Agnieszka Wróblewska: Koniec roku11 min czytania

()

18.12.2020

Koniec roku – najlepszy czas na wróżenie. Tym bardziej że pytanie: – co będzie? – zadajemy sobie teraz częściej niż w t.zw. normalnych czasach. Tylko że… kiedy u nas były normalne czasy? A jeśli – to jak długo udawało się zachować je w normalności?

Co do wróżb, to w historii mojej rodziny zapisała się towarzysko-wróżbiarska tradycja. Przez wiele lat, przy okazji imienin mojego męża Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego, urządzaliśmy andrzejki, na których przyjaciele domu mieli za zadanie, poza jedzeniem i swawolą, napisać co się, ich zdaniem wydarzy za rok i po ile będzie „chodził” dolar. Karteczki chowaliśmy a na kolejnych „andrzejkach” wróżby były odczytane. Autor prognozy, która okazywała się najbliższa prawdy miał swoją frajdę. Parę razy najtrafniej kurs dolara wycenił Ernest Skalski, nasz przyjaciel, znany dobrze czytelnikom SO.

Trzymam ciągle teczki z tamtymi prognozami. Dla historyka nie miałyby wartości, nie ma w nich niczego odkrywczego, są jakimś zapisem tamtych nastrojów i tamtych oczekiwań.

*

Takimi różnymi hasłami zwykle obklejone były ściany naszego mieszkania na andrzejkach

Jesień 1980 roku – w kraju wrze. Andrzejkowe wróżby krążą wokół jednego pytania – wejdą czy nie wejdą?

Humor bywa wisielczy, ale towarzystwo się nie poddaje.

Daniel Passent pisze swoją wróżbę cyrylicą list do gospodarza – Daragoj Andriej Christof! Kak dieła? U nas niczewo, chleb jest, wodka toże, czitajem „Prawdu”. Z każdom godom nowyje uspiechy demokracji. Żełajem wam mnogich udacz na socjalisticzeskom puti. Swierdłowskaja Obłast

– „W obłasti warszawskaja wojewodą będzie Polak wychowany na Gosudarstviennom Uniwersitetie w Ałma Ata” – pisał w podobnej tonacji Darek Fikus – zajmować się będziemy zamiataniem czystego bardzo miasta i handlem cebulą. Produkcja aluminium przegoni normy NRF. Wosku na wróżby andrzejkowe nie będzie, zresztą woda jedzie fenolem.

Ernest Skalski bardziej poważnie: – zmieni się język propagandy, „Solidarność” będzie spychana, ale polityką małych kroków, żeby nie warto jej było podejmować strajku generalnego.

Mieczysław F. Rakowski: – grozi nam głód i rozruchy na tym tle. Skończy się interwencją, Zachód nie da ani grosza.

Sprawa zasadnicza – wejdą – nie wejdą (dla przypomnienia młodszym – chodziło o interwencję „bratniej pomocy”)

– Z całą pewnością – wejdą – Jerzy Urban

–Z całą pewnością – nie wejdą – Jacek Maziarski

Co do szans na utrzymanie demokratyzacji w Polsce nikt nie dawał szans powyżej 10 procent.

*

1981 rok – Ostatnie andrzejki przed stanem wojennym.

W kalendarzyku zapisałam, że cała w boleściach po jakimś zatruciu szykuje coś na wieczór. Nie wiem co to było – starsi pamiętają jak zdobywaliśmy wtedy jedzenie – na święta czy imieniny gromadziło się zapasy wiele dni wcześniej, a i tak cudów na stole nie można było oczekiwać.

Uwijaliśmy się z AKW sami. W kalendarzyku mam zapisane – „Tomek wpada i wypada, Joasia też na przepustce”. Obydwoje siedzieli murem na swoich wydziałach na UW, dla nich nie był ważny nasz andrzejkowy bal.

Ważny był dla Dana Fishera, brytyjskiego korespondenta w Warszawie i naszego przyjaciela. Pisał potem w swojej korespondencji do Londynu, że był „andrzejkowym” gościem w naszym domu, że goście przychodzili z kartkami, które miały udawać prawdziwe kartki żywnościowe. I chociaż humory dopisywały, widać było jak grupkami ludzie sadowią się po pokojach, żeby serio pogadać, co ich czeka.

Niektórzy goście wypisywali elaboraty z prognozami na przyszłość. Raczej ponure, ale był też optymizm – „wyłoni się jakiś rząd o linii centrowej, który milcząco będzie uznawać obie główne siły” – to Jacek Maziarski. I dalej – „Za rok będzie już jasne, że partia musi się dostosować do pluralistycznego modelu, albo stanie się klubem byłych aparatczyków. Niewykluczone, że na andrzejki 1982 pojawią się wędliny”.

– Nie wiem i wolę o tym nie myśleć – napisał Jerzy Urban, wtedy jeszcze nasz gość i przyjaciel.

Wędliny długo się jeszcze nie pojawiały, za to 13 grudnia obudził nas głuchy telefon.

Życie zamarło, ożyły starodawne obyczaje – wizyty na herbatki. Gazety zamknięte, koleżeństwo czasowo bez pracy, a my oboje z mężem bez pracy na stałe – on sam uznał, że nie ma sensu pracować dalej w „Polityce” i przekonywać czytelników, że tak musi być, jak jest. Ja nie zdałam egzaminu przed komisyjną weryfikację dziennikarzy, zarzucono mi, m.in., udział w „rewizjonistycznych” władzach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Nastał czas przymusowego urlopu, był mróz, więc jeździliśmy na łyżwach. Po południu schodzili się znajomi na herbatkę i plotki – właściwie bardzo przyjemnie jak w mieszczańskich domach z minionego wieku.

Na herbatki wpadali do nas też znajomi korespondenci zagraniczni. Dla nich te wizyty to była część pracy. Polska znalazła się wtedy na wszystkich czołówkach światowych gazet, a mój mąż porzucił właśnie pracę w redakcji głównego tygodnika politycznego, nadawał się na rozmówcę. Owocem tych spotkań były późniejsze losy naszej rodziny. Prominentny korespondent amerykańskiego New York Timesa załatwił swoimi kanałami stypendium uniwersyteckie dla mojego męża z zaproszeniem dla całej rodziny. Władza okazała łagodność i wydała paszporty.

Wyjechaliśmy na rok razem ze swoimi studenckimi dziećmi. A kiedy wróciliśmy – sami, bez młodych, i zwołaliśmy starych przyjaciół na listopadowe andrzejki, goście, którzy zwykle trzymali się razem rozdzielili się według klucza, którego nie zdążyliśmy wtedy poznać. Biegaliśmy z kanapkami od pokoju do pokoju przekonani, że czas zagoi rany…

W kolejnych latach osiemdziesiątych wróżby gości były ponure i monotonne – jest ponuro, a będzie jeszcze śmieszniej – ktoś napisał. Spekulowano jak długo MF Rakowski zostanie jeszcze premierem i że ogólnie żadnych zmian a będzie coraz gorzej. Było trochę zabawy pod koniec tej dekady, kiedy władza w swojej bezsilności wprowadziła kartki na buty i alkohol. Wobec tego myśmy też rozdali andrzejkowym gościom stosowne kupony. No i był temat do żartów.

*

Po roku 90 nowa era – i my, naród, wchodzimy na nową drogę życia.

Rośliśmy w siłę i żyliśmy dostatnio – nie za sprawą Gierka i dalece nie wszyscy. Kapitalizm i wolny rynek otwierał szanse na rozwój kraju i aspiracje obywateli. Były sukcesy, więc władza przymykała oko na rosnące nierówności.

Ale konflikt na tle niesprawiedliwości społecznej będzie narastał. Bieda nie znikała, przemysł realnego socjalizmu skapitulował, nowe miejsca rodziły się w bólach. Rosły nierówności – długo nie mieliśmy pojęcia kto i jak potem to wykorzysta…

Środowisko naszych znajomych, głównie dziennikarskie, na ogół znalazło sobie miejsce w nowej rzeczywistości lat 90. Wielu z nich wykorzystało rynkowe szanse i podjęło inne zajęcia, niekoniecznie posady i rzadko państwowe. W nowo powstałych redakcjach niektórzy koledzy znaleźli nowe miejsce i lepsze zarobki. Ruszyła wymiana mieszkań na lepsze niż dotychczas, wakacje zagraniczne, na które nie trzeba było już żebrać o przydział paru dolarów na głowę.

Świat chwalił polskie sukcesy na drodze polskiego rozwoju.

A na andrzejkach, jak dawniej – także po 90. roku pesymizm wydzierał z większości kartek zapisanych wróżbami:

  • – w banku pusto, zablokują nam konta – powtarza się w wielu prognozach naszych gości.
  • – kryzys się pogłębi, szkoły pozamykane, ludzie na ulicach
  • – Polskę wyrzucą z europejskiej wspólnoty, zrobią z nas zaścianek
  • – ceny jak na zachodzie, głód jak na wschodzie
  • – stoimy w kolejce po rąbankę
  • – na andrzejkach rozdawać będą kartki do spowiedzi
  • – Wałęsa w obozie pracy, Urban premierem

Były to śmichy-chichy, ale jak wiemy historia toczy się wg. swojego scenariusza. Obóz niezadowolonych z władzy, w której się nie znaleźli, nie ma zamiaru się poddać. Korzysta z kłopotów gospodarczych po upadku kraju, z niespełnionych nadziei i własnych ambicji – rusza do ataku. Nie zawsze z optymizmem na ustach maszerowaliśmy w nową rzeczywistość. Na andrzejkach w 1991 Marek Nowicki napisał – wzdychamy do Balcerowicza. A Krzysztof Bobiński: – sejm się kłóci a naród obojętnieje.

Na świecie Polskę chwalono, nasi goście żyli dostatniej, ale w kraju kłopoty narastały razem z nierównościami. Po pierwszej wygranej PiS–u pesymizm naszych gości zawładnął humorem:

  • – mord polityczny wstrząśnie narodem
  • – kapelan obowiązkowy w każdej jednostce budżetowej
  • – na andrzejkach obowiązkowy ksiądz

Z przepowiedni pisanych na andrzejkach w 1992 roku wybieram najbardziej typowe – pesymistyczne:

  • – ja znowu na posterunku – podpisano: Berman
  • – mord polityczny wstrząśnie krajem
  • – kapelan w każdej jednostce budżetowej
  • – przedsiębiorstwa państwowe padają
  • – KPN wygrywa wybory
  • – katastrofa budżetowa prawdopodobna

Ktoś napisał proroczo – podpis nieczytelny – nas nie będzie, a Jarosław Kaczyński będzie jeszcze na scenie politycznej

Było też optymistycznie:

  • – społeczeństwo przestanie narzekać na gospodarkę
  • – spadnie przestępczość
  • – powolny postęp gospodarczy

Ale rok później, w 1993 roku, nie pamiętam już dlaczego, pod hasłem – nowe wraca wydrukowaliśmy na andrzejki kartki zaopatrzeniowe na alkohol i zagrychę.

Ponieważ każdy lubi wiedzieć – co z nim będzie, w którymś roku, u schyłku wieków, zaprosiliśmy na andrzejki profesjonalną wróżkę. Obawialiśmy się, że goście to potraktują jak żart i wróżka posiedzi w pustym pokoju. A tu proszę – kolejka wiła się, jak po mięso w PRL–u i wcale nie głównie kobiety cierpliwie czekały.

*

Niewątpliwą i wyjątkową atrakcją naszych dorocznych imprez była – akurat w czasie andrzejkowego wieczoru, słynna debata Jarosława Kaczyńskiego, ówczesnego premiera z Donaldem Tuskiem, wtedy liderem opozycji w 2007 roku.

Ustawiliśmy ekran telewizora w widocznym miejscu, część towarzystwa skupiła się obok, inni demonstrowali obojętność i wybrali rozmowy na boku. Był to czas kolejnych, a właściwie niezmiennych podziałów politycznych, także w gronie naszych gości.

Panowie na ekranie znali się od lat, ale tu utrzymywali formę – „pan”. Widownia na ekranie – ci, którzy towarzyszyli na żywo debacie telewizyjnej, wyraźnie sprzyjali Tuskowi i jego gorąco oklaskiwali. Kaczyński, wtedy przy władzy, znalazł się na cenzurowanym, a Tusk brylował. Kaczyński mówił o tym, jak budują szybki rozwój połączony z troską o zaniedbanych przez liberalne rządy. A Tusk – że w trakcie rządów PiS w ciągu dwóch lat wyjechało z kraju 2 miliony rodaków, „bo zawsze ludzie będą uciekać od socjalizmu do liberalizmu”. Przy wymianie zdań na temat sprawiedliwości społecznej Tusk wypomniał Kaczyńskiemu, że sprawiedliwość jest dla nich mniej ważna niż siła, bo górnikom z kilofami ustąpił a protestujące pielęgniarki kazał rozpędzić.

Ale najbardziej widzowie zapamiętali końcówkę tej debaty – Tusk zapytał Kaczyńskiego o ceny ziemniaków i kurczaków i okazało się, że premier rządu nie ma pojęcia, bo nigdy nie robi zakupów.

Dla przypomnienia – wkrótce potem PiS przechodzi do opozycji.

*

W jakiejś andrzejkowej prognozie ktoś ogłosił rewelację – społeczeństwo przestanie narzekać na gospodarkę.

Bo faktycznie trudno w prognozach, jakie zachowałam, znaleźć optymizm. Żartem czy serio, lepiej przewidywać, że idzie ku gorszemu.

Z nawyku nadal zbieram niektóre prognozy wygłaszane przez znajomych, a także artykuły i wywiady o tym – co będzie. Po jakimś czasie ciekawie do tego zajrzeć. Optymizmem tryskają tylko rządowe programy. W komentarzach, analizach zwykle pesymizm wygrywa z dobrą nowiną. W prywatnych rozmowach jest podobnie. Jeśliby chociaż parę procent spełniło się z tego, co się zwykło u nas przewidywać przy okazji towarzyskich pogwarek, to świat, Polska i ludzie tutaj żyliby na jeszcze gorszej planecie niż żyjemy. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej – taka dewiza przyświecała niemal wszystkim pogwarkom towarzyskim w okresie ustrojowego przełomu.

W 1992 roku zanotowałam, że mój mąż, człowiek pogodnego usposobienia, podpisał mi się pod prognozą, że nawet po dziesięciu latach młodzi ludzie w Polsce nie będą mieli szans brać kredytów na mieszkanie. Prawda, nie jest z tym różowo, ale jakaś polityka kredytowa działa.

Moja przyjaciółka w 2017 roku była pewna, że w ramach swoich partyjnych rozliczeń, PiS odbierze jej, a przynajmniej obniży, emeryturę. Kiedy okazało się, że strachy na lachy, mówiła, że coś tam odwołali. To „coś tam” wolimy, na wszelki wypadek, przewidywać ponuro.

Tej jesieni mój syn przewiduje, że za pięć lat, z obecnie istniejących partii zostaną tylko dwie – Konfederacja i Razem. Wynikałoby z tego, że cały wielki środek społeczeństwa, będzie miał do dyspozycji głos na ulicznych manifestacjach.

Optymizmem napawa nas zwykle aktualnie panująca władza. W 2016 roku premier Morawiecki zapowiadał, że niedługo Polska dogoni w zarobkach Europę. Autorzy o lewicowych poglądach wieścili nadchodzą ludową rewolucję. Nastąpiła pandemia, jakiej żaden pesymista nie namalował.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. PK 21.12.2020