Marek Jastrząb: Choroba wściekłych polityków

31.03.2020

Głęboką nocą, w salach przeznaczonych do kiwania palcem w bucie, gromadzą się przedstawiciele narodu w kominiarkach. Daje się wtedy słyszeć ich zdroworozsądkowe tokowanie nazywane jednostronną debatą.

Do podestu zostaje dopuszczony reprezentant opozycji i ze swadą wywija katastroficznymi wizjami na temat rozprzestrzeniającej się pandemii. Choć posługuje się oracjami zerżniętymi z najlepszych skryptów do perorowania, przytoczone przez niego argumenty nie trafiają do żelbetonowych łepetyn rządzącej ekipy.

Jednakowoż, by przebrzydła UE nie mówiła, że w Polsce nie wolno dyskutować z opozycją, zezwala się na wygłaszanie przez nią filipik zgłaszanych w trybie pozornym.

Odbywa się wtedy dialogowa sjesta. Następuje zabawna przepychanka prawdy z fałszem; między wyznawcami nieustannego hopsasa a zwolennikami zdrowego rozsądku dochodzi do słownych utarczek. Przy czym nikt ze zjednoczonej prawicy nie traktuje serio tej debaty, przeciwnie spora ich liczba nadal uważa ją za przednią rozrywkę przed zdalnym zatwierdzeniem ustawy o ekonomicznej tarczy.

*

Słupki nie kłamią, nauka z nich bierze się zaś taka, że im bardziej niezdarnie radzi sobie rząd z zaopatrzeniem medycznym, im więcej organizacyjnych wpadek zalicza, tym lepiej dzieje się w rankingach zabezpieczających mu promienne samopoczucie.

Kiedy zadać pytanie, ilu ma Polska obywateli, szeregowy PiS-owiec odpowie: ogólnie biorąc, to nie wiem, ale wiem za to szczegółowo, że sprzyjają nam rzesze zadowolonych frankowiczów i nauczycieli. Górnicy też: zostawiają opony na później i chcą na nas głosować. Podobnie służba zdrowia: wdzięczna za naszą troskę już dzisiaj ustawia się w kolejkach po papierową pomoc.

Również nie od rzeczy będzie dodać, iż na firmamencie wydarzeń pojawiają się oznaki hurtowego wstępowania do naszych szeregów tych, co jeszcze wczoraj znajdowali się w przeciwnym obozie.

Tego rodzaju głosy wybijają się na propagandowe czoło demagogicznych informacji.

A jak zapytać, ilu zwolenników popiera myśl o urządzeniu przez Głównego Cyrulika Kraju wyborczej rzezi podczas choroby wściekłych polityków, to, zamiast uzasadnienia tego desperackiego kroku, zapada cisza i rozlega się popiskujące mruczando antagonistów. Rozlega się ich naiwny chór zażenowania, bo skutkiem zapewnień o lawinowo rosnących szeregach PiS-u jest męczące wbijanie do opozycyjnych głów myśli o własnej bezradności. O własnej niemocy skutecznego działania. O zapadającej klamce i pójściu spać.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. PIRS 2020-03-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com