Marek Jastrząb: Życiorys oświatowego wstecznika

02.12.2020

W obecnych latach, gdy byle czcigodny głupek może za odpowiednią cenę nabyć tytuł dr. Fachowca, wyroiły się chmary ideologicznych kombinatorów.

Jednego z nich wytypowano na głównego machera w szkolnictwie.

W poprzednim okresie istnienia nie rozumiał, kim jest i jakie cechy w nim przeważają: dobre, czy złe. Lecz razem z nadejściem PiS-u przydarzyło mu się olśnienie i ni z gruszki, ni z pietruszki pojął, w czym rzecz. Skapował, że nie chodzi o nauczenie gówniarzy posługiwania się własnym rozumem, tylko o pokazanie im, jak dojść do plebanii i którędy należy zasuwać na manowce.

Dotarło do niego, że choć nadal jest zakutym łbem, to teraz nie jest sam. Że w ogólnym rozrachunku liczy się masa: zbiorowisko jednakich kołków, które poprzez ilość robią wrażenie monolitu. I z tego powodu odczuwał niebywałą dumę. Pychę sankcjonującą bezprawie. Pogardę umożliwiającą anarchię.

Robota polegała na wytyczaniu edukacyjnych ścieżek. Na wpajaniu dzieciom przekonania, iż nauka jest wymysłem pochodzenia lewackiego. Przynosi szkodę, zatruwa i niszczy młode umysły, odrywa je od cnotliwego poglądu na świat.

W swoich wykładach na uczelni mówił wielokrotnie, że nauczyciel nie może pozwolić na skandaliczne szerzenie nadmiernej wiedzy. Na to szkodliwe doprowadzanie do otwierania mózgów młodzieży. Na pobudzenie jej samodzielnej ciekawości. Że trzeba obrzydzać i tłumić w uczniach niepojętą dla niego ciekawość poznawania tęczowych odmian świata. Świata oswobodzonego z histerii przesądów.

Ps

Gdyby zdarzył się cud i nagle zaczęlibyśmy inwestować w wykształcenie, byłaby to (dla wielu grup rozdających stołki) — tragedia. Nagle bylibyśmy narodem otwartym na zrozumienie innych ludzi, a więc narodem tolerancyjnym dla WSZYSTKICH grup społecznych, narodem mniej zgorzkniałym i zaściankowym.

Lecz nie ma się czego bać: to na razie utopia; nauka doinwestowana i oświata opłacalna, wynalazczość przynosząca wymierne korzyści, byłyby to nader groźne pomysły na państwowy dobrobyt, pomysły ryzykowne, bo na cóż wtedy byśmy narzekali? Gdzie by się podziało pokazywanie nas palcami, szydzenie z naszej ciasnoty umysłowej, ksenofobii? Jak, przy wzroście świadomości społecznej, w otoczeniu ludzi światłych, utrzymać mielibyśmy jaskiniowe przekonania na tematy takie, jak historia? Gdzie by się podziało wmawianie nam, że jesteśmy ludźmi skazanymi na niepowodzenia i wieczne rozpamiętywanie klęsk?

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com