Telewizja pokazała (628)

07.10.2020

Fundamentaliści pisowscy (i nie tylko), potępiając homoseksualizm, związki partnerskie, in vitro itd., powołują się na prawo boże. Bóg w Biblii krytykuje homoseksualizm, ale przecież nie pojawił się on bez woli i sprawstwa Stwórcy i gdyby chciał to by go zlikwidował. Jakoś nikt z wiernych o tym nie myśli.

Marzy mi się, żeby Pan Bóg doświadczył potępiających, testując ich wiarę, podobnie jak to zrobił z Abrahamem czy zakładając się z szatanem o wiarę Hioba. Nie musi być tak drastycznie. Ale gdyby okazało się, że ich bliscy okazują się homoseksualistami, szukają pomocy w in vitro, spotykają ich nieszczęścia, jakie podobno są udziałem ludzi, których Bóg chce doświadczyć z powodu ich grzechów, oni sami przyłapani są na jakimś podglądactwie czy próbach pedofilii itp., to by było ciekawie. Już i tak często rozwodzą się, mają skoki w bok, przyłapywani są na przekrętach. Dziwne, że wyborców to nie rusza.

* * *

Polityka ujawnia zło tkwiące w ludzkiej naturze. W polityce łatwo dopuszcza się zło, czasem jako uzasadnienie podając obawy przed złymi zamiarami takich czy innych przeciwników, a często po prostu realizuje się w ten sposób swoje pragnienia. Dopuszcza się ofiary z ludzi, także „swoich”, na przykład prowadząc eksperymenty z różnego rodzaju bronią (atomową, biologiczną, chemiczną). Świadomość zła tkwiącego w ludzkiej naturze uzasadnia wyścig zbrojeń, bo wiadomo, że źli „obcy” będą się starać uzyskać przewagę i nas pognębić.

Zdumiewają mechanizmy polityki i powody, które na przykład doprowadziły do wybuchu dwóch wojen światowych. Wydaje się, że to już przezwyciężona przeszłość, ale czy nie był obrzydliwy mechanizm wybuchu wojny Ameryki z Irakiem, pod świadomie kłamliwym pretekstem, iż Irak popiera terrorystów Al Kaidy i posiada broń masowego rażenia? I w tym Polska, która dołącza do tej wojny, kalkulując, że w razie czego Ameryka wesprze ją jako swego sojusznika; pomija się tu oczywisty fakt, że mocarstwa mają swoje interesy i nie zrezygnują z nich dla takiego sojusznika.

Zanim nasz dzielny kraj postanowił wesprzeć wielkiego sojusznika w atakach na Afganistan i Irak, głos zabierali fachowcy. Prof. Kuźniar i gen. Koziej pisali o tym, że udział Polski w tych awanturach byłby głupotą, że argumenty za inwazją nie są przekonujące, że wojny w Afganistanie NATO nie wygra, że Polska powinna brać udział w innych misjach ONZ, takich, w jakich brała przedtem.

Nasza klasa polityczna zupełnie to zignorowała. Usłyszeliśmy o strasznych reżimach i cierpieniu zwykłych ludzi (co było prawdą, ale chyba niczym nowym), o tym, że udział w „misji stabilizacyjnej” da nam wielkie korzyści w postaci udziału polskich firm w odbudowie Iraku.

W Iraku USA straciły więcej żołnierzy niż zginęło ludzi w WTC, w wojnie i po niej zginęło milion Irakijczyków, a potem się okazało, że nie wystarczy kogoś pokonać, ale trzeba mieć jakiś plan na potem, no i że wojny z terroryzmem nie wygrywa się przy pomocy wojska, bo terroryści nie mają swego państwa. Nie mówiąc już o tym, że Saddam nie popierał Al Kaidy no i nie miał żadnej broni masowego rażenia (kto mógł lepiej o tym wiedzieć niż Amerykanie, którzy go przez lata uzbrajali).

Wykorzystuje się łatwowierność i egoizm ludzi, żeby skłonić ich do poparcia złych działań. Udział w inwazji na Irak poparło w Polsce około 80% ludzi. A przecież Irak nie zagrażał Polsce.

Do ludzi trafiają argumenty takie, że władza ich ochroni przed zagrożeniem (uchodźcy, homoseksualiści itp.), jak też to, że uda się na tym coś zyskać, choćby kosztem innych. Cienka warstewka chrześcijaństwa szybko znika, przeważa egoizm.

Jest jeszcze bezinteresowne zło, które ludzie lubią realizować, w czym polityka jest im często przydatna. W polityce nie obowiązują normy etyki, choć politycy się na nie powołują. Można oszukać partnera, zdradzić, kłamać i poniżać, bo to jest „walka polityczna”; cel uświęca środki.

C:\Users\Piotr\Pictures\W ykorzystane memy\388 c-479b-559 c.jpg

* * *

Władze wydają rozporządzenia w sprawie pandemii, ale nie wyjaśniają, dlaczego są one takie, a nie inne. Być może rozporządzenia opierają się na jakichś naukowych danych, ale jakoś ich się nie podaje.

Z informacji w mediach wynika, że zbliżamy się do granicy, kiedy dla chorych zabraknie łóżek i sprzętu, a także lekarzy. Notuje się ponad 2 tys. nowych przypadków zachorowań dziennie, a współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce wrasta i obecnie wynosi 1,5. Współczynnik ten pokazuje, ile osób może zarazić jeden pacjent, u którego stwierdzono zakażenie. Jeśli wynosi on więcej niż 1, to oznacza, że jeden chory zaraża więcej niż jedną osobę, a tym samym epidemia wciąż się rozwija. 

Słyszymy wypowiedzi polityków mające na celu złagodzenie niepokoju ludzi. Przypominają te z okresu wyborów, kiedy premier oznajmił, że pandemia mija, nie ma się czego bać, można iść na wybory. Teraz prezydent Duda nie wiadomo dlaczego stwierdził, że liczba zakażeń będzie rosła do 15 października, a potem się ustabilizuje.

Dr Paweł Grzesiowski, ekspert profilaktyki i terapii zakażeń, skomentował:

Nie znam wirusa, który byłby podległy prezydentowi. Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższych sześć–siedem tygodni czeka nas stały wzrost, zarówno zakażeń, jak i zgonów. Wynika to z tego, że zwykle tyle trwa cykl aktywności wirusa w danym ognisku, a potem maleje. Problemem jest jednak to, że ognisk jest coraz więcej i są one bardziej rozproszone. Dlatego uważam, że za tydzień te zwyżki będą jeszcze większe. I coraz trudniej będzie tego wirusa zatrzymać. Tym bardziej że w zasadzie niewiele się w tym kierunku robi.

Jeśli idzie o wypowiedź ministra zdrowia, dotyczącą zaostrzenia przepisów w czerwonych i żółtych strefach, dr Grzesiowski stwierdził:

Te zmiany to kosmetyka, tym bardziej że z tygodnia na tydzień mamy w Polsce coraz więcej stref czerwonych i żółtych. Na ten moment jest ich aż 51. Jak to się ma do restrykcji, o których mówi ministerstwo? W czerwonych strefach, gdzie zachorowania wzrastają z dnia na dzień, powinny być szerokie ograniczenia przemieszczania się mieszkańców, całkowity zakaz zgromadzeń, a nie zakaz działania restauracji po godzinie 22. Z tego, co wiem, nie ma żadnych badań świadczących o tym, że wirus w nocy jest bardziej zjadliwy.

Jego zdaniem Polska nie jest przygotowana na drugą falę zakażeń i przespała wakacje, zamiast się do niej przygotowywać.

Niemcy byli w stanie w ciągu jednego dnia zrobić plany szpitala kontenerowego w Berlinie, a przez kilka tygodni go wybudować. Jest tam miejsce dla 500 pacjentów. U nas budowa szpitala w Bolesławcu dla 60 osób ruszyła dopiero w drugiej połowie września. W całym cywilizowanym świecie testy na Covid dostarczane są do domu, u nas pacjent musi się udać do lekarza, zarażając po drodze napotkane osoby. Karetka w Warszawie może zabrać pacjenta dopiero wtedy, gdy ma potwierdzone na piśmie miejsce w szpitalu. A gdzie system monitorowania łóżek szpitalnych?

* * *

Niezwykle groźne jest podkopywanie porządku prawnego. Powinien istnieć autorytet, który rozstrzyga spory i wątpliwości i jest przez wszystkich uznawany. Demokracja bez uczciwego sądownictwa, cieszącego się powszechnym poważaniem, nie przetrwa. Tymczasem stale podważa się obiektywne wyroki i potępia w czambuł całe grupy ludności, podniecając nienawiść i uprzedzenia.

Prawicowi politycy od dłuższego czasu wolą grać na podejrzeniach i animozjach, szczując na siebie ludzi. Po zmianie ustroju dowiedzieliśmy się, że mimo iż mamy demokrację to niektórym (byłym członkom PZPR) mniej wolno. Stale też domagano się ukarania takich ludzi, był nacisk na odpowiedzialność zbiorową. I taką odpowiedzialność zbiorową wprowadziła Platforma, obniżając WSZYSTKIM pracownikom służb PRL emerytury i renty. Uzasadnienie: wielu pracowników tych służb gnębiło ludzi, dopuszczało się bezprawia. To postępowanie nie spotkało się z potępieniem. Jeżeli były zastrzeżenia to nie dotyczyły tego, że nie udowodniono konkretnym ludziom popełnienia przestępstw, ale tego, że do jednego worka wrzucono także takich pracowników jak kucharki, szoferzy czy dopisani do aparatu sportowcy. To bezprawie kontynuowały rządy pisowskie.

Politycy chętnie odwołują się do stereotypów i obaw ludzi. Kiedy pokazano w mediach ofiary wojny w Syrii, około 70% Polaków było za sprowadzeniem uchodźców i udzieleniem im pomocy. Także Kościół poparł chrześcijańską inicjatywę papieża Franciszka, aby w każdej parafii zapewnić opiekę choćby jednej rodzinie uchodźców doświadczonych przez los. Ale wystarczyła propaganda PiS-u, aby nastroje się odwróciły i WSZYSTKICH uchodźców, także dzieci, kaleki itp., uznano za terrorystów, którzy zagrażają Polakom, tym bardziej że są wyznawcami islamu. Nie przyjęto nawet syryjskich uchodźców chrześcijan (nie katolików).

Teraz niszczy się porządek prawny, usuwa się nieposłusznych władzy sędziów i prokuratorów, oskarża się całe grupy prawników o niecne zamiary czy o to, że są spadkobiercami „komuny”, i to znajduje spory posłuch bądź spotyka się z obojętnością.

To podjudzanie i oskarżanie o wydumane winy szerzone jest nie tylko przez polityków, ale i przez Kościół. „Ideologia gender”, „ideologia LGBT” to są hasła wzbudzające nienawiść do grup ludności. Łączy się te hasła z innymi, które także są uznawane za wrogie – „lewactwo”, „marksizm”. Wskazuje się na wydumane zagrażające zło, któremu tylko ta władza, polityczna i religijna, może zapobiec. Ta nagonka powoduje ofiary. Wielu z gejów narażonych jest na prześladowania, dzieci popełniają samobójstwa, dorośli rozważają przeniesienie się do krajów bardziej cywilizowanych.

Co można zrobić, kiedy są trudności z dotarciem do oszukiwanych ludzi? Byłbym za akcjami typu Pomarańczowej Alternatywy. Gdyby krasnoludki wybiegły na ulice z transparentami „Ukarać wszystkich leworęcznych, nie chcemy zostać mańkutami!”, może to, przez ośmieszenie, zniweczyłoby złowrogie działania ludzi złych i ciemniaków.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\władza i elektorat.jpg

* * *

Serial pod tytułem „rekonstrukcja rządu” zajmuje media – to jest to co media lubią. Nikt nie pyta o kwalifikacje nowo mianowanych ministrów, bo to od dawna nie ma znaczenia. Pan Czarnek podobno w ostatniej chwili dostał ministerstwo edukacji i nauki, ale jego kwalifikacje i ewentualne pomysły na pozytywne zmiany w resorcie, nikogo nie interesują. Oczywiste, że każdy polityk zna się na wszystkim.

To nic nowego. Przypomniała mi się sytuacja, kiedy pani premier Kopacz przedstawiała nowych ministrów. Na wstępie pomyliła się, przypisując pani Małgorzacie Omilanowskiej ministerstwo edukacji zamiast kultury. Nikt ze słuchaczy nie zaprotestował i nie skorygował. Kto wie, może taka była ostateczna decyzja pani premier? Kiedy premier Tusk mianował swego czasu panią Muchę ministrem, to o tym, jaki resort otrzyma, dowiedziała się dzień przed nominacją. Żartowano nawet, że to był wynik przejęzyczenia: miało być Ministerstwo Transportu a usłyszano Sportu i tak już zostało. Panu Schetynie, który był, jak mówiono, świetnym ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji, przydzielono sprawy zagraniczne, a resort spraw wewnętrznych dostała pani Teresa Piotrowska, posłanka, teolog, była katechetka.

Wydawałoby się, że pani premier poda, jakie zadania czekają na ministrów w każdej dziedzinie i dlaczego do tych zadań wybrała takich, a nie innych fachowców, należy się domyślać, że najlepszych. Tymczasem prezentacja przypominała akademię szkolną na koniec roku. Opinie o kandydatach były rozczulające: ten jest pracowity i nie śpi po nocach, no i jest prawdomówny. Tamten jest energiczny. Inny ma dobre pomysły i jeszcze nas zadziwi. Po tym się wiele spodziewam itd. Podobnie wcześniej premier Tusk zachwalał filozofa Gowina mianowanego na ministra spraw wewnętrznych, że „ma pozytywną szajbę”. Teraz nic się nie mówi o kandydatach na ministrów.

Konstrukcja czy rekonstrukcja rządu to duże zamieszanie, walki podjazdowe, trudne kompromisy. Zdaje się, że najsprawiedliwiej byłoby, gdyby przydziały resortów odbywały się przez losowanie.

* * *

Rolnicy górnicy inne darmozjady wypierdalać do roboty fotografowie żądają gwarancji zatrudnienia i interwencyjnego skupu zdjęć

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com