14.03.2020
Mój najstarszy brat Ryszard jest człowiekiem pobożnym, podobnie zresztą jak większość mojego rodzeństwa z moją mamą Cecylią na czele. Jak większość obywateli naszego globu staram się zachowywać racjonalnie i nie kusić złego. Zgodnie z zaleceniami różnych władz przebywam przeważnie w domu, do koniecznego minimum ograniczając wyjścia. Nie przychodzi mi to z trudem, bo lubię siedzieć w domu i czytać, czasem też piszę, jak choćby ten felieton.
Czas zarazy, czy jak czas wirusa-celebryty korona, jest ciekawym momentem, by z jednej strony obserwować zachowania bliźnich, a z drugiej pomagać im zachować zdrowy rozsądek w tych na pewno trudnych dniach, a może nawet tygodniach. Mam nadzieję, że nie miesiącach.
Jednym ze sposobów racjonalnego podejścia do koronawirusa jest namawianie pobożnych członków mojej rodziny, by pozostawali tak jak ja w domu i do minimum ograniczali wychodzenie. Chyba że w celu zaopatrzenia się w rzeczy do życia konieczne. Nie uważam, że do takich należy uczestnictwo w kościelnych nabożeństwach.
Najtrudniej było mi przekonać mamę, która nie do końca wierzy swemu bezbożnemu synowi. Więc oprócz argumentów odwołujących się do zdrowego rozsądku powołałem się na autorytet papieża Franciszka i kolegi jezuity, którego mama zna i ceni. Myślę, że wszystko razem sprawiło, że mama zaprzestała chodzenia do kościoła.
Mój siostrzeniec Michał zaskoczył mnie telefonicznym pytaniem, czy czegoś mi nie potrzeba kupić, bo zdał sobie sprawę, że jego wujek jest w grupie ryzyka i może potrzebuje pomocy. Gdy zapewniłem, że dajemy sobie radę, ucieszył się. A gdy ja ze swej strony zapytałem, jak on sobie daje radę odparł, że on i owszem, ale mają wielu pracowników pracujących na zlecenie (to branża gastronomiczna) i o nich się martwi, jak oni dadzą sobie radę i właśnie będą mieli naradę jak zmniejszyć skutki braku zleceń i pracy.
To napawa optymizmem, że jednak społeczeństwo nie zatraciło instynktu solidarnościowego i sobie wzajemnie pomaga.
Najbardziej zaskoczył mnie jednak brat Rysiek, który nie tylko nie zamierzał chodzić do kościoła, ale zrobił mi długi wykład na temat koronawirusa jako zemsty matki ziemi za głupotę ludzką i nieumiarkowaną dewastację jej zasobów. Być może, jak wywodził, ludzie przypomną sobie, że są tylko stworzeniami obok pająków i komarów i nie mają żadnego prawa, by bezmyślnie zaśmiecać i niszczyć zasoby Ziemi. Jest przy tym przekonany, że niebawem wszystko wróci do normy i być może ludzie przyjdą po rozum do głowy i zaczną się zachowywać bardziej racjonalnie.
Rysiek nie zna mitologii greckiej i zapewne nie miał świadomości, że przywołał funkcję, którą starożytni Grecy przypisywali bogini zemsty Nemezis. To ona, ich zdaniem przywracała należyty porządek w świecie, naruszony przez ludzką pychę, czyli hybris.
O tym samym napisał w „New York Timesie” Bret Stephens 14 marca, wieszcząc, że to właśnie ta bogini położy kres aroganckim rządom Donalda Trumpa. Jego zdaniem koronawirus obnaża nie tylko arogancję, ale i brak kontaktu Trumpa ze społeczeństwem — podobnie jak to było w przypadku katastrofy w Czarnobylu, która w całej jaskrawości pokazała niewydolność systemu sowieckiego. Czy powoli nie pokazuje się, że i u nas najbardziej arogancka retoryka polityczna, której jedynym celem jest wykluczanie całych grup społecznych z obszaru państwa, staje się bezsilna wobec koronawirusa?
Jestem przekonany, że Nemezis upomni się również o tych polskich polityków, którzy od lat mają za nic nie tylko zdrowy rozsądek, ale również Konstytucję naszego kraju, której najważniejszym zaleceniem jest społeczna solidarność i szacunek dla każdego. Również oponenta politycznego.
Zemsta może być dotkliwa, a Nemezis już wkracza do akcji.



Pokonanie bariery miedzygatunkowej, Nemezis, kara boska, przypadkowy „wyciek” z laboratorium biologicznego w Chinach, czy broń biologiczna świadomie zastosowana – to różne wersje natury czy pochodzenia tego samego koronawirusa. Cokolwiek jest prawdą na razie skutki są bardzo poważne i znikąd nie widać ani łatwego ani szybkiego rozwiązania. Sprawdzian, który przechodzimy w skali społecznej na razie jest w fazie poczatkowej. W miare upłuwu kojenych dni będzie nam wszystkim coraz trudniej.
O pojawienie się HIV oskarżano czarnoskórych małpożerców i (oczywiście) żydowskie laboratoria broni biologicznej. O rozpowszechnienie – homoseksualistów. Ale (Boże broń) nie Kościół Kat. z jego zakazem używania prezerwatyw, co być może przyczyniło się w RPA do powstania zabobonu, że można się z tego wyleczyć gwałcąc dziewicę.
Ciekawe, jakie zabobony wyrosną u nas, na gruncie użyźnianym przez biskupów i basujących im, takich (zdawałoby się) rozsądnych ludzi jak Ziemkiewicz i Gowin.
Swój do swego po swoje.
Określanie panów Ziemkiewicza i Gowina jako ludzi rozsądnych, nawet z zastrzeżeniem „zdawałoby się”, jest odważnym a może nawet brawurowym założeniem metodologicznym. Odwołując się do poczucia humoru rodem z BBC możnaby stwierdzić: Ziemkiewicz i Gowin zdają sie być rozsądnymi ludźmi, jednakże zważywszy na treść wygłaszanych przez nich opinii i poglądów, nie bardzo wiadomo na czym by to miało polegać.
Nie zwykłem oskarżać o wszelkie zło PiS, bo zło ma zwykle wiele przyczyn, jednak znamienny jest dzisiejszy tekst w GW red. Czuchnowskiego na temat rezygnacji przez tę partię z progrmu mającego zapobiegać epidemicznym zagrożeniom: https://wyborcza.pl/7,75398,25787246,koronawirus-pis-wyrzucil-do-kosza-program-na-kryzys-epidemiologiczny.html
media narodowe milczą jak grób na ten temat, podobnie jak w wielu innych sprawach, ktore powoli zaczną się pojawiać jako ewidentne zaniedbania dzielnych propagandystów. Ciekawi mnie ile z nich dotrze do bezkrytycznych chwalców obecnej władzy.
>Mój najstarszy brat Ryszard jest człowiekiem pobożnym, podobnie zresztą jak większość
>mojego rodzeństwa z moją mamą Cecylią na czele. Jak większość obywateli naszego globu
>staram się zachowywać racjonalnie i nie kusić złego…..
Z racjonalnością jest w ten sposób, że musi się posługiwać adekwatnym, niezakłamanym językiem….a to jak widać na przykładzie cytatu nie jest wcale takie proste. Nazywanie zabobonu „pobożnością” świadczy, że autor z powodu poprawności towarzyskiej fryzuje rzeczywistość. Nie trzeba być ekspertem od psychologii by wiedzieć, że dla ludzi opętanych zabobonem jest on właśnie zachowaniem racjonalnym a nie logicznie ułomnym, takim jaki może ich nawet narazić na niebezpieczeńtwo.
Matka Ziemia odwija sie dość często, a to wybuchem wulkanu, a to powodzia, suszą, albo innym trzęsieniem ziemi. Lubimy być winni, ale ta nasza wina to jakieś pomieszanie kompleksu wyższości z kompleksem niższości. Wina człowieka z tym wirusem oscyluje w okolicach zera, wirusy przeskakiwały i będą przeskakiwać z gatunku na gatunek, będą również w przyszłości mutować i powodować paskudne niespodzianki. Może byliśmy troche zbyt pewni siebie, że już żadne takie świństwo nie potrafi nas zaskoczyć. Okropnie nie lubimy ślepego przypadku, czyli Natury. (Jak jesteśmy winni to możemy coś zrobić.) Tymczasem mnie osobiście niepokoi co innego. Zacznę jednak od pochwały, w moim małym miasteczku do lokalnego sklepu wchodzi się po dwie osoby, inni czekaja na dworze, starając się na siebie nie kichać. Ekspedientki w rękawiczkach, maksimum ostrożności. Tu również życzliwe pytania, czy pomóc, załatwić zakupy, lub cokolwiek innego. Przychodnia załatwia wiele rzeczy zdalnie, recepty można załatwić przez telefon, imponuje życzliwość i gotowość współpracy. Rząd robi jedne rzeczy sprawnie, inne mniej sprawnie, ale rząd coś robi, natomiast opozycja, zamiast organizować społeczeństwo obywatelskie, szukać miejsca dla uzupełnienia prac rządu i samorządu, uznała zarazę za świetną maczugę na przeciwników politycznych i ludzie to widzą, pytając, a co oni zrobili? Pewnie nie taki efekt chciałaby ta nasza opozycja osiągnąć jaki osiąga i to wcale nie cieszy. Prawdopodobnie czeka nas długi marsz, więc i taktykę można zmienić. Wirus jest śmiertelnym zagrożeniem głównie dla ludzi starszych, więc młodsi na takich jak ja patrzą z niepokojem i nie bardzo wiedzą jak reagować, kiedy mówię, że należymy do grupy uprzywilejowanej, bo jakby nie patrzeć, to młodo już nie umrzemy. A przecież i tak wdzięczni powinniśmy być tej piekielnej zarazie, że dzieci praktycznie nie zabiera. Wnuków całować nie należy, rządu też bym nie opluwał, raczej pokazywać, że można zrobić coś więcej.