Zbigniew Szczypiński: Czas politycznego karnawału

29.02.2020

– kampania wyborcza 2020

Wybory prezydenta to wybory, w których w szranki wyborcze stają żywi, konkretni ludzie, mający nazwiska, twarze i poglądy.

Wybór prezydenta Polski dokonuje się w wyborach powszechnych, bez etapów pośrednich — jak ma to miejsce na przykład w Stanach Zjednoczonych AP, czy też tak jak w wielu innych krajach, gdzie prezydenta wybiera Zgromadzenie Narodowe czy inne ciało przedstawicielskie. W Polsce prezydent pochodzi z wyborów powszechnych, co daje mu bardzo silny mandat, silniejszy niż jakikolwiek inny mandat premiera czy ministra. Tak sobie wybraliśmy i tak mamy.

Silny mandat prezydenta pochodzący z powszechnych wyborów nie znajduje potwierdzenia w Konstytucji. Władza prezydenta, jej zakres i narzędzia zapisane w polskiej Konstytucji, są w wyraźnej sprzeczności z siłą prezydenckiego mandatu. Tak jest od 1997 roku, w którym przyjęliśmy obowiązującą Konstytucje.

Nie czas i miejsce wyjaśniać przyczyny, dla których stało się tak, jak stało. Jako jeden z 560 członków Zgromadzenia Narodowego głosowałem za przyjęciem tej konstytucji i wiem dlaczego. Silna prezydentura pachniała ustrojem prezydenckim w wykonaniu Lecha Wałęsy, a to mogło oznaczać koniec młodej, polskiej demokracji. Tak było!

Minęły lata. Prezydentami zostawali różni ludzie, z prawej i lewej strony sceny politycznej. Prezydentem zostawał ten, który uzyskiwał większość głosów oddanych w powszechnych wyborach w kraju, ale i za granicą. Uzyskanie większości, uzyskanie poparcia wielu milionów ludzi wymaga zaprezentowania takich treści, takich programów, które przemówią do ludzi. Kampania wyborcza to czas szczególny, wszyscy biorący w niej udział starają się zdobyć jak najwięcej wiedzy o poglądach i potrzebach wyborców i mówić tak, aby to odpowiadało ich oczekiwaniom.

Kampania to czas politycznego oszustwa, to trochę tak jak karnawał w roku liturgicznym, to czas, w którym każdy udaje kogoś innego, niż jest nim naprawdę.

Karnawał to czas zabawy. Kampania wyborcza to śmiertelnie poważna sprawa. Od jej przebiegu zależy, komu powierzymy — na pięć długich lat — obowiązki głowy państwa, zwierzchnika sił zbrojnych, strażnika Konstytucji, reprezentanta Polski na arenie międzynarodowej… Wystarczy tyle, aby zrozumieć, że to nie są żarty.

Kilka dni temu, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego, Jarosław Gowin, inteligent z Krakowa, wspominając swoje kampanie wyborcze powiedział, że polityk w kampanii ma być jak plastelina, ma robić i mówić to, co podpowiedzą mu jego sztabowcy. I jest w tym jakaś logika – skoro wybory powszechne to walka o głosy wielomilionowej publiczności, to trzeba tej publiczności prezentować tylko to, co ją zadowoli. A wiedza o aktualnych potrzebach, gustach, oczekiwaniach gromadzona jest przez sztaby fachowców i badaczy. Liczba badań prowadzonych przez sztaby głównych kandydatów jest tak wielka, jak wielkie są kwoty publicznych — a więc naszych — pieniędzy, jakie sztaby wydają w kampanii. Od trafności badań, od ich rzetelności (a ta zależy też od ich liczby zależnej w końcu od wielkości kwoty pieniędzy przeznaczonych na badania) zależy dobre „sprofilowanie” kandydata.

Mogę długo na ten temat, ale po co.

To, co wyżej wystarczy, aby postawić proste pytanie – kogo wobec tego wybieramy: człowieka czy grudkę plasteliny, wymodelowanej przez działających na zapleczu specjalistów od wizerunku, spin-doktorów, socjologów, politologów i kogo tam jeszcze chcecie.

Wybór na stanowisko prezydenta kraju, nawet przy tak okrojonych kompetencjach, jak prezydent Polski, to jednak coś więcej niż teatr czy karnawałowa zabawa. Oceniając poszczególnych kandydatów, trzeba patrzeć na całość dotychczasowej ścieżki życiowej – tego, co robił, mówił, znaczył – gdzie i dla kogo, kandydat na prezydenta,

Mam świadomość tego, że kampania wyborcza to czas oszustwa. W realiach politycznych tu i teraz oglądamy sztuczne gesty, słyszymy sztuczne słowa. Skoro jednak wszyscy kandydaci, startujący do wyścigu do Prezydenckiego Pałacu są tak samo uwikłani w wyborcze oszustwo, to może jednak trzeba spojrzeć na nich jak na żywych, konkretnych ludzi i mniej przykładając wagę do zręczności czy barwności użytych słów oceniać ich całościowo. Po całości, holistycznie, ważąc dotychczasowe ich działania i zachowania.

Do wyborów może stanąć każdy obywatel mający prawo wyborcze, który zbierze sto tysięcy podpisów poparcia pozwalających na zarejestrowanie jego kandydatury w Państwowej Komisji Wyborczej. To proste i niewygórowane kryteria. Mamy już za sobą te lata, w których wybory stawały się okazją do promowania „ludzi znikąd” — patrz Stan Tymiński, człowiek z czarną teczką, który doszedł do drugiej tury wyborów, eliminując Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera pochodzącego z demokratycznej opozycji.

W wyborach 2020 nie będzie już takich kandydatów. Do wyborczego wyścigu stają różni ludzie, różnych politycznych opcji. Niech każdy prowadzi swoją kampanię tak, jak uważa, niech robi i mówi — co chce albo to, co podpowiadają mu jego sztabowcy.

Patrzmy na całość. Nie dajmy się nabrać na chwyty marketingowe, choćby takie jak podpisywanie ustawy o trzynastej emeryturze na sali wypełnionej tłumem zwolenników urzędującego prezydenta, wiwatujących na cześć podpisującego tak, jakby to były jego pieniądze i jakby to od niego zależało czy emeryci i renciści dostaną tuż przed terminem majowych wyborów dodatkowe świadczenie. To jest jawna polityczna łapówka, taki tani chwyt mający zaskarbić wdzięczność wyborców.

Trzeba mieć ludzi w wielkiej pogardzie, trzeba myśleć o nich tak jak Jacek Kurski – autor określenia o „ciemnym ludzie, co to wszystko kupi”. Kurski rządzi telewizją-kurwizją od początku rządów tej ekipy i będzie rządził nią dalej nawet wtedy, gdy Andrzej Duda nie podpisze tych dwóch miliardów – pieniądze na TVP znajdą się i tak, wypłacone zostaną „pod stołem” – bo tak trzeba, taki jest żywotny interes obozu władzy. Tu nie ma żadnych hamulców.

Teraz zaczyna się nowy etap rządów „miękkiej” dyktatury. W rozgrywce z niepokornymi sędziami najważniejsze będzie to, czy po uchyleniu immunitetu sędziemu Tulei przez Izbę Dyscyplinarną, która nie jest sądem w rozumieniu prawa krajowego i europejskiego, uda się „Panu Zbyszkowi”, znaleźć taki skład sędziowski, który Tuleję na więzienie. To będzie turecki standard, to będzie realizacja marzenia Prezesa o tym, co ma być tu, w Warszawie.

Walczący o reelekcję prezydent Duda ma największą rozpoznawalność. To efekt „bycia na urzędzie”, tak jest zawsze i wszędzie. Rozpoznawalność to mało – trzeba jeszcze mieć to „coś”. W 2020 roku każdy myślący człowiek wie – Andrzej Duda tego „czegoś” nie ma. Tak mogli ludzie myśleć w 2015, gdy mało kto wiedział cokolwiek o Andrzeju Dudzie. Teraz już nie, nie ma efektu świeżości, efektu młodości. Teraz jest czas zapłaty za pięć lat bycia Adrianem w przedpokoju prezesa na Nowogrodzkiej.

Każda kampania ma swoją dynamikę, swoje nieprzewidywalne wydarzenia i zwroty. Od „ewentów” ważniejsze są trendy, to komu rośnie, a komu maleje. Jak dotąd nic nie wskazuje na to, że Adrianowi będzie rosło, a ilość kupionych głosów w ostatecznym rachunku nie wystarczy do zwycięstwa. Chyba że nastąpią „cuda nad urną” i przypomnimy sobie stare – nieważne kto jak głosuje, a kto głosy liczy…

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Yac Min 2020-02-29
  2. Andrzej Goryński 2020-03-01
  3. wejszyc 2020-03-01
  4. Andrzej Goryński 2020-03-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com