15.01.2021
Przywołana powyżej myśl Thomasa Hobbesa zaczyna się spełniać we współczesnym świecie. Wojna w Stanach Zjednoczonych AP może być „gorąca”, 50 milionów Amerykanów spośród tych 74, jakie głosowały na Donalda Trumpa nadal wierzy, że wybory zostały sfałszowane i Trump nadal jest ich prezydentem.
W realiach amerykańskich to nie są przelewki, to jest 50 milionów ludzi uzbrojonych, często w broń automatyczną. To dlatego stolica kraju – Waszyngton wygląda jak miasto w stanie oblężenia, to dlatego prezydent-elekt do Waszyngtonu nie pojedzie jak planowano pociągiem a innym środkiem komunikacji. Czy to znaczy, że pociąg mógłby zostać wysadzony przez jego przeciwników albo zablokowany, a prezydent-elekt porwany? To naprawdę pachnie wojną.
Jak będzie — zobaczymy, już niedługo.
Zostawmy Stany Zjednoczone, jesteśmy w Polsce gdzie też pachnie wojną wszystkich przeciwko wszystkim. Podhale, tradycyjny matecznik PiS-u, idzie na wojnę z rządem PiS-u i zapowiada, że od poniedziałku masowo otwierać się będą bary, restauracje, hotele i pensjonaty, a interwencje policji będą ignorowane, jako że zakazy prowadzenia biznesu zostały wprowadzone rozporządzeniem, a nie ustawą.
To akurat prawda, rząd nie przyjął ustawy o stanie nadzwyczajnym, bo wtedy byłyby trudności z przeprowadzenie wyborów prezydenckich a bez „swojego” prezydenta Jarosław Kaczyński straciłby zdolność rządzenia. Ustawa o stanie nadzwyczajnym dawałaby też przedsiębiorcom prawo do ubiegania się o odszkodowanie za ponoszone straty, również za utracone zyski.
I tak źle, i tak niedobrze.
Masowe nieposłuszeństwo zrozpaczonych przedsiębiorców, stojących na skraju bankructwa, to większy problem dla rządzących niż Strajk Kobiet i demonstracje na ulicach polskich miast. Tam motywy protestu były „miękkie”; motywy protestu przedsiębiorców są „twarde”. Twardy też będzie opór tych zdesperowanych ludzi.
Wszystko to dzieje się w kraju, w którym mamy chaos decyzyjny, nagłe zmiany nakazów i zakazów ogłaszanych przez jeden ośrodek władzy a zmienianych przez inny ośrodek – patrz wolty w sprawie stoków narciarskich. Nie służą też rządzącym zachowania ich ważnych reprezentantów w nieprzestrzeganiu obowiązującego prawa. Obowiązującego wszystkich — ale nie ministrów, patrz mała, ale symboliczna sprawa pani minister Emilewicz i jej fajnych synów, uprawiających narciarstwo zjazdowe wtedy, gdy stoki były zamknięte. Drobiazg; ale znaczący.
Główny front w prawdziwej wojnie, na jakiej jesteśmy od blisko już roku, to front walki z wirusem. Działania rządu są klinicznym przykładem złego zarządzania sytuacją kryzysową. Od samego początku, jeszcze w czasie rządów ministra Szumowskiego otrzymywaliśmy sprzeczne dyrektywy, minister Szumowski (kto go jeszcze pamięta) mówił najpierw, że noszenie maseczek jest bez sensu, a potem zakupił przywiezione największym samolotem transportowym, jaki jest na świecie… bezużyteczne, bo bez wymaganych atestów, maseczki z Chin. To ten sam minister, który kupował sprzęt medyczny od znajomego instruktora narciarstwa a respiratory od handlarza broni. Dziś nie ma respiratorów i nie ma pieniędzy.
To są wszystko stare sprawy; stare, ale nierozliczne a to zawsze daje złe skutki.
Gdy obserwować pracę obecnej ekipy — uderza jej niska kompetencja do rządzenia. Słuchając tych wszystkich wiceministrów od Ziobry wiem jedno – to, bardzo delikatnie się wyrażając, nie są właściwi ludzie na tych pozycjach. To musi zakończyć się katastrofą. Tak bywa, ale teraz katastrofa oznacza utratę życia i zdrowia tysięcy ludzi, a wtedy to nie są zwykłe pomyłki w doborze ludzi na ważne stanowiska.
Znamy tych ludzi z imienia i nazwiska; nie są one jednak ważne. Pojawią się zapewne w stosownych aktach oskarżenia, ale pamiętać ich nie warto. Ważne są nazwiska prawdziwych decydentów: prezesa wszystkich prezesów, obecnie wiceministra w rządzie Mateusza Morawieckiego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, oraz ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. To tam jest władza, to tam podejmowane są kluczowe decyzje realizowane gorliwie przez chłoptysi bez kompetencji i bez kwalifikacji, ale za to zdeterminowanych do natychmiastowego robienia wszystkiego tego, co władza sobie zażyczy; a nawet więcej.
To, że będzie kolaps, że będzie katastrofa — wiedzą oni wszyscy. Pytanie tylko: kiedy; i to jest najważniejsze pytanie. Czy zdążymy się jeszcze obłowić w te frukta, którymi rządzi władza? Czy dla nas starczy?
Tyle na poziomie państwa. A co po stronie społeczeństwa?
Bunt przedsiębiorców, drobnych, bo drobnych, ale za to jest ich dużo, to jedno. Pytanie następne to pytanie, czy przyjdą klienci do otwartych wbrew zakazom barów i restauracji, czy przyjadą goście do otwieranych hoteli i pensjonatów. Jak zachowają się Polacy, co przeważy, lęk przed rozszerzaniem zarazy czy też beztroska, biorąca się z przekonania, to inni umierają, ja żyję.
Uruchamiając socjologiczną wyobraźnię powiem krótko – Polacy, jak zawsze, wykażą się bohaterstwem w walce z niewidocznym wrogiem i go zignorują. Taka postawa, plus trzecia fala pandemii, jaką widzimy w Anglii czy nawet Niemczech, to zapowiedź klęski o skutkach trudnych do wyobrażenia.
Ale może tylko tak kraczę, zobaczymy.
Od dzisiaj, od północy ruszyła akcja rejestracyjna grupy pierwszej, seniorów powyżej 80 roku życia, a za parę dni tych mających więcej niż 70 lat. To dobry sprawdzian sprawności służb państwa. Jak na razie jest tak jak można było przewidywać – nic nie działa. W internecie możemy obejrzeć starszych ludzi stojących pod swoimi przychodniami od bardzo wczesnych godzin rannych w nadziei, że zostaną zapisani jako ci, którzy chcą się zaszczepić. Możliwość takiej operacji przez internet to dla nich, na ogół, za trudne, a przez telefon niemożliwe, bo czas oczekiwania, to kilka godzin na zgłoszenie się osoby zatrudnionej do rejestracji klientów.
Paradoksalnie tak jak kilka miesięcy rząd, przynajmniej werbalnie, martwił się tym, że mało Polaków deklarowało wolę zaszczepienia się — tak teraz nie jest w stanie sprawnie obsłużyć seniorów.
Za chwilę zaczną się sceny jak z horroru, zobaczymy jak walczy się o jedną z trzydziestu szczepionek, jakie ma otrzymywać każdy z tych 8 tysięcy punktów szczepień na tydzień. Tak, tak na tydzień. Daje to oszałamiającą ilość 5 zaszczepionych dziennie pacjentów. Co ma robić personel pracujący w tych punktach przez pozostałe godziny? Jak zwiększyć liczbę szczepionek do dyspozycji pacjentów? To da się zrobić, ale trzeba by odejść od centralnego sterowania wszystkim, w każdym mieście czy gminie. A tego ta władza nie lubi.
Jesteśmy na wirażu, grozi nam katastrofa, taka na poważnie, ze śmiertelnym skutkiem dla wielu.
Czy to wpłynie na rządzących, czy czegoś nauczy rządzonych ?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.


Suweren wybrał ( za radą plebana …) już dwa razy PIS..Teraz odczuje tego skutki na swych 4 literach. Za głupotę się płaci, w tym przypadku cena będzie wysoka.
Tych pięciu pacjentów dziennie w wiekszości głosowało na PiS. Teraz ci starsi ludzie będa stać w kilometrowych kolejkach, żeby zapisać się na szczepienia. Z nadzieją, że miejsce w kolejce zapewni pierszeństwo w dostępie do szczepionki. Ci z nich , którzy beda mieli szczeście i się nie zarażą poczekają dużo dłużej niż przypuszczają. Czy nadal będą głosować na PiS?
*
Fala nienawiści jaką rozpętano w sprawie 18 zaszczepionych osób ze świata kultury, mediów i polityki nie wystarczy do przykrycia wszystkich skutków niekompetencji władz. A skutki niekompetencji będą przyrastały w postępie geometrycznym. Do sfrustrowanych kobiet dołączają już przedsiębiorcy, za nimi pójda bezrobotni, potem będzie czas na rodziców dzieci szkolnych i młodzież. Wreszcie nauczyciele i środowiska akademickie podziekują czarnkowi polskiej edukacji za wymuszanie pracy bez zaszczepienia pracowników.
*
Trzecia fala pandemii spowoduje katastrofę nie tylko, a nawet nie dlatego, ze Polacy są z natury niesubordynowani, ale dlatego, że rząd robi wszystko aby ludzi zezłościć, wkurzyć i doprowadzić do ostateczności. Bezsensowne restrykcje, zamykanie i otwieranie różnych branż bez żadnego uzasadnienia, celu i planu. Wprowadzanie obostrzeń niezgodnie z porządkiem prawnym i całkowita bezradność w zakresie zarządzania środkami przeciwepidemicznymi. Brak jakiegokolwiek selektywnego programu zwalczania epidemii oprócz lockdownu na który Polski nie stać, zarówno w planie indywidualnych osób jak i w planie społecznym. Kompletne nie liczenie się z głosami społeczeństwa zmęczonego zamknięciem w domach i organizowanie ferii dla dzieci i młodzieży w jednym terminie, który nie daje żadnej szansy na aktywny wypoczynek (także od szaleństwa psychicznego zwiazanego ze skutkami pandemii).
*
Władze nadal niefrasobliwie prowadzą politykę w stylu „biznes as usual” – walczą z sędziami, z nauczycielami oraz uczelniami, przejmuja media, zaostrzaja prawo mandatowe. Te władze kompletnie nie liczą się ze skutkami swojej niekompetencji.
*
Upłyneły 3 miesiące od opublkikowania przeze mnie na SO tekstu poświęconemu planowi ratowania kraju z katastrofy jaka w Polsce ma miejsce od poczatku października 2020 roku. Ogłaszane przez władze plany osiągnięcia odporności zbiorowej dzieki programowi szczepień są nawet nie iluzją, a zbrodnią na społeczeństwie. Jeżeli uda się w ciągu tego roku zaszczepić 1/3 dorosłych Polaków czyli ok. 12 mln ludzi, to byłby wielki sukces, bo oznacza 24 miliony zastrzyków. Mam co do tego poważne wątpliwości.
*
Zdanie Autora „Jesteśmy na wirażu, grozi nam katastrofa, taka na poważnie, ze śmiertelnym skutkiem dla wielu.” jest bardzo ostrożnym przypuszczeniem, tymczasem to się juz dzieje naprawdę!
Pytanie powinno brzmieć raczej – jak możemy przerwać ten chocholi taniec i zacząć ratować sytuację ?
Jak widzę nie jestem odosobniony w postrzeganiu tego co mamy w kraju, widzimy to samo i oceniamy podobnie przyczyny tego co mamy.
Stawia Pan, Panie Sławku pytanie o to, jak możemy to przetrwać i jak ratować sytuację – dobre pytania, trudna odpowiedź.
Mając tyle lat ile mam wiem jedno – juz nie pójdę na „barykady”, to muszą zrobić moje wnuki. Jedyne co mogę to przekazać im takie wartości aby chcieli to zrobić.
Pisząc do SO i przeglądając inne strony internetowe wiem, że te treści trafiają też na inne fora a więc wychodzimy z naszej bańki informacyjnej – ale to tylko siew, kiedy przyjdzie czas żniw trudno powiedzieć.
Nie zgadzam się z Panem w tym gdy pisze Pan, ze rząd robi wszystko aby ludzi zezłościć i wkurzyć – oni nie robią tego celowo, gdyby tak było to oznaczałoby, ze mają plan i go realizują. Oni to robią bo inaczej nie potrafią, chcą dobrze a wychodzi jak zawsze – to jest jeszcze gorzej niż gdyby robili to świadomie. Tak myślę…
„Chcą dobrze” to za dużo powiedziane. Nie zależy im na tym, żeby było źle, ale pojęcie „dobrze” kończy się im na własnej kieszeni, resztę mają „gdzie Pan wiesz, a ja rozumiem”…
Nomenklatura PZPR to amatorzy w porównaniu do tej pisowskiej , która doi budżet i spółki skarbu państwa na nie spotykana skalę , chcąc ustawić swe rodziny na pokolenia…
Byc moze Pan ma rację, że rząd nie postępuje celowo robiąc nam na złość, by nas wkurzyć i zezłościć. Moim zdaniem te działania, które są celowe prowadzi JK – np. powołanie Czarnka. To celowa decyzja aby zdezintegrowac środowiska nauczycielskie i naukowe. JK robi to celowo, poniewaz wierzy w magiczną moc konfliktu. Nie wykluczałbym premedytacji tak, żeby skłonić Polaków do wystapień desperackich a władza wtedy odwoła się do rozwiązań siłowych. NIe mozna wykluczyć, że JK tak planuje, bo on już ma za dużo do stracenia aby się cofnąć!
Co do Czarnka to pełna zgoda. Kim będzie jako minister tak subtelnych działów jak oswiata czy nauka Prezes wiedział – Czarnek to samorządowiec a teraz poseł PiS, tu nie ma zadnej niespodzianki. Cała filozofia rządzenia Kaczyńskiego opiera się na zarządzaniu konfliktem, najlepiej takim, który został wywołany przez władzę. Mówili też o tym różni profesorowie ( a jakże) ci co wymyślili MA-BE-NY jako sposób panowania nad zbiorową świadomością społeczeństwa polskiego.
Siłowa konfrontacja ma już miejsce, jak na razie na niewielką skalę, na przykład wobec Strajku Kobiet. Gdy przyjdzie czas masowych demonstracji zdesperowanych ludzi niszczonych przez epidemię i to jak z nią walczy władza – będzie gorzej.
To może wstąpcie do PiSu żeby sprawdzić jak jest naprawdę. A potem napiszecie na SO i się wyda.
Nie trzeba wkładać ręki do wrzątku aby wiedzieć, że to boli
Słusznie, lecz jest to komentarz satyryczny. Na taki w mojej opinii było miejsce pod Pańskim tekstem, jako, że odebrałem go jako tendencyjny.
Jednocześnie jest dla mnie charakterystyczny dla postawy, która przyniosła już dwie porażki wyborcze. Wyjaśnię pokrótce: wielu ludzi związanych pozytywnie, na przykład w organizację dystrybucji szczepionek, i angażujących się w pomoc innym w czasie pandemii, może i powinno poczuć się urażonymi kiedy zalicza ich Pan do co najmniej niekompetentnych. A któż jest kompetentny? oponenci polityczni – wolne żarty proszę Pana.
Zwrócę także uwagę na ciągnące się odniesienia do polityki w Stanach Zjednoczonych.
Wystarczy chociażby regularnie oglądać wiadomości CNNu w ostatnim okresie wyborczym, nie trzeba nawet czytać gazet, żeby rozpoznać sposób adresowania słuchaczy w którym ja odnajduję tendencję. Zresztą dla Polaków jak sądzę łatwiej rozpoznawalną z racji powojennej historii Polski oraz naszej historii najnowszej. Proszę postarać się zrozumieć – to że Joe Biden wygrał wybory w żadnej mierze nie usprawiedliwia nazwania przez niego Donalda Trumpa wirusem, kiedy ten był prezydentem, niezależnie od tego na jaki pomysł na ćwierkaczu wpadł Donald Trump. O pani przewodniczącej Pelosi informującej cały świat o swojej radosnej korespondencji z Pentagonem w sprawie walizki nuklearnej nawet nie wspomnę, o właśnie wspomniałem. Podobny grzech zadufania towarzyszył w ostatnich tygodniach poprzedniej kampanii prezydenckiej senator Hilary Clinton. Różnica jest taka, że pani Clinton między innymi dzięki temu przegrała wybory, a właściwie nie dość zdecydowanie wygrała wybory powszechne, a Joe Biden pomimo tego wybory wygrał. Otóż zawsze kiedy obniża się poziom merytoryczny wypowiedzi publicznej trafia się przede wszystkim do tych którym taki poziom odpowiada. Politycy mogą takie śmieszne rzeczy robić ex definitio lecz kiedy się przy okazji zapomną zwykle ponoszą konsekwencje wyborcze. I oby coś z tej uwagi wypływało i ku rządzonym i ku rządzącym, gdyż po to ją piszę.
zgadzam się z większością uwag a nie zgadzam się z końcową opinią, z której wynika,, że nasze pisanie ma jakiś wplyw na rządzących, obojętnie czy to w Stanach czy w Polsce czy gdziekolwiek Nie ma, i nie bedzie mialo – to nie to medium i nie ten czas.
A co do Donalda Trumpa – okreslenie go jako wirusa to mało. Donald Trump jest/był znakiem nadchodzących wydarzeń przy których rewolucja francuska i bolszewicka to „małe piwo”. Będzie bolało..
Oooo – to bardzo ciekawy komentarz! Bardzo proszę o podzielenie się swoją wizją Panie Profesorze. Które elementy tych rewolucji będą „małym piwem” według Pana? I czy ma Pan na myśli rewolucję, czy raczej kontrrewolucję?
Po takim wezwaniu nie pozostaje mi nic innego ja spróbować.
Przywołane dwie duże rewolucje to tylko ilustracja, w historii nic się nie powtarza, chyba że jako farsa. To, że będzie bolało w/g mnie wynika z następującej przesłanki – wkraczamy w erę walki o zaspakajanie nie potrzeb, potrzeb materialnych, te są zaspokojone praktycznie w całym naszym, podkreślam, naszym świecie. Teraz konflikty będą pochodną od poczucia niezaspokojenia nie potrzeb a pragnień. A te nie mają granicy przekroczenie której da poczucie zaspokojenia. Tu przyrost pragnień, nowych lub podwyższenie progu wobec już uświadamianych będzie zawsze szybszy, większy nią możliwości ich spełnienia.
I to wystarczy – konflikt wpisany jest już na stałe a patrząc na rozwarstwienie, rosnące różnice bogactwa wśród członków tej samej społeczności wiem jedno – tylko rewolucja wprowadzi nowy porządek. Chyba że pojawią się nowe narzędzia do podejmowania kluczowych decyzji – np AI.
I to by było na tyle….
Bardzo inspirujące, dziękuję. Idąc tym tokiem myślenia i pamiętając, że sukces ewolucyjny mamy wpisany w genach, na rewolucję jeszcze trochę poczekamy. Jeśli dobrze rozumiem, czeka nas rewolucja jakiej jeszcze nie było, bo bedzie to, jak wszystko na to wskazuje, rewolucja racjonalno-ateistycza, czyli udoskonalona postać rewolucji francuskiej i bolszewickiej o przeważającej składowej pragnień nad potrzebami. Jak dla mnie bomba 🙂
Dopowiem jeszcze swój punkt widzenia.
Joe Biden przedstawia się jako prezydent, który będzie dążył do porozumienia społecznego w Stanach.
Donald Trump zyskał i utrzymał znaczącą popularność, która w jej racjonalnej części wynikała z oczekiwań społecznych wobec zaniedbań, tj. błędów, polityki wewnętrznej prowadzonej przez poprzedzające rządy, takie dotyczyły sektorowo gospodarki i polityki społecznej. W trakcie prezydentury zyskał także pozytywne opinie wśród ekonomistów za stymulowanie gospodarki i deregulacje (to cytowana opinia, moja dotyczy raczej wpływu protekcjonizmu na rynkach zewnętrznych co jeszcze takich opinii nie określa). Program Hilary Clinton był porównywany z tzw. ciepłą wodą w kranie a jej popularność w czasie poprzednich wyborów była przynajmniej częściowo budowana kampanią negatywną wobec Trumpa. Trump także znacząco wrócił z Afganistanu i Iraku, co ma znaczenie społeczne. Takie ja widzę tło. Ostatnią rozróbę pod i w Kongresie zaś uznaję za wydarzenie co najmniej stymulowane rozgrywkami politycznymi, a więc nie takie znaczące jak oczywiście można je potem wygrywać. Na pytanie zaś dlaczego trzecia osoba w państwie miałaby siedzieć przez kilka godzin pod stołem a z jej biurka ktoś kradnie laptopa (tak donosiły agencje informacyjne) nie potrafię udzielić racjonalnej odpowiedzi.
Ograniczanie się w epitetologii w trakcie kampanii wyborczej miałoby właśnie tą własność, że nie stymulowałoby podziałów, które potem deklaratywnie chce się zażegnywać. I ta uwaga miałaby być może znaczenie bardziej uniwersalne.
Niestety, te podziały sa fundamentalne i nie sa stymulowane, a raczej cynicznie wykorzystywane. Amerykański system został już u zarania tego państwa oparty o zasadę, że najpierw trzeba zarobić pieniądze (z dużą nadwyżką) żeby w cokolwiek zacząć inwestować. Do dzisiaj ta zasada obowiązuje. Wydaje się logiczna i zasadna ale oznacza ona ni mniej, ni więcej, że najwazniejszy jest wielki biznes i wielcy biznesmani i oni mają całe państwo do dyspozycji. Szeregowy obywatel jest na końcu hierarchi. Ładnie wyraził to nasz polski premier mówiąc o misce ryżu. To się z czasem zmieniało z niewielkimi cofnięciami w czasach kryzysów, bo też biznes zauważył, że opłaca się inwestowac w pracowników (czytaj: konsumentów). Program Hilary Clinton był moim zdaniem próbą zaczarowania słowami polityki „business as usual”, która jednak miałą rozbudowywać rozmaite programy społeczne. Ale konserwatywna prowincja nie pozwoliła na to, bo uznała się odsunięta na boczny tor. Biała klasa średnia była ofiarą globalizacji (czytaj: wilekiego biznesu amerykańskiego) ale kogo miała winić za swój los jak nie polityków. Business as usual wrócił za Trumpa z jeszcze większą mocą ale za to dał poczucie prowincji, że jest ważna i ma wpływ na kraj. Trump oparł swoją prezydenture na codziennym poklepywaniu swoich zwolenników po plecach. To, że mieli oni w istocie jeszcze mniejszy wpływ na własny stan posiadania jakoś umknęło ich uwadze. Woleli uwierzyć Trumpowi i frustrację skierowali w teorie spiskowe, czary mary itp. Trump buduje swoje zaplecze i największym przegranym będzie Partia Republikańska, która albo upadnie, oddając swoich wyborców nowej partii Trumpa, albo zostanie przejęta wprost przez Trumpa.
Jeżeli wierzyć intuicji pana Zbigniewa Szczypińskiego, czeka nas jakaś odmiana Wojny Secesyjnej.
Ja od piętnastu lat nie mieszkam w Stanach więc straciłem prawdopodobnie wiele wyczucia, jednak nie sądzę, żeby coś z tego ambarasu poważniejszego się wykroiło. Nowa administracja weźmie się do pracy, skład rządu wydaje się być pozytywny, i tyle. Tylko żeby już z mniejszym zacięciem teatralnym.. Istotnie szkoda partii Republikańskiej, ale że mogłaby zostać przejęta przez Trumpa ? czy on naprawdę ma aż tyle do powiedzenia ? wątpię.
Nie namawiam do wiary w moją intuicję ani w żadną inną. Tyle co możemy to podzielić się swoim myśleniem o naszym wspólnym świecie.
Ocena Donalda Trumpa musi być oceną całości, tu nie mozna mówić, ze tam to może i stalo się źle ale za to tu jest dobrze.
Oceniając człowieka a zawłaszcza polityka musimy patrzeć po całości, tak myślę…..
Oceniając człowieka, ale ja nie pracuję w departamencie oceniania, w ogóle nie pracuję także moja tutaj jest jedynie opinia.
Prezydent to dla mnie więcej niż polityk – posiada władzę wykonawczą i ocenie powinno podlegać co zrobił. To prawda, że wartość takiej oceny mogłaby wyniknąć jedynie wobec zupełności zbioru kryteriów porównawczych, w jakiejś klasie i zakładając, że podmiot oceny spełnia wcześniej określone dla zbioru podmiotów kryteria kwalifikacyjne. Nigdy nie próbowałem w taki sposób oceniać Donalda Trumpa. Jak go na przykład porównać z moim sąsiadem, którego zupełnie nie znam ale nie lubię jako, że stuka w ścianę, pojęcia nie mam.
Wczytując sie w dyskusję o sytuacji rewolucyjnej przyszło mi na myśl, że dzisiejsze uwarunkowania są inne niż w przypadku wielkiej rewolucji francuskiej czy rewolucji październikowej w Rosji. W pewnym uproszczeniu – obydwie tatme rewolucje wybuchły i dokonały się, poniewaz kanały artykulacji różnych interesów społecznych były albo niedostępne albo pozamykane. Te ograniczenia wywołały konieczność radykalizacji dużych grup społecznych i rozwiązań siłowych.
*
Współcześnie w USA i szerzej w całym świecie zachodnim takie bariery nie istnieją. Różnice interesów mogą i są dość szeroko prezentowane w dyskusji głównie medialnej, ale takze akademickiej czy politycznej. Do tradycyjnych różnic interesów między wielkim kapitałem a klasami pracującymi, czy jak to sie dziwnie w Polsce nazywa klasa ludową dochodzą znaczne różnice ujawniane dzieki mediom społecznosciowym – nieuctwo, chciejstwo, odrzucenie prawdy i akceptacja kłamstwa w postaci tzw. postprawdy, sekciarstwo, gusła, zabobony. Te ostatnie zjawiska uważam, za najgroźniejsze, bo wymykają się racjonalnym sposobom postępowania
*
Reasumujac – utrwalone systemy demokratyczne dysponuja rozwiazaniami, które potrafią przekształcać sytuacje rewolucyjne w programy zmian społecznych, rozwiazujące lub osłabiajace potencjał rewolucyjny różnic interesów. Gorzej z systemami niedemokratycznymi, w tym quasi autorytaryzmami o charakterze populistycznym jak w Polsce, Węgrzech czy Turcji. .
Zgoda, jednak ostatnie wydarzenia w Waszyngtonie pokazują granice owych kanałów artykulacji interesów. Nie da się ich powiększyć do takiego stopnia, żeby zagroziły istnieniu samych kanałów. Demokracja amerykańska, owszem, pokazała silne instytucje ale jednocześnie pokazała kres swoich możliwości absorpcyjnych. A problem moim zdaniem tkwi w religii jako zjawisku. Trump jest jest faktycznie bardziej przywódca religijnym niż politycznym, we współczesnym rozumieniu cech lidera politycznego.
No właśnie – „religii jako zjawisku”. Myśliciele oświecenia przypuszczali, że religia wynika z niewiedzy spowodowanej brakiem dostępu człowieka do informacji. Świat współczesny temu zadaje kłam. Im lepszy i powszechniejszy dostęp do informacji i wiedzy, tym potrzeby religijne silniejsze. Część ludzi woli wiarę w dowolnie wymyslone rzeczy, podczas gdy wiedza jest w zasiegu ręki. Joseph Campbell miał racje potęga mitu nie poddaje sie racjonalizacji. Ostatecznie częśc ludzi zmierza w kierunku religii głupoty, nieuctwa, zabobonów, guseł i ciemnoty.Tu nie pomoże wiedza, co najwyżej szamaństwo!
Polecam tę książkę ( jest również w formie audiobooka ) : https://uploads.disquscdn.com/images/de8d7ca06c657f51980722d931e0e4ba7257490dc5b65cd38095b965be048311.jpg