tekst profesora Przemysława Urbańczyka
06.12.2020
Od kilku już lat, poczynając od 2015 roku, w którym prezes Jarosław Kaczyński uzyskał pełnię władzy – przypomnę po tamtych wyborach miał nie tylko większość w Sejmie, miał też większość w Senacie z nieodżałowanym marszałkiem Karczewskim, miał też „swojego” prezydenta – pełnia szczęścia… od kilku zatem lat pisałem o nasilającym się szaleństwie prezesa.

Tylko szaleństwem tłumaczyć można nominowanie Antoniego Macierewicza na stanowisko ministra obrony narodowej; ministra, którego osobowość i postępowanie dawało taki skutek, że w trakcie licznych wizyt w Stanach Zjednoczonych, naszego głównego dostawcy uzbrojenia za duże pieniądze, jedyne środowiska, które wykazywały zainteresowanie osobą ministra to były konserwatywne organizacje polonijne. Znacznie mniejsze wzięcie miał Antoni Macierewicz wśród swoich odpowiedników w administracji amerykańskiej.
Nie ma już ministra Macierewicza, nadal trwa sprzątanie w resorcie obrony po nim i jego „misiewiczach”.
Później, w kolejnych latach, odnotowywałem kolejne oznaki szaleństwa prezesa realizowane rękami „Pana Zbyszka” w trakcie „reformy”, „dobrej zmiany”, w całym resorcie wymiaru sprawiedliwości poczynając od Trybunału Konstytucyjnego, poprzez Krajową Radę Sądownictwa, Prokuraturę Krajową aż po sądy powszechne, w których wymieniono praktycznie wszystkich prezesów.
Pierwsza kadencja Zjednoczonej Prawicy i Prezesa Polski, oparta na strumieniu pieniędzy wypłacanych wprost do ręki wszystkim, bez względu na wysokość uzyskiwanych zarobków, tylko za posiadanie dzieci, skończyła się ich sukcesem. Większość w sejmie, „swój” prezydent, a i senat tylko — tylko.
Szaleństwa nasilają się. Widzimy to każdego dnia, w każdym wystąpieniu prezesa, jak zawsze „bez żadnego trybu”, z rosnącą agresją i używaniem ciężkich oskarżeń – „macie krew na rękach”, „jesteście kanaliami”, „będziecie siedzieć”… i tak dalej w tym stylu.
Ostatnie dwa miesiące to zdecydowany wzrost szaleństwa prezesa, który dla utrzymania władzy i spójności pękającej Zjednoczonej Prawicy gotów jest rzucić na szalę nasze członkostwo w Unii Europejskiej i polec za oligarchę węgierskiego Victora Orbana (notabene — polityka zagraniczna w wydaniu prezesa zawsze była nakierowana na rynek wewnętrzny, na polskie podwórko). Prezes w świecie nie bywa, za granicę nie jeździ, woląc wyjazdy na ryby w zachodniopomorskie.
Jesteśmy na zakręcie, kierownicę trzyma człowiek bez prawa jazdy (to akurat prawda). Człowiek, który ma obłęd w oczach, który jest gotów mścić się na całym świecie za swoje nieudane życie, za śmierć jedynego brata, za swoje ostatnie porażki i słabnącą pozycję w obozie władzy.
Takich głosów jak mój było więcej, ale bez przesady, więcej — to nie znaczy, że dużo. Dlatego też chciałbym upowszechnić głos Przemysława Urbańczyka, profesora zwyczajnego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Instytutu Archeologii i Etnologii polskiej Akademii Nauk, członka wielu międzynarodowych komitetów i organizacji, który w Gazecie Wyborczej z 4 grudnia zamieścił krótki tekst pod jakże znamiennym tytułem „Doktor Frankenstein przepycha Polskę z Zachodu na Wschód”.
To krótki tekst, taka pigułka, w której ujęte są wszystkie symptomy i oznaki szaleństwa człowieka, który stworzył w naszym kraju monarchię i od wielu już lat niszczy wszystko, co było wartością — w imię swojego imaginarium sprzed wielu dziesięcioleci. Ten tekst jest jak pigułka, czytamy i mamy pełny obraz szaleństwa z wyliczeniem jego symptomów i skutków.
Skutków bolesnych i strasznych. Dla nas wszystkich.
Polecam gorąco ten tekst.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

I owszem sam polecam wszem i wobec!
Jeśli krotki, to czy może Pan skopiować i wkleić? Na portalu GW jest tylko dla prenumeratorów.
Pomyłkowo wkleiłem pod „To jest gang” Krzysztofa Łozińskiego…
(Ale jest)
Dziękuję!
Bardzo dobry tekst z dzisiejszej GW :
Kaczyński i Rydzyk po dwóch dekadach zawarli antyunijne małżeństwo
Dzisiaj Łubianka działa na prawicy i dla niepoznaki odwołuje się do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych.Przypomnę taki oto cytat:
„Nie mam wątpliwości co do tego, że po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie, niechętnie nastawione do hierarchii kościelnej, prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL. Ma nadajnik na Uralu. W Rosji panuje wprawdzie bałagan, ale niektórych rzeczy tam jednak pilnują dość dobrze. Sytuacja jest rzeczywiście bardzo trudna, bo próby przekonywania elektoratu Radia Maryja są całkowicie skazane na porażkę”.
I dalej: „Są dwa modele działalności rosyjskiej w Polsce. Pierwszy – pepeerowski – całkowitego podporządkowania Moskwie; uzasadniany ideą postępu (…). Drugi nazywam targowickim. Charakteryzuje go odwoływanie do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych”.
A teraz coś zdecydowanie nowszego:”Niech to prowadzone przez ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka wielkie dzieło ad maiorem Dei gloriam [na większą chwałę Bożą], którego niezbywalnym elementem jest Radio Maryja, rozrasta się i rozkwita, ofiarowując coraz więcej polskich serc Panu Bogu i Rzeczypospolitej. Niech przemienia się w coraz potężniejszy filar wiary, polskości i patriotyzmu. Niech ta miłość nabiera mocy z roku na rok, z pokolenia na pokolenie, byśmy jako naród mogli sprostać tej wielkiej misji dziejowej, jaką nam wyznaczył św. Jan Paweł II”.
Obie wypowiedzi dzieli 21 lat, ale padły – i tu może to być dla państwa spore zaskoczenie – z ust tego samego polityka. A jest nim Jarosław Kaczyński, w 1998 r. walczący o przetrwanie na politycznej scenie po tym, jak jego pierwsza partia, Porozumienie Centrum, wypadła z parlamentu w 1993 r.
To, co mówił wtedy w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, który osobiście przeprowadzali szefowie tygodnika Tomasz Sakiewicz i Piotr Wierzbicki, było prawdą. Radio Maryja zawsze było antyzachodnie i antynatowskie (Polska wstąpiła do Sojuszu Północnoatlantyckiego rok po wywiadzie Kaczyńskiego). I tak, proszę państwa, pierwsze nadajniki o dużym zasięgu stacja miała w Federacji Rosyjskiej, wtedy rządzonej jeszcze przez Borysa Jelcyna, ale – jak zawsze – z byłymi kagebistami w tle.
Natomiast drugi z cytatów pochodzi z listu, jaki Kaczyński wysłał Rydzykowi w 2019 r. z okazji 28. rocznicy powstania radia Maryja.
Ojciec Rydzyk i jego media poglądów nie zmienili – nadal są antyzachodni i antyunijni. Przed referendum akcesyjnym w 2004 r. jawnie agitowali, by głosować przeciw wstąpieniu do europejskiej wspólnoty. Potem wielokrotnie popierali wszelkie antyunijne ruchy, które pojawiały się w Polsce i – szerzej – w Europie. Tu nic się nie zmieniło.
Ewolucja Kaczyńskiego i jego akolitów była długofalowa. Dopóki żył prezydent Lech Kaczyński, nikt z obozu PiS – nowej partii braci – nie odważył się kontestować naszego członkostwa w Unii. Prezydent Kaczyński był zagorzałym zwolennikiem UE, mimo że długo wahał się, czy podpisać traktat lizboński. Był też zagorzałym zwolennikiem trójpodziału władzy i był niechętny ojcu Rydzykowi, który knajackim językiem krytykował jego żonę, gdy ta poparła apel o zachowaniu kompromisu aborcyjnego z 1993 r.
Bez wsparcia Rydzyka i jego mediów nie byłoby jednak ostatnich sukcesów wyborczych środowiska Jarosława Kaczyńskiego. Paradoksalnie, po 22 latach od wywiadu dla „Gazety Polskiej”, drogi Rydzyka i Kaczyńskiego w sprawie Unii Europejskiej w końcu ostatecznie się zeszły.
Sam Kaczyński i jego polityczni koalicjanci grożą wetem unijnego budżetu na lata 2021-27. I grzmią, że nie pozwolimy się zniewalać, będziemy bronić naszej suwerenności do naszej lub Unii śmierci (choć stawiam, że ten pierwszy scenariusz jest znacznie bliższy). Że nie do takiej Unii wstępowaliśmy, więc nie będzie żal nam ją opuszczać. No i że już nie opłaca nam się w tym projekcie uczestniczyć, bo więcej na tym tracimy, niż zyskujemy. I żadne twarde liczby przeczące tej tezie nas nie przekonają.
Wracając do słów Kaczyńskiego z 1998 r., trzeba napisać, że Radio Maryja już swoich głównych nadajników w Rosji nie ma. PiS i jego akolici też ich tam nie mają, choć ich wypowiedzi szczególnie z ostatnich miesięcy brzmią tak, jakby rzeczywiście nadawali z Moskwy.
Zresztą pytanie, które padło 21 lat temu przed zacytowaną powyżej odpowiedzią Kaczyńskiego o dwóch modelach działalności rosyjskiej w Polsce, brzmiało tak: „Powiedział pan kiedyś: »Dzisiaj Łubianka działa na prawicy«”.
Okazuje się, że były to słowa prorocze.
Roman Imielski
Za namową Autora przeczytałam tekst prof. Urbańczyka. Rzeczywiście szokujący bo zbiera dowody szaleństwa, w którym się znaleźliśmy. Szokujący bo pisze to profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i PAN-u, który sam przyznaje, że już Mu się ulewa. Rzadko słyszymy tak dosadne słowa z ust wybitnych przedstawicieli nauki ale widać także oni, podobnie jak młodzież, kobiety, nauczyciele… przestają już owijać w bibułkę. Mamy DOŚĆ! Dołączam do do wołania Profesora „spieprzaj dziadu”!