Dr Jan Niżnikiewicz: Konieczność pilnej reformy służby zdrowia.6 min czytania

()

15.04.2021

Pandemia ukazała wszelkie niedoskonałości naszej służby zdrowia.

Nie zamierzam mówić o szczegółach obecnej zarazy. Raportują o niej wszystkie gazety i donoszą media. Z naszego kraju znikło bezpowrotnie 100 000 ludzi. Czyli ludność takich miast jak Wałbrzych lub Koszalin. Gdyby Polacy zmarli w obecnej pandemii mogli wziąć się za ręce powstałby okrąg o obwodzie 150 kilometrów lub utworzył się szpaler z Gdańska do Mławy.

Ktoś niebawem będzie musiał odpowiedzieć społeczeństwu na szereg pytań z tym związanych. Jesteśmy na najgorszych wskaźnikach umieralności w Europie.

Problem nie jest nowy. Już w 1981 roku opozycyjne środowiska medyczne usiłowały przedstawić ówczesnemu rządowi główne problemy związane z zagadnieniem przeprowadzenia radykalnej reformy służby zdrowia. Próbowano tego dokonać – z konieczności – przy opracowywaniu Ustawy o Szkolnictwie Wyższym. Szczegóły miała ustalić powołana wówczas do życia Rada Szkolnictwa Medycznego. Nie podjęła jednak pracy z uwagi na wprowadzenie stanu wojennego.

Później przez 30 lat dyskutowano jedynie odwieczny problem niskich płac w zawodzie oraz zjawisko postępujących braków kadrowych. Wielu specjalistów z różnych powodów wyjechało wówczas do pracy za granicę i wyrównało deficyty kadrowe w krajach tak rozwiniętych, jak Niemcy, Anglia, Irlandia, Szwecja. Norwegia. Nie zamierzają wracać.

Z tych względów Polska, kształcąca personel medyczny średniego i wyższego stopnia za darmo, jest obecnie krajem, w którym liczba aktywnych w zawodzie osób jest najniższa w UE. Można mówić o permanentnej masowej ucieczce do pracy za granicę. Średnia wieku personelu medycznego przekracza obecnie 55 lat, wliczając w to emerytów, co zapowiada katastrofę w czasie najbliższego dziesięciolecia, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie. Do szkół pielęgniarskich zgłasza się znikoma liczba chętnych, podobnie jak do zakonów żeńskich. Biedronka i Carrefour oferują swoim pracownikom rozliczne bonusy oraz wyższe stawki finansowe, jak też rozliczne przywileje socjalne.

Niewątpliwie problem trzeba w 2021 roku zacząć rozwiązywać na nowo. Mam w związku z tym kilka pomysłów.

Pierwszy polega na tym, kto powyższe zagadnienie ma zbadać i rozwiązać? Moim zdaniem powinno to zrobić wyłącznie środowisko medyczne, a zrealizować rząd i Ministerstwo Zdrowia.

Uważam, że koniecznie powinna nastąpić zmiana obecnych kryteriów ubiegania się o przyjęcie na studia medyczne. Uczniowie liceów zamierzający studiować medycynę powinni kształcić się wyłącznie w wyselekcjonowanych klasach profilowych ze znacznie poszerzonym kierunkiem takich przedmiotów jak biologia, fizyka i chemia. Nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby dyscypliny te były wykładane ponownie na pierwszym roku jak to ma miejsce obecnie.

Powinna również nastąpić redukcja innych obowiązkowych przedmiotów nauczania na studiach medycznych jak biologii histologii, embriologii, lektoratów językowych, lub uznania jedynie ich fakultatywności.

Studenci medycyny najpóźniej na trzecim roku nauki powinni podjąć decyzję czy swoją przyszłość zawodową widzą w bezpośrednim kontakcie z pacjentem, czy też w dyscyplinach odrębnych jak analityka, bakteriologia, mikrobiologia, patomorfologia, radiologia gdzie ocena odbywa się najczęściej w pracy zdalnej. Są to zdecydowanie odmienne kierunki wymagające różnej wiedzy, innych reżimów i osobnych studiów podyplomowych. Analityk pracujący w laboratorium jest w całości odmiennym lekarzem niż chirurg na sali operacyjnej, a dotychczasowy system szkolenia dla obu tych dyscyplin był i nadal jest jednakowy. Kierunek specjalizacji wybierano dopiero po egzaminie LEP. Uważam, że powinien być odmienny w zależności od dokonanego wcześniejszego wyboru.

Moja propozycja zakładająca redukcję niepotrzebnej części nauczania daje możliwość skrócenia studiów medycznych najmniej o rok, czyli z sześciu do pięciu lat. W związku z tym 2000 absolwentów studiów medycznych może pojawić się na rynku pracy zdecydowanie wcześniej niż roczników poprzednich, co w znacznym stopniu zredukuje obecny deficyt kadrowy. Część absolwentów można znacznie wcześniej kształcić w dyscyplinach najbardziej deficytowych jak na przykład anestezjologii czy psychiatrii dziecięcej.

Kwestia szkolenia podyplomowego jest sprawą osobną. Uważam, że wszyscy lekarze co pięć lat powinni zdawać egzamin kwalifikacyjny dotyczący postępów w zakresie uprawianej przez siebie specjalności. W wielu zachodnich krajach obowiązek taki jest stosowany od dawna, co wymusza permanentne samokształcenie. U nas wiedza wyniesiona ze studiów jest w wielu przypadkach poziomem dożywotnim. Obecny system rezydencki również nie wytrzymuje krytyki, bo jest przestarzały.

Ponadto nad zawodem lekarza pojawiają się obecnie inne zagrożenia. Biorąc pod uwagę wynagrodzenia i obecność śmiertelnych infekcji wirusowych dotychczasowa tendencja młodzieży do studiowania tego zawodu będzie radykalnie malała. Polskie statystyki oficjalne mówią o 50 lekarzach zmarłych w trakcie wykonywania pracy w szpitalach i przychodniach covidowych. Wiadomo z pism medycznych, że wykryto 2500 szczepów wirusów potencjalnie niebezpiecznych dla zdrowia ludzi, które mogą spowodować kolejne pandemie. Przede wszystkim dotkną one pracowników Służby Zdrowia.

Oddzielnym zagadnieniem jest kwestia pielęgniarek. Przyszłość naszej cywilizacji niewątpliwie wymaga jak najszybszego skonstruowania robota pielęgniarskiego. Z mojego rozeznania wynika, że na oddziale niezabiegowym jest do wykonania około 50 niezbyt trudnych i powtarzalnych czynności manualnych. Znacznie bardziej skomplikowane zadania wykonują roboty chirurgiczne przeprowadzające wielce skomplikowane operacje. Doskonałym przykładem jest tu robot Da Vinci, który z powodzeniem może zastąpić chirurga; w dodatku jest od niego znacznie bardziej precyzyjny.

Szczegóły funkcjonowania przyszłościowej robotycznej pielęgniarki ustalą w najbliższych latach inżynierowie, pokazując jak takie urządzenie myślące ma się poruszać, jak wyglądać i co wykonywać. Korzyści w tej dziedzinie są wręcz nie do przecenienia. Szczególnie możliwość zaprogramowanej pracy przez 24 godziny na dobę, brak przynależności do związków zawodowych, niezgłaszanie roszczeń finansowych itp.

Kwestie opiekuńcze w służbie zdrowia powinny zostać oddane osobnemu zawodowi, którego zakres obowiązków ustalą rozporządzenia. Ludzie tam zatrudnieni powinni zajmować się wyłącznie i tylko zaspokajaniem osobistych potrzeb chorych, ich przewożeniem, karmieniem, przewijaniem i czynnościami sanitarnymi, które dotąd wykonywały pielęgniarki.

Orientuję się, że diabeł jak zwykle mieszka w szczegółach. Moje pomysły służą jedynie wstępnemu zasygnalizowaniu tematu mówiącym o głębokości zagadnienia.

Jeśli jednak niebawem nie dojdzie do radykalnej reformy polskiej służby zdrowia, to w obszarze zdrowia publicznego niebawem nie będzie fachowców.

Jan Niżnikiewicz

Pracownik naukowy Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Doktor medycyny, specjalista neurolog, członek wielu towarzystw naukowych oraz Komisji Chronoterapii PAN. Członek rzeczywisty Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Autor 35 prac naukowych opublikowanych w piśmiennictwie naukowym w kraju i za granicą.

Debiutował jako pisarz w wydawnictwie Prószyński  powieścią „Krzyż Nilu” w 1998 roku. Co dwa lata  publikuje nową pozycję książkową z różnych dziedzin. Są to poradniki i książki  medyczne , ponadto felietony, powieści  polityczne, eseje naukowe. Współpracuje z kilkoma mediami jako autor artykułów medycznych i publicystycznych.  Otrzymał w 2017 roku nagrodę  Gryfa Pomorskiego przyznaną przez Marszałka Województwa Pomorskiego, i medal Prezydenta Miasta Gdańska w dziedzinie literatury. W 2020 roku pojawiła się  jego 11 kolejna książka pt.: „Ecce homo, czyli alternatywna historia ludzkiej cywilizacji”.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. Leszek Drogowski 16.04.2021
  2. z.szczypinski@chello.pl 16.04.2021