Dariusz Wiśniewski: Kolejny „chrzest” Warszawy

14.11.2020

Kościół Jędraszewskiego udzieli im błogosławieństwa.

A gdy na ulicach poleje się krew „neomarksistowskich ladacznic, lewaków i tęczowych”, hierarchowie będą milczeć, spoglądając w zamyśleniu w niebo, gdyż przemoc w imię Boga nie jest w ich rozumieniu grzechem, a świadectwem wiary.

Marsz Niepodległości to nie tylko święto polskiego neofaszyzmu, ale również igrzyska agresji i przemocy – kolejna „rechrystianizacja” Warszawy. Dzień ma państwowe i kościelne przyzwolenie. A więc i mecenat. Jego przebieg jest z roku na rok coraz bardziej przerażający i krwawy. Jeszcze nie ma śmiertelnych ofiar, ale już są ranni. W Marszu biorą udział właściwie tylko dwie grupy: neofaszyści i policja. Reszta Polski śledzi wszystko na fejsie albo przed telewizorem. Ze względu na bezpieczeństwo.

Dla prymitywnych agresywnych ludzi, głównie młodych mężczyzn, to odpust; dawna wiejska zabawa, która musi zakończyć się wojną na sztachety. Nie chodzi o żadne postulaty i wartości. „Nasza cywilizacja i nasze zasady” są następujące: musi być zbiorowa bójka, krew, i dużo wódki. Potrzebna jest też jakaś bojowa pieśń, najlepiej wulgarna, zagrzewająca do walki z wrogiem. I sporo ognia, bo to wszystkich unosi i nieźle wygląda na fotkach.

Jeżeli Kościół pozwala a Państwo przymyka oko, to znaczy, że zapaliło się zielone światło. I rozpoczyna się zbiorowa granda i zabawa. Niech cała Polska widzi! Jedziemy na maksa! I muszą być przykłady skrajnej odwagi, uwiecznione przez kamery i pokazywane potem na całym świecie. Bo wszyscy na nas patrzom! Tak tworzy się pamięć i archiwum Marszu, potrzebne, aby jeszcze z większą energią uczestniczyć w nim w następnym roku. Kiedy z tłumu bojówkarzy odrywa się jakiś „husarz” i rzuca płonącą racą w Empik albo blok mieszkalny. I trafia! Lol! I wszyscy widzą tę brawurę. Wyją z podziwu i podniecenia. To się nazywa udane święto! A jeszcze im mówią, że są patriotami.

Polskich neofaszystów boją się wszyscy. Uliczni bojówkarze, młodzi kryminaliści, umięśnieni rycerze Maryi, neonaziści z krzyżem w ręku, antysemici i obłąkani fundamentaliści religijni są dla rządzących i Kościoła narzędziem do dławienia wolnościowych tendencji. Każda dyktatura marzy o takim zapleczu. PiS-owskiej się udało.

Reżim trzyma ich jedną ręką na smyczy, zwiększając albo zmniejszając w razie potrzeby zasięg szczucia, a drugą karmi i głaszcze. Owszem, da kilka mandatów i kogoś zatrzyma, rozpocznie też śledztwo, potem opublikuje wizerunek twarzy, aby na moment uspokoić opinię publiczną oraz światowe media. Nie zamierza jednak pozbyć się wytresowanego „pitbulla”, który na gwizdnięcie kąsa opozycję.

ONR zostanie więc z nami.

W przyszłym roku ponowny „chrzest” Warszawy.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com