Telewizja pokazała (605)

13.06.2020

Czy ktoś z Państwa miał ulubionego bohatera, który był dla niego wzorem i którego chciał w życiu naśladować? Oczywiście czytając młodzieńcze lektury, chciało się być takim Stasiem Tarkowskim czy Kmicicem, ale otoczenie nie pozwalało na rozwinięcie tego rodzaju działalności, a potem wzorce się zmieniały.

Lektury szkolne podsuwały nam pewne przykłady. Na przykład Pawka Morozow, który doniósł na swojego ojca, że ukrywa zboże przed władzą radziecką. Ojca NKWD zwinęło, a dziadek wykończył samego Pawkę. I znowu otoczenie nie sprzyjało takim postawom, bo wprawdzie słyszało się, że jacyś kułacy u nas brużdżą i nie chcą wstępować do spółdzielni, ale moi rodzice byli za budową socjalizmu.

Jakoś się nasiąkało jednak propagandą i pamiętam, że w czwartej klasie szkoły podstawowej sprzeczaliśmy się z kolegą, gdzie lepiej byłoby żyć. On twierdził, że w Ameryce a ja, że w Związku Radzieckim i w końcu go przekonałem.

Przyszłość rysowała się optymistycznie, ale jakoś nie były to porywające wzory. W podstawówce należałem do Organizacji Harcerskiej (drużyna im. Mao Tse Tunga) i pamiętam, że w ślubowaniu harcerskim znajdował się punkt: Harcerz pragnie zostać zetempowcem. Nie zastanawiałem się nad tym głębiej, ale zanim dorosłem, zlikwidowano ZMP i nie miałem dylematu.

Teraz harcerze bawią się w powstańców warszawskich i zapewne chcieliby zginąć na barykadzie. Odczytują także na apelach teksty o Katyniu i Smoleńsku, ale nie wiem, do czego mogą je one motywować – do nienawiści do wroga, który się czai i chce zniszczyć? Poza tym ciągle widać harcerzy w kościołach i na pielgrzymkach do świętych miejsc, mają też swoich „komisarzy”, tj. księży, którzy sprawują nad nimi opiekę duchową. Może po prostu należy wpisać do ślubowania: Harcerz pragnie zostać dobrym katolikiem.

Okres III RP przyniósł nowe wzory. Jakoś jednak nie natchnął mnie przykładem ani Lech Wałęsa, ani nawet Jacek Kuroń, a zapewne tak też reaguje młodzież. Myślę, że to jest podobna sytuacja, jaką myśmy mieli w młodości: zło zostało już obalone przez bohaterów i teraz tylko ciężką uczciwą pracą trzeba budować jasne jutro, a to jakoś nie zachęca do działania.

Bohaterowie są zwykle przedstawiani tak, że można ich tylko podziwiać i czcić. Czy ktoś z wielu zafascynowanych Che Guevarą chciałby pojechać do obcego kraju i obalać tam reżym?

Komentatorzy, także w StudiU Opinii, często mówią o potrzebie wychowania młodzieży. Kogo by Państwo postawili młodzieży za wzór?

* * *

Od dawna żywię przekonanie, że jedną z najgorszych rzeczy, jaka się przydarzyła po zmianie ustroju, jest dopuszczenie do debaty publicznej ludzi ciemnych, ograniczonych i nieuczciwych. I cała prawica wcale się ich nie wstydzi.

Zniekształcają oni pojęcia, wprowadzają emocjonalne oceny rzeczy i zdarzeń, zamiast racjonalnych. Tworzy się atmosfera jak u dzieci na podwórku, które się wyzywają albo prowokują „No co, no co, tryfisz? Boisz się bić?”. Atmosfera z lubością podchwytywana przez media.

W tej paćce umysłowej świetnie czują się politycy – nie muszą się wykazywać rozumem, wystarczy, że uda im się przekonać wyborców, że przeciwnicy są tymi złymi, a oni bronią wartości, tego, co dobre. A co dobre to przecież my i wy dobrze wiemy.

Ci, którzy podsycają tę ciemnotę i nieuczciwość, sami nie są zdolni do wytworzenia pozytywnych wartości. Dlatego atakują „salony”, dlatego tworzą „własne elity”, do czego wzywał od dawna Jarosław Kaczyński.

Szkoda że prawda ma niewielu obrońców, a blaga wielu i zawziętych. 

* * *

W niektórych krajach powołuje się specjalnego urzędnika, który najpierw niejako z boku ogląda propozycje ustaw przed ich wprowadzeniem, a potem przez rok czy dwa przygląda się działaniu ustawy i wyłapuje ewentualne głupoty. To pokazuje, jak daleko jesteśmy od działania rozsądku. U nas często wytyka się głupotę ustawy, która ma być uchwalona, a i tak się ją uchwala w tempie ekspresowym. Do niedawna jeszcze senat równie ekspresowo ją zaklepywał, a prezydent podpisywał. A wszystko odbywało się w nocy jak aresztowania w Związku Radzieckim. Potem wielokrotnie poprawia się taki bubel i pospiesznie uchwala nowy, bo zmieniła się sytuacja polityczna.

* * *

Andrzej Koraszewski w styczniu 2017 r. zamieścił na swojej stronie internetowej artykuł, w którym określił kogoś jako antysemitę, ten ktoś poczuł się obrażony (uzasadniał potem, że nie jest antysemitą, ale antysyjonistą) i podał sprawę do sądu. I już teraz, po przeszło trzech latach, odbyła się rozprawa.

Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to brak odwagi antysemitów do przyznania się do poglądów. Jeszcze śmieszniej reagowali narodowcy, którzy twierdzili, że nie są antysemitami, ale judeosceptykami. Ciekawe słowo – może oznacza, że nie wierzą w istnienie Żydów?

Drugie zaskoczenie to stosunkowo szybki termin rozprawy – około trzech lat. To daje szansę również emerytom na doczekanie wyroków sądów. Zwykle sprawy w sądach ciągną się w nieskończoność. Pisałem kiedyś, że gdyby oskarżono Jezusa przed polskim sądem, to uratowałby życie i św. Paweł nie mógłby dorabiać pokręconej teorii do faktów. Po pierwsze, nie udałoby się poprowadzić rozprawy, bo nie wszyscy pozwani by się stawiali na kolejne terminy, a polskie prawo wymaga, aby przesłuchać wszystkich świadków. Kiedy podejrzewano panią Beger o to, że ma sfałszowane listy poparcia w wyborach do sejmu, to przesłuchano wszystkie osoby podpisane na tych listach, mimo że już po krótkim czasie wykryto fałsz na wielu listach. Samo przesłuchiwanie tych osób trwało wiele miesięcy. Ostatnio pani sędzia w sprawie afery Amber Gold odczytywała tygodniami, często przy pustej sali (!), nazwiska, wpłacone sumy i numery akt osób, które dały się nabrać w aferze. Takie jest prawo.

Taka przewlekłość spraw trwa od bardzo wielu lat. Znam kilka takich spraw, gdzie fakty były oczywiste, poświadczone często dokumentami, ale sprawy były odraczane wielokrotnie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego żaden z rządów w „wolnej Polsce” nic nie zrobił, żeby to zmienić.

* * *

Kto ma chleb w torbie, a martwi się, co będzie jadł jutro – nie wierzy w Boga – mówi Talmud.

A jednak mając „chleb w torbie”, stale się martwimy. Koronawirus stanowi zagrożenie, jest niewidoczny, a ludzie lekkomyślni. Niepokój wzbudza też to, że rządząca ekipa nie umie rządzić. Nie potrafią porządnie przeprowadzić nawet zakupów, co widać było przy kupowaniu sprzętu medycznego (nie kupowano od producentów, ale od dziwnych pośredników). Nie potrafią niczego porządnie zrealizować. Wynika to z innej sprawy wzbudzającej niepokój – łamania reguł. Prawo dla nich nie jest czymś nadrzędnym, w wykonaniu tej ekipy staje się narzędziem realizacji własnych celów, często służy do ukrycia przekrętów. Prokuratura potrafi oskarżać niewygodnych sędziów, policja potrafi sekować spokojnych obywateli protestujących w pokojowy sposób. W dodatku wciąż bezczelnie kłamią, zaprzeczając często swoim wczorajszym zapewnieniom. No i bardzo niepokojące jest to, że mimo takich działań mają wciąż duże poparcie.

* * *

Klub Prawa i Sprawiedliwości złożył w sejmie projekt nowelizacji ustawy o IPN, zakładający, że zbrodnie komunistyczne nie ulegają przedawnieniu (zgodnie z ustawą przedawniłyby się 1 sierpnia tego roku).

Platforma stanie przed dylematem. W przeszłości ścigała się z PiS w antykomunizmie. Razem z PiS głosowała za karaniem „komunistów”, to ona zaczęła sekowanie pracowników służb z czasów PRL, ograniczając im wysokość emerytur i rent (wszystkim – bez wykazania, że popełnili jakieś przestępstwa). Rozwinęła kult „żołnierzy wyklętych”. Planowano usunięcie grobów wojskowych z czasów PRL z cmentarza zasłużonych itp. Te zbrodnie komunistyczne, to był argument w sekowaniu ludzi, np. gen. Kiszczaka oskarżono o zbrodnię komunistyczną polegającą na tym, że usunął kiedyś z wojska oficera, który wziął potajemnie ślub kościelny. Organizatorów stanu wojennego chciano skazać za zamach z użyciem wojska. Ponieważ zbrodnie komunistyczne nie przedawniały się, można było każdemu coś przypisać. Na przykład skazywano dowódców oddziałów, którzy zgodnie z rozkazami wprowadzali stan wojenny, nie czekając kilka dni, aż odpowiednia uchwała zostanie opublikowana w Monitorze, a więc okazuje się bezprawnie.

Jeżeli teraz Platforma nie poprze projektu PiS, to zostanie oskarżona o sprzyjanie komunistom.

Prezydent Duda oświadczył:

Tak, poprę taki projekt ustawy. Tam, gdzie to możliwe, zbrodnie nie powinny ulegać przedawnieniu. Zbrodnie komunistyczne powinny być tak ścigane, jak zbrodnie ludobójstwa.  Większość tych zbrodni to było katowanie, zabijanie ludzi, te zbrodnie niestety nie zostały w taki sposób, jak wymaga tego sprawiedliwość, ukarane.

Jeżeli Trzaskowski oświadczy, że nie poparłby takiej nowelizacji ustawy, to udowodni, że Kaczyński miał rację, nazywając go skrajnym lewicowcem.

* * *

Czasem docierają do nas egzotyczne wieści z cywilizowanego świata. Jakaś pani minister w Skandynawii zrobiła w sklepie prywatne zakupy służbową kartą i jak się to wydało, podała się do dymisji. Jakiś polityk w USA skłamał na temat swego prywatnego życia i tym samym zakończył karierę (przedstawiła to kiedyś malowniczo Agnieszka Wołk-Łaniewska: „Nic to, że przywiązałeś kobietę do kaloryfera i przypalałeś ją papierosami, ale jak mogłeś skłamać, że nie palisz!”). Ale patrząc na Trumpa, widzimy, że kłamstwa już nie mają takiej niszczącej mocy jak dawniej.

U nas do takich informacji podchodzi się z uśmieszkiem i zdziwieniem. Czy jest jakaś rzecz, która spowodowałaby, że wyborcy odwrócą się od polityka? Politycy potwornie kłamią, często wbrew oczywistym sprawdzalnym faktom, a ich elektoratu jakoś to nie porusza, zresztą elektorat jest wierzący (politykowi), a nie sprawdzający.

Czy coś się z tym da zrobić (oczywiście po wyborach, bo teraz wszyscy naginają prawdę). Może zastosować prawo jakie stosowaliśmy w młodości w naszym gronie? Każdy, kto opowiedział stary dowcip, musiał zapłacić 50 gr. Może by tak obciążyć polityków karą pieniężną za każde kłamstwo?

* * *

Kampania wyborcza powoduje, że padają coraz większe głupstwa i oskarżenia. Przypomina się satyryczne opowiadanie Marka Twaina „Jak zostałem kandydatem na gubernatora”. Już pierwszego dnia gazety opublikowały taki tekst:

Może by pan Mark Twain wytłumaczył nam dzisiaj, gdy staje jako kandydat na gubernatora przed swym narodem, jak to się stało, że w roku 1863 w miejscowości Wakawak, w Kochinchinie, 44 świadków udowodniło mu krzywoprzysięstwo, które popełnił, aby wydrzeć szmat pola bananowego z rąk nieszczęśliwej wdowy malajskiej i jej bezbronnej rodziny, dla której pole to było jedynym środkiem utrzymania. Nie wątpimy, że p. Twain w interesie zarówno swoim, jak i ludu, o którego głos zabiega, zechce sprawę tę wyjaśnić jak najrychlej. Czy jednak to uczyni?

Okazuje się, że nie odbiegliśmy daleko od tej opisanej sytuacji. Nie chce mi się cytować tych kłamstw i słów pełnych przesady, choć wciąż zdumiewa jakie wygłaszający wynajdują związki między faktami.

* * *

Wybory prezydenckie dają okazję do obserwowania polityków w działaniu. Wypowiadają się też przedstawiciele innych odłamów społeczeństwa – duchowni, naukowcy, dziennikarze. Na pewno wiele młodych osób zastanawia się, czy nie wybrać którejś z takich karier. Omawialiśmy to już kiedyś na pewnym blogu.

Ja stwierdziłem, że czasem żałuję, że nie zostałem politykiem. Mógłbym bezkarnie oszukiwać ludzi, kłamać w żywe oczy, pouczać i obrażać wszystkich dookoła, a jak by ktoś się czepiał, to mówiłbym, że to tylko walka polityczna. Im większe bzdury bym opowiadał, im większym byłbym chamem, tym chętniej i częściej zapraszano by mnie do mediów.

Jako polityk znałbym się oczywiście na wszystkim, bez wahania wypowiadałbym się na każdy temat. A jakbym się podobał pani Olejnik czy innym dziennikarzom TVN24 to czasem mógłbym wypowiedzieć u nich nawet ze dwa zdania. Jak nie, to trudno – słuchałbym ich wywodów i kiwał głową, ale ludzie by wiedzieli, że istnieję. Może bym dostawał zaproszenia do Kawy Na Ławę i tam poszczuty przez prowadzącego obszczekiwałbym oponentów.

Byłbym oczywiście politykiem prawicowym i konserwatywnym. Wtedy wszyscy komentatorzy rozumieliby, że jestem prawdziwym patriotą i chcę dobrze, nawet jeśli czasem łamię prawo, faszyzuję czy oskarżam kogoś bezpodstawnie. Gdybym nadmiernie się rozzuchwalił, to od czasu do czasu wypowiedziałbym się łagodniej o tych, których dopiero co szkalowałem i naród by zrozumiał, że w gruncie rzeczy chcę dobrze, a poprzednie wybryki to tylko przejaw emocji, przecież uzasadnionych.

Kolega na blogu stwierdził, że ma większe ambicje i wybrałby karierę duchownego, chciałby zostać biskupem. „To jest dopiero odlot! Starzy ludzie całują cię w pierścienie, możesz mówić największe głupoty – o in vitro, aborcji, prezerwatywach, gejach, komórkach macierzystych, przyznaniu radiu Maryja koncesji czy prześladowaniu katolików w kraju gdzie jest ich podobno 95%. Wszyscy cię nabożnie słuchają. Żaden dziennikarz nie odważy się ciebie skrytykować – wszak jesteś przedstawicielem boga na ziemi.

Jako polityk prawicowy musiałbyś skakać wokół mnie, a nawet odgadywać moje życzenia. Zanim pomyślałbym o zagarnięciu jakiejś nieruchomości, ty, jako polityk kierujący się drogowskazem ustawionym przez kościół przenajświętszy, musiałbyś przynieść mi w zębach, na kolanach pokornie mi ofiarować to, co jedynemu kościołowi należy – wszak wszystko należy do boga, a więc do mnie, do biskupa”.

Zawahałem się, ale po namyśle stwierdziłem, że wolałbym jednak zostać politykiem.

Żeby być politykiem nie trzeba niczego umieć. U nas wystarczy znać jakiegoś działacza, który umieści cię na liście na dobrym miejscu i od razu zostajesz posłem. Żeby zostać biskupem trzeba by kończyć teologię (potworna nuda), potem trafić do jakiejś dobrej parafii, no i powoli piąć się po szczeblach, oczywiście przy wsparciu protektorów. Polityk z dnia na dzień może zostać ministrem i nie musi się znać na powierzonej mu branży.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie nie pociąga w karierze duchownego. To język. Staram się być konkretny i precyzyjny. Tymczasem z całych długich kazań czy encyklik nie potrafię wycisnąć żadnej treści. To musi być bardzo męczące tak mówić, żeby niczego nie powiedzieć. (Jako polityk nie chciałbym pracować w dyplomacji). Oczywiście, politycy też najczęściej pieprzą głupoty i są mętni, ale mógłbym być takim ekscentrycznym politykiem.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com