Zbigniew Szczypiński: Rola informacji w polityce i życiu każdego człowieka

16.02.2021

Przez wszystkie media przetoczyła się dyskusja w sprawie pomysłu (premiera Morawieckiego?) nałożenia haraczu, swoistej daniny, jaką mieliby płacić wydawcy i operatorzy od pieniędzy pozyskiwanych z reklam. Powiedziano w tej sprawie już prawie wszystko, trwa przepychanka w Zjednoczonej Prawicy o zapewnienie poparcia wystarczającego by Sejm uchwalił takie prawo.

Nie będę wnikał w tę propozycję, w jej kształt prawny, a zwłaszcza w motywy, dla których rząd wypuścił taki projekt. Na ten temat jest głosów aż nadto.

Korzystam z okazji, by pochylić się nad samą istotą funkcjonowania mediów, nad pracą dziennikarzy w redakcjach gazet, tygodników czy w studiach telewizyjnych i radiowych.

Spróbujmy przyjrzeć się jak wygląda efekt pracy zespołów redakcyjnych w mediach „papierowych”, elektronicznych czy w sieci. Przeanalizujmy bloki informacyjne, które dostarczają (mają dostarczać) informacji o świecie dalekim i bliskim.

Czego może dowiedzieć się czytelnik, słuchacz, widz czy jakikolwiek użytkownik tak zwanych masowych środków przekazu? Jaki jest zasób dostarczanych mu wiadomości o faktach i wydarzeniach zachodzących w regionie, kraju, Europie, na całym świecie, w Azji, obu Amerykach, a nawet w Australii.

Moim zdaniem – niczego dowiedzieć się nie może! Ten zasób jest żaden.

To mocna teza, ale spróbuje ją uzasadnić.

Na wstępie coś ogólnego – pamiętamy wszyscy taki bon mot: dżentelmeni nie spierają się o fakty, dżentelmeni spierają się o ich interpretację. Dżentelmeni fakty znają.

Główne przesłanie w tym zawarte jest takie, że warto być poinformowanym, choćby po to, aby móc zaliczyć się do kategorii dżentelmenów Dla mnie osobiście to pusta kategoria, bliższe jest mi zawołanie: lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Tak czy siak – informacja jest ważna.

Jak to się ma do tego, że blok informacyjny w radio, nawet takim, które określa się jako pierwsze radio informacyjne (TOK-FM tak o sobie mówi) trwa 3-4 minuty i składa się często z ledwie czterech-pięciu jednostek informacyjnych? Zdarza się też tak, że blok informacji sportowych występujący bezpośrednio po bloku informacyjnym jest dłuższy i podaje więcej faktów jakie uzyskano wyniki w meczach piłki nożnej, kto kogo pokonał w amerykańskiej lidze koszykówki czy kto kogo ograł w tenisa.

Główne wiadomości telewizyjnych dzienników to ten sam obraz.

Próbując dokonać syntezy nieuchronnie dochodzimy do wniosku, że wszystkie media są chyba finansowo zainteresowane, aby ludzie nie mieli wiedzy o tym, co dzieje się na świecie czy w kraju.

I taki stan trwa już od lat.

Wypowiedzi różnych analityków przedmiotu wskazują i słusznie, na uzależnienie mediów od rynku reklam jako głównego źródła ich dochodów a reklamodawcy nie są zainteresowani informacją a sensacją. Tylko takie materiały zapewniają dużą widownię — a tylko taka daje szanse na wzrost sprzedaży reklamowanego produktu czy usługi. To, że formalnie istnieją w Polsce media publiczne — niczego nie zmienia. To nie są bowiem żadne media publiczne, tylko partyjne; a obecnie to nawet nie są media, tylko agendy rządowo-partyjne podporządkowane, jak wszystko w tym kraju, woli jednego człowieka.

Proporcje rozrywki i informacji we wszystkich mediach wyrażają tę samą prawdę.

Pamiętam z dawnych lat – serwis informacyjny takiej nie największej przecież agencji informacyjnej, jaką była Polska Agencja Prasowa (PAP), miał objętość ponad tysiąca stron codziennie. Codziennie ilość informacji spływających od korespondentów, od innych agencji to była gruba książka, której nikt nie był w stanie przeczytać. Dlatego też zadaniem redaktorów było wybranie i takie skomponowanie serwisów informacyjnych, aby dostarczyć widzowi czy czytelnikowi wiedzy o świecie.

Selekcja informacji tak, eliminacja informacji nie.

Co trzeba mieć w głowie, aby ustawić podstawowy blok informacyjny w głównym wydaniu Wiadomości czy Faktów na cztery – pięć minut? Jakiego chcemy mieć obywatela? Czy nie jest to najprostszy sposób na rządzenie „ciemnym ludem”?

Nie widzę żadnego logicznego uzasadnienia, aby w Polsce nie powstała i działała redakcja informacyjna, serwująca codziennie audycję informacyjną obejmującą — powiedzmy półgodzinny blok — o tym, co stało się w Polsce, w Europie, na świecie. To powinny być suche fakty i tylko fakty. Ich komponowanie z tego morza informacji, jakie codziennie powstaje na całym świecie to wielkie zadanie dla prawdziwych dziennikarzy – a jest jeszcze paru.

Czyste i suche informacje, żadnych komentarzy.

W przerwie pomiędzy blokami informacyjnymi – to też trzydzieści kolejnych minut, byłby czas dla komentatorów właśnie. To oni powinni prezentować swój, podkreślam swój, punkt widzenia na wydarzenia. Zadaniem komentatorów nie może być przekonywanie słuchaczy czy widzów – oni powinni mieć prawo wybory tych interpretacji, z którymi się zgadzają, przynajmniej w największym stopniu.

Interpretacja tak, propaganda nie.

Wszyscy narzekamy na wielką ilość fake-newsów. Brak wiedzy o faktach, przerost interpretacji nad informacjami jest glebą, na której rośnie masa zakłamanych, sensacyjnych wiadomości, łatwych do przyswojenia, dających złudne poczucie rozumienia skomplikowanego świata.

Czy takie medium czysto informacyjne jest możliwe ? W naszej sytuacji politycznej na pewno nie.

Ale po zmianie, jaka nastąpi — wcześniej czy później, ale nastąpi – takie medium musi i powinno powstać!

To powinno wejść do programów tych sił politycznych, które mają ambicje do przejęcia władzy po wyborach

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com