Zbigniew Szczypiński: Ciąg dalszy. Albo, albo.

26.10.2020

No to mamy — co mamy; a to dopiero początek. Jeżeli nawet taki był zamysł prezesa, aby się w Polsce zapiekliło, to możliwy jest scenariusz inny niż przez niego oczekiwany.

Idzie dobrze, mamy protesty w całym kraju, nie tylko w wielkich miastach (to bardzo ważne), protesty nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Tak miało być…

Z uwag krytycznych do dotychczasowych zdarzeń mam tylko jedną – trzeba protestować przed siedzibami władz, biurami poselskimi posłów PiS, siedzibą Kaczyńskiego, pałacem Prezydenta, urzędem premiera. Uważam jednak, że protesty w kościołach, a nawet przed kościołami są błędem, wywołują odruch obronny u tych, którzy do tych kościołów chodzą (a są jeszcze tacy). Trzeba protestować, nawet ostrzej, przed pałacami biskupów (te pałace napisało mi się samo – słyszał ktoś kiedyś, aby biskup nie mieszkał w pałacu ?), przed siedzibą kurii i innymi urzędami kościelnymi.

Tam tak, przed kościołami nie!

Tyle o sytuacji bieżącej. Teraz po generaliach.

Nie mam poczucia, że jestem u siebie, że to moja działka. Znam wielu innych wielokrotnie lepiej do tego przygotowanych niż ja, aby zabierać głos w tej sprawie, choćby obecny na naszej stronie prof. Obirek. To, że postanowiłem wypowiedzieć się w tej sprawie powodowane jest tym, że nie mogę już słuchać wszystkich tych obrońców życia poczętego, tych wszystkich funkcjonariuszy systemu państwa PiS zasłaniających się Konstytucją co obowiązuje (teraz obowiązuje, przedtem wielokrotnie nie obowiązywała), Konstytucją (a to już krańcowa bezczelność), którą uchwalił lewicowy sejm i Aleksander Kwaśniewski a my, to znaczy Jarosław Kaczyński i PiS jej tylko przestrzegamy. Przypomnę – Konstytucja została przyjęta w referendum powszechnym przez większość wypowiadających się w nim obywatelek i obywateli.

Tak się złożyło, że byłem wśród tych 560 członków Zgromadzenia Narodowego, które głosowało przyjęcie tej Konstytucji. Ja głosowałem za jej przyjęciem. Dobrze też pamiętam kto był przeciw.

No to przyjrzyjmy się argumentom zwolenników orzeczenia TK (bez względu czy to prawdziwy trybunał, czy jego wydmuszka).

Słyszę zewsząd argumenty o prawie do życia, że tak zapisano w Konstytucji. Pamiętam co głosowałem – tam nie ma sformułowanej definicji życia od chwili poczęcia, zapis Konstytucji nie pozwala słyszeć głosów zamrażanych zarodków, które (tak przechowuje się je w procedurze in vitro) jak słyszał to Jarosław Gowin.

Ci wszyscy „obrońcy życia” kłamią i manipulują świadomie i cynicznie – na użytek bieżącej sytuacji politycznej. Na nich nie liczę, niczego innego się po nich nie spodziewam; gorzej, że mogą być ludzie autentycznie zagubieni, ludzie nieumiejący oddzielić kłamstwa od prawdy.

Słuchałem dziś w porannej audycji Tomasza Terlikowskiego, który wprawdzie przyznał, że nie jest ginekologiem, ale przypomniał, że jest bioetykiem, po doktoracie z etyki. Daje mu to, jego zdaniem, pełne prawo do stwierdzeń kuriozalnych, przekraczających granicę okrucieństwa, gdy podtrzymywał tezę o potrzebie donoszenia i urodzenia płodu bez szans na przeżycie poza organizmem matki — po to tylko, aby je pochować, ochrzcić i co tam jeszcze. Słuchając etyka Terlikowskiego słyszałem fundamentalistę religijnego, kogoś, kto święcie wierzy, że to pan bóg (bez względu jakie ma imię) daje życie, że ono należy do niego.

Rozumiem, że tak może myśleć człowiek wierzący. Jego sprawa. Inaczej jest wtedy, gdy takie poglądy mają kształtować prawo w państwie jako organizacji politycznej, miejsca realizowania się społeczności. Prawo dla wszystkich, wierzących i niewierzących, ludzi innych religii i kultur. Tu nie ma miejsca na fundamentalizm, tu musi obowiązywać rozum, a nie wiara. Jeżeli jest inaczej, a w Polsce tak się właśnie dzieje, to wracamy do średniowiecza. Można oczywiście również mieć poglądy średniowieczne, ale wtedy trzeba zrezygnować z całego dorobku cywilizacyjnego, wszystkich narzędzi i technologii. Tego się nie da zrobić, żyjemy w XXI wieku i czy komuś to się podoba, czy nie, obowiązują nas standardy cywilizowanego państwa prawnego, członka wspólnoty europejskiej i innych gremiów jasno definiujących prawa kobiet jako prawa człowieka.

Powiem wprost — dopóki nie staniemy się państwem świeckim, dopóki interes korporacji kościelnej i jej hierarchów żywotnie zainteresowanych w utrzymywaniu wiary i zabobonów z nią związanych będzie sprzęgał się z interesem rządzących — dopóty będziemy w pułapce.

Ta wojna jest wojną o kształt świata. O to, czy będzie oparty on na wiedzy, czy na wierze. Co ma być ważniejsze: rozum czy jego zaprzeczenie, czy mamy kierować się ustaleniami nauki, czy pismami proroków albo innych apostołów lub ojców kościoła sprzed wielu stuleci?

Niech każdy sobie odpowie na te proste-nieproste pytania To jego wybór, jego prawo.

Prawo dla wszystkich członków społeczeństwa żyjącego w określonym państwie nie może być stanowione przez ludzi ograniczonych swoją religią, swoimi wierzeniami, bez względu na to, jakie by one były.

Przyszłości nie ma, ona się staje. Tu i teraz.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com