06.07.2020
Tak: to neologizm. Polszczyzna zna wyrażenie „odbite światło”, które nie jest komplementem. Wskazuje na wtórność, czyli brak oryginalności i skrywanie się w blasku autorytetu. Jednak w przypadku Andrzeja Dudy mamy do czynienia z odbiciem mroku, ponuractwa. To działanie z poduszczenia Jarosława Kaczyńskiego, któremu zawdzięcza sprawowany w kraju najważniejszy urząd. Wprawdzie nauczony doświadczeniem (kiedy był na świeczniku, zawsze przegrywał) Kaczyński dyskretnie ukrył się na czas kampanii prezydenckiej, ale to właśnie jego mroczna osobowość nadaje jej ton.
Populistyczne i homofobiczne wrzutki nie do końca odpowiadają osobowości Dudy, o czym świadczy pokrętne tłumaczenie mediom światowym, że nie to miał na myśli, co dziennikarze zrozumieli. A poza tym, jak dodawał, to dziennikarze wyrwali z kontekstu jego wypowiedzi i wyraźnie nie zrozumieli, co chciał powiedzieć. Gdy pozwani do tablicy zgłosili chęć zweryfikowania swoich opinii, jakoś Duda nie skorzystał z okazji, by swoje słowa sprostować, błądzących wyprowadzić z błędu i wyjaśnić „co tak naprawdę miał na myśli”.
To samo dotyczy kuriozalnego ataku Andrzeja Dudy na dziennik „Fakt”, który w swoim stylu skomentował akt ułaskawienia przez prezydenta pedofila. Prezydent uznał, że to brutalna ingerencja Niemiec w polską kampanię prezydencką. Jaki jest związek między artykułem jak najbardziej związanym z polskimi sprawami i polską rodziną i niemieckim wpływaniem na politykę naszego kraju, tego się nie dowiedzieliśmy ani od prezydenta, ani od jego spin doktorów (czytaj najważniejszego spin doktora, czyli Jarosława Kaczyńskiego). I pewnie się nie dowiemy.
A przecież za tym wszystkim stoi „geniusz Kaczyńskiego” (no może wzmocniony geniuszem prezesa TVP Jacka Kurskiego). Czy to połączenie strachu wobec wyobrażonych wrogów, nienawiści wobec oponentów politycznych i przypominających św. Mikołaja obietnic finansowych przyniesie upragnioną reelekcję? Podobne pytanie zadała dziennikarka Newsweeka Renata Grochal w tytule swego artykuł „Czy Andrzej Duda wygra miksem socjalu i nienawiści?”.
Odpowiedź poznamy niebawem.
Tymczasem warto pamiętać, że ci, którzy zagłosują na Dudę — tak naprawdę nie zagłosują na „naszego Andrzejka” tylko na sterującego nim z tylnego siedzenia Jarosława Kaczyńskiego. Nie zagłosują na „przyjazne wszystkim Polakom państwo”, ale na realizację mrocznych wizji szarego posła. Warto też przypomnieć, że wprawdzie to Kaczyński namaścił Dudę na prezydenta, jednak w tej pierwszej kadencji nie szczędził mu upokorzeń.
Nic nie wskazuje, by w hipotetycznej drugiej kadencji miałoby się to zmienić. O czym właśnie mówiący zapożyczonym głosem Duda najbardziej powinien pamiętać.



Panie profesorze polecam Panu ( jak i czytelnikom SO…) bardzo ciekawy najnowszy numer Newsweeka , a w nim wywiad z prof M.Królem , jego fragment …: https://uploads.disquscdn.com/images/b613d934eef4ad75c27cd2b66010d1dcd390dfe98801d300b188edd51f0e5e3b.jpg
Ta obserwacja Marcina Króla, podzielana przez wielu Polaków, wspólna także części autorów i komentatorów na SO, do mnie nie przemawia. Moim zdaniem kazdy dzień pisowskiej dominacji dopisuje fragmencik chamstwa, prymitywizmu, zakłamania, oszustwa i szalbierstwa do polskiej rzeczywistości publicznej. Tego złego nie zmienimy prez wiele lat. Ten cios materialny, o którym wspomina prof. Król, dotknie w pierwszym rzędzie wyborców pisu, a wiec ludzi najprostszych, najgorzej wykształconych i najmniej świadomych społecznie. Jednakże skala indoktrynacji i wyprania mózgów tych ludzi są takie, ze wcale nie wiadomo kogo oni beda obwiniac. Może znienawidzonych członków PO, ludzi LGBT, gender, NIemców lub ruskich czy inne kategorie wrogów zwykłego człowieka. Ostatecznie pis zapłaci należną cenę, ale moze po drodze zniszczyć szanse na odbudowę demokratycznego państwa prawa i wspólnoty społecznej. Destrukcja i nihilizm sa zazwyczaj silniejsze od procesu tworzenia i piękna.
Polska coraz bardziej przypomina stadninę w Janowie. Stadnina była znana, podziwiana, i dochodowa. Potem przyszedł łajdak, który rozwala wszystko, co tylko może rozwalić, i rozwalił te stadninę rekami podstawionego drugiego łajdaka. Konie zdychają, łajdacy maja się świetnie, i nie poniosą konsekwencji. Konie nawet nie wiedza, co się stało. Wyborcy PiSu przypominają te konie. Różnica jest taka, ze konie nie glosowały na PiS.