20.09.2020
To książka, o której powinno być głośno. I na pewno wzbudzi żywą dyskusję. Nie tylko ze względu na swój temat, ale również ze względu na autora. Ostatnią książkę opublikował w 1999 roku i nosiła tytuł Wielkie kryzysy tradycji chrześcijańskiej, kilka lat wcześniej, bo w 1995 roku napisał książkę Wspólny świat religii. Wcześniejsze książki tego autora też były poświęcone religii. Autorem wymienionych książek był Tomasz Węcławski.
System kościelny, czyli przewagi pana K., to książka napisana przez tego samego autora, który w 2008 roku zmienił nazwisko na Polak. Wydawca podaje na swojej stronie ważne informacje o książce, jej spis treści, wstęp i opis:
System kościelny, czyli przewagi pana K. – Wydawnictwo Nauk Społecznych i Humanistycznych
Wydawnictwo Nauk Społecznych i Humanistycznych Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Jest to też książka o religii, a ściślej o rzymskim Kościele katolickim, ale napisana z innej perspektywy. Zewnętrznej. Nie wrogiej, ale zewnętrznej właśnie, której celem jest zrozumienie jak działa struktura instytucji, która od dwóch tysięcy lat wpływa na losy dużej części globu. Tomasz Polak nie ukrywa, że jego zdaniem nie jest to wpływ zbawienny. Wprost przeciwnie. Jest zdecydowanie negatywny. Uzasadnienie jest bogato udokumentowane. Myślę, że książka i jej przesłanie pada na podatny grunt. Coraz więcej ludzi tak sądzi.
Kilka dni temu brałem udział w wielogodzinnej dyskusji na jej temat, której zapis ma się ukazać w miesięczniku „Znak”. Ta dyskusja utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to książka wybitna. Takie zdanie wyraził również na okładce książki Leszek Koczanowicz. Sebastian Duda pisał o niej w „Tygodniku Powszechnym” i niepokoił się, że jej autor może mieć rację. Mnie racje autora cieszą. Na szereg spraw mam inne zdanie, ale może o tym napiszę innym razem w tej notatce chcę tylko zwrócić uwagę na sam fakt pojawienia się książki, która jak mnie zapewnił wydawca już wzbudziła duże zainteresowanie.
Na koniec chciałbym zacytować Bertolda Brechta, którego opowiadania i krótkie aforyzmu posłużyły za kontrapunkt do wielu rozdziałów, a mnie natchnęły do zatytułowania tych uwag właśnie w taki sposób. Otóż w „Historiach o panu K.” jest jedna, która znalazła się jako motto do tezy trzeciej i znakomicie ilustruje, jak mi się wydaje, zamysł Systemu kościelnego, czyli przewagi pana K. Otóż ta krótka przypowiastka nosi tytuł „Pytanie, czy jest Bóg” i brzmi następująco:
Zapytano pana K., czy istnieje Bóg. Pan K. powiedział: „Radzę ci się zastanowić, czy twoje zachowanie zmieniłoby się zależnie od odpowiedzi na to pytanie. Gdyby się nie zmieniło, pytanie to nie ma znaczenia. Gdyby się zmieniło, nie mogę ci pomóc: już zdecydowałeś, że potrzebujesz Boga”.
Tomaszowi Węcławskiemu Bóg był potrzebny, a Tomaszowi Polakowi nie. To, co łączy oba wcielenia Tomasza to etyka. Postępował i postępuje tak samo. Więc w pewnym sensie unieważnia pytania o istnienie czy nieistnienie Boga. A co najważniejsze pozbawia wielu złudzeń ludzi wierzących, zwłaszcza „urzędników Pana Boga”, którzy anarchiczny impuls Jezusa z Nazaretu zamienili na ubóstwienie archii, czyli władzy hierarchicznej.


Chętnie bym przeczytał szerszą recenzje tej ksiązki w wydaniu prof. Obirka.
*
Szukając informacji nt. Tomasz Polaka zaszedłem na strone UAM i znalazłem go na stronie Wydziału Psychologii i Kognitywistyki jako kierownika Pracowni Pytań Granicznych. Pojęcia nie mam czym sie tam zajmuja ale nazwa jest frapująca.
Planuję napisanie szerszej recenzji, natomiast nie lekceważyłbym Pracowni Pytań Granicznych działajacej na UAM to tam własnie został wypracowany „System koscielny” dla którego hipoteza Boga okazała się mało przydatna, czy wręcz nieużyteczna.
Wiele razy zastanawiałem się nad ludźmi pięknie wierzącymi, którzy swój humanizm motywują wiarą. Patrząc na tych, którzy się zbuntowali mam wrażenie, że dla człowieka dobrego każdy pretekst jest dobry. Stąd pytanie o Boga jest nieistotne. A jakie jest istotne? Czy religia popycha do humanizmu? A tu znowu to wszystko się miesza, bo religia okazuje sie workiem bez dna, z którego można sobie wybrać do smaku, a smak wyrabiaja raczej rodzice niż księża, a i spadek genetyczny na tu swój udział. (Dziękuję za info o książce.)
Kwestia istnienia lub nieistnienia Boga jest fundamentalna z punktu widzenia osoby wierzącej. Oczywiście należałoby doprecyzować o jakiego Boga tutaj chodzi, ale przynajmniej w naszym kręgu kulturowym rozumie się jakoby samo przez siebie, że domyślnie nie chodzi o Boga deistycznego czy panteistycznego, ale osobowy byt będący wszechpotężnym Stwórcą, do tego chrześcijaństwo zakłada, że człowiek jest ukoronowaniem planu stworzenia, Bóg wysłuchuje modlitw i po śmierci osądzi każdego i tak dalej.
„Zapytano pana K., czy istnieje Bóg. Pan K. powiedział: „Radzę ci się zastanowić, czy twoje zachowanie zmieniłoby się zależnie od odpowiedzi na to pytanie. Gdyby się nie zmieniło, pytanie to nie ma znaczenia. Gdyby się zmieniło, nie mogę ci pomóc: już zdecydowałeś, że potrzebujesz Boga”.”
Nie zupełnie. Na przykład wierzący rozwodnik nie wchodzący w nowy związek ze względu na to, że Bogu to nie miłe i grozi uwięzieniem w piekle albo wierząca kobieta, wg której zlepek komórek w pierwszej fazie ciąży posiada już nieśmiertelną duszę dlatego jest ważniejszy jak jej skończone, tymczasowe zdrowie. Takich sytuacji związanych z ludzką codziennością są tysiące.
Dalej mam wrażenie, że pan Obirek i szanowni krytycy religii, jeżeli omawiają postawy ludzi wierzących to tylko dość specyficzny nurt ludzi wierzących, ale w sposób „symboliczno metaforyczny”, abstrakcyjny, kulturowy, nastawionych w swojej wspólnocie religijnej na zaspokajanie _swoich_ potrzeb duchowych / metafizycznych / egzystencjalnych. Być może sami przeszli taką drogę. Tymczasem Bóg w historycznym chrześcijaństwie (nie tylko katolicyzm) jawi mi się jako Stwórca poddający swoje stworzenie krótkiemu egzaminowi podczas życia na planecie i domagający się wyłącznej czci.