Zbigniew Szczypiński: Kto nami rządzi?

19.11.2020

Wiedząc jak gorący to czas; widząc, jak pojazd o nazwie Polska opanowany przez szalonego kierowcę pędzi wprost na ścianę tak, że za chwilę będzie wielka katastrofa; mimo trwającej sesji polskiego sejmu, w której trakcie każdy, nawet największy zwolennik obecnej władzy, musi się zastanowić czy jej główny aktor to człowiek normalny, czy oszalały ze strachu życiowy frustrat odcięty od prawdziwych wiadomości, od tego, co naprawdę dzieje się w realu mówi co mówi i zapowiada jeszcze więcej; inspirowany (ale tylko trochę) tekstem Sławka o opozycji, postanowiłem napisać to, co niżej.

Jaka jest podstawowa różnica w funkcjonowaniu takich organizacji, jak partia polityczna, zwłaszcza taka, która jest w parlamencie i która już rządziła — i normalna organizacja biznesowa, instytucja publiczna, urząd, uczelnia?

Myślę, że podstawowa jest różnica motywacji uczestnictwa – inna w partii politycznej, a inna w tych wszystkich innych. Motywacja członkostwa, motywacja do działań w partii politycznej jest zawsze (a przynajmniej taka być powinna) z górnej półki, ze świata wartości. W pozostałych instytucjach może wystarczyć zwykła kalkulacja korzyści i prestiżu.

Partia polityczna powinna skupiać ludzi połączonych wspólnymi wartościami, wspólną ideą.

Powinna — ale tak nie jest.

Photo by Peggy_Marco on Pixabay

Proponuję przyjrzeć się partii rządzącej i zadać sobie pytanie: kto z jej ważnych członków ma taką orientację? Pobieżny nawet ogląd (a na inny nie mam szans) pozwala na postawienie prostej tezy – to są ludzie bezideowi, zorientowani przede wszystkim na korzyści materialne, uzyskanie stanowisk grubo przekraczających ich kompetencje czy doświadczenie.

W partii PiS jej twórca i niepodzielnie (do niedawna) rządzący prezes ma ideę – stworzenie państwa, w którym wola polityczna stoi ponad prawem, rządzi suweren, a w jego imieniu ci, którzy uzyskali w wyborach większość.

To proste jak konstrukcja cepa. Wola suwerena realizowana jest przez rządzących; a ocena, że jest tak właśnie — należy do rządzących i nikogo innego: ani do opozycji, ani nawet do najbardziej masowych demonstracji. Tylko rządzący, a wśród rządzących, tylko prezes ma tę prerogatywę, ten przywilej orzekania co jest — a co nie jest zgodne z wolą suwerena.

Takiej wizji, takiej idei Jarosław Kaczyński podporządkował wszystko. Sam napisał statut partii, którą stworzył, sam i jednoosobowo rządzi wszystkim i wszystkimi: prezydentem, premierem, marszałkiem sejmu, sejmem (dopóki ma w nim większość).

Utrzymaniu władzy podporządkowane też jest wszystko, nawet te osławione dwa miliardy na kurwizję nie były na kurwizję a na uzyskanie sukcesu w wyborach prezydenckich. To, że decyzja ta była wyborem: dać na leczenie onkologiczne czy dać na partyjną telewizję — nie stwarzało dla prezesa żadnego dyskomfortu. I udało się; z trudem, bo z trudem, Andrzej Duda uzyskał mandat na drugą kadencję.

Ilu jest jeszcze takich ludzi w partii rządzącej ? Ludzi mających wizję, dla której realizacji zrobią wszystko: świat podpalą, sami zginą, dla których ważna jest tylko idea?

Jest ich tylu, że do ich wyliczenia starczą palce jednej ręki.

Cala reszta to funkcjonariusze aparatu władzy, ludzie, których władza i pieniądze zależą od woli prezesa.

Mechanizm ten widoczny jest szczególnie, gdy popatrzymy na tych wszystkich wiceministrów, jacy pojawili się po ostatniej rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego. To są młodzi ludzie, bez doświadczenia, ale i bez kwalifikacji do zajmowania wręcz jakichkolwiek rządowych stanowisk. To minister może być z politycznego nadania (oczywiście, że dobrze, by miał i wiedzę, i kwalifikacje…). Wiceminister czy dyrektor — musi, podkreślmy: musi je mieć.

Nie będę przywoływał nazwisk tych wiceministrów, widać ich często w studiach telewizyjnych, gdy wchodzą w dyskurs z przeciwnikami. Odnoszę wrażenie, że dla kilku z nich to podstawowe zadanie – iść i walczyć nawet w beznadziejnych sprawach. Oni mają jeszcze czyste konto, są na starcie do kariery i zrobią wszystko, aby tak dalej było. To czysta postać klienta; kogoś, kto idzie do sklepu, by coś kupić.

Nie może być dobrze, gdy krajem rządzi frustrat życiowy, na granicy obłędu i stado cynicznej młodzieży. To musi się źle skończyć.

Czy zmiana przyjdzie ze zmianą władzy? Tak, ale bardzo często jest to tylko zmiana ludzi, twarzy — a nie charakterów.

Ci wszyscy, którzy dorastali jako „noszący teczkę” za posłem, za ministrem, za premierem dają gwarancję ciągłości władzy. Każdej władzy!

Zmiana prawdziwa nastąpi wtedy, gdy pojawią się jako siła polityczna ludzie spoza układu, ze strajku kobiet, z ruchu Polska 2050 — a jeszcze w dalszej perspektywie wyłonieni z zastosowaniem AI jako inteligentnej maszyny samouczącej się, podejmującej najważniejsze, kierunkowe decyzje dla świata i ludzi.

Tak myślę (póki wolno myśleć)

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com