Tadeusz Kwiatkowski: Rzeczpospolita palcem robiona*

15.12.2020

*Tekst poświęcam pamięci ks. Jędrzeja Kitowicza i nieukończonego dzieła jego żywota

Wielu ludzi w naszej pięknej ojczyźnie żyje w stresie, a to m.in. z powodu wpędzającego w obywatelską depresję poczucia, iż Rzeczpospolita doznaje wielu całkowicie niezawinionych, a podszytych złą wolą krzywd wizerunkowych. Im lepsza sytuacja w kraju, tym bujniej pleni się wroga Polsce propaganda. Jedni szkodzą ojczyźnie z głupoty, jak np. napędzani nieuctwem i poczuciem osobniczej klęski malkontenci, niezdolni w swych rozlicznych ograniczeniach dostrzec mnogich sukcesów, nizanych przez patriotów na nitkę historii, niczym drogocenne perły godne korony Matki Boskiej Królowej Polski. Drudzy plują jadem, gdyż cierpią zamknięci w ciasnych klatkach swych dręczonych skrajnym nihilizmem umysłów – to przypadki kliniczne.

Wreszcie są i tacy, którzy szargają cześć, jaką bezwzględnie winno się okazywać Rzeczpospolitej, oraz jej dumnym i bogobojnym mieszkańcom, z uwagi na prymitywną chęć zysku – ci dopuszczają się wszelkich bezeceństw w zamian za brudne pieniądze, płynące szerokimi kloacznymi strugami z zagranicznych zatrutych źródeł. Najgroźniejszy typ przedstawicieli wrogiej Polsce agendy stanowią rzecz jasna osobnicy łączący wszystkie przywary wymienionych kategorii. To skorumpowani wariaci, pragnący szkodzić zarówno dla mrocznej osobistej satysfakcji, jak i judaszowego zysku, równocześnie zaślepieni destrukcyjnym szaleństwem antypolskiej nienawiści.

Bez względu na pozycję społeczną, wykształcenie i przyrodzone możliwości intelektualne, każdy Polak obowiązany jest dać skuteczny odpór tragicznym defetystom, zwykłym sprzedajnym sabotażystom, tudzież krwiożerczym maniakom, upatrującym spełnienia w szkalowaniu dobrego imienia ojczyzny.

Drodzy Czytelnicy! Rodacy! Obywatele! Nie oszukujmy się, ojczyzna w potrzebie. Stoimy w godzinie ciężkiej próby, która wymaga od nas maksymalnego wysiłku i zdwojonej patriotycznej czujności. W obliczu rozszalałych wrogich Polsce żywiołów musimy okazać jedność, żelazną wolę i, chroń nas Panie ode złego, iście pruską dyscyplinę. Każdy Polak wie doskonale, jak odróżnić białe od bielszego i szarą bylejakość od głębokiej czerni. Koniec z obmierzłym dyktatem z ducha obcej naszemu narodowi tradycji bolesnej superlewatywy! Dziś o Polsce w samych superlatywach!

Kwestia palca

Nim przejdziemy do konkretnych przykładów szlachetnej mowy jedności narodowej, należy się Czytelnikowi kilka wyjaśnień.

Palcem robione, to w tradycji ludowej synonim brakoróbstwa. Oczywiście nasz palec nie ma i nigdy nie miał nic wspólnego z psuciem dobrej roboty. To nie paluch budzący ordynarne skojarzenia z wielkimi palcami u nóg, dodajmy, często nie bardzo czystymi, którymi wszelkiej maści leserzy i obiboki nie raczą nawet w śmierdzących butach kiwnąć, by wspomóc zbożne dzieło ratowania wizerunku ojczyzny. Paluch, to także zaśliniony i w złości ogryziony szpon sieciowego trolla, gmerającego przy klawiaturze w celu taśmowej produkcji najczęściej anonimowych antypaństwowych kalumnii, rzucanych na oślep w cyfrowe trzewia Internetu. Wspierający Polskę palec trzyma się również z dala od wydelikaconych paluszków, takich, co to prawdziwej pracy nie zaznały, za to zdobne lakierowanymi paznokietkami. Wszelkiemu relatywizmowi kulturowemu mówimy zdecydowane: a kysz! Przepadnij maro plugawa!

Palec nasz czysty, zadbany, salonowy, lecz mocny i zaangażowany. Nie z tych on, co to pechowo złamań doznają nawet grzebiąc od strony głębokiego zaplecza, bowiem nasz palec narodowy nie wnika w temat od niewłaściwej strony. Z drugiej zaś, bo przecież zawsze jest jakaś druga strona, ów palec nie prowokuje podróży do Rygi – my z naszym palcem do Rygi nie jeździmy. Narodowa palcówka zawsze raźno ku umiłowanej stolicy Polski zmierza. Palec polski skierowany ku niebiosom, odległym horyzontom świetlanej przyszłości. Odżegnujemy się od palców kozy w nosie liczących, bez sensu opukujących niemalowane, maczanych w cudzej zupie, wreszcie od palców-straceńców w rozpędzone szprychy wpychanych. Polski środkowy palec-patriota zawsze wrogom wygrażający, gotów trafić w źrenice łypiących złym okiem szpiegów; dla poszukujących prawdy – pedagogicznie wskazujący; serdeczny dla przyjaciół. Takim to palcem, dumnym orędownikiem wyniesienia sprawy narodowej ponad wszelkie poziomy, ku pożytkowi wszystkich Polaków spisujemy niniejsze słowa.

Chwal prezydenta swego

Nic tak nie cieszy wrogów Rzeczpospolitej, jak postponowanie najwyższych rangą urzędników państwowych, darzonych w ojczyźnie najwyższym szacunkiem. Oczywistym celem ataków staje się zatem prezydent wszystkich Polaków, Andrzej Duda.

Jak pisać o panu prezydencie w sposób ciepły i inteligentny, unikając przy tym wrażenia służalczego nadskakiwania, czy choćby nachalnej rewerencji skutkującej dyskopatią? To jest możliwe, o ile zaprząc do pracy wiadomy palec. Oto przykłady.

Incydent przy molo

Prezydent Andrzej Duda mknąc z dużą prędkością nowym skuterem minął molo, na którym wypoczywała Angela Merkel. Onieśmielona rykiem silnika i robiącymi ogromne wrażenie rozbryzgami, kanclerz Niemiec usiłowała pokryć zmieszanie prezentacją nowego kostiumu kąpielowego. Międzynarodowi komentatorzy podkreślają, iż prezydent Duda nie zaszczycił kanclerskich wysiłków nawet przelotnym spojrzeniem. Światowe media obiegły zdjęcia Angeli Merkel kryjącej zrozpaczoną twarz w ręczniku. Eksperci do spraw protokołu dyplomatycznego wskazują, że polski prezydent zręcznie wykorzystał nadarzającą się okazję, by narzucić stronie niemieckiej polską narrację. Dominujące w prasie niemieckiej komentarze mówią o celnym ciosie zadanym niemieckiej pewności siebie przez polską dumę. Rzecznik pałacu prezydenckiego zdementował informacje, jakoby doradcy prezydenccy zaaranżowali całą sytuację w celu uzyskania przez polską stronę psychologicznej przewagi przed rozpoczynającymi się w przyszłym tygodni negocjacjami na forum unijnym. Choć prezydent Duda nie weźmie w nich bezpośredniego udziału, to jednak już teraz panuje powszechne w kręgach dyplomatycznych przekonanie o znaczącej roli tzw. incydentu przy molo. Tego typu niuanse potrafią w decydującym momencie przechylić szalę zwycięstwa. Bez wątpienia możemy mówić o dużym sukcesie dyplomatycznym prezydenta Dudy – podkreśla anonimowo jeden z wysoko postawionych polskich dyplomatów akredytowanych w Niemczech.

Szwajcarski gambit

Nie milkną echa wczorajszego oświadczenia kremlowskiego rzecznika. Ponoć w czwartek około godziny 17.00 czasu polskiego, prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zasłabł tuż przed ważnym spotkaniem z delegacją chińską. Do zdarzenia miało dojść w chwilę po tym, jak jeden z doradców prezydenta Putina poinformował go, iż prezydent Polski Andrzej Duda zaliczył niezwykle efektowny zjazd na jednej z najtrudniejszych tras w Davos. Spekulacje na temat przyczyny, dla której Władimir Putin miał tak emocjonalnie zareagować po otrzymaniu wspomnianej informacji przecina rzecznik pałacu prezydenckiego: Faktycznie, mamy już potwierdzone informacje. Kłopotliwa z dyplomatycznego punktu widzenia niedyspozycja prezydenta Putina ma istotny związek z faktem, iż prezydent Duda brawurowo atakował wszystkie muldy. Owszem, pan prezydent doznał lekkiej kontuzji prawego kolana, ale ryzykując i poświęcając zdrowie, zyskał wizerunkowo w perspektywie złożonych i trudnych relacji polsko-rosyjskich. Posiadamy narzędzie zapewniające realny wpływ na politykę Kremla, a to atut nie do przecenienia i za to powinniśmy być panu prezydentowi wdzięczni.

Premier wie, co mówi

Nikt przy zdrowych zmysłach nie może kwestionować szlachetnych intencji premiera Mateusza Morawieckiego, a także wartości codziennej ciężkiej pracy całego kierowanego przezeń gabinetu. Podobnie jak prezydent Duda, rząd i premier są celem nieustających knowań. Poprzez zorganizowane dezinformacyjne kampanie umniejszające lub wręcz kwestionujące osiągnięcia władz, wrogowie polskiej racji stanu usiłują skłócić naród, podważając fundamenty społecznego zaufania jakim cieszy się rząd i cały obóz zjednoczonej prawicy. Jedną z najczęściej stosowanych metod jest szkalowanie premiera poprzez karykaturalne zniekształcanie rzeczywistej treści jego publicznych wypowiedzi. Prawidłowa, zgodna z logiką interpretacja komunikatów rządowych to klucz do zrozumienia zalet długofalowej strategii, wypracowanej i konsekwentnie wdrażanej przez ekipę Mateusza Morawieckiego.

Szumi dokoła las

Psychologiczny wpływ przekazu zawierającego odniesienia do dużych liczb jest stałym elementem polityki rządu. Kiedy premier mówi o pięciuset milionach nowych drzew, to czytelny sygnał dla obywatela:

Myślimy przyszłościowo, a dobroczynny wpływ zdrowej polskiej przyrody stanowi integralną część naszego programu „Twój las”. Drzew wystarczy dla wszystkich. Nikomu nie poskąpimy sosny, świerka, buka. Każda polska rodzina zasługuje na czyste powietrze, śpiew ptaków, przyjemny chłód latem i swojski, krzepiący widok ośnieżonych gałęzi zimą. Lasy to miejsce wypoczynku, rekreacji, ale też ważny sektor gospodarki. Będą lasy, będzie praca. Chcemy zadowolić myśliwych, grzybiarzy, miłośników sportów survivalowych, leśników, polskich przedsiębiorców branży meblarskiej i papierniczej, dzieci pragnące przeżywać na łonie natury przygody bohaterów ulubionych bajek, których fabuły jakże często osadzone są w lesie. Każdy Polak zasługuje na swój kawałek lasu i my zadbamy o realizację waszych narodowych marzeń.

Jest oczywiste, że drzewa odgrywają niepoślednią rolę w cyklu tlenowym i hydrologicznym, ale jako profesjonalista, premier nie może podnosić kwestii pozostających poza percepcyjnym kręgiem powszednich zainteresowań obywateli. Naród trzeba uświadamiać językiem prostym, trafiającym do emocji, dzięki którym możliwe jest budowanie obywatelskiego poczucia bezpieczeństwa.

A zatem, jeśli ktoś godzi w rządowy plan systematycznego zalesiania, to robi coś znacznie gorszego, niż zwykłe kwestionowanie zasadności konkretnych posunięć administracyjnych. Uderza w najczulsze obszary narodowej tożsamości, intymne wspólnotowe przeżycia i związane z nimi nadzieje. Taki ktoś po prostu nie może być prawdziwym Polakiem, gdyż podobne wyrachowane okrucieństwo nie mieści się w najszerzej pojmowanych kulturowych normach charakteryzujących patriotyczną spójność narodowej tkanki.

Rodzinne gniazdo i z piernika chatka

Oto najważniejsze fragmenty dzisiejszego sejmowego wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego.

Dlaczego jest tak, że fenomenalne prospołeczne inicjatywy, jak budowa tysięcy mieszkań powszechnie dostępnych dla polskich rodzin, budzą we wrogach Polski najniższe instynkty? Skąd te eksplozje wściekłości? Odpowiedź nasuwa się sama: to strach. Nasi przeciwnicy, również ci, którzy demokratyczną decyzją części otumanionych kłamliwą propagandą obywateli zasiadają dziś na tej sali, boją się rządowych planów, zwłaszcza zaś tych, nakierowanych na prokreacyjny sukces narodu.

Pytacie z cynicznymi uśmiechami na twarzach: Gdzie jest sto tysięcy mieszkań? Odpowiadam: będą, lecz nie od razu Kraków zbudowano. Nasz ambitny program mieszkaniowy was drażni, napawa lękiem i słusznie. My wiemy, czego obawiacie się najbardziej. Dużo mieszkań, to dużo nowych wdzięcznych państwu obywateli, świadomych, iż to rząd o nich zadbał. Ten sam rząd, który bezpardonowo atakujecie każdego dnia.

Gdzie byliście, kiedy uwikłani w kredytowe pułapki Polacy wyciągali do was błagalnie ręce? Jaką pomoc zaoferowaliście tym wszystkim, którzy liczyli na systemowe wsparcie w walce z zagranicznym kapitałem drenującym portfele polskich obywateli?

Tak, niech się pan śmieje, panie pośle. Przyjdzie czas twardych rozliczeń, kiedy pan i pańscy koledzy będziecie musieli publicznie wyjaśnić swe finansowe powiązania z medialną machiną zagranicznej antypolskiej propagandy. Kto wam płaci za atakowanie rządu i jego inicjatyw na łamach rozmaitych gadzinówek? Dziś się pan śmieje, ale jutro będzie szukał ratunku przed gniewem społecznym, który pan i cała opozycja z takim zaangażowaniem usiłujecie zaszczepić w umysłach Polaków.

Powtarzam, opamiętajcie się! Nie straszcie Polaków Babą-Jagą, czy innymi wiedźmami. Polacy to nie zagubione w lesie dzieci. My nie wabimy obywateli do piernikowych chatek. Budujemy realne mieszkania, w których młodzi znajdą oparcie dla swych rodzinnych pragnień i zawodowych ambicji. To was boli, tego się boicie – społecznego poczucia stabilizacji, bo żerujecie na lękach zwykłych ludzi.

Premier niczego takiego w Sejmie nie powiedział, ale oczywiście mógłby, ponieważ naczelną zasadą rządu polskiego jest mówienie obywatelom całej, również bolesnej prawdy. A prawda jest taka, że opozycja działa na usługach wrogich Polsce sił, zainteresowanych zniszczeniem przyszłości narodu. Sto tysięcy mieszkań oraz gęste lasy to opoka dla armii milionów patriotów, gotowych bronić swej własności, tradycji i historii. Właśnie wokół tej centralnej idei premier Morawiecki pragnie zgromadzić Polaków, a liczby to jedynie metafora jedności, siły i gospodarczych możliwości kraju.

Wicepremier czuwa

Faktem jest, iż w Polsce realizowany jest dosyć nieortodoksyjny model rządzenia. Nie oznacza to jednak, że nieefektywny. Wręcz przeciwnie. Wicepremier Jarosław Kaczyński stanowi swego rodzaju zwornik, zapewniający na co dzień merytoryczne zaplecze, niezbędne dla płynnego przepływu informacji, co z kolei umożliwia właściwą koordynację działań na najwyższych szczeblach władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Tak szerokie kompetencje wicepremiera wynikają przede wszystkim z jego rozległej wiedzy, dotyczącej praktycznej strony funkcjonowania nowoczesnego państwa, popartej wieloletnim doświadczeniem, a także wyjątkowymi osobistymi przymiotami charakteru, wśród których na szczególne wyróżnienie zasługują: dozgonny patriotyzm, zaufanie pokładane we współpracy z fundamentalnie sprzęgniętym ze świeckimi organami władzy świętym Kościołem katolickim, oraz wyjątkowa zdolność głębokiej refleksji w perspektywie historycznej.

Wicepremier Jarosław Kaczyński jest w istocie kimś znacznie więcej, niż tylko członkiem rządu. To wręcz pomnikowy przykład dla wszystkich przywódców, aspirujących do zaszczytnego miana męża stanu i ojca narodu. W głównej mierze to dzięki jego niezłomnej postawie i hartowi ducha Polska zawdzięcza spektakularny sukces lokalny, jak też historycznie bezprecedensowy wzrost międzynarodowego znaczenia.

Niespożyta energia i nieustanna gotowość do ofiarnego służenia interesom narodu sprawia, iż wicepremier Jarosław Kaczyński jest wszędzie, wszystko widzi i słyszy, otaczając cierpliwą troską nawet najskromniejsze potrzeby obywateli. Wytrwale trwa na posterunku, by każda piędź polskiej ziemi traktowana była z najwyższym szacunkiem i gospodarskim zaangażowaniem, a każdy mieszkaniec kraju miał poczucie indywidualnej opieki roztaczanej przez przyjazne praworządne państwo.

Jedynie takie postrzeganie postaci wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego daje właściwą perspektywę dla pełnego zrozumienia obecnej sytuacji państwa polskiego. A jest ona wyjątkowa i z tym muszą się pogodzić zarówno zepchnięci do rozpaczliwej defensywy wrogowie wewnętrzni, jak i zewnętrzni agresorzy, usiłujący narzucić Polakom obcy i historycznie skompromitowany system rzekomo uniwersalnych paneuropejskich wartości.

Polska jest i na zawsze pozostanie ostoją świętej wiary katolickiej przodków, dla której nie ma w Europie żadnej realnej alternatywy. Wicepremier Jarosław Kaczyński już zapisał się złotymi zgłoskami w nowożytnej historii Polski i świata. Jego wielka dziejowa misja wciąż trwa, zaś wskazujący pasterski palec jest drogowskazem, za którym prędzej czy później podąży zagubiona Europa, której przetrwanie i wielkość zależą od uznania światłego przodownictwa Polski i jej dumnego narodu.

Można śmiało powiedzieć, iż cała Polska wpatrzona jest w oblicze wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, stanowiącego dla rodaków patriotycznie świetlisty punkt odniesienia, natomiast Europa i świat spoglądają na Polskę z mieszaniną nadziei i zazdrości, tęsknie oczekując spełnienia wielowiekowych zapowiedzi nastania ery trwałego powszechnego pokoju i dobrobytu.

Piwko!

Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca, to albo czytał niechętnie, np. jako niereformowalny zaprzysięgły wróg wszystkiego, co polskie, lub też, co znacznie bardziej prawdopodobne, jego postrzeganie Polski ulegnie absolutnie pozytywnej, trwałej i diametralnej przemianie.

Jako dziejowa efemeryda, polskość wymyka się racjonalnym próbom ujęcia w karby sztywnych definicji. Z tego faktu wypływają dwa fundamentalne wnioski. Po pierwsze, jedynie przepełnieni słodkim umiłowaniem ojczyzny są w stanie pojąć ogrom wyzwań, jakim nasz kraj musi w nadchodzących latach stawić czoła, by ocalić przed destrukcją chrześcijańskie wartości, stanowiące podwaliny europejskiego porządku. Po drugie, jedynie polski powszechny narodowy konsensus daje nadzieję podtrzymania procesów powrotu Europy do swych mocnych, żywotnych korzeni. Dowodem na to jest bez wątpienia ostatni sukces polityczny, za jaki należy uznać łaskawe poniechanie przez przedstawicieli władz polskich weta wobec zapisów regulujących zasady dystrybucji środków w unijnym budżecie na lata 2021-2027.

Po raz kolejny Polska uratowała Europę. Fajrant. Piwko!

Kraków 15 grudnia 2020

avatar

Tadeusz Kwiatkowski

Pedagog, publicysta

Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com