07.05.2020

Gdy przed miesiącem kierowałem „Apel do opozycyjnych kandydatów na prezydenta RP”, nie mogłem przewidzieć, że wysłuchają go nie tyle adresaci, ile dwóch Jarosławów, którzy urośli do symbolu polityków ratujących Polskę przed … PiS-em. Właśnie tak.
Osobliwe porozumienie Gowina z Kaczyńskim tak naprawdę uratowało głowę tego drugiego, który stałby się symbolem straceńczej polityki. Drugim obok zafundowanej właśnie przez upartego Kaczyńskiego katastrofy samolotu prezydenckiego w 2010 roku na lotnisku w Smoleńsku.
Trwają właśnie dziennikarskie wysiłki, by zrekonstruować poszczególne elementy porozumienia Gowin-Kaczyński.
Moim zdaniem ich rezultat będzie mizerny. Panowie doszli do wniosku, że lepiej się dogadać niż nadal prowadzić bratobójczą walkę. Co więcej, wszyscy odetchnęli z ulgą i każdy, zarówno ze strony rządowej, jak i opozycyjnej może sobie przypisać sukces. Ci pierwsi, bo rozsądnie stanęli na stanowisku, że „Polska jest najważniejsza”, a ci drudzy, że nie dopuścili do „kolejnej narodowej tragedii”.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę ani Polska, ani naród nie mają z tym nic wspólnego. Jedynym celem porozumienia Jarosława Gowina z Jarosławem Kaczyńskim jest utrzymanie władzy. A że przy okazji uda się suwerenowi wmówić, że obaj działają w jego interesie, to tylko świadczy o ich politycznym sprycie.
Warto jeszcze odnotować, że największym przegranym tego porozumienia jest Tadeusz Rydzyk, który przed kilku dniami zarządził ogólnopolskie tygodniowe modły różańcowe w intencji wyboru właściwego prezydenta. Jak pisał w Newsweeku Artur Nowak „O wybór prezydenta nie trzeba się już obawiać. Wszystko załatwi całodobowe Jerycho Różańcowe”. Otóż nie załatwi. Przegranych jest oczywiście więcej; ot, chociażby emerytowany biskup świdnicki Ignacy Dec, jeden z inicjatorów i gorących entuzjastów wspomnianego różańcowego Jerycha.
Nie sposób nie wspomnieć o samym kandydacie na tego jedynego właściwego prezydenta, któremu w sondażach już zaczyna spadać, a tendencja zapewne się utrzyma aż do lipca czy sierpnia, kiedy spodziewane wybory się odbędą.
A gdzie w tym wszystkim demokracja, Konstytucja i oddzielenie Kościoła od państwa, to już nawet nie wypada się pytać.
Może tylko się dziwić i cytować klasyka, że „ciemny lud to wszystko kupi”. Swoją drogą słychać, że powrót Jacka Kurskiego na szefa TVPiS to tylko kwestia dni, może tygodni. Wszak jest bardzo dobrym kandydatem i być może chwilowe kłopoty PiS-u mają związek z jego krótką nieobecnością (ściślej rzecz biorąc z obecnością nazbyt dyskretną) na Woronicza.


Panie profesorze …! Pusta micha suwerena ( która wywracała każdy polski rząd….) +inflacja ( która zje 500+ ) + 20-30% bezrobocie są już na horyzoncie zdarzeń…Stąd taki pośpiech PIS , by wybory zorganizować jak najszybciej….
W całym Pana wywodzie najważniejsze jest pytanie „A gdzie w tym wszystkim, demokracja …” gdyż w rzetelnej odpowiedzi na to pytanie tkwi sedno dzisiejszych, wcześniejszych a i zapewne przyszłych problemów nas obywateli a nie polityków. Dzisiejszy system władzy nazywany demokracją został tak stworzony przez polityków aby służył wyłącznie realizacji ich interesów, planów a obywatele, społeczeństwo, naród w tym quasi demokratycznym systemie zostali pozbawieni podmiotowości i ubezwłasnowolnieni w decydowaniu o czymkolwiek. Oddaliśmy jako obywatele nasze państwo w swoisty pacht grupie przypadkowych ludzi bez sprawdzonych kompetencji, kwalifikacji i na tym nasza rola się kończy gdyż nie mamy jako społeczeństwo jakichkolwiek instrumentów, narzędzi na trwale wpisanych w ten system aby jako faktyczny suweren mieć możliwość kontrolować, dyscyplinować, rozliczać przedstawicieli których teoretycznie wybraliśmy aby reprezentowali żywotne interesy nas obywateli a nie swoje partyjne, partykularne. Analizowanie, debatowanie, oburzanie się więc po raz 1234 na rządzących może mieć dla nas obywateli jedynie wymiar sportowy i tylko tyle gdyż politycy doskonale wiedzą (ostatecznie to oni tworzyli ten system), że jako obywatele nie mamy żadnej realnej mocy sprawczej aby ich do czegokolwiek zmusić. Jaki jest prosty wniosek z tego wywodu. System demokracji należy zdefiniować, określić, opisać na nowo aby zaczął służyć nam obywatelom a nie klice rządzącej niezależnie z jakiego nadania będzie.
Święta racja, Kasandro! Tylko kto to zrobi?
Wiem kto tego nie zrobi bo jest to oczywiste. Na całej reszcie, głównie intelektualistach zaangażowanych politycznie i rozumiejących przyczyny obecnych problemów,ludziach nauki, autorytetach, pozarządowych organizacjach obywatelskich wreszcie mediach stanowiących czwartą władzę a dysponujących potężną bronią jaką jest informacja spoczywa odpowiedzialność zdefiniowania warunków brzegowych demokracji dla polityków aspirujących do władzy. Trzeba zdefiniować warunki brzegowe demokracji służącej obywatelom nie kaście politycznej i wybrać tych, którzy zechcą realizować nową obywatelską demokrację.