24.04.2021

Podczas lektury różnorakich pudelków, w trakcie oglądania TV lub słuchania radiowych wieści, niepokoją mnie refleksje o minorowym wydźwięku: oto zderzam się z informacyjnym śmietnikiem. Natłok sprzecznych danych zaczyna wpływać na poglądy, stwierdzam więc, że oplątuje nas niezrozumiały świat. Czujemy się w nim źle, jesteśmy zagubieni, rozdarci, staramy się nadążać za jego rozwojem.
Czytam np. wypowiedź prof. Roberta Flisiaka, że maseczki na zewnątrz nie są potrzebne. Dlaczego więc z takim bezwzględnym uporem i tak zażarcie bronimy się przed ich stosowaniem TYLKO we wnętrzach? Kto powiedział, że pilnie używana, w trakcie spacerów po bezdrożach, stanowi skuteczną ochronę przed wirusem? Zatem za co te kary i pałowania protestujących?
Albo: pogrążam się w rozważaniach o legalności werdyktu wydanego w sprawie sędziego Tulei: W mojej sprawie rozstrzygało coś, co nie jest sądem (msn.com) I znowu zasuwam z nadaremnym główkowaniem. Biję się z myślami jak jaki niemowlak, który zamiast czystego mleka, otrzymał mleko z „łagodną” domieszką cyjanku, jest więc ukrzywdzony przez plugawy los i pyta się (w swoim gu-gu), za co.
A myśląc o innych, też wyświęconych na wroga pracującego ludu, pytam uprzejmie: za co to wojowanie z cudzymi nerwami, to zawracanie gitary z mówieniem o naprawianiu prawa, z ustawicznym kwestionowaniem Konstytucji i nieprzerwaną dłubaniną w nauczaniu naszych przyszłych podatników?
*
Uzmysłowiłem sobie, że moje żałosne próby nadążania, nie wystarczą, by pojąć nasze „tu i teraz”, że, o żebraczym kiju, odeszły na poniewierkę lub w niebyt, moje zbędne medytacje. Bo na co nam przyszło? Na to, że robimy to samo, z czym walczyliśmy, że przez mnóstwo rozklekotanych lat kazano nam pokładać próżne nadzieje, uzbrajać się w nadaremną cierpliwość i nie tracić wiary w cud.
*
Partyjna większość po upadłym reżymie uprawia ideologiczną gimnastykę, a nieliczni skruszeni zabrali się za posypywanie głów popiołem. Co poniektórzy neofici przedzierzgnęli się w kameleony: z wierzchu, oficjalnie i w blasku jupiterów, tolerancyjne, otwarte na nowe kursy i skłonne do gardłowania o liberalizmie, natomiast wewnątrz, w gronie spolegliwych klakierów, psioczący na cokolwiek lepszego od ustroju, w którym się narodzili.
*
Wewnętrzne sarkania i cichawe biadolenia na koniunkturalistów, rozlegały się wszędzie. Były to wszakże narzekania mało skuteczne, zanadto niemrawe i wydelikacone, bo adresowane do subtelnej garstki opozycjonistów, których przekonywanie do używania rozumu, mijało się z sensem, bo pamiętający wydarzenia sprzed pół wieku stracili węch, bo zapachy ich młodości nie zawsze były cnotliwe.
*
Maskowanie prywatnych intencji stało się ich drugą naturą. Wżarło się w krew tak całkowicie, że w nazbyt stresujących momentach swojego żywota, poczynali się wahać: tracili orientację, kim są naprawdę. Wkrótce jednak nastał szczęśliwy dzionek: autorzy bujd, frazesów i demagogicznych filipik powyciągali czerwone kopyta.
Smród jednak pozostał. Przeniósł się do dzisiejszych klimatów, a dzięki rozmaitym naśladowcom, trwa nadal. Zintensywniał nawet, zwielokrotniał i rozprzestrzenił niczym pogłos komuszego gromu. Afery, przekręty, sensacje, etyczne horrory, miazmaty w kółko wygrzebywane z ipeenowskich archiwów, rodzą następne, świeżutkie jak pleśń, nadal więc, niczym w okresie PRL-u, możemy obserwować renesans starych wad wzbogaconych o nowe.
*
Pojawiają się, wybuchają i gasną chwile minionych dni, sentymentalne momenty z młodzieńczymi wspomnieniami o „świetlanej przeszłości”; są w nas bez względu na nowe, jeszcze gorsze czasy.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

kłopot, jaki sprawiają mi Pańskie felietony, polega na tym, że zgadzając się z każdym słowem, mam do wyboru: a) dołączyć do minorowego nastroju (co niczego nie zmieni), b) pocieszać nieproszona, że nie tylko Pan, c) dać ogólnego lajka za możliwość czytania.
daje więc Panu znać, że:
– czytam każde słowo,
– z każdym słowem się zgadzam,
– nie znajduje pociechy ani dróg wyjścia,
– na własny użytek olewam to, co uwiera, i puszczam mimo uszu.
Puszczanie mimo uszu, to zabawna metoda podróżowania po frustracjach. Ignorować głupotki można jednak na krótką metę, bo szybko się nudzą. Lecz kiedy powtarzają się przez większą część życia i nie ma widoków, by przestały, to wtedy zaczynam nie być zadowolony.