19.11.2020
Wiedząc jak gorący to czas; widząc, jak pojazd o nazwie Polska opanowany przez szalonego kierowcę pędzi wprost na ścianę tak, że za chwilę będzie wielka katastrofa; mimo trwającej sesji polskiego sejmu, w której trakcie każdy, nawet największy zwolennik obecnej władzy, musi się zastanowić czy jej główny aktor to człowiek normalny, czy oszalały ze strachu życiowy frustrat odcięty od prawdziwych wiadomości, od tego, co naprawdę dzieje się w realu mówi co mówi i zapowiada jeszcze więcej; inspirowany (ale tylko trochę) tekstem Sławka o opozycji, postanowiłem napisać to, co niżej.
Jaka jest podstawowa różnica w funkcjonowaniu takich organizacji, jak partia polityczna, zwłaszcza taka, która jest w parlamencie i która już rządziła — i normalna organizacja biznesowa, instytucja publiczna, urząd, uczelnia?
Myślę, że podstawowa jest różnica motywacji uczestnictwa – inna w partii politycznej, a inna w tych wszystkich innych. Motywacja członkostwa, motywacja do działań w partii politycznej jest zawsze (a przynajmniej taka być powinna) z górnej półki, ze świata wartości. W pozostałych instytucjach może wystarczyć zwykła kalkulacja korzyści i prestiżu.
Partia polityczna powinna skupiać ludzi połączonych wspólnymi wartościami, wspólną ideą.
Powinna — ale tak nie jest.

Proponuję przyjrzeć się partii rządzącej i zadać sobie pytanie: kto z jej ważnych członków ma taką orientację? Pobieżny nawet ogląd (a na inny nie mam szans) pozwala na postawienie prostej tezy – to są ludzie bezideowi, zorientowani przede wszystkim na korzyści materialne, uzyskanie stanowisk grubo przekraczających ich kompetencje czy doświadczenie.
W partii PiS jej twórca i niepodzielnie (do niedawna) rządzący prezes ma ideę – stworzenie państwa, w którym wola polityczna stoi ponad prawem, rządzi suweren, a w jego imieniu ci, którzy uzyskali w wyborach większość.
To proste jak konstrukcja cepa. Wola suwerena realizowana jest przez rządzących; a ocena, że jest tak właśnie — należy do rządzących i nikogo innego: ani do opozycji, ani nawet do najbardziej masowych demonstracji. Tylko rządzący, a wśród rządzących, tylko prezes ma tę prerogatywę, ten przywilej orzekania co jest — a co nie jest zgodne z wolą suwerena.
Takiej wizji, takiej idei Jarosław Kaczyński podporządkował wszystko. Sam napisał statut partii, którą stworzył, sam i jednoosobowo rządzi wszystkim i wszystkimi: prezydentem, premierem, marszałkiem sejmu, sejmem (dopóki ma w nim większość).
Utrzymaniu władzy podporządkowane też jest wszystko, nawet te osławione dwa miliardy na kurwizję nie były na kurwizję a na uzyskanie sukcesu w wyborach prezydenckich. To, że decyzja ta była wyborem: dać na leczenie onkologiczne czy dać na partyjną telewizję — nie stwarzało dla prezesa żadnego dyskomfortu. I udało się; z trudem, bo z trudem, Andrzej Duda uzyskał mandat na drugą kadencję.
Ilu jest jeszcze takich ludzi w partii rządzącej ? Ludzi mających wizję, dla której realizacji zrobią wszystko: świat podpalą, sami zginą, dla których ważna jest tylko idea?
Jest ich tylu, że do ich wyliczenia starczą palce jednej ręki.
Cala reszta to funkcjonariusze aparatu władzy, ludzie, których władza i pieniądze zależą od woli prezesa.
Mechanizm ten widoczny jest szczególnie, gdy popatrzymy na tych wszystkich wiceministrów, jacy pojawili się po ostatniej rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego. To są młodzi ludzie, bez doświadczenia, ale i bez kwalifikacji do zajmowania wręcz jakichkolwiek rządowych stanowisk. To minister może być z politycznego nadania (oczywiście, że dobrze, by miał i wiedzę, i kwalifikacje…). Wiceminister czy dyrektor — musi, podkreślmy: musi je mieć.
Nie będę przywoływał nazwisk tych wiceministrów, widać ich często w studiach telewizyjnych, gdy wchodzą w dyskurs z przeciwnikami. Odnoszę wrażenie, że dla kilku z nich to podstawowe zadanie – iść i walczyć nawet w beznadziejnych sprawach. Oni mają jeszcze czyste konto, są na starcie do kariery i zrobią wszystko, aby tak dalej było. To czysta postać klienta; kogoś, kto idzie do sklepu, by coś kupić.
Nie może być dobrze, gdy krajem rządzi frustrat życiowy, na granicy obłędu i stado cynicznej młodzieży. To musi się źle skończyć.
Czy zmiana przyjdzie ze zmianą władzy? Tak, ale bardzo często jest to tylko zmiana ludzi, twarzy — a nie charakterów.
Ci wszyscy, którzy dorastali jako „noszący teczkę” za posłem, za ministrem, za premierem dają gwarancję ciągłości władzy. Każdej władzy!
Zmiana prawdziwa nastąpi wtedy, gdy pojawią się jako siła polityczna ludzie spoza układu, ze strajku kobiet, z ruchu Polska 2050 — a jeszcze w dalszej perspektywie wyłonieni z zastosowaniem AI jako inteligentnej maszyny samouczącej się, podejmującej najważniejsze, kierunkowe decyzje dla świata i ludzi.
Tak myślę (póki wolno myśleć)

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Na wszystko zgoda, za wyjątkiem angażowania AI. Ktoś te programy musi wytrenować, by działały. I sposób ich działania odwzorowuje nawet nieuświadomione cechy nauczyciela. Cechy te, same w sobie nawet pozytywne, po wzmocnieniu w pętli nauczania mogą prowadzić do katastrofy…
Pan chyba czytał opowiadanie „Ananke” Stanisława Lema.
Tego chyba nie muszę się wstydzić? 😉
Na tę ścianę właśnie wpadliśmy a jest nią katastrofa zdrowotna na tle załamania systemu ochrony zdrowia z powodu pandemii. Liczby podawane oficjalnie a dotyczące zakażeń są zaniżone, bo wyłapują wyłącznie osoby objawowe. Eskperci ostroznie szacuja, że zarażonych może być nawet od 5-cio do 10-krotnie więcej. To oznaczałoby sumę zakażeń w granicach od 4,5 do 9 mln osób, oraz liczbę już zmarłych od 65 tysięcy do 130 tysiecy.
To do pewnego stopnia widac, kiedy porówna się przeciętną liczbę zgonów tygodniowo w latach poprzednich w porównaniu z tym rokiem, zwłaszcza po wakacjach. KOmplente zlekcewazenie pandemii po maju 2020 przez rząd, daje w ciągu ostanich dwóch mieisecy tak nieprzemyślane ruchy gospodarcze, że już wpdalismy w kryzys gospodarczy na tle chaosu w zarzadzaniu obostrzeniami pandemicznymi. Nakłada się na to kryzys społeczny po orzeczeniu antyaborcyjnym pseudo TK i masowymi protestami społecznymi wywołanymi tym werdyktem. Na ddodatek władze zdecydowały zawetować budżet UE tak, aby zlikwidować źródła wsparcia w wychodzeniu z tej katastrofy.
*
Napisałem o tym, bowiem juz nie ma na co czekać i trzeba od tej ściany na którą wpadliśmy odpaść. Analizowanie pozycji i sposobu zarządzania państwem przez JK już dzisiaj jest bezprzedmiotowe. Dzisiaj musimy sie szybko namyslać, jak najszybciej tę władzę odzyskać dla racjonalnych przedstawicieli społeczeństwa i uratować co sie jeszcze da z tej katastrofy.
Warto się przyjrzeć konstrukcji tej partii odbitej w statucie. Zdanie „Prezes jest najwyższą władzą wykonawczą w partii” oddaje jej istotę. Prezes sprawuje władzę jednoosobowo, przez nieograniczoną liczbę kadencji, a procedura wyborcza i wyłanianie kandydatów są tak skonstruowane, że prezes również sam się wybiera, bo wybierają go delegaci, których on ustanawia. Co więcej, wszelkie organy kolegialne mogą podejmować istotne uchwały tylko „na wniosek prezesa”.
Dla kontrastu, w organizacji demokratycznej, w KOD, jedyną kompetencją przewodniczącego, która nie wymaga przegłosowania przez zarząd, jest zwołanie zebrania. I na tym koniec, a najwyższą władzą jest walny zjazd.
Ta partia ma od początku drugie oblicze, oblicze gangu. Ciemne interesy na ogromną skalę i całkowite posłuszeństwo wobec prezesa-capo. W tej chwili pewne mafijne instytucje zostały nawet ustanowione w skali państwa. Np. haracze, czyli „obowiązkowe darowizny” dla partii i jej bosa. Każda spółka skarbu państwa i każdy, kto dostanie lukratywną posadę, odpala „obowiązkową darowiznę”. Zaopatrzenie wszystkich funkcyjnych i ich rodzin wysoko płatnymi synekurami służy też dyscyplinie w gangu. Podskoczysz – wylatujesz, ty i twoja rodzina, ze wszystkich synekur. Tak jak w gangu istnieje instytucja „słupa” do ukrywania majątku. Takim słupem jest np. „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego” – fikcyjna instytucja, która nic nie robi, poza byciem właścicielem spółki „Srebrna”. Władze tego „instytutu” to Kaczyński, Czabański, „pani Basia” i żona Czabańskiego. „Instytut” ma siedzibę w mieszkaniu Jarosława Kaczyńskiego i istnieje wyłącznie na papierze. Zero działalności, ani jednego pracownika. To typowy „słup” ukrywający fakt, że prawdziwym właścicielem „Srebrnej” jest J. Kaczyński. „Instytut” służy także do „otrzymywania” obowiązkowych darowizn. W ten sposób, jak wszyscy szefowie wszystkich mafii świata, boss „nie ma” żadnego majątku, a „słup” jeszcze ma status „organizacji pożytku publicznego” i może od członków partii zbierać 1% podatku.
Gang opanował państwo i myślenie, że odda władzę dobrowolnie uważam za naiwne. A dobór kadr na zasadzie: „czym głupszy tym lepszy” też nie jest przypadkowy. Taki np. Fogiel z gołą maturą z kiepskiej szkoły, technik ogrodnictwa Kuchciński, fryzjer perukarz Suski i inni podobni, to najwierniejsi z wiernych, bo poza gangiem są nikim. W XXI wieku są kandydatami na bezrobotnych.