Zbigniew Szczypiński: O naturze skorpiona i wyborach prezydenckich

13.05.2020

Nadal trwa chocholi taniec nad urną.

Nadal nie wiemy, kiedy wybory się odbędą. Przekroczona została już każda granica racjonalności, przyzwoitości, normalności. Minister i wicepremier — jak to się dobrze słyszy… — Jacek Sasin, (ten, którego Jarosław Kaczyński i posłuszna mu większość rządowa uczyniły wyborczym komisarzem kopertowych wyborów, tych co miały się odbyć 10 maja i — mimo że nikt ich nie odwołał — się nie odbyły), wzywany do podania się do dymisji zgodnie z własną zapowiedzią poczynioną w telewizyjnym studio twierdzi teraz, że on za nic nie odpowiada, że to wszystko decyzje premiera Morawieckiego, że to Poczta Polska…

Jacek Sasin zachowuje się tak, jak można było się tego po nim spodziewać. To taki typ człowieka mającego wszelkie przymioty, aby być nikim. Jacek Sasin ma te przymioty, a mimo to jest wicepremierem i ważnym ministrem w obecnym rządzie. Dalsze jego losy zależeć będą od wewnętrznych rozgrywek w obozie władzy i tego, co postanowi prezes wszystkich prezesów – Jarosław Kaczyński.

Wsłuchując się w głosy w trakcie debaty sejmowej w ostatnich dwóch dniach, poświęconej projektowi nowej ustawy, dotyczącej wyborów na urząd prezydenta RP, ograniczonej przez marszałka Terleckiego do jednominutowych wystąpień i zapytań — można było się przekonać o całkowitej degradacji Sejmu pod rządami Zjednoczonej Prawicy. Widać było jak na dłoni, że dla prezesa wszystkich prezesów debata sejmowa jest tylko stratą czasu. Sejm i tak przegłosuje, korzystając ze swojej kruchej, ale jednak większości wszystko to, co prezes wskaże. Debata nad projektem zgłoszonym przez PiS pokazała prawdziwą twarz tej partii, zaciętą i groźną, niezachęcająca do dyskusji, przekreślającą jakiekolwiek szanse na kompromis.

Nie ma kompromisu – Sejm dużą większością przyjął prawie w nocy swoją ustawę. Teraz ustawa trafi do Senatu, potem wróci do Sejmu i on przyjmie ją lub odrzuci ostatecznie. Potem pan prezydent (nadal Andrzej Duda), jego podpis, publikacja w Monitorze — i jest już nowe prawo wyborcze. Nic to, że uchwalone w niekonstytucyjnym terminie, bo w krótszym niż sześciomiesięczny okres, w którym nie można go zmieniać; nic to, że z rozbudowaną rolą pani Witek – całkowicie oddanej żołnierki prezesa; nic to, że z nierozwiązanymi wieloma problemami, dotyczącymi ewentualnych nowych zgłoszeń, nowych kandydatów, tysiącami problemów logistycznych i technicznych. Tym większych, im krótszy będzie czas pomiędzy pojawieniem się nowego prawa a terminem wyborów, co to ma je wyznaczyć marszałek Witek.

Patrząc na całość, chciałoby się powiedzieć – to już było. Nie Sasin a Witek ma stać na straży tego by, wygrał Andrzej Duda – wierny i sprawdzony długopis prezesa. Tym wszystkim, którzy nie wiedzą, o co chodzi, polecam najnowszy tekst Waltera Walter Chełstowski: O co w sumie chodzi?, jaki pojawił się na naszej stronie. Po przeczytaniu wszystko jest jasne.

Oglądając wtorkowy sejmowy spektakl, patrząc na żałość sejmowej debaty i wiedząc już, jakim wynikiem zakończyło się końcowe głosowanie, przypominałem sobie starą przypowieść o skorpionie i żabie, która zaoferowała się, że przeprawi skorpiona, który nie umie przecież pływać, na drugi brzeg rzeki. Pamiętacie, jak to było ? Tym, co jednak nie pamiętają, przypomnę, że gdy wędrowcy byli już na środku rzeki, skorpion siedzący na grzbiecie żaby ukąsił ją, jak to skorpion właśnie. Gdy oboje ginęli, skorpion pytany przez żabę – dlaczego to zrobił? – odpowiedział: bo taka jest moja natura.

PiS, mimo że wydawałoby się złamany przez Jarosława Gowina i grupkę jego posłów, złożył własny projekt nowej ustawy, przeprowadził ją przez sejm bez udziału sejmowych komisji, w karykaturalnej debacie, będącej zaprzeczeniem tego, czym winna być sejmowa debata nad tak ważną sprawą. Większość pisowska w sejmie zachowuje się właśnie dokładnie tak, jak ów skorpion – nawet wtedy, gdy może to oznaczać jej zagładę, nie może się powstrzymać, aby nie ukąsić przeciwnika; a właściwie wroga. PiS bowiem nie ma przeciwników, ci co nie myślą tak samo, jak prezes, to wrogowie. A wroga należy zniszczyć. Najlepiej definitywnie.

Nie wiem, co będzie dalej; nie wiem, czy wystartuje okrągły stół, do którego zaproszenie przyjęli wszyscy. PiS też. Nie wiem, o czym będą debatować posłowie po kolejnej lekcji demokracji sejmowej. Nie wiem, kiedy będą wybory, ale wiem, że będą najszybciej jak to możliwe. Tylko to daje szanse na reelekcję Andrzeja Dudy, a ta jest gwarancją na domknięcie rządów satrapy.

I na koniec coś lżejszego.

Pisałem już dawno, że PiS nie stanie się partią masową, mimo że miałby szanse na milion członków. A może nawet więcej. Prezes wybrał bardziej bezpieczny wariant – partię kadrową z wewnętrznym zakonem wywodzącym się jeszcze z czasów Porozumienia Centrum (była tak partia). Partię kadrową obudowaną armią klientów – ludzi, których pozycja, pieniądze, perspektywy zależą od trwania tego układu władzy. Takich ludzi jest, lekko licząc, milion co z rodzinami daje dwa-trzy miliony klientów — żołnierzy gotowych zrobić wszystko, czego zechce prezes.

To znany w naukach społecznych syndrom. Tak bywało, tak jest nadal w różnych krajach. Może zatem też być tak w Polsce.

Piszę te ramotki motywowany tym, że widziałem w telewizyjnym studio posła Jacka Ozdobę, młodego (28 lat) człowieka, co niedawno ukończył studia prawno-administracyjne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i po karierze radnego w warszawskim samorządzie wystartował w ostatnich wyborach do Sejmu. Zdobył mandat z okręgu płockiego. Wcześniej zaliczył członkostwo w partii Jarosława Gowina, został z niej wyrzucony i pojawił się jako członek Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. To Jacek Ozdoba był tym jednym z tych trzech posłów firmujących jawnie rządowy projekt opracowany w resorcie Zbigniewa Ziobry. Wraz z równie zasłużonym posłem Kanthakiem i tym trzecim „dali twarz” – że to jest ich projekt, poselski, a więc taki, który nie przechodzi przez uzgodnienia międzyresortowe, taki który sejm może przepchać przez kilka godzin.

Za te zasługi poseł Jacek Ozdoba został nominowany na stanowisko podsekretarza stanu w ministerstwie klimatu i to dlatego prowadzący audycję dziennikarz musiał zwracać się do niego per „panie ministrze”.

Ozdoba, jak Jaki i wielu, wielu innych — to esencja tego układu. Układu, który dzięki temu, że jego modelem przez wiele miesięcy był Antoni Macierewicz — minister obrony i protektor pewnego młodego człowieka bez żadnego wykształcenia i kwalifikacji, którego nazwisko stało się nazwą własną dla takich karier…

To wszystko już było. Jeżeli o tym zapomnimy, to nic się nie zmieni. Jeżeli damy się nabrać, że coś w PiS się zmieniło, że prezes odpuścił, że teraz jest nowe rozdanie — to przegramy. Przegramy w tym momencie, gdy tak pomyślimy.

Wybory prezydenckie się odbędą. Czy będą to uczciwe wybory, czy nie zostaną zmanipulowane – tego nie wiem. Szanse na to, że tak się nie stanie, są małe. Gdy Jarosław dojdzie do wniosku, że Duda może przegrać wybory, to ich nie będzie. Zawsze można powiedzieć, że jest stan epidemii, a to wymaga ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. To, że tak właśnie gada opozycja od miesięcy, nic nie znaczy.

Liczy się przecież ten, który ma pieczątkę. A Jarosław Kaczyński ma wszystkie pieczątki świata i jeszcze więcej.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com