Marek Jastrząb: Mieszane uczucia4 min czytania

()

21.07.2020

Przyjąłem, że zarówno opozycja, jak i rząd, robią dym z ochotą. Z tym większą lubością, że bez żadnych zahamowań, bo pod płaszczykiem wolności słowa i pod byle pretekstem.

Fakt ten jednak nie uwalnia mnie od protestu; w imię czego mam udawać zadowolenie, skoro trafia mnie szlag? Choć grzeczne sposoby traktowania bliźniego poszły spać, to nie pojmuję zgody na groteskową rzeczywistość; kapitulanckiego przyzwolenia na moralną prostytucję.

Pytanie: dlaczego opozycyjne partie nie mogą się porozumieć? Odpowiedź: gdyż istnieje polskie piekiełko, wesoły kociołek do tarzania się w smole; obyczajowy śmietnik stał się ich naturalnym środowiskiem.

Żadna z nich nie rozumie tej podstawowej idei, że służy narodowi, a nie sobie. Nie została powołana do obrony swoich interesów, ale uzasadnieniem jej bytu jest dbanie o kraj. Żadna z nich nie bierze pod uwagę, że kryzysowa sytuacja, nieustanna bijatyka na nierozważne słowa, zaostrzanie  wymiany oskarżeń, może przybrać postać niekontrolowanego wybuchu, którego już nikt nie powstrzyma. 

*

Niektóre posunięcia PiS-u są dobre i z punktu widzenia zwykłego śmiertelnika, potrzebne. Inne jednak, np. nocne pospieszne działania likwidujące jakąkolwiek poselską debatę, są niedopuszczalne i nie dadzą się usprawiedliwić.

Przypuszczam, że arogancja, pycha i pogarda wzięły się stąd, że zwycięzcy zostali zaskoczeni własnym zwycięstwem. Jego rozmiarami. Stąd opozycyjna frustracja i poczucie bezkarności w szeregach zjednoczonej prawicy. Dokąd wydawało się im, że nie mają za dużych szans na wygranie wyborów, mogli w kampanii obiecywać, ile wlezie. Wymachiwać atrapami programów i twierdzić, iż je wdrożą. Ale kiedy odnieśli sukces, mogliśmy się przekonać, że nie wszystko, co świeci, jest złotem. Że zamieniamy złoto na tombak.

I oto mamy w jednym kraju dwie skonfliktowane nacje. Obie, zacietrzewione, zwalczają się obraźliwym słowem. Groźbami, podstępnymi pomówieniami z pogranicza histerii. Pierwsza, konserwatywna, ponoć oczyszczona z komunistycznych naleciałości, wierna bogoojczyźnianym tradycjom, dążąca do ich zachowania i utrwalenia, przeciwstawiona jest drugiej, okrągłostołowej. Pierwsza optuje za rozdzieleniem Kościoła od Państwa, druga pragnie zacieśnić z nim więzi. Pierwsza nie chce Europy  w obecnym kształcie, ale chętnie wyciąga rękę po brukselskie pieniądze.

To tylko niektóre z różnic. Różnic, powiedziałbym, wspólnych. Ponieważ łączy je licytacja przewin. Wyścig na oskarżenia. Brak wyobraźni i prywata. Traktowanie całej Polski jako własnej zagrody. Gospodarstwa wypełnionego zbędnym, wielomilionowym narodem poddanych i garsteczką politykierów przekrzykujących się usprawiedliwieniami: WY sięgaliście po cudze przez osiem lat, a MY dopiero od paru lat!

*

W tekście zatytułowanym „Smok” napisałem: „wszyscy kolebiemy się na tym samym wozie. Oczywiście, możemy dyskutować, który polityczny obóz rozpoczął wkładanie kija w szprychy, ale co to da? Są dwa garnki i oba smolą”.

I nadal tak utrzymuję: obojętnie jakiego wyznania są zwalczające się stronnictwa, jeśli któreś z nich szkodzi Polsce, trzeba piętnować, wytykać mu błędy.

W artykule „Abonament” powiedziałem: „Odcinam się od dzisiejszych sekciarzy: współczesnych głosicieli średniowiecznych herezji. Jestem przeciw patriotom dzielenia, opowiadam się za powrotem zdrowego rozsądku, autorefleksji, zaprzestaniem małostkowego przerzucania się winą”.

Felieton „Znachorzy” zawierał diagnozę obecnej degrengolady: „Do spółki z aktualnymi reformatorami zgadzamy się na nonsensy, regulaminy, procedury, przepisy i ustawowe buble pozwalające niszczyć z takim trudem budowane państwo”.

W „Credo ignoranta” nabazgrałem: „Odczuwam brak poważnych dyskusji o tym, co należałoby poprawić. Celowo mówię „poprawić”, a nie – zburzyć, zniszczyć, rozpocząć jeszcze raz, czyli nie zamieniać siekierki na kijek. Nie domagam się ponownego odkrywania Ameryki, czy konstruowania bardziej okrągłego koła”. Lecz choć dalej tak myślę, to jestem w myśleniu tym odosobniony.

Posłużę się cytatem z felietonu „Amnezja”: „Jesteśmy zafascynowani pozorami, blichtrem, zmodyfikowanym uprawianiem pustosłowia, poruszaniem tematów zastępczych, podczas gdy te, które należałoby rozwiązać od razu, natychmiast i radykalnie, ślimaczą się jak ropiejące rany”.

Często myślę, że mało komu zależy na zakopywaniu toporów, porozumieniu, dialogu, odkręcaniu popełnionych pomyłek: większość woli lekceważyć coraz potężniejszą ulewę słów skonstruowanych z nienawiści. Tym samym zgadza się na burzę z piorunami i przybiera wyczekującą postawę. Zajmuje pozycję myszki skulonej pod drzewem złych wiadomości: pragnie przemarudzić życie w błogim spokoju.

Sądzę, że tylko wówczas, gdy oczyścimy się z błota, gdy poczniemy walczyć z patologicznymi ZJAWISKAMI, gdy zrezygnujemy z jałowego przerzucania się odpowiedzialnością za nie, a zaczniemy pokazywać, że oprócz idiotyzmów istnieją pozytywy, szlachetność, rycerskość, piękno i dobro – wyjdziemy na prostą.

*

Nie od dziś wiadomo, że pobieranie mojej, twojej, naszej forsy i wydawanie jej bez sensu, jest głównym obowiązkiem rządzących partii. Zaś cała ta ideologiczna otoczka, hurrapatriotyzm,  ojczyźniane frazesy i sfingowane etosy, to jest fasada, humbug, mydlenie oczu.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

One Response

  1. Andrzej Koraszewski 22.07.2020