12.04.2021

Ludzie obrzucają się określeniami „lewica”, „prawica”, „konserwatyści”, „liberałowie” i zwalczają tych „innych”, których przyporządkowują do tych pojęć. Ale to jest jak z wiarą w Boga – nie wystarczy powiedzieć, że się wierzy bądź nie wierzy, trzeba by jeszcze opisać, jak człowiek sobie tego Boga wyobraża.
Przy okazji różnych głosowań część posłów nazywa siebie konserwatystami i z tego powodu nie przestrzega dyscypliny partyjnej i, jak to się mówi, głosuje zgodnie z własnym sumieniem. Przeważnie ich sumienia są spolegliwe wobec żądań Kościoła katolickiego.
Przykre jest nie tylko to, że się tak otwarcie kłamie, ale że kłamstwa są tak powszechnie akceptowane. Na przykład kler chciał zamknięcia sklepów w niedziele, bo ludzie wybierali pójście na zakupy zamiast wizyty w kościele. Spolegliwe rządy wprowadziły odpowiedni zakaz, tłumacząc to chęcią zapewnienia odpoczynku pracownikom sklepów. Przypomina to zwyczaje w Związku Radzieckim, gdzie restauracje były nieczynne w godzinach obiadowych, aby personel mógł się posilić.
Posłowie nie sprzeciwiali się zbyt energicznie, aby nie utracić poparcia Kościoła, albo przynajmniej nie spowodować nagonki na siebie ze strony tego Kościoła. Gdyby jasno i szczerze postawić sprawę, to wystarczyłoby powiedzieć, że jeżeli ktoś nie chce chodzić w niedzielę na zakupy, to przecież nikt go do tego nie zmusza. Podobnie jak do używania prezerwatyw czy życia w związku partnerskim albo stosowania in vitro. Ale polski Kościół stara się sprawić, aby to, co on uważa za grzech, było przestępstwem karanym przez prawo, bo nie potrafi przekonać wiernych do przestrzegania nakazów. Posłowie, którzy poparli zamykanie sklepów w niedziele, jakoś nie chcieli pamiętać, że państwo jest odrębną organizacją obywateli, a nie związkiem wyznaniowym.
Przypisanie siebie do „lewicy” czy „prawicy” niewiele znaczy, czego przykładem jest niedawne gładkie przejście posłanki lewicy do obozu Gowina, bo „tam lepiej będzie służyła Polsce”. Takie wędrówki od partii do partii nie są czymś wyjątkowym. Czytając o działalności niektórych polityków, dziwimy się, ileż to partii zaliczyli w swojej karierze. Przypomina się przedwojenna anegdota z czasów, gdy obowiązywały tylko śluby religijne, a więc gdy ktoś chciał się rozwieść i ożenić z kimś innym to zmieniał po prostu wyznanie. Urzędnik pyta petenta w urzędzie:
– Nazwisko?
– Rozenkranc.
– Imię?
– Izaak.
– Wyznanie?
– Anabaptysta.
– Jak to, a przedtem?
– Oj, pan się będziesz śmiał – rzymski katolik.
Nie wiadomo dlaczego nazywa się tylko PiS prawicą; chyba po to, żeby Platforma mogła siebie określić jako centrum. Nie umiem opisać poglądów ideologicznych Platformy – przy okazji różnych głosowań, np. takich jak w przypadku zamykania sklepów w niedziele, każdy głosował, jak chciał, bo tak się pięknie różnią.
Partie starają się nie zniechęcać wyborców i w związku z tym nie przedstawiają jasnych planów dotyczących celów i programów przebudowy państwa. Nie robią tego też dlatego, żeby nie dać argumentów konkurentom politycznym, którzy wiele ze światłych poglądów określają pojęciem „lewicowy” czy „komunistyczny”, co ma od razu zniechęcić elektorat, bo z lewicy zrobiono diabła. Propaguje się pogląd, że lewica, gdyby doszła do władzy, to zaraz wszystko upaństwowi, może nawet chłopom odbierze ziemię i utworzy kołchozy. Wprawdzie wszyscy jesteśmy gorącymi demokratami, ale jak dochodzi do lewicy, to popularny staje się pogląd wyrażony kiedyś przez Ewę Milewicz, że „lewicy mniej wolno”.
W dodatku elektorat wielu partii jest dość ciemny. Nazywa go się nie wiedzieć czemu „konserwatywnym”, co chyba oznacza tu „przeciwny zmianom”. Ciekaw byłbym opinii rodaków, którzy głosowali na określone partie – dlaczego tak właśnie zagłosowali.
Nie jest to tylko wymysł polski – niektórzy przeciwnicy polityczni prezydenta Obamy nazywali go komunistą, bo… chciał zapewnić ubezpieczenia większej liczbie rodaków.
Patrząc na przywódców partii, odnoszę wrażenie, że niemal wszyscy konkurują przede wszystkim o tytuł dobrego katolika. Swego czasu pan prezydent Komorowski wziął udział w Pielgrzymce Mężczyzn i Młodzieńców, a na swojej stronie internetowej umieścił zdjęcia z tej pielgrzymki. Premierka Kopacz i premierka Szydło klękały przed papieżem i całowały go w pierścień, podobnie klękały żony niektórych przywódców, także lewicowych (to wszystko mogłyby robić prywatnie, a nie oficjalnie). Każdy niemal z polityków eksponuje to, że jest katolikiem, nawet jeśli zaznacza, że nie zgadza się w pełni z niektórymi wypowiedziami biskupów; a już obecna ekipa rządząca stale eksponuje się w kościołach i na uroczystościach religijnych. Tylko niektórzy politycy lewicy mówią jasno o konieczności praktycznego rozdzielenia państwa i Kościoła, ale też starają się nie wypowiadać w sprawach, które mogą szokować ciemniejszy elektorat.
Mamy trudności z określeniem, co to jest lewica, do czego dąży, a szczególnie co to jest komunizm. Przytoczę wypowiedź Pawła Hoffmana, nieżyjącego już działacza komunistycznego, publicysty, niegdysiejszego naczelnego redaktora Rzeczpospolitej, Kuźnicy i Nowej Kultury. Zygmunt Kałużyński tak relacjonował rozmowę z redaktorem:
– „Panie Pawle, czy może pan jak najkrócej, w kondensacji, w jednym zdaniu, powiedzieć mi, jaki jest cel komunizmu?”
– „Służę – mówi Hoffman – celem komunizmu jest, żeby każdy na tym świecie mógł wypić, zakąsić i miał miejsce do życia”.
– „W takim razie – ciągnę dalej – znam wiele osób które już żyją w komunizmie, i nawet ja poniekąd?”
– „Powiedziałem panu najzwięźlej jak było można i nawet tego pan nie zrozumiał” – odpowiada z niesmakiem Hoffman. „Nie zwrócił pan uwagi na słowo ‘każdy’ oraz ‘na świecie’: komunista nie może uważać, że jest w porządku, bo jego kraj ma się już jako tako, dopóki w Afryce dzieci padają z głodu, zaś w Indonezji biznesman eksploatuje nędzarzy”.
Gdyby do tego dodać wolność wyboru każdego człowieka – poglądów, trybu życia itd., jeśli nie wkracza w wolność wyboru innych, to byłyby to poglądy bliskie moim.

PIRS

Nie tak znowu dawno przysłuchiwałem się odpowiedziom na pytanie zadane przez profesora Kołodkę – a cóż to takiego neoliberalizm? Odpowiadali szacowni prelegenci konferencji jednej ze szkół ekonomicznych w Warszawie. Powstał nietrywialny problem, prawie, że aż towarzyski. Także lewica, prawica, biały paluszek – spoko, po prostu płynna rzeczywistość. I tak w tramwajach mówią: ale wiesz o co chodzi.., o ten tramwaj co do Łodzi ?
Bardzo smaczny tekst, nic dodać nic ująć. Z własnego doświadczenia proponuje jako wskaźnik przyjąć kto z posłów w trakcie ślubowania poselskiego dodaje, mimo że nie musi, -tak mi dopomóż bóg. To dobry prognostyk zachowań posła w trakcie sprawowania przez niego funkcji.
„tak mi dopomóż bóg”
– to właśnie dodał do ślubowania poselskiego m.in.janusz palikot
aby nie utracić poparcia Kościoła
Zróbmy krok do przodu i zadajmy pytanie dlaczego nie chcą go utracić.
Czy odpowiedź nie jest tylko jedna – bo z ambon płynie partyjna wyborcza agitacja i jest wśród wyborców tajemniczy(!) odsetek oddajacy głos, jak w kościele powiedzieli. Zapytamy też w jakim ustroju Kościół, zagraniczna niedemokratyczna korporacja, może działać jak partia polityczna?
Na koniec. Czy nie lepiej zachować znaczenie przymiotnika spolegliwy w oryginalnym znaczeniu prof. Kotarbińskiego? Taki on był pozytywny i optymistyczny. Po co dublować znaczenie uległego?
Według Kotarbińskiego, „spolegliwy” to taki na którym zawsze można polegać. Czyż nasz rządy nie są spolegliwe wobec żądań Kościoła? 🙂
To trochę przewrotne, będę dyskutował. W spolegliwe wobec żądań Kościoła pojawia się presja, a pod nią bycie spolegliwym zaprzeczy podmiotowości. Cóż, to Kotarbińskie znaczenie budziło zawsze mój szacunek za dobrowolną otwartość na Drugiego. To dobre słowo. Szkoda rozmywać mu znaczenie, choć słowniki wspominają w uzusie jako symonimie uległości. Uleglość jest zła, przemocowa. Jest zakorzeniona w języku w swoim znaczeniu i nie niesie wątpliwości.
Sam chodziłem kiedyś do Gasparskiego na seminarium z epistemologii. I widziałem tam żywego jeszcze całkiem Kotarbińskiego. Stąd wiem, że zapałkę da się rozszczepiać cieniej i cieniej jeszcze. W gruncie rzeczy też nie jest mi to obce. Pozdrawiam.
„W dodatku elektorat wielu partii jest dość ciemny.” To, moim zdaniem najbardziej trafne zdanie artykułu.
Podobnie trafne: „Przykre jest nie tylko to, że się tak otwarcie kłamie, ale że kłamstwa są tak powszechnie akceptowane. „
To podchlebianie się krk oraz rozmycie wszelkiego sensu pojęć prawica, lewica, liberałowie, etc. dopełnia obrazu sytuacji. Warto dodać, że politycy sa niewiele tylko mniej ciemni od swoich wyborców i oprócz ubogiego ducha dysponuja ubogą wiedzą i równie ubogą wyobraźnią. Przykład tej paniusi co z lewicy przeszła do Gowina dobrze ilustruje stan umysłu, ducha i wyobraźni tzw. polityków.
W takich warunkach musimy sobie jakoś radzić a nie jest i nie będzie lekko!
Od lat promuję na forach przyjęcie lokalizowania poglądów na prostokątnym układzie współrzędnych osi X i Y zamiast na jednej osi. Oś X dotyczy poglądów ekonomicznych, a oś Y światopoglądu (albo na odwrót jak kto woli). Taki układ niezwykle rozjaśnia zrozumienie rzeczywistości politycznej i pozwala wzajemnie zrozumieć intencje rozmówców. Dwuosiowy podział sceny politycznej był pomysłem Davida Nolana (założyciel parti libertariańskiej w USA) i jakoś w Polsce nie może się przyjąć (abstrahując zupełnie od poglądów libertariańskich).
Pod tym linkiem przykłady i krótkie omówienie: http://www.civisliber.org/lewica-czy-prawica-doktryny-polityczne-w-skrocie
A to szkic polskiej sceny: https://www.reddit.com/r/PoliticalCompass/comments/hy4eik/political_compass_of_parties_and_coalitions_in
Jak sie chwilę zastanowić to bardzo ciekawe wnioski płyną z rysowanych diagramów scen politycznych. Na przykład symulacja ruchu wahadła na tle diagramu, osie przeskoków dla gwałtownych zmian ploitycznych (np. rewolucja), osie migracji całych scen politycznych w polu diagramu itp. Jeden rysunek może zastąpić setki stron tekstu analiz. A gdyby jeszcze dodać oś Z? Cudo!
Byłoby to pożyteczne pod warunkiem że politycy mają jakieś poglądy. A ich wypowiadane poglądy zmieniają się w zależności od partii do której aktualnie należą i od wahań kursu tej partii. Trzeba by za każdym razem sporządzać inny wykres.
Wydaje mi się, że akurat w kwestiach światopodglądowych sprawy się mają w Polsce dość klarownie i da się zakreślić zakres poglądów partii i polityków. Rzeczywiście wyczyny pojedynczych polityków np. posłanki Pawłowskiej, czy pani Ogórek warte są odnotowania ale nie burzą one ogólnego obrazu, moim zdaniem. Raczej wskazują na ogólne zagubienie ideologiczne wyborców.
Nie wiem, czy „zagubienie ideologiczne” jest tu terminem odpowiednim dla faktu, że ktoś zeżarł świeczkę i musi przez to siedzieć po ciemku
Rzeczywiście, taki wyczyn orangutana nazwalibyśmy „wykorzystaniem zasobów środowiska w granicach własnych możliwości adaptacyjnych” :). Ale to nie wina orangutana. W naszym pięknym kraju brutalnie pierze się mózgi od co najmniej 100 lat i mam nadzieję, że właśnie obserwujemy szczytowanie tego banioprania, po którym odbędzie się efektowny zjazd po równi pochyłej z towarzyszeniem chmury drzazg z rozjeżdżanych krzyży.
Wydaje mi się, że akurat w kwestiach światopodglądowych sprawy się mają w Polsce dość klarownie i da się zakreślić zakres poglądów partii i polityków. Rzeczywiście wyczyny pojedynczych polityków np. posłanki Pawłowskiej, czy pani Ogórek warte są odnotowania ale nie burzą one ogólnego obrazu, moim zdaniem. Raczej wskazują na ogólne zagubienie ideologiczne wyborców.