10.11.2020

Z ulgą wracamy na ścieżkę racjonalizmu. Posługując się słowami Kamali Harris z jej sobotniego przemówienia – większość wybrała powrót nadziei, jedności, przyzwoitości, nauki i prawdy. Radość jest wielka, ale też wielkie jest rozczarowanie i złość drugiej strony.
Głosy są jeszcze liczone. Z grubsza wiadomo, że na Donalda Trumpa zagłosowało nieco ponad 71 mln wyborców, o 8 mln więcej niż w 2016 roku. To pokazuje skalę mobilizacji i tak już wcześniej hiperaktywnego elektoratu Trumpa. Mobilizacja była też po drugiej stronie – Joseph Biden Jr otrzymał prawie 10 mln głosów więcej niż Hilary Clinton 4 lata wcześniej. Jak piszą komentatorzy – tutaj mocno uaktywnił się elektorat wśród mniejszości etnicznych, uśpionych 4 lata wcześniej.
Pośród przeciwników urzędującego prezydenta dominowały uczucia złości na styl i charakter Donalda Trumpa. Nie ukrywali oni poczucia wstydu wobec świata. Ludzie dali wyraz swoim emocjom natychmiast po uruchomieniu systemu głosowania korespondencyjnego. Opowiadano mi o 104-letniej staruszce mieszkającej w moim okręgu wyborczym, która idąc o własnych siłach, podpierając się laską, pojawiła się w punkcie przyjmującym pakiety wyborcze. „Trzeba usunąć ten radioactive turd” oświadczyła zgromadzonym ludziom wywołując tym salwę śmiechu. Trzeba przy tym pamiętać, że emocje często przysłaniały przykry fakt, że ludzie głosujący przeciw Trumpowi niekoniecznie podzielają poglądy Demokratów. Podobnie nie wolno zapominać, że wiele osób głosowało na Trumpa nie dlatego, że cenili jego walory intelektualne i przywódcze (niektórzy z nich wręcz nazywali go błaznem), ale dlatego, że nie chcieli głosować na Demokratę.
Rzut oka na mapę preferencji wyborczych pokazuje w oczywisty sposób, że na Bidena głosowały miasta. Nawet w najbardziej konserwatywnych stanach w dużych miastach wygrali Demokraci i to ze znaczną przewagą. To też tłumaczy prawdopodobne zwycięstwo Bidena w Georgii, stanie, który jest dość typowym, konserwatywnym stanem Południa. W stolicy tego stanu Atlancie i na bliskich przedmieściach mieszka 57% całej ludności. Ogólnie ¾ całej populacji Georgii mieszka w średnich i dużych miastach.
Z kolei Trump miał mocne poparcie zdecydowanej większości mieszkańców obszarów wiejskich w całym kraju, nawet w progresywnych stanach zachodniego i wschodniego wybrzeża. Już pobieżna analiza exit polls i mapy przesunięcia się sympatii wyborczych w stosunku do 2016 roku wybija na pierwszy plan pewien obszar, który znany jest w Ameryce jako Bible Belt. To region na południe od rzeki Ohio, który z grubsza pokrywa się z obszarem amerykańskiego Południa. Bible Belt to region panowania głębokiej religijności, dziedzictwo przegranej Wojny Secesyjnej. To tzw. prywatna religijność, która podporządkowuje Bogu życie i myślenie o świecie. Większość mieszkańców Bible Belt czynnie uczestniczy w życiu swoich ewangelickich kościołów, pracuje dla nich i udziela się społecznie w ich obrębie. Sposób myślenia tych ludzi jest całkowicie zdominowany treściami Starego Testamentu. Ich świat jest miejscem rozkwitu rozmaitych teorii spiskowych, jest zamieszkały przez duchy i pozostaje niechętny nauce i racjonalnemu myśleniu.
Ale myliłby się ktoś, uważając, że to muszą być niewykształceni ludzie. Osobiście znam lekarzy i nauczycieli, którzy są typowymi przedstawicielami tego środowiska.
Trump oparł na tej grupie swoją polityczną karierę. W czasie swojej 4-letniej kadencji załatwił wiele ważnych spraw dla kościołów. Rozszerzył tak zwane wolności religijne, czyli zmniejszył istniejące ograniczenia w zakresie podatków, darowizn na rzecz partii politycznych, manifestowania religijności w szkołach publicznych. Nie są nowością próby wprowadzenia nauczania kreacjonizmu do szkół publicznych. Orężem w rękach silnych organizacji chrześcijańskich i pro-life są wartości. Oczywiście ich wartości, a nie wartości uniwersalne. Kościoły walczą o wprowadzenie katechezy do szkół publicznych i kto wie, do czego by doszło, gdyby Trump wygrał te wybory.
Kampania wyborcza zagościła w kościołach ewangelickich i na portalach społecznościowych. Pastorzy bardzo aktywnie tłumaczyli wiernym na portalach społecznościowych (w kościołach zachowywano neutralność), że nawet jeśli nie podoba im się charakter i osobowość Trumpa (w istocie przeczą one wartościom chrześcijańskim wyznawanym przez wiernych tych kościołów), to należy na niego głosować, ponieważ jego kontrkandydat zezwoli na dopuszczalność aborcji. W efekcie zwiększyło się poparcie dla kandydatury Trumpa. Widać to wyraźnie na mapie przesunięcia sympatii wyborczych w stosunku do poprzednich wyborów. Ciekawostką jest tłumaczenie tych samych pastorów wyniku wyborów – Bóg tak chciał. Ale już bez dalszych szczegółów.
Taki sam efekt zwiększonego poparcia dla Trumpa uwidocznił się w stanie Utah, który leży na Zachodzie, daleko od Bible Belt. Utah to stan założony przez społeczność Mormonów i stanowiący bazę ich kościoła.
Konserwatyzm mieszkańców Południa uwidacznia się też w bardziej mrocznej postaci. Wyższości białej rasy i przekonaniu, że grozi im eksterminacja. Z psychologicznego punktu widzenia to zrozumiała reakcja. Te społeczności niosą w swojej świadomości obraz świata z okresu segregacji rasowej i polityczno-ekonomicznej dominacji Białych. Rzeczywisty świat się zmienia i oni nie są w stanie zaakceptować szybko malejącej roli White Anglo–Saxon Protestants. W sieci roi się od rozmaitych nieformalnych grup gromadzących się pod szyldami nacjonalizmu, białej supremacji, faszyzmu, apartheidu, militarystów, miłośników broni palnej, myśliwych i innych podobnych. Groźne są organizacje uzbrojonych po zęby ekstremistów tworzone przez tych ludzi. FBI infiltrowało te środowiska aż do niedawna, kiedy urzędujący prezydent Trump uznał, że potrzebuje ich poparcia i zaczął ich publicznie bronić.
Nieco szokującym aspektem przekonań wyborców Trumpa jest indywidualizm. Nie sam indywidualizm jako taki, ale jego praktyczne konsekwencje w amerykańskich realiach. To na pierwszy rzut oka pozytywne wartości – przedsiębiorczość, etyka ciężkiej pracy i kult rodziny. Jest też druga strona medalu. Indywidualizm sprzeciwia się tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego. Wielokrotnie w dyskusjach z tymi ludźmi słyszę jedno i to samo – „nie zamierzam płacić za zdrowie i wykształcenie cudzych dzieci”. Chodzi tutaj o decyzje co ma być finansowane z podatków. Czasem też słyszę, że opieka medyczna, czy edukacja nie należą do sfery praw człowieka (Human Rights). To oznacza fundamentalny brak zgody na wprowadzenie systemu powszechnej opieki zdrowotnej. Oznacza to kategoryczny brak zgody na wprowadzenie bezpłatnych studiów dla każdego zdolnego dziecka. To w konsekwencji brak zgody na tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Politycznym wyrazem tego rodzaju przekonań jest idea libertariańska. Libertariańscy kandydaci na kongresmanów walczą w kampaniach wyborczych wybijając na pierwszy plan hasła gospodarcze. I to jest bardzo dobrze przyjmowane przez wyborców, nawet tych wykształconych, którzy mają skłonność do myślenia zero-jedynkowego, na przykład informatyków. To pokazuje skalę problemów, z jakimi muszą się mierzyć kolejni prezydenci realizujący program unowocześnienia kraju i postępu.
Nie dziwmy się zatem zalewowi hollywoodzkich produkcji, które uporczywie od kilkudziesięciu lat pokazują i jak mantrę powtarzają jak wspaniały jest team work i jakim wspaniałym społeczeństwem jest to amerykańskie – zjednoczone, razem pracujące i działające. Obraz amerykańskich chłopców i dziewcząt spontanicznie działających wspólnie i dzięki temu odnoszących wspaniałe rezultaty wyedukował połowę świata, ale nie amerykańskie Południe. Na Południu kultowym pozostaje „The Birth of a Nation”, pierwotnie zatytułowany „The Clansman”, film kina niemego z 1915 roku. To swoisty symbol południowej tożsamości.
Donald Trump i Partia Republikańska w swoich kampaniach wyborczych zrobili wszystko, żeby obrzydzić ludziom idee socjalizmu. Trump posunął się nawet do nazwania senatora Sandersa komunistą. To znane też ludziom w Europie Wschodniej przekleństwo. Socjalizm został w sferze propagandowej jednoznacznie powiązany z Wenezuelą. Ani słowa o Europie Zachodniej, która za to została naznaczona wyuzdaniem i bezbożnością. Wyborcy z Południa wiedzą już, że po przegranej Trumpa czeka ich Armagedon. Socjalizm, bieda, bezprawie, sataniści u bram.
Jest jeszcze jedna rzecz, nad którą Trump i jego zwolennicy ciężko pracowali przez ostatnie 4 lata. Wspaniale zmobilizowali kobiety i mniejszości do uaktywnienia się w sferze publicznej. Już wybory midterm do Kongresu w 2018 roku przyniosły pierwszą falę nowych aktywistek. Obecne wybory (wybierano nie tylko prezydenta) sprawiły, że jedna czwarta senatorów i reprezentantów to kobiety. Kamala Harris, córka imigrantów, czarnego Jamajczyka i Hinduski została pierwszą wiceprezydentką w historii USA. Do tego po raz pierwszy czarna polityczka wygrała nominację w Missouri, stanie Południa, a w Nowym Meksyku żadna nowo wybrana posłanka nie jest biała.
Senatorem została Sarah McBride, znana działaczka na rzecz praw mniejszości LGBTQ i pierwsza transpłciowa senator. Ale żeby nie było tak nowocześnie wybrano też Republikankę – Marjorie Taylor Greene – głosicielkę spiskowej teorii QAnon, która głosi, że rządząca światem grupa kabalistyczna karmi się specjalną substancją wysysaną z dzieci. Zwolennicy QAnon byli widywani na wiecach poparcia Trumpa.
Do wyborów 2020 roku w Stanach Zjednoczonych poszło więcej kobiet niż mężczyzn. Znacząca większość z nich zagłosowała na Bidena.
Demokracja!
Arkadiusz Głuszek

Ciekawe procesy społeczne wywoływane populizmem Trumpa. Zupełnie nie znam mozaiki społecznej USA. „Pas rdzy” rozumiem, bo rzecz jest w miarę świeżym rezultatem globalizacji. O „Bible Belt” właśnie się dowiedziałem z tego artykułu, ale że jest to rezultat przegranej Wojny Secesyjnej to zadziwiająca trwałość.
*
Ciekawe, że populizm Trumpa wzmógł także procesy rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i aktywizował sporo ludzi w tym zwłaszcza kobiety, a szczególnie kobiety z mniejszości etnicznych. W tym sensie prezydentura Trumpa odegrała pozytywną role we współczesnej Ameryce, chociaż pewnie szkody są znacznie większe..
*
Trump nadal jest swego rodzaju przywódcą światowego populizmu. Prawopodobnie po jego porażce wyborczej ta gwiazda populizmu znacznie przygaśnie.Gdzieś czytałem, że w Ameryce wielu psychologów i psychiatrów diagnozuje Trumpa jako skrajnego narcyza. Są tacy, którzy podejrzewaja go o jedną z najniebezpieczniejszych odmian tej choroby, tzw. „narcyzm złośliwy”. W tym kontekście wraca dyskusja czy kandydaci na prezydenta nie powinni legitymować się świadectwem zdrowia psychicznego.
*
Autor zatytułował tekst „Polska – miniaturą amerykańskiego Południa, ale w innym czasie.” Stąd aż sie prosi albo o 2-gą część artykułu poświęconego Polsce, a przynajmniej o komentarz Autora dzielącego się z nami swoimi poglądami o Polsce w takim konteście.
Mieszkańcy Południa mają świadomość swojej odmienności. Odmiennej kultury i historii. Stąd martyrologiczna tęsknota za dawnym światem zniszczonym przez „obcych”, czyli Yankesów. Film „The Birth of a Nation” jest niemal świętością – egzemplifikacją duszy Południowca, który jest białym protestantem o wysokiej kulturze osobistej. Samego filmu nie polecam, bo jest nudny jak flaki z olejem. Ale warto przeczytać jego streszczenie.
Po klęsce w wojnie domowej Południe „uciekło” w religie. Same kościoły protestanckie podzieliły się i ich odłamy południowe do dzisiaj reprezentują inny typ religijności polegający na samodoskonaleniu w ścisłej łączności z bogiem. W gruncie rzeczy to życie w bańce. Oderwanie od rzeczywistości.
Analogie do Polski w kwestii religijności nie są oczywiste, jednak także u nas katolicyzm służy za rodzaj depozytu dawnej „wspaniałej sarmackiej ojczyzny”.
Trump to rzeczywiście ciekawy przykład człowieka, który doskonalił swoją umiejętność czerpania korzyści z ludzkiej chciwości. Chciwości innych, którzy łapali się na entourage Trumpa i jego obietnice złotych gór. Chciwość przeważała nad zdrowym rozsądkiem. Niejeden amerykański bank padł jego ofiarą. A bank to przecież ludzie, którzy oczami wyobraźni widzieli swoje gigantyczne bonusy. Narcyzm Trumpa może być po części wyuczony.
Kaczyński wykorzystuje te same mechanizmy do zdobywania i utrzymania władzy. Zręcznie wykorzystuje ludzkie słabości i chciwość. To wspólna cecha populistycznych polityków.
Pozostałe analogie narzucają się same po odarciu z cienkiej powłoki odmienności kulturowych. Wymieniam ad hoc:
– prowincjonalizm kulturowy
– rolnictwo jako historyczna podstawa gospodarki i źródło legendy o wielkości
– wielka rola ziemi w hierarchii wartości
– legenda wiejskiej sielanki
– kult „szlachcica na zagrodzie równego wojewodzie”
– kult samostanowienia
– legenda na temat otaczania opieką niewolników/chłopów przez dobrego pana/właściciela
– legenda na temat niewdzięczności niewolników/chłopów okazanej dobrym panom/właścicielom
– historycznie słaba urbanizacja
– cywilizacyjna i pro-rozwojowa rola miast, które były słabo rozwinięte w przeszłości, a od niedawna podlegają gwałtownemu rozwojowi
– dominujący konserwatyzm na prowincji
– kult rodziny
– narodowa mitologia
– martyrologia
– ksenofobia
– mizoginia
– rasizm
– psychologiczne obciążenie świadomością przegranej (wojny/wojen, rywalizacji o wizję świata i przyszłości)
– rola kościoła w życiu indywidualnym i publicznym
– rutyna religijna
– próba stworzenia państwa wyznaniowego jako antidotum na dotychczasowe klęski i słabość polityczną
– agresywne środowiska pro-life i ich agresywna propaganda
– próba ratowania ginącego starego świata przez reakcyjne środowiska nacjonalistów w sojuszu z kościołem
– ruchy neofaszystowskie i militarystyczne
– kult myślistwa i „bractwa kurkowe”
– życie w bańce informacyjnej
– rewolucyjne nastroje wśród młodego pokolenia
– libertariańskie idee forsowane przez Konfederację
i wiele innych
Dodam jeszcze bardzo ważną analogię:
– głęboka niechęć i nieufność wobec państwa, rządu federalnego w przypadku Południa USA, kojarzonego z opresyjnymi rządami obcych
Dziękuję – o to mi chodziło.
W kwestii USA. Zaskakuje mnie trwałość tej „emigracji wewnętrznej” Południa stanów. Przecież od Wojny Secesyjnej upłyneło 155 lat – mniej więcej 7 pokoleń. Przecież świat dzisiejszy jest radykalnie inny niż tamten. To mnie naprawdę dziwi… a może oni po prostu naprawdę są inni.
*
Co do Polski pełna zgoda. Nie wiedziałem, że sa aż takie podobieństwa.
Przy okazji warto przeczytać ocenę globalną przyczyn i skutków tych protestów: https://oko.press/jak-mlodzi-zerwali-wielki-kompromis-z-kosciolem-graff/
Południe przegrało niepodległość ale nie złożyło broni. Walczyli politycznie o taki bieg spraw krajowych, który był w ich interesie. Powstanie Ku-Klux-Klan było symbolem powstania z kolan. Udało im się doprowadzić pod koniec XIX do odebrania czarnym praw wyborczych. Proszę zwrócić uwagę, że dopiero w ostatnich 4 latach (kolejna zasługa Trumpa :)) zaczęto w USA demontować pomniki konfederackich generałów i polityków. A dopiero w tym roku zaczęto delegalizować flagę Konfederacji, np. stan Mississippi przy okazji ostatnich wyborów zorganizował referendum (wygrane) na temat zatwierdzenia nowego godła stanowego nie zawierającego flagi Konfederacji. NASCAR, kultowe na Południu wyścigi samochodowe zakazały dopiero w tym roku używania flag Konfederacji. Plus setki innych przykładów. TV w Polsce pewnie tego nie pokazywała ale na wiecach wyborczych Trumpa dumnie powiewały liczne flagi Konfederacji. Dla konfederackich patriotów przegrana Trumpa to sromotna klęska. Jeżeli nie wywołają zbrojnego powstania (a o tym się mówi), to będzie oznaczało, że dopiero dzisiaj jesteśmy blisko ostatecznego zakończenia wojny secesyjnej. Mam też nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy pomysł strzelania do polityków tak jak w latach 60.
Wiem, że brzmi to jak żart. Ale, niestety, to nie żart.
Dziękuję za link. Świetne podsumowanie pani Agnieszki. Sam należałem do tej wspomnianej przez nią grupy zaszokowanych poznawczo. Było nas naprawdę bardzo mało. Trudno dziś uwierzyć, że zebrano aż milion podpisów. Pamiętam, że w konsekwencji wyemigrowałem wtedy wewnętrznie na niemal 20 lat i wróciłem dopiero dzięki Palikotowi.
Wszyscy dojrzewamy i otwieramy oczy. JA byłem tak zajęty przekształcaniem Polski, że zupełnie nie zauważyłem tego procesu. DZisiaj wstydzę się swojego zaślepienia czy słabego ogarniania rzeczywistości. Wstydze się także dlatego, że ten „kompromis” z KRK doprowadził do władzy PiS i wspólnie z KRK próbuja w Polsce zaistalować teokrację połączona z dyktaturą ciemniaków. NA szczęście młode pokolenie sie obudziło i razem z kobietami przerwali juz ten chocholi taniec.
*
Ta historia z Konfederacją, której tradycja niepodległościowa przetrwała 155 lat jest zdumiewająca. To także oznacza, że wpływ władz federalnych, na władze stanowe w zakresie edukacji, szkolnictwa wyższego i kształtowania treści kulturowych przez te wszystkie lata albo był niewystarczający, albo władze federalne nie były tym zbytnio zainteresowane.
*
Na tle tej historii Stanów poludniowych nasza wojna kulturowa z ciemnogrodem, zaściankiem i pogrobowcami wszelkich Radziwiłłów, Czartoryskich oraz podszywających sie pod nich „arystokratów bezmózgowia i głupoty”, nie wygląda aż tak anachronicznie. Ot, takie lokalne śmierdzące buty…
Bogaty może więcej. Amerykanie stworzyli tak pozytywny obraz swojego kraju, że mało kto zastanawia się nad trupami w ich szafie. A jest ich tam cała masa. Wielki kraj to i szafa ogromna i szczelnie wypełniona. Polska szafa jest otwarta na oścież, a do tego drzwi tradycyjnie są podtrzymywane przez sąsiednie kraje zainteresowane utrzymaniem swoich wpływów. Obecna ekipa „kolanowych wstawaczy” wręcz wyważa te drzwi z zawiasów pod pretekstem „kończenia z polityką wstydu”.
I tu się pan myli, do polskiej szafy polacy sami ściągają szkielety, li tylko po to by zakrzyknąć: a to nie moje.
Mam niejasne wrażeni, że oni nie wiedzą, że to są szkielety a nie żywi ludzie,
W tą stronę jeszcze nie rozwijałem swoich hipotez, używam dokładniejszego tłumaczenia: szkielet w szafie jedynie by nie pachniało trupem.
A potem jak to mówią tu po tramwajach: …wiesz o co chodzi – i pewnie o to chodzi.
https://www.cda.pl/video/60182637e
https://www.youtube.com/watch?v=idcaRTg4-fM
https://a.msn.com/r/2/BB1aRYdV?m=pl-pl&ocid=News
Dzięki za link. YouTube stał się bezlitosny – reklamy, reklamy. Przy okazji i w sprawie polecam dokument na Netflixie „The Social Dillemma”.
Polecam analizę prof. Markowskiego : https://wiadomo.co/prof-radoslaw-markowski-ludzie-powinni-zakosztowac-pis-u-do-konca/?fbclid=IwAR0uRLnHepXdyYfdPkXlpspD2FmfTpVjKjgdEHdkZhO_l783kgfSWtNy9Qc
Dziękuję za link. Logiczna, ale trudna do zaakceptowania dla świadomego człowieka propozycja prof. Markowskiego. Mam osobiście duży problem z zaakceptowaniem kolejnych 3 lat rządów Kaczyńskiego. Trzy lata! To kawał czasu.
Profesor MArkowski metodoligicznie i formalnie ma rację. Tyle, ze jest to wyjscie przez degradację we wszystkich wymiarach – społecznym, gospodarczym, zdrowotnym i kazdym innym. Dlatego ludziom rozumnym, racjonalnym i zorientowanym humanistycznie tak trudno zaakceptować taka perspektywę. Moim zdaniem nie wytrzyma tego rzadząca koalicja. Gowin jest oportunistą i na pewno nie bedzie chciał „umierać” za szaleństwa JK. W druga strone będzie działał Ziobro. Chyba ta formacja nie wytrzyma 3 lat, bo juz pewnie za rok (jak dożyjemy) jej poparcie spadnie do schyłkowego AWS. Najbardziej obawiam sie kilku najbliższych miesięcy z perspektywy zdrowotnej.
Nie mam wątpliwości co do metodologii jego wywodu. Z ludzkiego punktu widzenia jestem zły na świadomość większości moich rodaków. A co do rządzących, to obserwuję, że oni stają się coraz bardziej nieprzewidywalni. Spadek poparcia jeszcze będzie pogłębiał chaos i prowokował nowe szaleństwa. Dlatego to wcale nie musi być covid-19 w kwestii dożycia kolejnego listopada. I w Polsce i tutaj. Niemniej życzę nam zdrowia i jestem przekonany, że krzywa zachorowań zacznie w Polsce do końca tygodnia spadać.
Lubiłem i lubię publicystykę KAzimierza Wóycickiego i dlatego warto przeczytać: https://www.rp.pl/Publicystyka/201119681-Kazimierz-Woycicki-Nieudany-polski-konserwatyzm.html
Dziękuję za link. Hmm, można być apologetą konserwatyzmu, nacjonalizmu, republikanizmu i opisywać te nurty myślenia w samych superlatywach, nawet pisać, że oferują one ludziom lepsze warunki życia niż socjalizm. Tylko, że to są zaklęcia. Konserwatyzm nigdy nie stanie się socjalizmem, ponieważ konserwatyzm najbardziej ceni trwanie tradycji, a nie jej zmianę. Jasne, że jest potrzebny i pożyteczny dla społeczeństwa ale nie jest jutrzenką postępu.
Gdyby był to artykuł chwalący pod niebiosa zalety socjalizmu, podkreślający, że socjalizm najbardziej na świecie troszczy się o wielowiekowe tradycje, mój komentarz byłby identyczny.
Wyczulony jestem na zaklinaczy rzeczywistości i chciejstwo. Ale poznawczo to bardzo interesujący felieton.
Rozumiem, ale tu mowa o tym, ze konserwatyzm jest o aiebo wartosciowszy od faszyzujacego populizmu PiS i tylko tyle. Podobnie jak socjalizm czy socjaldemokracja sa lepsze od totalitarnej idei komunizmu.
Niepodległość POlsce przyiósł głownie nurt związany z PPS chociaż nie tylko.
Panie Arku – to co prawda na inny temat niz Pański artykuł ale z pewnoscia warto poczytać o wynikach badań: https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26511210,duma-szykujmy-sie-na-pis-bis-nadchodzi-przebudowa-polskiej.html#s=BoxOpMT
Och, wielkie dzięki Panie Sławku! Przyznam, że jestem pod dużym wrażeniem – Sroczyński ma niesamowity dziennikarski nos. Ten tekst nadaje nowy impuls myśleniu o sytuacji w Polsce. Bardzo ciekawe.
Panie Arku – a to na deser. Wspaniały felieton: https://www.rp.pl/Felietony/311169912-Surdykowski-Moj-sen-amerykanski.html
–
Właśnie nastrój tych felietonów Syrdykowskiego najlepiej tłumaczy to co kiedys PAnu napisałem, że źle znoszę nihilistyczną publicystykę w stylu: „Ameryka to same zbrodnie” a Rosja to same małmazyje, zwłaszcza zaś Stalin.
🙂
Ładna klamra dla mojego tekstu. Dziękuję.
Co do Pana skojarzeń z nastrojem – przed każdym z nas Per aspera ad astra.
Texas to teraz chyba także świetne uniwersytety, biotech, także kutura i sztuka kiedyś jak pamiętam rozwijająca się w intelektualnej kontestacji afirmacji Hollywoodu. Wprawdzie od lat nie mieszkam już w Stanach lecz indywidualizm i przedsiębiorczość kojarzy mi się dobrze, pamiętam jeszcze , że mój wykładowca kursu nanotechnologii na Northwestern prowadził taki instytut właśnie w Texasie. Także, let us not mess with Texas.