Ożeniony ze szlachcianką (17)

26.12.2020

Daniel Marzyński zaadoptował mnie w roku 1948, gdy miałem 11 lat. Po nazwisku Kuszner i imieniu mojego ojca Bolka nie pozostał ślad w nowym akcie urodzenia. Nazwisko Marzyński brzmiało ładnie po polsku. Powojenni Żydzi polscy mieli obsesję „dobrego” nazwiska i wyglądu. Dowcip z tych czasów: „Czy ja wyglądam jak Żyd?”

„Nie, pan wygląda jak Czech… jak czech Żydów”.

Tak wyglądała moja nowa rodzina Marzyńskich: po prawej najmłodszy brat Daniela, Icchak, który w nowym ustroju nazwał się Ignacy. Przedwojenny polski komunista, uchodźca polityczny w Belgii, po wojnie, w mundurze podporucznika Ludowego Wojska Polskiego — zastępca pełnomocnika rządu do zagospodarowania Warmii i Mazur w Olsztynie.

Zagospodarowanie zaczął od siebie. Miejscowy sekretarz partii dał mu skierowanie do prezesa żydowskiej spółdzielni: Towarzyszu Grynberg, proszę o obsłużenie towarzysza Marzyńskiego po linii krawieckiej. Szycie pierwszego garnituru nadzorowała jego sekretarka, Krystyna Szymańska, (na zdjęciu po lewej), która stała się panią Marzyńską i matką ich dwóch córek; pierwsza,   Małgosia,  kolejna polsko- żydowska mieszanka w rodzinie, spoczywa na kolanach moich rodziców, Daneczka i Broneczki. Zostanie radczynią  prawną, Ewa  urodzi się za kilka lat i będzie  prof.zw. dr. hab. biochemii.

Ich ojciec Ignacy Marzyński był wujkiem z poczuciem humoru. W przeciwieństwie do nerwowego wujka Szymona, brata matki, który kiedyś dał mi po pysku za wypicie przeznaczonej dla niego szklanki mleka, witał mnie partyjnym pozdrowieniem: – Co nowego u naszej postępowej młodzieży?

Marzyńscy pochodzili z Pabianic, gdzie na Kilińskiego 3 ojciec Daniela miał sklep z zabawkami. Na każdej zabawce zapisane były szyfrem trzy ceny: jedna dla Żydów, druga dla nieżydowskich znajomych, trzecia dla wszystkich innych klientów. Brat Icchak nie lubił kapitalizmu, nazywając pracującego w sklepie Daniela: „Pinkus spekulant”.

Ojciec Daniela i jego młodszy brat Aleks zostali zamordowani w pabianickim getcie.

Najstarszy brat, nazwany po dziadku Raphael Marzynski, był pierwszym w rodzinie komunistą. W 1935 roku wyemigrował do Palestyny, skąd wysiedlony przez Anglików za działalność komunistyczną, znalazł się ze swoją pochodząca z Opatowa, żoną Sarah — we Francji. Tam urodził się im syn Armand.

Pabianicka babcia Marzyńska nazywała się Szprynca z domu Szwarcpelc; pod takim nazwiskiem ukryć się nie dało. Umarła w roku 1927 w Berlinie, dokąd zaproszona przez niemiecką rodzinę Marzyńskich wyjechała na operację serca. Mam jej akt zgonu:

Długo po śmierci Daneczka znalazłem się w Berlinie, na zdjęciach do filmu „Żyd wśród Niemców”. Odwiedziłem tam cmentarz żydowski Weissensee i pod numerem 74-667, znalazłem zdewastowany grób Szpryncy Szwarcpelc -Marzyńskiej.

Dalsza historia rodziny Marzyńskich była mi nieznana do czasu, gdy w naszym domu w Bostonie, pojawił się dr Morris, lekarz — pediatra z Los Angeles i pokazał nam zdjęcia rodu Marzyńskich, do którego należał. Tak wyglądali patriarcha rodu Raphael Marzynski (1811-1895) i jego żona Suessla (1822 -1899). W tych latach żyli mojej szlachcianki Grażyny, polscy pradziadkowie: Bartłomiej i Ewelina Jankowscy.

Nie wiem, w jaki sposób Marzyńscy znaleźli się w Berlinie, czy dotarli z Polski, zostawiając tam jednego z synów? Raphael, który był krawcem, po dorobieniu się umożliwił swoim synom założenie znanego w Berlinie sklepu z ubraniami męskimi. To oni zaprosili moją babcię Marzyńską do Berlina, na leczenie serca. Mam zdjęcie jednego z tych braci, Heimana Marzynskiego (1864-1938) ożenionego z Minną (1865-1939).

Ucieczka Marzyńskich przed Hitlerem, z Berlina do Anglii, musiała mieć miejsce w latach 1935-1937. Wnukowie:

Sigbert i George Marcy, (zmienione z Marcynski, bo tak się to nazwisko wymawiało w Niemczech) — mieli sklep z ubraniami w Londynie.

Emigrująca po wojnie do Ameryki część rodziny, zmieniła nazwisko Marcy na Morris, które nosił nasz gość w Bostonie, daleki, kalifornijski kuzyn Marzyński.

Nie mając pojęcia o istnieniu swoich angielskich i amerykańskich kuzynów, mój ojczym Daniel Marzyński po zbudowaniu domków fińskich na Jazdowie w roku 1948 dostał nowe zadanie partyjne: na gruzach zniszczonej ulicy Marszałkowskiej, zbudować MDM (Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa).

Drugi z lewej, z teczką, towarzysz dyrektor Daniel Marzyński, pokazuje budowę MDM prezydentowi Warszawy, Stanisławowi Tołwińskiemu (pierwszy z prawej):

Daneczek zabierał mnie na obchód swojej budowy każdej niedzieli, skrupulatnie zapisując wszystkie zauważone niedoróbki, a potem w domu zaczynał niedzielne rozmowy telefoniczne z podległymi mu pracownikami, donośnym głosem krytykując ich za te niedoróbki. Znany ze swojej stanowczości otrzymał po pewnym czasie przydomek „MDM: Mamy Dość Marzyńskiego”. Doczekał jednak oddania do użytku Placu Konstytucji. Noc poprzedzającą Święto Odrodzenia 22 lipca 1950, Daneczek, Broneczka i ja razem z innymi pracownikami i ich rodzinami, zaopatrzeni w miotły, spędziliśmy na sprzątaniu Placu Konstytucji przed przybyciem na przecięcie wstęgi honorowej towarzysza prezydenta Bieruta,

Znacznie niższą pozycję zajmował zakochany po uszy w mojej matce, towarzysz Marzyński — w naszym powojennym domu. Nie wychodziło mu wychowywanie uwielbianego przez matkę, niesfornego Marysia.

Gdy za złe zachowanie zamknął mnie kiedyś w niewentylowanym klozecie, który miał służyć jako areszt domowy, Broneczka, otwierając drzwi, powiedziała: – Dosyć już przeżył w czasie wojny.

Broneczce nie podobały się również metody pedagogiczne mojej szkoły. Byłem błaznem klasowym, flirtującym z dziewczynkami.

Gdy któregoś dnia, matka Ani Augustyńskiej zobaczyła nas podszczypujących się w drodze ze szkoły, zawiadomiła o tym kierowniczkę Gertrudę Płażewską, która następnego dnia kazała mi pójść po matkę. – Za wychowanie dzieci w socjalizmie, odpowiedzialna jest szkoła, powiedziała Broneczka, w domu Maryś jest idealnym dzieckiem.

Pod tytułem „Marzenie”, napisałem w roku 1949 opowiadanie, które było obrazem myśli 12-letniego chłopca, wyzwalającego się z koszmaru wojny, zafascynowanego ideami socjalizmu. Na cześć mojej ulubionej postaci z „W pustyni i w puszczy”, bohater „Marzenia” nazywał się Jacek Tarkowski.

Jacek Tarkowski pochodził z rodziny robotniczej. Był uczniem 7. klasy szkoły ogólnokształcącej w Warszawie. W domu słyszał opowiadania ojca o tym, jak państwo ludowe opiekuje się ludźmi pracy, jak dba o ich interesy.

Ojciec Jacka – murarz, pracował przy budowie Domu Słowa Polskiego w Warszawie. Jacek był dumny ze swego ojca. Obserwacja życia i przemian w kraju i stale zwiększająca się praca organizacji zetempowskiej, wzbudzały w chłopcu chęć do pracy, do walki.

– Coś w tym chłopaku siedzi, mówiła matka do ojca, składki na PCK – on, gazetka klasowa – on, wiesz, Władek, mamy jedynaka, ale nam się udał, co? …

Nieraz chodził na budowę przyglądać się ojcu. Widział go na rusztowaniu jak wymachiwał kielnią. ” Tylko prędzej, prędzej”, myślał Jacek i miał rację, bo ojciec był przodownikiem pracy wyrabiającym 250% normy i jako jeden z pierwszych otrzymał mieszkanie na Rynku Mariensztackim, które składało się z dwóch pokoi, kuchni, łazienki i korytarza. Okna wychodziły na rynek.

– To jest prawdziwa nasza zdobycz, mówiła matka, a potakiwał jej ojciec: – To jest zdobycz klasy robotniczej.…

Wakacje już się kończyły, za parę dni miał się rozpocząć rok szkolny. Stasiek i Mietek już przyjechali z kolonii letnich.

– Było naprawdę „w dechę”, opowiadali, dostaliśmy łóżka w pięknym domu, dawnym pałacu jakiegoś obszarnika, a potem były wycieczki, a w czasie deszczu nie nudziło się nam, bo mieliśmy kółka literackie, krajoznawcze, organizowaliśmy pogadanki na tematy aktualne. – Za moich czasów, synu, nigdy nie mógłbym wyjechać na kolonie, mówił ojciec.

Roma Lichocka, moja rówieśnica, która przeżyła getto krakowskie, pisze o tej fascynacji, w swojej książce „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”:

Komunizm jest prosty i zrozumiały. Zachwyca mnie, bo jest w nim miejsce dla każdego. Również i dla mnie, pomimo moich ciemnych oczu! Również i dla mnie — małej Żydówki. Jest tak jakby nagle do mojego życia przedostał się promień słońca. Do naszej szkoły przychodzą nowe, wesołe nauczycielki. Śpiewają z nami, opowiadają nam o wspaniałej przyszłości, w której będzie zawsze świeciło słonce, a my wszyscy będziemy bogaci i szczęśliwi. Mam warkocze, białą koszulę, granatową, plisowaną spódniczkę, białe podkolanówki i czerwoną chustę na szyi. Jestem dumna. Należę do trojki wybranych dzieci, które podczas manifestacji maszerują w pierwszym rzędzie. Ja mam bębenek, druga dziewczynka ma trąbkę, a trzecia czerwony sztandar.

Dcn

Załączam niżej mój film „A Jew Among Germans” nakręcony w Berlinie.

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Więcej w Wikipedii

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Ożeniony ze szlachcianką (27)

22.02.2021 Car Rosji przedstawiał się jako Najjaśniejszy, Wszechmogący, Umiłowany, Wielkorządca Absolutny Całej Rosji. Na jego rozkaz zesłano na Syberię pradziadków Grażyny po Powstaniu Styczniowym 1863-1864.…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (26)

17.02.2021 Opuszczając Stołpce, miasto rodzinne Kusznerów, rodziny mojego ojca, oglądamy z Rywką przywiezione przez nią z Izraela zdjęcia jej matki, sióstr i kuzynek – nad Niemnem. Rywka, najmłodsza,…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (25)

13.02.2021 Mieczysław Starkiewicz był bratem ciotecznym Zofii Jankowskiej, matki Grażyny. Oboje urodzeni na zesłaniu w Czelabińsku, wrócili do Wilna w roku 1921. Mieczysław miał siostrę Jadwigę…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (24)

08.02.2021 Nechama Kuszner i jej mąż Abram Kantorowicz, rodzice Rywki, siostrzenicy mojego ojca Bolka, mieli w Stołpcach, miasteczku na przedwojennej granicy polsko-rosyjskiej, duży dom –…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (23)

05.02.2021 Na zdjęciu poniżej babcia Grażyny, szlachcianka Aniela Karpowiczówna, która po Powstaniu Styczniowym, w roku 1865 zesłana była z rodzicami do Czelabińska, gdzie wyszła za mąż za szlachcica z Litwy, Klemensa…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (22)

Tak wyglądało w latach dwudziestych polsko – żydowskie miasteczko Stołpce, położone na przedwojennej wschodniej granicy. Stąd pochodzili Kusznerowie, rodzina mojego ojca. Ze Stołpców przeniósł się do Łęczycy jego…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (21)

22.01.2021 Droga Grażyno, na mojej ścianie wisi portret Konstantego Jankowskiego, brata naszych pradziadów Bartłomieja i Napoleona. Nie dawało mi spokoju, że poza tym, że jego żona nazywała się…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (20)

16.01.2021 Stołpce nad Niemnem, miasto w dawniej guberni mińskiej, po pierwszej wojnie światowej włączone do Polski, dziś Białoruś, jest w naszej rodzinnej legendzie. Było to miasto, z którego pochodziła rodzina…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (19)

06.01.2021 Pradziadek Grażyny, Bartłomiej Jankowski, szlachcic herbu „Ogończyk”, urodzony w roku 1814 w powiecie bobrujskim, guberni mińskiej, pułkownik armii carskiej, pozbawiony majątku i zesłany po Powstaniu…
Czytaj dalej

Ożeniony ze szlachcianką (18)

31.12.2020 Jednoroczna Grazyna, szlachcianka herbu „Ogończyk”, na zdjęciu ze swoim ojcem Alfredem, synem carskiego leśnika Witalisa, wnukiem carskiego pułkownika Bartłomieja. Alfred ożenił się w roku…
Czytaj dalej
Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com