Telewizja pokazała (591)

19.04.2020

Znak transmisji z włączonym światłem

Mistrz zen Seung Sahn mawiał: zła sytuacja to dobra sytuacja. Miał na myśli to, że zła sytuacja skłania nas do praktyki duchowej. Coś w tym jest. Zauważyłem kiedyś, że do buddyjskiej sangi ludzie trafiali często wtedy, kiedy akurat mieli trudną sytuację życiową. To ich skłaniało do zastanowienia się nad swoim życiem, nad przemijalnością i poszukiwaniem w praktyce buddyjskiej rozwiązań paradoksów z tym związanych. Potem, jak się poczuli lepiej, jakoś zwykle trochę odpuszczali. W większości religii liczy się rytuał i ludzie, praktykując, zapominają, że to jest tylko środek do celu. Ale na ogół tak jest, że kiedy spotykają nas kłopoty i nieszczęścia, to nie myślimy o sprawach ostatecznych, ale o tym, żeby te konkretne kłopoty szybko minęły.

* * *

Ciekawe, o czym myślą teraz terroryści. Nie słychać o nich. Miejmy nadzieję, że ta historia z koronawirusem nie zapłodniła ich umysłów. Widzą też, że nawet jeśli to Allah karze w ten sposób niewiernych, to robi to nie wybiórczo i zaraza rozchodzi się po całym świecie, a więc nawet jeśliby chcieli zawlec ją do innych krajów, to jest pewne, że wróci także do nich.

* * *

Nawet gdyby nie było tej obrzydliwej, kłamliwej władzy, sytuacja byłaby przygnębiająca. Jak się czują ludzie pozbawieni pracy, siedzący całymi dniami w domu, niewidzący perspektywy, że w najbliższym czasie ich sytuacja się poprawi?

Zbigniew Boniek:

Przyjdzie moment, w którym się zorientujemy, że liczba umierających na koronawirusa będzie mniejsza niż liczba samobójców, którym zaraza odebrała wszystko, co mieli i co chcieli osiągnąć.

A my i tak jesteśmy w komfortowej sytuacji. W Afryce (i nie tylko tam) w niektórych krajach panuje od dawna głód, więc tym bardziej nie ma szans na opiekę medyczną. Trwają walki, są obozy dla uchodźców, które nawet w okresie przed wirusowym stwarzały trudne warunki życia. Najgorsze dla wielu mieszkańców Ziemi dopiero nadchodzi.

Obecna sytuacja przypomina mi pod pewnym względem tę z lat 1980-1981. Nie interesowałem się polityką, jak zresztą chyba większość społeczeństwa i nagle stawało się przed sytuacjami, gdzie trzeba było zająć jakieś stanowisko. Oczywiście najłatwiej było przyjąć narrację jakiejś większości, ale to był czas, kiedy zadawałem sobie pytania: a co ja tak naprawdę o tym myślę, czego naprawdę chciałbym?

Teraz też jest czas, kiedy stają przed nami trudne pytania, często dotyczące podstawowej sprawy – zagrożenia życia, a także wyboru zachowania. To okazja, żeby spojrzeć dalej niż na bieżące sprawy polityczne. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy, że nie będzie w maju wyborów prezydenckich, to zaraz wszystko się odmieni. Codziennie spotykają nas głupie zarządzenia czy sytuacje i wydaje się, że wystarczy coś poprawić, coś ulepszyć, i już będzie dobrze. Gdyby PiS nie miał tak beznadziejnych i bezwolnych liderów i pokręconego prezesa… Gdyby opozycja była inna… Na pewno wszystko musi się zmienić i nadchodzące czasy to czasy pozytywnej odmiany…

Zapewne, to co się dzieje, wymusi zmiany i część z nich może być dobra. Będzie ciąg dalszy zdarzeń i to sprawi, że zapomnimy o podstawowych pytaniach. Będzie to jak praca przy taśmie, kiedy trzeba stale zajmować się tym, co taśma podsuwa. I trzeba dopiero sytuacji takiej jak Chaplina w „Dzisiejszych czasach”, żeby oderwać się od taśmy.

* * *

Zawodnik sportów walki, Marcin Szreder, zachorował. Potwierdzono u niego obecność koronawirusa. Jego przypadek przypomina inne opisane niedawno w Polityce. Szreder opowiada:

Po potwierdzeniu koronawirusa otrzymałem SMS-a, w którym proszono o zachowywanie się według zaleceń lekarzy. Pytam się według jakich zaleceń? W ciągu 7 dni miał się odezwać do mnie sanepid. Nie odezwał się nikt, nikt nie informował mnie jak mam dalej się leczyć, kompletnie nikt nie powiedział mi co mam robić dalej. Jakbym umarł, to pewnie ktoś z rodziny zorientowałby się, że mnie nie ma. Dopiero po półtora tygodnia odezwał się sanepid z pytaniem, jak się czuję. Niestety dla ludzi, którzy przeżywają koronawirusa w domu, nie ma żadnej pomocy, żadnych informacji, żadnej opieki, żadnego kontaktu z lekarzem.

Ciekawe czy pan Szreder został wprowadzony do systemu, czy — tak jak osoby opisywane w Polityce — pominięto go i nie zaśmieca statystyk.

Media podają więcej przykładów osób z koronawirusem (często dobijali się o zrobienie im testu), którymi nikt się nie zainteresował i nie umieszczono ich w statystykach.

W Rzeszowie od zeszłego roku wzrosła umieralność o 38%, ale okazuje się, że nikt nie umarł z powodu koronawirusa – według aktów zgonu ludzie umierają tam teraz częściej na zapalenie płuc i niewydolność oddechową.

* * *

Sejm obradował nad nowelą prawa dotyczącego dzieci. W uzasadnieniu do projektu podano, że ma to pozwolić na rozwój zainteresowań dzieci czy spędzanie wspólne czasu. Ma to też zapewnić rodzicom i opiekunom dzieci realizację władzy rodzicielskiej, przejawiającej się w decydowaniu — zgodnie z własnym światopoglądem i zasadami etycznymi — „o zachęcaniu ich do aktywnego spędzania czasu i czerpaniu pozytywnych wzorców wywodzących się z domu rodzinnego”.

O jakie to pozytywne wzorce chodzi? O udział w polowaniach. Na pewno widok ranionych, zabijanych i oprawianych zwierząt zachęci dzieci do takiego aktywnego spędzania czasu w przyszłości. Siedząc przed komputerami, narażone są na nieobyczajne treści, co mogłoby źle odbić się na ich psychice.

Zaprotestowało 40 organizacji społecznych.

Psycholog Wojciech Eichelberger:

Uczestnictwo dzieci w wysoce zorganizowanych i technologicznie zaawansowanych procedurach masowego zabijania zwierząt rani i deformuje ich naturalną wrażliwość, zdolność do współczucia i empatii, a także szacunek dla świata przyrody. Dlatego właśnie w programach edukacyjnych szkół podstawowych i średnich nie umieszcza się przecież wycieczek do rzeźni.

Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot:

Jednym z zadań państwa prawa jest ochrona najmłodszych obywateli przed narażaniem, również przez rodziców, na szkodliwe i niebezpieczne dla ich rozwoju treści. Dlatego bez względu na opinię opiekunów, prawo zabrania udostępniania nieletnim treści pornograficznych i epatujących agresją, np. w filmach. Tymczasem polowania to brutalna lekcja przedmiotowego traktowania żywych stworzeń, która niesie ogromne ryzyko dla psychiki dzieci. Nie ma na to naszej zgody.

Mirosława Kątna, przewodnicząca komitetu ochrony praw dziecka:

To bardzo źle wpływa na ich psychikę. Można to porównać do stresu pourazowego, który przeżywają np. wojskowi, powracając z misji. Dorośli, silni faceci, którzy widzieli krew, śmierć i okrucieństwo, a my ich leczymy. To analogiczna sytuacja, bo dziecko nie rozumie, dlaczego zwierzę, które przed chwilą biegało, było radosne, za chwilę jest przestraszone, okaleczone i pada albo dalej cierpi i jest dobijane. To jest coś, na co psychika dzieci w żadnej mierze nie jest przygotowana. Zapach, widok krwi jest niezwykle silnym bodźcem. Zbyt silnym dla dziecka w wieku kilku, a nawet kilkunastu lat.

* * *

Z dzieciństwa pamiętam piosenkę:

To jest Ameryka,
Słynne USA,
Tam możesz mieć miliony,
Tam możesz mieć cztery żony,
To jest Ameryka.

To, co się dzieje w Ameryce w związku z epidemią koronawirusa, bardzo do Ameryki zniechęca.

Tomasz Zalewski przytacza informację opisaną w „Time”:

Danni Askini z Massachusetts zachorowała pod koniec lutego. Zgłosiła się na SOR. Wynik był jednoznaczny: koronawirus. Lekarze łagodzili objawy grypy oraz zapalenia płuc i kiedy zaczęła zdrowieć, odesłali ją do domu. Po paru dniach dostała rachunek – 34.927 dol. Była w szoku – nie miała ubezpieczenia, bo akurat rzuciła pracę. A ubezpieczenie zapewniał jej – jak około połowie Amerykanów – pracodawca. [Wiele osób jest nieubezpieczonych, a ubezpieczeni muszą wpłacać własny wkład, więc gdy tracą pracę, zaczynają się kłopoty.]

W Ameryce brak też podstawowego sprzętu medycznego. Okazuje się, że — podobnie jak w innych krajach — wywiad informował już w listopadzie ub. roku o niebezpieczeństwie przeniesienia koronawirusa z Chin, ale Trump to zlekceważył, mimo że informował o tym także jego doradca ekonomiczny.

* * *

W czasach PRL obchodziło się określone rocznice i wtedy wysłuchiwaliśmy powtarzającej się co rok drętwej mowy. Podobna gadka leciała w telewizji, w radio i w gazetach. W III Rzeczypospolitej gadka dalej jest drętwa, ale zmienili się bohaterowie, których mamy czcić. Zamiast Rewolucji Październikowej mamy co roku rocznicę Powstania Warszawskiego, a mało brakowało, żeby Macierewicz wstawił nam katastrofę smoleńską, bo łączył ją ze wszystkim, począwszy od obchodów bitwy pod Grunwaldem aż do tegoż powstania. Oczywiście Polacy zawsze byli wspaniali i wszystko wygrywali, chyba że wróg krzyżował plany. Bohaterstwo innych osób jakoś blakło, odbierano im zasługi i patronaty nad szkołami.

Kretynizm i mściwość są zaraźliwe, więc dyskredytowano wielkich twórców, bo działali „kolaborując z systemem komunistycznym”, rzucano pomysły, żeby zburzyć Pałac Kultury i Nauki, bo to był „dar narodów radzieckich”, cud, że nie rozebrano Starówki w Warszawie, bo przecież odbudowano ją pod kierunkiem komunistów.

Od pewnego czasu odgrzebano „żołnierzy wyklętych” i hurtem dźwiga się ich na piedestały, nawet tych, co mordowali rodaków i zajmowali się bandyterką. Nie mieli oni żadnych sukcesów, podobnie jak pisowcy, ale mieli rację, walcząc z wrogiem. Stałą pozycją jest Katyń, a reszta zbrodni wojennych gdzieś zniknęła. Nawet wyzwolenie Warszawy nie jest już wyzwoleniem, ale początkiem nowej okupacji.

Przez pewien czas mieliśmy natłok pomników i tablic ku czci Jana Pawła II, a jego imieniem nazywano różne obiekty. Wydawało się, że padnie rekord, ale papieżowi zaczął „zagrażać” Lech Kaczyński. Podobieństwo tych dwóch nurtów jest duże – większość pomników jest koszmarna, a mowy pochwalne z okazji ustawienia pomnika, tablicy pamiątkowej, czy nadania imienia są równie okropne, jak pochwały wodzów Rewolucji Październikowej w czasach PRL.

Nie ma się co łudzić, że odejście tej ekipy coś zmieni. Mamy od lat zmiany nazw ulic zgodnie z jakąś pokrętną ideologią i nikt się nie liczył z życzeniami ludzi, którzy na tych ulicach mieszkają. Będziemy dalej obchodzić te same rocznice i czcić wątpliwe postaci, bo taka jest mentalność wszelkich naszych władz. Niewiele zostało miejsc wolnych od pomników i tablic.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Jan Paweł II.jpg

* * *

Pisowscy urzędnicy nie nadają się na swoje stanowiska. Wziąć pieniądze „bo się im należały”, wyrzucić ludzi i przyjąć swoich – to tak, ale rządzić to dla nich często za trudne. Nie pomyślano o domach opieki społecznej i wiele z nich jest w rozsypce z powodu koronawirusa – chory jest personel i pensjonariusze. Odkomenderowuje się więc do tych miejsc pielęgniarki. Jedna z nich przez kilka dni była sama i (mimo własnych chorób) pracowała po kilkanaście godzin dziennie, potem — z powodu choroby — odeszła. Władzom nie udało się nic więcej zrobić.

Wojewoda mazowiecki Radziwiłł (lekarz!) wydaje polecenia służbie zdrowia i odkomenderowuje ludzi. Wysyła się na przykład kobietę, która ma kilkumiesięczne dziecko i jest na urlopie macierzyńskim. Ustawa o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych wymienia listę osób, których do pracy powołać nie wolno, m.in. osoby wychowujące dziecko młodsze niż 14 lat. Kobieta odwołała się od decyzji, wynajęła adwokata, ale zdaje się, urzędnicy pisowscy niczego nie sprawdzają — przysłano policję do jej domu wraz z mandatem.

Ten przypadek nie jest wyjątkowy. Prezes Izby Lekarskiej: Wojewoda wzywał do pomocy emerytów, matki małych dzieci, lekarki w ciąży.

* * *

Posunięcia rządu w sprawie epidemii sprawiają wrażenie, że co komu wpadnie tam do głowy, to się realizuje. Nowe przepisy mówią o zmniejszeniu obostrzeń. Rezygnuje się z idiotycznego zakazu przebywania w parkach i w lesie.

Dopuszcza się dłuższe kolejki w sklepach – cztery osoby na kasę zamiast trzech (ciekawe czy to wirus zmienił przebywane odległości?). Także w kościołach teraz przelicza się inaczej liczbę osób — jedna osoba na 15 metrów kwadratowych. Za to będzie się ukrywać różne informacje, zapewne po to, żeby wirus nie dowiedział się o szkodach, jakie czyni – ludzie by usłyszeli, co się dzieje i by się wygadali.

Koronawirus w Polsce przenosimy się z człowieka na człowieka z wyjątkiem kościołów, wyborów, lasów

Zmiany liczby osób dopuszczalnej w kolejce czy w kościele, przypominają mi pewne zdarzenie. Dawno temu brałem udział w posiedzeniu komisji, która miała zatwierdzić projekt nowej normy. Zaproponowaliśmy m.in., aby wartości pewnego parametru, ważnego dla bezpieczeństwa i wygody pracy, podnieść znacznie w stosunku do wymagań starej normy i dostosować do wymogów norm rozwiniętych krajów Zachodu. Zaoponowała przedstawicielka ministerstwa, twierdząc, że taka zmiana jest zbyt kosztowna i zaproponowała, aby wartości tego parametru dla różnych miejsc pracy obniżyć o dwa stopnie. Zaczęliśmy jej tłumaczyć, jakie niedogodności pociągają za sobą małe wartości parametru i krakowskim targiem przyjęto wartości pośrednie między proponowanymi przez fachowców, którzy nowelizowali normę i tym, co proponowała pani z ministerstwa. Oczywiście nikt nie przedstawił żadnych wyliczeń kosztów, po prostu odczucie urzędnika nie wymaga dowodów.

Rozsądnie mówi Dariusz Rosati: przebadać wszystkich Polaków, chorych izolować i leczyć, a reszta może pracować. Ale czy ludziom starczy pieniędzy na środki do badania, aby wspomóc rząd?

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\TVP 1.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Magdalena Ostrowska 2020-04-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com