30.03.2020

Tak: to człowiek bez właściwości. Dokładnie takiego sto lat temu opisał Rober Musil. Nic się nie zmieniło.
Takich ludzi i dzisiaj jest wiele. Nie wszystkim jednak udaje się sztuka sięgnięcia z powodzeniem po najwyższy urząd w państwie. Może należałoby raczej powiedzieć, że nie wszystkich się na ten urząd wskazuje. Co więcej, mimo braku jakichkolwiek osiągnięć na tym urzędzie, ten mężczyzna próbuje sięgnąć po ten urząd jeszcze raz. Teraz już sam (choć nie bez poparcia tego, który kiedyś go nominował).
Wszyscy pamiętamy, gdy został desygnowany na ten urząd w krypcie wawelskiej. Było tą nominacją wyraźnie zaskoczony, a może nawet zakłopotany (a może takie sprawiał wrażenie). To zaskoczenie podzielało większość Polek i Polaków, chyba również zwolenników jeszcze wtedy nierządzącej partii.
Jednak desygnujący wiedział, co robi. I się nie pomylił. Od chwili nominacji na prezydenta Polski, po dobiegający właśnie końca okres pierwszej kadencji, prezydent Andrzej Duda nigdy nie zawiódł nadziei szarego posła Jarosława Kaczyńskiego. Wiernie wypełniał powierzone sobie zadania.
Właściwie można je sprowadzić do jednego. Podpisywanie. Tak, Duda podpisywał wszystko, co prezes mu podsunął.
O tym i o wielu innych, mniej znanych „dokonaniach” Andrzeja Dudy można się dowiedzieć z fascynującej książki Duda i jego tajemnice autorstwa Tomasza Piątka i Marcina Celińskiego. Ukazała się jako kolejna pozycja Wydawnictwa Arbitror, obnażając zawstydzający poziom obecnego obozu władzy.

Obu autorów nie trzeba przedstawiać, od lat są obecni w polskiej debacie publicznej. Bez ich obecności zabrakłoby dokumentacji ważnych, a przeważnie umykających zwykłym konsumentom medialnych newsów, powiązań. Przede wszystkim polityki i biznesu, ale też służb specjalnych i to nie tylko polskich, a może przede wszystkim niepolskich.
To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć: jak to się stało? Bo to przecież ciągle zastanawiające pytanie, na które do tej pory nie padła zadowalająca odpowiedź. Nie wystarczy przecież powiedzieć, że urzędujący prezydent wstrzelił się w niezbyt wygórowane oczekiwania pisowskiego elektoratu, a zwłaszcza polskiego kleru (akurat ten aspekt moim zdaniem został w książce potraktowany nazbyt oszczędnie). Owszem Duda doskonale odnalazł się w roli populistycznego polityka, który nie szczędzi obietnic i znakomicie odczytuje nastroje społeczne. Musi być coś więcej. Tym „czymś” jest rola wyznaczona mu przez PiS. Jak piszą autorzy:
Mimo braku samodzielności i kompetencji Duda stanowi najważniejszą część antyeuropejskiej machiny PiS. To jej podstawa i fasada.
Ale nie tylko. Okazuje się, że zarówno w dojściu do władzy, jak i w jej utrzymaniu ważną rolę odgrywają politycy drugiego planu i ich powiązania właśnie z biznesem i tajnymi służbami, przeważnie rosyjskimi i … chińskimi. Tak: okazuje się, że Chiny odgrywają ważną rolę w prezydenturze Andrzeja Dudy. Nie bez znaczenia jest też klan rodzinny. I to nie tylko rodzice, ale i bardziej rozległe powiązania. Niektóre jak chociażby z Politechniką Opolską, naprawdę zaskakujące.
Chcę jednak zapewnić czytelników, że Duda i jego tajemnice Tomasza Piątka i Marcina Celińskiego to nie jest książka szukająca sensacji czy skandali (a mogłaby). Wprost przeciwnie, wiele narosłych mitów i dziwacznych zachowań Andrzeja Dudy próbują autorzy sprowadzić do właściwego poziomu, to znaczy do zwyczajnej miałkości tej osobowości. Wystarczy wspomnieć słynne tweety z bliżej nieznanym Ruchadłem Leśnym czy domniemany romans z nieco lepiej znaną Jolantą Rosek. Owszem autorzy to dziwności odnotowują, ale raczej z obowiązku i nie bez poczucia zażenowania.
To książka wyrosła z obywatelskiej troski o godność najważniejszego urzędu w państwie. Jest wynikiem dziennikarskiego śledztwa (wszystkie hipotezy są dokładnie zweryfikowane i udokumentowane). Jego wynik jest mimo tego, a może właśnie dlatego, druzgocący. Andrzej Duda nie tylko nie dorósł do sprawowanego urzędu, ale go najzwyczajniej w świecie kompromituje. Jak piszą Piątek i Celiński:
Celem tej książki jest ujawnienie prawdy, jak również obrona godności najwyższego urzędu Rzeczpospolitej Polskiej, urzędu głowy państwa.
I właśnie dlatego przypominają niezliczone potknięcia Dudy, jego niestosowne zachowania i fatalny dobór współpracowników. Jednocześnie wystrzegają się argumentów ad hominem, bo uważają, że każdy człowiek ma swoją godność, której ochrona jest obowiązkiem dziennikarzy.
Mają rację, gdy stwierdzają:
Jeżeli chodzi o godność urzędu Prezydenta RP, to jej z kolei trzeba bronić przed Dudą. Niewiele mogłoby jej zaszkodzić bardziej niż człowiek, który obecnie sprawuje ten urząd.
I to niestety jest prawda.


On nie sprawuje urzędu. On Się sprawuje na urzędzie. (źle)
Jakby na zamówienie pojawił sie filmik rzeczonego przeznaczony dla uczniów, którzy nie mogą chodzić do szkoły na skutek epidemii. Filmik jest śmieszny, chociaz zupełnie nie wesoły: https://www.o2.pl/artykul/andrzej-duda-zalozyl-konto-na-tiktoku-opublikowal-swoj-pierwszy-filmik-6494517701879425a
Zastanawiając się nad sensem tego człowieka na fotelu głowy państwa przychodzi mi do głowy wiele różnych okresleń. Jedno z najbardziej uporczywych to prezydentura dla zdziecinniałego oraz infantylnego zwolennika disco polo oraz bezrefleksyjnego suwerena, który wierzy że Nikodem Dyzma był najwybitniejszym Polakiem. Jeśli ktoś nie podziela tej wiary tym gorzej dla niego.
Dziwnie się czuję, obserwując nienaturalne ruchy głowy i rąk tej kreatury. Nawet jej gestykulacja zdradza, że jest tylko marionetką.
Kim ty jesteś,
pajacyku?
O! Marionetka cała z drewna,
a przecież rusza się jak my.
Już podróż zaczął mały zuch,
chodźcie i wy.
Już idziemy,
szybujemy
i przygód sto wciąż wzywa nas.
Z kim dziś Pinokio spotka się
zobaczyć czas.
Zobaczyć czas.
Dyzma to miał jakiś charakter i potrafił powiedzieć „ja Dyzma, mówię, ze ma być tak i tak” Do dyzmy to bardziej są podobna Kempa. Natomiast Adrian to raczej Murgrabia z Janosika. Albo Maliniak, jak jeszcze niedawno był powszechnie nazywany.
Okazuje się że Dyzma i Maliniak to niedoścignione wzory dla naszego delikwenta. Nawet w skeczu „Kabaretu moralnego niepokoju” o przekopie Mierzei Wiślanej, odtwórca roli Maliniaka na stwierdzenie kierownika, że jest podobny do prezydenta odparował – wypraszam to sobie!
Ta książka , też zapowiada się bardzo ciekawie….Czekam kiedy ukaże się w formie ebooka :
https://sklep.polityka.pl/catalog/partdetail.aspx?partno=Z2004001
Już jest…https://virtualo.pl/ebook/katastrofa-posmolenska-kto-rozbil-polske-i300131/
Mnie nie przestaje zdumiewac kariera „pewnego mężczyzny” w kręgach kościelnych. Rozumiem prostych wiernych, zwłaszcza kobiety dla których on ma zawsze serdeczne słowo, jednak dla hierarchów, z których większość to jednak polityczne szczwane listy. Jak mogą nie widzieć miałkości Adriana i stawiać na niego jako pewnego konia, który wspierał będzie ich interesy? Początki jego kariery raczej nie wskazują na przejmowanie się tzw. nauka społeczną kościoła (spółka z szemraną deweloperką [tu akurat może jest im po drodze]. A zwłaszcza dość długi flirt z Unią Wolności i jeszcze parę innych epizodów prześwietlonych dokladnie w książce, przecież to nie są klimaty kościółkowe.
Ale właśnie wszystkie cechy charakteru Adriana idealnie odpowiadają hierarchom. Miałkość, bezideowość, ceremionialne czy wręcz demonstracyjne przywiązanie do wiary bez głębszej refleksji religijnej, oportunizm, podatność na blichtr władzy i jej pozory, usta pełne nic nie znaczących frazesów, kompletny brak poszanowania konstytucji, racji stanu, opinii publicznej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, przywiazanie do swojej pozycji i posad, oraz szereg innych „przymiotów” to właśnie najcenniejsze dla hierarchów. Wszystkie te cechy i potrzeby sprawiają, że jest to człowiek wyjątkowo podatny na sugestie, łatwy do sterowania i łatwy do wpływania na jego decyzje. W tym wszystkim hierarchia ma prawie 1000 lat ciagłości doświadczeń. Trudno o lepszego człowieka z plasteliny lepionej przez hierarchów.
Niestety potwierdza to tą diagnozę. : https://azja-zachodnia.blogspot.com/2017/06/55-rzeczpospolita-pogowkow.html?fbclid=IwAR0CEegamdQkIyjzAGU8GJvLEzk8RbSGN0sycHo0dAVx6zG_caw0qN7kNj8
Ten naród wcześniej wymrze niż zmądrzeje….
Dotyczy to nie tylko kręgów kościelnych. Pamiętam jak kilka lat temu dwóch profesorów z UJ (w tym jego promotor) opowiadało jaki to Adrianek jest niesamodzielny itp. Niestety, dziennikarz rozmawiający z panami nie zadał oczywistego, jak mi się wydaje, pytania: – No to dlaczego panowie zatrudniliście go u siebie w katedrze?
Życie wielu ludzi, w tym Adrianka, składa się z wielu takich chwil kiedy decyzje ich dotyczące są nie do pogodzenia z tzw. prostą logiką.