet w lasach. Ma ona poczucie, że kraj został najechany przez jakieś plemię barbarzyńskie, i nie trzeba dziwić się ludziom, którzy mówią, że czują się jakby pod nową okupacją. Okupacja to broń Boże nie jest, ale panujący obóz sugeruje nam, że jest.
* * *

* * *
„Gazeta Wyborcza” podaje: „IPN – ukochane dziecko PiS. Rekordowe finansowanie z budżetu”. W 2020 r. budżet IPN ma wynieść 405 mln zł, a budżet Polskiej Akademii Nauk tylko 91 mln zł – jest to prawie 4,5 razy więcej.
Warto przypomnieć, że już w 2014 r. budżet IPN był trzy razy większy od budżetu PAN. Wtedy nie protestowano tak energicznie przeciw takiemu podziałowi finansów.
IPN wsławił się wieloma ciekawymi i pożytecznymi działaniami. Na przykład pani prokurator z IPN szukała śladów zbrodni radzieckich siepaczy, którzy mogli spowodować katastrofę pod Gibraltarem i zamordować gen. Sikorskiego. Dokonała ekshumacji gen. Sikorskiego i chociaż nie znalazła odcisków palców siepaczy, to doszła do ciekawych wyników – ogłosiła, że denat był mężczyzną w wieku ok. 60 lat, rasy kaukaskiej, i zginął w wyniku katastrofy lotniczej. Dalsze badania uniemożliwił jej brak dostępu do tajnych akt NKWD.
Poza tym IPN pilnuje czystości ideologicznej, tak ważnej w życiu narodu. Jeszcze w 2014 r. wystąpił z wnioskiem, aby na grobach działaczy z czasów PRL, pochowanych w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim, umieścić tablice informujące, jakie jego zdaniem zbrodnie popełnili.
– Obecne pokolenia wiedzą jeszcze, kim byli ci ludzie, ale musimy pamiętać, że za sto lat Polakom może być trudno odróżnić pochowanych obok siebie w Alei Zasłużonych żołnierzy AK czy powstańców styczniowych od oficjeli państwa komunistycznego – powiedział szef IPN.
W tym samym roku IPN wystąpił z postulatem, aby unieważnić odznaczenia i ordery z lat 1944–89. Także podejmuje decyzje o tym, czy można jakąś nazwę ulicy zachować.
IPN nie daje się też zwieść pozorom. Paręnaście lat temu (opisywała to Polityka) pewien Polak – obywatel francuski – sądził się z IPN. Człowiek ten wyemigrował do Francji parędziesiąt lat wcześniej. Tam znalazł pracę w firmach, które handlowały ze Wschodem, w tym i z Polską w czasach PRL. Kiedy był w Polsce, polski wywiad chciał go skaperować, ale on odmówił, co zostało odnotowane w jego aktach. Mimo to IPN go oskarżył, że był agentem polskiego (PRL-owskiego!) wywiadu.
Sprawa ciągnęła się aż do Sądu Najwyższego, bo IPN nie chciał odpuścić, a argumentował to tak: owszem, w aktach odnotowano, że ten człowiek odmówił współpracy, ale mógł przecież ustnie wyrazić zgodę.
Także za rządów Platformy, na początku 2015 r., do Sejmu trafił projekt ustawy przygotowanej przez prezydenta Komorowskiego. Dotyczył on miejsc pochówku tzw. żołnierzy wyklętych, zamordowanych niegdyś przez SB i pochowanych pokątnie na cmentarzach. IPN ustalał mozolnie miejsca pochówku. Okazuje się, że w pobliżu pochowanych, a często nad nimi, w ciągu kilkudziesięciu lat, jakie minęły od śmierci, pochowano innych ludzi.
IPN, prowadząc prace archeologiczne na warszawskich Powązkach, zlokalizował około 200 miejsc, gdzie mogą się znajdować szczątki „żołnierzy wyklętych”. Oczywiście takie szczątki są święte i wymagają specjalnego traktowania. IPN chciał je ekshumować (po co?), ale żeby się do nich dostać, trzeba zniszczyć groby. Na przeszkodzie stoi prawo, które nie pozwala na profanację grobów bez zgody wszystkich rodzin, do których te groby należą.
Ustawa, która miała być szybko uchwalona, pozwala ominąć te przeszkody. Nie będzie potrzebna zgoda rodzin na rozkopanie grobów i wyrzucenie szczątków ich bliskich. Więcej, pochowani w grobach ludzie, kiedy się ich wyrzuci, aby dotrzeć do szczątków „żołnierzy wyklętych”, nie wrócą już do swoich grobów. Pierwszeństwo pochówku w tym miejscu będą mieli wykopani „żołnierze”. A jak ich będzie więcej, to utworzy się tam specjalny patriotyczny cmentarz. Pochowanych dotychczas w grobach przeniesie się gdzieś indziej na koszt państwa. Uczucia rodzin „żołnierzy wyklętych” są ważniejsze.
A czym właściwie zajmuje się PAN? Ktoś z państwa może przytoczyć jakieś spektakularne osiągnięcia tej instytucji, warte dalszego finansowania?
* * *
Premie w wysokości prawie 30 mln zł otrzymali za dwa miesiące urzędnicy ministerstw. Nagrody otrzymywano za „szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej”, a nawet za „terminowe wywiązywanie się z obowiązków”. Szefowa Kancelarii Sejmu otrzymała 45 tys. zł nagród za rok 2019. Wytłumaczenie: jej praca wiąże się m.in. z „poważnym ograniczeniem czasu prywatnego” i „koniecznością stałej gotowości do realizacji nowych zadań”. Tak ma wielu pracowników w Polsce, tyle że nie otrzymują z tego tytułu żadnych nagród.
Idziemy w ślady Grecji, gdzie urzędnicy otrzymywali dodatki za punktualne przychodzenie do pracy, a przy jednym z małych ogródków przyszpitalnych zatrudniono 14 ogrodników. Grecja wciąż powoli wychodzi z zadłużenia.
* * *
Ludzie bardzo łatwo uwierzą w najgorsze kłamstwo, w najgorszą bzdurę głoszoną przez kogoś, kto oczernia powodowany nienawiścią.
Dwa tysiące lat temu Grek Apion, nienawidzący Żydów, oskarżał ich o różne wymyślone przez siebie draństwa, między innymi o mord rytualny – używanie krwi nieżydowskich dzieci podczas obrzędów. Ta bzdura przetrwała do naszych czasów i powtarzana jest – często ze świadomością, że jest to kłamstwo – przez wielu polityków i kapłanów.
Pogląd o mordowaniu młodych chrześcijan, aby ich krew dodać do macy, to koszmarny przesąd, utrzymujący się jeszcze do dziś. Nawet moja przyjaciółka, której dziadek zginął za przechowywanie Żydów w czasie okupacji, zapytała mnie kiedyś, czy to prawda z tą macą. Wyjaśniłem jej, że religia żydowska zabrania w ogóle spożywania krwi, do tego stopnia, że zwierzęta zabija się tak, żeby się wykrwawiły. Ale ten pogląd podzielał późniejszy „prymas tysiąclecia”, Wyszyński, który wkrótce zostanie ogłoszony świętym. Kiedy zwrócono się do niego w 1946 r. (był wtedy biskupem), żeby potępił pogrom kielecki i przesąd, który stał się jego przyczyną, odpowiedział: „A jeżeli to prawda?”.
Jeszcze przed wojną, będąc redaktorem naczelnym miesięcznika „Ateneum Kapłańskie”, pisał: – Trudno nie przyznać słuszności twierdzeniom Hitlera, że Żyd pozostał obcym ciałem w organizmie narodów europejskich. Głosząc idee wywrotowe, stojąc na czele ruchu komunistycznego, szerząc w literaturze hasła niemoralne. […] Żyd zwalcza obcą jego psychice kulturę wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa. […] Dzisiejsza Trzecia Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkich idei, które mają przynieść odrodzenie ludzkości. […] Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację.
Ale do przyznania komuś świętości wystarczy, że ta osoba była przeciwko komunistom. Jezus nie miałby szansy zostać świętym.
* * *
W telewizji wystąpili premier, minister zdrowia i minister spraw wewnętrznych i zapewnili, że wszystko w Polsce jest fachowo przygotowane na wypadek pojawienia się chorych z koronawirusem.
W „Gazecie Wyborczej” (strona internetowa) wypowiada się jeden z lekarzy:
Co mamy zrobić, jeżeli trafi do nas pacjent z podejrzeniem koronawirusa? Z ogólnikowych wytycznych głównego inspektora sanitarnego z 14 lutego trudno wywnioskować, co zrobić z pacjentem.
W sanepidach nie ma specjalnych numerów telefonów do szpitali i przychodni, gdzie można by poinformować o podejrzeniu koronawirusa. Nawet my, lekarze, nie możemy się tam dodzwonić. Za to musimy tracić czas na tworzenie i wysyłanie do sanepidów papierowych raportów.
Pierwszy krok, jaki należy podjąć, to rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z grypą, czy innym wirusem. To diagnostyka różnicowa. Służą do niej szybkie testy na grypę. Nie są jednak refundowane przez NFZ, przychodnie kupują je z własnych środków. Dziesięć testów to koszty 250–300 zł.
Możliwe więc, że na dalszą diagnostykę na oddziały zakaźne będziemy wysyłać osoby z grypą, której nie udało się wykryć wcześniej. Przeciążenie to ostatnia rzecz, jakiej potrzebują dziś oddziały zakaźne – od lat niedofinansowane i redukowane.
Nie mamy też pewności, co zrobić z rodziną osoby podejrzewanej o zakażenie. I jakie środki ostrożności zachować, kiedy mieliśmy u nas pacjenta z koronawirusem. Czy i jak dezynfekować gabinet?
A w Głównym Inspektoracie Sanitarnym nie odbierają telefonów.
Lekarka pisze w mediach społecznościowych:
Jestem na dyżurze w SOR. Dostałam wiadomość od dyspozytora, że wiozą mi pacjenta z podejrzeniem koronawirusa. […] Zerowa informacja, zerowa organizacja. Próba kontaktu z GIS – nie odbierają już ode mnie telefonów. Nasz kraj nie jest gotowy logistycznie, a to dopiero początek problemów.
Zaniepokojeni są również dyrektorzy szpitali. Niektóre szpitale nie są w stanie przygotować zgodnie z wytycznymi miejsc odosobnienia dla osób zarażonych. A powinny czekać puste w gotowości na chorych.
Szpitale boją się, że nie wystarczy pieniędzy na transport chorych do innych placówek. Nie wiedzą, kto zapłaci za koszty karetek. Nie mają też zapasów ochronnych kombinezonów, maseczek, ochraniaczy na buty.

Pocieszająca informacja z ostatniej chwili: Wiele osób może mieć koronawirusa i nie chorować albo przebieg choroby może być łagodny.
PIRS

Pierwszy doskok, zanim przeczytam resztę : nie tylko w polityce… przytoczę całkiem nieznane w Polsce niemieckie przysłowie : „Grzeczni jebią częściej.” Cdn.
do Koheleta : Ani mnie kiedy moja małość wstydzi, ani się myśli me jak orły ważą (Boy) Polak potrafił.
IPN – dla mnie to chimera bazyliszka z Jasiem Fasolą. W ich rękach jedne rzeczy natychmiast zdychają, inne rosną do nieba.
Apion – majaczy mi, że chyba on również oskarżał żydów o lenistwo. Bo to był właśnie ten żydowski wynalazek, dzień wolny od pracy. W jego imię zabraniamy ludziom zakupów w niedzielę.
Te groby. Nikt nie wie (i po co komu) wiedzieć, jak było z pochówkiem ofiar pogromu w Kielcach, o których winie za wyrok ludu na nich wyraził światłą wątpliwość prymas tysiąclecia (benedictosubito ?)
A póki nad zakrzyżowanym grobem Kutza nie odbędą się oficjalne, biskupie przeprosiny KRK, odcinające się od takich gestów, i kościół nie zapłaci za przywrócenie stanu przed barbarzyństwem, nie uwierzę
, że tam jest choćby jedna dusza, co rozumie zadanie kościoła i ma możność je urzeczywistniać.