16.01.2026
Nie chce pisać recenzji z filmu bo to nie jest zwyczajny film. To raczej świadectwo, a może ostrożniej należałoby powiedzieć, że to próba zbliżenia się do tajemnicy przyjaźni przekraczającej próg śmierci. Mocniejszej od niej. Ich życie było jak koszmarny sen, który musiał się tak skończyć. Tak mówi jeden z narratorów, chyba najbliżej związany z rodziną. Bywający po sąsiedzku w Sanoku, a potem zatrzymujący się przy okazyjnych odwiedzinach w Warszawie. Inni mówią przede wszystkim o malarzu, obrazach…
Najpierw umiera dobry duch rodziny, Zofia. Żona i matka. Potem odchodzi Tomasz, syn. Na końcu zostaje zamordowany Zdzisław, Mistrz. Tak o nim mówi reżyser i producent Grzegorz Gajewski, który jest też głównym narratorem, który zaprosił zapewne innych. Rówieśnik i przyjaciel Tomasza, którego udało mu się przekonać by odszedł już po śmierci Zofii. Tomasz obietnicy dotrzymał. Gajewski jest obecny oszczędnie. Jest niemal cały czas za kierownicą.
Tak, to o rodzinie Beksinskich. Tytuł zaskakujący – „Werniks”. Słownikowa definicja podpowiada, ze werniks to „przezroczysta substancja żywiczna stosowana do powlekania obrazów, zabezpieczająca je przed wpływami atmosferycznymi oraz dodająca głębi barwom”. To trafna metafora tego poruszającego dokumentu, który zobaczyłem dzieki uprzejmości reżysera. Prapremiera miała miejsce 12 grudnia 2025 roku w Sanoku. W materiałach promocyjnych można przeczytać to, co najważniejsze, wiec je po prostu przywołam: „Film powstał dzięki współpracy trzech instytucji: Sanockiego Domu Kultury, Muzeum Sztuki Fantastycznej w Warszawie oraz Muzeum Historycznego w Sanoku, które udostępniło unikatowe fotografie i nagrania z prywatnego archiwum rodziny Beksińskich. To właśnie te materiały – często nieznane szerszej publiczności – budują niepowtarzalny klimat obrazu i pozwalają widzom zajrzeć do świata artysty z zupełnie nowej perspektywy. W dokumencie wypowiadają się osoby, które znały Zdzisława Beksińskiego i jego bliskich na różnych etapach ich życia. Ich opowieści tworzą wielowymiarowy portret człowieka, który przez lata budził fascynację swoją twórczością i osobowością. Za kamerą stanął sanoczanin Grzegorz Gajewski – wieloletni przyjaciel rodziny Beksińskich, co nadaje filmowi wyjątkową autentyczność i intymność. „Werniks” nie jest jedynie opowieścią o artyście, ale podróżą po jego świecie – pełnym pasji, wrażliwości i nieoczywistych wyborów. To również hołd złożony Sanokowi, miejscu niezwykle ważnemu dla życia i twórczości Beksińskiego”.
W 2016 roku obejrzałem film „Ostatnia rodzina” poświęcony rodzinie Beksinskich. To był dobry i ważny film ze znakomitą obsadą. Warto go zderzyć z dokumentem Grzegorza Gajewskiego i nie po to, by te dwa filmy porównywać, czy zastanawiać się, który lepiej oddaje rzeczywistość życia i twórczości tego genialnego twórcy. Bo przecież nie tylko malarza. Dobrze się stało, że ci którzy mieli szczęście go poznać i się z nim zaprzyjaźnić nie zachowali tych doświadczeń dla siebie, ale się z nami, odbiorcami dokumentu „Werniks” podzielili. Udowodnili, ze przyjaźń i sztuka są mocniejsze niż śmierć.


Miałem przyjemność być na prapremierze tego filmu, który niewątpliwie jest dziełem nietuzinkowym, wartościowym i zasługującym na poświęcenie mu uwagi. Podzielam wszystkie spostrzeżenia autora artykułu. Kilka lat wcześniej widziałem przywołaną „Ostatnią rodzinę” i pamiętam, że wrażenia również były bardzo pozytywne.
Panie Reżyserze, Kraków czeka!
Po premierze filmu w Sanoku jeden z widzów uznał, że to nie tylko prawdziwy obraz rodziny Beksińskich, ale filmowy dramat egzystencjalny. Inny, że to film o nas, Polakach… Trudno się nie zgodzić tymi opiniami.
Nie widziałam filmu 'Ostatnia rodzina’ (co za pretensjonalny tytuł!).. Ci, którzy obejrzeli, mówią, że mistrz Beksiński nieustannie skarży się na dolegliwości żołądkowe, a jego nieszczęśliwy syn Tomasz to postać z tragifarsy… Znajomi Beksińskich, byli zawiedzeni; nie pamiętali, że obraz człowieka, który nosimy w sobie, jest prawdziwszy od wyobrażonego przez młodego reżysera.