Stanisław Obirek, Artur Nowak: Wezwanie do abp. Gądeckiego

26.03.2020

Niech arcybiskup Gądecki, zamiast zawierzać Polskę Bogu i Maryi, zaapeluje do Jarosława Kaczyńskiego o zdrowy rozsądek.

Nie tak dawno minęło sto lat odkąd śmiercionośna grypa, tak zwana „hiszpanka” zdziesiątkował ludzkość. Według różnych szacunków zachorowało na nią pięćset milionów ludzi — jedna trzecia światowej populacji w 1918 roku — liczba ofiar śmiertelnych miała sięgać między pięćdziesiąt a sto milionów ludzi. Kolejne pandemie: grypa azjatycka z 1957 roku oraz z Hongkongu przyniosły po milionie ofiar śmiertelnych. Tak naprawdę, naukowcy z wielu krajów od lat już wieszczyli, że prędzej czy później zaraza wróci.

Pandemia z 1918 roku miała pewien wpływ na życie wszystkich żyjących dzisiaj. Według Lury Spinney, która analizowała jej konsekwencje, zdecydowała o przebiegu pierwszej wojny światowej i wpłynęła na wybuch kolejnej. Dzięki niej Indie miały wybić się na niepodległość, ale w RPA, za jej sprawą rozpanoszył apartheid. Niewątpliwie największą jej zdobyczą było zapoczątkowanie powszechnej opieki zdrowotnej oraz popularyzacja zabiegów higienicznych.

Dziś już wiemy, że będzie wiele ofiar śmiertelnych, mówi się też, że konsekwencje koronawirusa mogę przemeblować rozkład sił i imperiów gospodarczych. Miliony zwykłych ludzi pewnie stracą szanse na zarobkowanie w dotychczasowy sposób. Upada mit, że coś jest dane nam na zawsze. Wielkie korporacje zapewne będą musiały zbankrutować.

W mediach na całym świecie właśnie w tych dniach mogliśmy przeczytać wiele analiz o wkładzie zorganizowanych grup religijnych w walkę z pandemią. Howard Phillips z Uniwersytetu w Kapsztadzie zauważa: w czasach pandemii 1918 roku Kościołowi zabrakło zdrowego rozsądku, choć instytucjonalne religie mógłby odegrać ważną rolę w edukacji rzesz na temat tego, jak należy zachować się w czasie pandemii.

Elaine Howard Ecklund, przewodnicząca Herbert S. Autrey w dziedzinie nauk społecznych na Uniwersytecie Rice, dyrektor Programu Religia i Życie Publiczne jest przekonana, że nawet przy zamkniętych drzwiach organizacje religijne mogą nadal być istotnymi partnerami w przekazywaniu dokładnych informacji naukowych na temat koronawirusa . Chodzi przecież o nasze zdrowie i życie.

Niestety, jak już dziś wiemy, obecnie religia odegrała jednak pewną rolę w rozprzestrzenianie się wirusa. W Korei Południowej zaraza rozwinęła się w świątyniach w trakcie spotkań religijnych, świat obiegły filmy z Iranu, na których widać jak wyznawcy islamu liżą świątynię Fatima Masumeh w mieście Kom.

Wydarzenia te przywołują na myśl dramat, który rozegrał się z górą sto lat temu w hiszpańskim mieście Zamora. W 1918 r. Hiszpańscy duchowni w Zamorze obwieścili, że grypa jest karą Bożą za rozwiązłość. Żeby odkupić grzechy, wierni mieli ucałować relikwie Rocco, patrona zarazy. Kiedy wierni stawali w kolejkach, by pocałować doczesne szczątki świętego, epidemia dosłownie eksplodowała. W konsekwencji głupoty miejscowego biskupa Zamora miała najwyższy wskaźnik zgonów związanych z grypą w Hiszpanii i jeden z najwyższych w Europie.

Nie tak dawno o przyczynach pandemii koronawirusa w Polsce na antenie jednej z prawicowej telewizji internetowych mówił emerytowany arcybiskup Jan Paweł Lenga. Duchowny stwierdził, że pandemia jest „karą bożą” dla Polaków za odejście od Boga.

– Pan Bóg będzie karał, tych więcej wierzących może nawet więcej karać za te odstępstwa: apostazje, herezje i schizmy, które robi nawet każdy z nas, kiedy odchodzi od prawdziwej wiary.

– Sodoma i Gomora, Poznań, Kraków czy Warszawa, ile tych grzechów nieczystych mamy w tym kraju? – pytał Lenga. – Ile widzimy tego wszystkiego zepsucia. Szaleje LGBT, różne homoseksualne związki. Lewactwo próbuje na wszelkie sposoby zaprowadzić Polaków do chlewu jak bydło, żeby służyć chuciom swoim, a nie Bogu.

Księża ruszyli z monstrancjami w miasto. Widzieliśmy to w Legnicy w Kartuzach i Szczecinku. Proboszcz parafii św. Józefa w podwrocławskiej Żórawinie w sobotnie popołudnie latał nad Wrocławiem samolotem z monstrancją. Inni księża jeździli po miastach luksusowymi samochodami, wystawiając monstrancję przez szyberdachy.

Arcybiskup Gądecki, który jeszcze nie tak dawno twierdził, że niewyobrażalne jest, żebyśmy się nie modlili w kościołach, właśnie zapowiedział, że zawierzy Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Przydałby się inny głos, głos rozsądku. Kościół naprawdę ma szansę, by wrócić do gry w ważnej debacie, która dotyczy naszego zdrowia. Chodzi oczywiście o wybory prezydenckie.

Słowa Jarosława Kaczyńskiego, że wybory prezydenckie 10 maja się odbędą, wywołały już lawinę komentarzy. Przypomnijmy je jednak: „Potrzebujemy dzisiaj politycznej stabilizacji, to też przyczyna, aby wybory odbyły się 10 maja”.

Trudno o mniej odpowiedzialne stwierdzanie w ustach polityka, który uchodzi za głównego stratega obecnej sytuacji politycznych w Polsce.

Stało się to możliwe, powtórzmy, bo nie wszyscy o tym chcą pamiętać, dzięki decydującemu poparciu polskiego kleru. Właśnie dlatego na Kościele katolickim, a zwłaszcza na jego przedstawicielach spoczywa dzisiaj odpowiedzialność, by powstrzymać możliwą tragedię narodową. To właśnie polski katolicyzm w wielu przełomowych chwilach historii naszego kraju zdobywał się na słowa przywracające stabilizację i wiarę w pokojowe rozwiązanie możliwych konfliktów. Czerpiąc z tego skarbca, abp Gądecki mógłby wpłynąć zarówno na Jarosława Kaczyńskiego, jak i na Andrzeja Dudę, by wycofali się z majowych wyborów. Trzeba to zrobić teraz, żeby nie zwiększać i tak już dużych zagrożeń.

W chwili próby, jaką dla całego kraju jest pandemia, potrzeba nam odpowiedzialnych przywódców religijnych. Ich milczenie jest niezrozumiałe. Tu nie chodzi o wybory polityczne, ale o nasze zdrowie i życie. Znamienne są słowa Franciszka, która usłyszał od niego dziennikarz La Stampa 20 marca 2020 roku:

Nie chcę rozróżniać wierzących od niewierzących. Wszyscy jesteśmy ludźmi i jako ludzie wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi. I żadna ludzka rzecz nie może być obca chrześcijaninowi. Tutaj płaczemy, ponieważ cierpimy. Wszyscy z nas. Pomaga nam synergia, wzajemna współpraca, poczucie odpowiedzialności i duch poświęcenia generowany w wielu miejscach. Nie musimy rozróżniać wierzących od niewierzących, przejdźmy do korzenia: ludzkości. Przed Bogiem wszyscy jesteśmy dziećmi.

Parafrazując papieża, trzeba sobie powiedzieć jasno. Pandemia dotyczy nas wszystkich i od polityków i liderów religijnych oczekujemy, by tego zagrożenia nie zwiększali. Ich milczenie w sprawie wyborów prezydenckich ma swoją wymowę.

Stanisław Obirek, Artur Nowak

Print Friendly, PDF & Email

13 komentarzy

  1. narciarz2 2020-03-26
  2. wejszyc 2020-03-27
  3. slawek 2020-03-27
  4. Bogna Drozdek 2020-03-27
  5. Obirek 2020-03-27
    • wejszyc 2020-03-27
      • Yac Min 2020-03-27
  6. narciarz2 2020-03-28
  7. narciarz2 2020-03-30
  8. narciarz2 2020-03-31
  9. narciarz2 2020-04-01
  10. narciarz2 2020-04-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com