Zbigniew Szczypiński: Bellum omnium contra omnes

15.01.2021

Przywołana powyżej myśl Thomasa Hobbesa zaczyna się spełniać we współczesnym świecie. Wojna w Stanach Zjednoczonych AP może być „gorąca”, 50 milionów Amerykanów spośród tych 74, jakie głosowały na Donalda Trumpa nadal wierzy, że wybory zostały sfałszowane i Trump nadal jest ich prezydentem.

Photo by Ronile on Pixabay

W realiach amerykańskich to nie są przelewki, to jest 50 milionów ludzi uzbrojonych, często w broń automatyczną. To dlatego stolica kraju – Waszyngton wygląda jak miasto w stanie oblężenia, to dlatego prezydent-elekt do Waszyngtonu nie pojedzie jak planowano pociągiem a innym środkiem komunikacji. Czy to znaczy, że pociąg mógłby zostać wysadzony przez jego przeciwników albo zablokowany, a prezydent-elekt porwany? To naprawdę pachnie wojną.

Jak będzie — zobaczymy, już niedługo.

Zostawmy Stany Zjednoczone, jesteśmy w Polsce gdzie też pachnie wojną wszystkich przeciwko wszystkim. Podhale, tradycyjny matecznik PiS-u, idzie na wojnę z rządem PiS-u i zapowiada, że od poniedziałku masowo otwierać się będą bary, restauracje, hotele i pensjonaty, a interwencje policji będą ignorowane, jako że zakazy prowadzenia biznesu zostały wprowadzone rozporządzeniem, a nie ustawą.

To akurat prawda, rząd nie przyjął ustawy o stanie nadzwyczajnym, bo wtedy byłyby trudności z przeprowadzenie wyborów prezydenckich a bez „swojego” prezydenta Jarosław Kaczyński straciłby zdolność rządzenia. Ustawa o stanie nadzwyczajnym dawałaby też przedsiębiorcom prawo do ubiegania się o odszkodowanie za ponoszone straty, również za utracone zyski.

I tak źle, i tak niedobrze.

Masowe nieposłuszeństwo zrozpaczonych przedsiębiorców, stojących na skraju bankructwa, to większy problem dla rządzących niż Strajk Kobiet i demonstracje na ulicach polskich miast. Tam motywy protestu były „miękkie”; motywy protestu przedsiębiorców są „twarde”. Twardy też będzie opór tych zdesperowanych ludzi.

Wszystko to dzieje się w kraju, w którym mamy chaos decyzyjny, nagłe zmiany nakazów i zakazów ogłaszanych przez jeden ośrodek władzy a zmienianych przez inny ośrodek – patrz wolty w sprawie stoków narciarskich. Nie służą też rządzącym zachowania ich ważnych reprezentantów w nieprzestrzeganiu obowiązującego prawa. Obowiązującego wszystkich — ale nie ministrów, patrz mała, ale symboliczna sprawa pani minister Emilewicz i jej fajnych synów, uprawiających narciarstwo zjazdowe wtedy, gdy stoki były zamknięte. Drobiazg; ale znaczący.

Główny front w prawdziwej wojnie, na jakiej jesteśmy od blisko już roku, to front walki z wirusem. Działania rządu są klinicznym przykładem złego zarządzania sytuacją kryzysową. Od samego początku, jeszcze w czasie rządów ministra Szumowskiego otrzymywaliśmy sprzeczne dyrektywy, minister Szumowski (kto go jeszcze pamięta) mówił najpierw, że noszenie maseczek jest bez sensu, a potem zakupił przywiezione największym samolotem transportowym, jaki jest na świecie… bezużyteczne, bo bez wymaganych atestów, maseczki z Chin. To ten sam minister, który kupował sprzęt medyczny od znajomego instruktora narciarstwa a respiratory od handlarza broni. Dziś nie ma respiratorów i nie ma pieniędzy.

To są wszystko stare sprawy; stare, ale nierozliczne a to zawsze daje złe skutki.

Gdy obserwować pracę obecnej ekipy — uderza jej niska kompetencja do rządzenia. Słuchając tych wszystkich wiceministrów od Ziobry wiem jedno – to, bardzo delikatnie się wyrażając, nie są właściwi ludzie na tych pozycjach. To musi zakończyć się katastrofą. Tak bywa, ale teraz katastrofa oznacza utratę życia i zdrowia tysięcy ludzi, a wtedy to nie są zwykłe pomyłki w doborze ludzi na ważne stanowiska.

Znamy tych ludzi z imienia i nazwiska; nie są one jednak ważne. Pojawią się zapewne w stosownych aktach oskarżenia, ale pamiętać ich nie warto. Ważne są nazwiska prawdziwych decydentów: prezesa wszystkich prezesów, obecnie wiceministra w rządzie Mateusza Morawieckiego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, oraz ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. To tam jest władza, to tam podejmowane są kluczowe decyzje realizowane gorliwie przez chłoptysi bez kompetencji i bez kwalifikacji, ale za to zdeterminowanych do natychmiastowego robienia wszystkiego tego, co władza sobie zażyczy; a nawet więcej.

To, że będzie kolaps, że będzie katastrofa — wiedzą oni wszyscy. Pytanie tylko: kiedy; i to jest najważniejsze pytanie. Czy zdążymy się jeszcze obłowić w te frukta, którymi rządzi władza? Czy dla nas starczy?

Tyle na poziomie państwa. A co po stronie społeczeństwa?

Bunt przedsiębiorców, drobnych, bo drobnych, ale za to jest ich dużo, to jedno. Pytanie następne to pytanie, czy przyjdą klienci do otwartych wbrew zakazom barów i restauracji, czy przyjadą goście do otwieranych hoteli i pensjonatów. Jak zachowają się Polacy, co przeważy, lęk przed rozszerzaniem zarazy czy też beztroska, biorąca się z przekonania, to inni umierają, ja żyję.

Uruchamiając socjologiczną wyobraźnię powiem krótko – Polacy, jak zawsze, wykażą się bohaterstwem w walce z niewidocznym wrogiem i go zignorują. Taka postawa, plus trzecia fala pandemii, jaką widzimy w Anglii czy nawet Niemczech, to zapowiedź klęski o skutkach trudnych do wyobrażenia.

Ale może tylko tak kraczę, zobaczymy.

Od dzisiaj, od północy ruszyła akcja rejestracyjna grupy pierwszej, seniorów powyżej 80 roku życia, a za parę dni tych mających więcej niż 70 lat. To dobry sprawdzian sprawności służb państwa. Jak na razie jest tak jak można było przewidywać – nic nie działa. W internecie możemy obejrzeć starszych ludzi stojących pod swoimi przychodniami od bardzo wczesnych godzin rannych w nadziei, że zostaną zapisani jako ci, którzy chcą się zaszczepić. Możliwość takiej operacji przez internet to dla nich, na ogół, za trudne, a przez telefon niemożliwe, bo czas oczekiwania, to kilka godzin na zgłoszenie się osoby zatrudnionej do rejestracji klientów.

Paradoksalnie tak jak kilka miesięcy rząd, przynajmniej werbalnie, martwił się tym, że mało Polaków deklarowało wolę zaszczepienia się — tak teraz nie jest w stanie sprawnie obsłużyć seniorów.

Za chwilę zaczną się sceny jak z horroru, zobaczymy jak walczy się o jedną z trzydziestu szczepionek, jakie ma otrzymywać każdy z tych 8 tysięcy punktów szczepień na tydzień. Tak, tak na tydzień. Daje to oszałamiającą ilość 5 zaszczepionych dziennie pacjentów. Co ma robić personel pracujący w tych punktach przez pozostałe godziny? Jak zwiększyć liczbę szczepionek do dyspozycji pacjentów? To da się zrobić, ale trzeba by odejść od centralnego sterowania wszystkim, w każdym mieście czy gminie. A tego ta władza nie lubi.

Jesteśmy na wirażu, grozi nam katastrofa, taka na poważnie, ze śmiertelnym skutkiem dla wielu.

Czy to wpłynie na rządzących, czy czegoś nauczy rządzonych ?

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com