06.11.2020
Aborcja jest kwestią światopoglądową, o którą toczą spór filozofowie, etycy czy teologowie. Pewnie słyszeliście Państwo, że prawo do aborcji wprowadzili w Polsce bolszewicy lub naziści. Otóż nie… Możliwość przeprowadzania aborcji ze względu na wskazania medyczne lub gdy ciąża była wynikiem przestępstwa wprowadzał tzw. Kodeks Makarewicza z 1932 r. Nie Hitler i Stalin wprowadzili w Polsce prawo do aborcji tylko Piłsudski i Mościcki.

W okresie PRL aborcja była dozwolona. Moja znajoma opowiadała mi, że gdy na początku lat 80. leżała wiele miesięcy w szpitalu ze względu na zagrożoną ciążę i obserwowała kobiety przychodzące do porodu oraz na zabiegi przerywania ciąży… Dziś niektóre z tych starszych pań zajmują pierwsze rzędy w kościołach i są bardzo pro-life. Gdy tzw. obrońcy życia mówią o aborcji, odwołują się często do własnego doświadczenia z PRL, tak różnego od rzeczywistości III RP.
Ta sama znajoma opowiadała o koleżance, która w pracy pytała ją „czy od całowania można zajść w ciążę?” (sic!). Ale, gdy uzupełnię to o powiedzenie mojego kolegi z Moniek: „zdejmuj majtki będziem się całować”, zyskuje to nowy wymiar. Od takiego „całowania” można zajść w ciążę. Tylko że „całowanie bez majtek” ma tyle do „całowania”, co „ideologia LGBT” do „społeczności LGBT” czy partia „Prawo i Sprawiedliwość” do prawa i sprawiedliwości… Słowa wyzbyte treści służą jedynie manipulacji.
Kwestia „całowania” oddawała dawny stan świadomości wielu kobiet na temat seksualności, szczególnie w środowiskach wiejskich i małomiasteczkowych, o niskim poziomie wykształcenia. Moja prababcia jeszcze narzekała na niemoralne czasy. Teraz to w każdym filmie tarzają się w łóżkach, a ona dowiedziała się o kwestiach łóżkowych, dopiero gdy przyjechała jej siostra z mężem.
We wczesnym okresie PRL kwestia ludzkiej seksualności była przykryta aurą tajemnicy. Po wojnie rodziło się dużo dzieci. W latach Gomułki nawet obawiano się nadmiernego przyrostu naturalnego. Zaczęto propagować świadome macierzyństwo: „Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa”. Wprowadzono pierwsze tabletki antykoncepcyjne pod nazwą „Globulka Zet”. Ich skuteczność była jednak mocno ograniczona. Ludzie mówili ponoć: „Chcesz mieć dzieci jak brylanty, stosuj polskie środki anty”. Dzięki działaniom uświadamiającym zaczęła spadać liczba urodzeń.
Niezależnie od tego przez cały okres PRL małżeństwa często były wynikiem „wpadki”. Pewna znajoma emerytka z Ełku opowiadała, że w jej czasach 90 proc. panien młodych szło do ślubu „z brzuchem”, a ona robiła co mogła, aby pomóc kobietom zakryć ten „brzuszek”. Właściwie powolną zmianę zaczęło przynosić dopiero książka Michaliny Wisłockiej „Sztuka Kochania” z 1978 r. Wiedza o seksualności zaczęła przenikać powoli w dół drabiny społecznej.
Dziś w czasach, gdy istnieją skuteczne środki antykoncepcyjne, gdy można świadomie planować potomstwo i cieszyć się życiem seksualnym, aborcja staje się bardziej konserwatywną obsesją pewnych środowisk niż rzeczywistym problemem społecznym. Wiedza o życiu seksualnym człowieka przenika za pośrednictwem głównie Internetu. Walka z edukacją seksualną jest kardynalną głupotą. Powoduje, że często wiedza o seksie ogranicza się do oderwanej od rzeczywistości pornografii. Można powiedzieć życie seksualne z „pornosów” ma się tak do życia seksualnego Kowalskiego, jak wiedza Kaczyńskiego o młodych ludziach do życia rzeczywistej młodzieży. Paradoks polega na tym, że lepiej przymykać oko na fakt, że młodzież ogląda hardcore porno, niż miałaby się uczyć na lekcjach nakładania prezerwatywy na banana (O zgrozo! Zgniły Zachód!).
Termin aborcja eugeniczna jest kłamliwym elementem retoryki politycznej. Eugenika ma automatycznie uruchamiać skojarzenia z III Rzeszą i innymi praktykami przymusowej sterylizacji prowadzonymi np. w Szwecji. Gdy myślę o ciężkich wadach płodu przed oczami mam wspaniałą kobietę. Pani ta od 30 lat zajmuje się córką w stanie wegetatywnym. Nie ma z nią kontaktu, jest karmiona dożołądkowo, wymaga pielęgnacji i opieki 24 godziny na dobę. Pani ta jest w depresji i w stresie przewlekłym. Jej mąż, dobrze wykształcony inżynier, popadł w alkoholizm… Kochają swoją córkę… Mogą jednak liczyć tylko na siebie i to, co im ten NFZ przyzna. Mimo „Pańskiego Krzyża” świętymi kościoła jednak nie zostaną. Czy chcieli takiego losu? Czy mieli wybór?
W sytuacji wykonywania zabiegów aborcji na żądanie prawie w całej Europie Zachodniej wprowadzanie takich zakazów w Polsce i ich penalizacja świadczy o zupełnym niezrozumieniu tego, co się dzieje w świecie. Trzeba uczyć odpowiedzialności. Edukować i rozmawiać.
Stefan M. Marcinkiewicz
