Telewizja pokazała (670)

26.04.2021

Pewnych rzeczy nie rozumiem, na przykład jak działa wymiar sprawiedliwości. Mała sprawa czy duża – ciągną się latami.

Niedawno ogłoszono, że Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego z 2011 r., który nakazywał Krzysztofowi Wyszkowskiemu przeprosić Lecha Wałęsę za nazwanie go tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”.

Pierwszy proces Wyszkowskiemu wytoczył Wałęsa w 2005 r., wygrał, Wyszkowski się odwołał, Sąd Okręgowy uznał, że nie ma dowodów, iż Wałęsa był „Bolkiem” itd.

Co Sąd Najwyższy robił w tej sprawie między 2011 r. a 2021 r.?

Po co Wałęsie ten proces? Przez 16 lat ciągle co pewien czas omawiano sprawę i czy był „Bolkiem” czy nie to już to określenie do niego przylgnęło.

Ciekawe, jak się potoczy proces przeciwko Jakubowi Żulczykowi, który u siebie na Facebooku nazwał prezydenta Dudę debilem. I wszyscy będą się zastanawiać – obraził czy miał rację? I przypomni im się wiele innych zdarzeń i wypowiedzi prezydenta.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Duda o policji.jpg

* * *

Amerykanie mają prosty sposób sprawdzania, czy masz zaufanie do danego polityka. Trzeba sobie zadać pytanie: czy kupiłbyś od tego faceta używany samochód?

Zastanawiając się nad partiami opozycyjnymi, zadaję sobie pytanie: czy ta partia umiałaby rządzić?

Państwo widzą taką partię?

Jeżeli pominąć deklaracje dotyczące usunięcia skutków rządów PiS i akolitów, to partie opozycyjne nie mają żadnego porywającego programu. Zresztą, kto miałby taki program opracować – ci sami politycy co zawsze?

Partie nie wysilają się na jakieś programy. Promują siebie jako przeciwieństwo swoich konkurentów: my jesteśmy ci dobrzy i uczciwi, więc będziemy dobrze rządzić, a nasi konkurenci to dranie i nieudacznicy. I cały PR tylko do tego się ogranicza. Czy ktoś słyszał o debacie programowej wewnątrz jakiejś partii? Jakieś poglądy, ścieranie się racji, plany na dalszą przyszłość? Myśli się, czym zająć opinię publiczną, żeby nie zadawała niewygodnych pytań. A może konkurenci z czymś wyskoczą i my na ich tle wypadniemy lepiej?

Platforma, gdy rządziła, powoli schodziła na psy. Nie umiała rozwiązać pojawiających się problemów, nie dotrzymywała obietnic dawanych wyborcom. W PO odbyła się kiedyś debata, czy pozwolić komisji sejmowej pracować nad projektem ustawy w sprawie in vitro, czy go od razu uwalić.

Wydaje się, że powodem takiego stanu rzeczy jest awansowanie na odpowiedzialne stanowiska polityków, a nie fachowców. Niestety, politycy na stanowiskach chcą się wykazać swoimi pomysłami, a mało ich zwykle obchodzi usprawnienie działania powierzonych im resortów, bo po co sprawiać sobie kłopoty? Jaskrawe przypadki to mianowanie na ministrów sprawiedliwości ludzi takich jak Czuma czy Gowin.

W Platformie, ale nie tylko tam, najważniejsze wydają się wewnętrzne rozgrywki, a stanowiska ministerialne są pożądaną zdobyczą. Wciąż mamy ten sam problem, który jeszcze w czasach PRL poruszył redaktor Mieczysław Rakowski, w swoim artykule „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”.

* * *

Nie da się słuchać wypowiedzi polityków wrednej zmiany. Od dawna żywię przekonanie, że jedną z najgorszych rzeczy, jaka się przydarzyła po zmianie ustroju, jest dopuszczenie do debaty publicznej ludzi ciemnych, ograniczonych i nieuczciwych. I cała prawica, łącznie z PO, gdy rządziła, wcale się ich nie wstydzi.

Zniekształcają oni pojęcia, zamiast racjonalnych wprowadzają emocjonalne oceny rzeczy i zdarzeń. Tworzy się atmosfera jak u dzieci na podwórku, które się wyzywają albo prowokują „No co, no co, tryfisz? Nie chcesz się bić?”. Atmosfera z lubością podchwytywana przez media. W tej paćce umysłowej świetnie czują się politycy – nie muszą się wykazywać rozumem, wystarczy, że uda im się przekonać wyborców, że przeciwnicy są tymi złymi, a oni bronią wartości, tego, co dobre. A co dobre to przecież my i wy dobrze wiemy.

Dziennikarze nie demaskują tej ciemnoty i chamstwa polityków, rozmawiają z nimi jak z normalnymi rozmówcami. Chciałoby się, żeby przy takich bezczelnych wystąpieniach polityków czy komentatorów zapalało się czerwone światełko i pojawiał napis CTP! (co ty pieprzysz!).

Ci, którzy podsycają tę ciemnotę i nieuczciwość, sami nie są zdolni do wytworzenia pozytywnych wartości. Dlatego atakują „salony”, dlatego tworzą „własne elity”, do czego Jarosław Kaczyński już dawno nawoływał a teraz realizuje.

Szkoda że prawda ma niewielu obrońców, a blaga wielu i zawziętych.

* * *

Nasze podejście do polityki przypomina czasem stosunek wyznawców do religii i kapłanów. Religia, głoszą wyznawcy, jest sprawą najważniejszą, wymaga wysokich walorów moralnych i zaufania. W praktyce wierni wybierają sobie często z dogmatów i praktyk religijnych tylko to, co im odpowiada. Są także tolerancyjni wobec kapłanów, nawet jeśli ci postępują wbrew temu, czego nauczają innych. Widać ważniejsze jest to, żeby kapłani – jacy by nie byli – załatwili rzecz najważniejszą dla wiernych: przychylność Pana Boga na tym i na tamtym świecie.

Podobnie podchodzimy do świata polityki. Z jednej strony stawiamy politykom wysokie wymagania co do ich moralności i kompetencji, a z drugiej strony akceptujemy często ich krętactwa, nawet chamstwo, dwulicowość itp., jeśli uważamy, że ich działalność może przynieść nam jakieś profity. Ważna jest „skuteczność”, jak w przypadku rzeźnika, który ma nam dostarczyć mięso i wędliny i już nie wymagamy od niego wynurzeń na temat jego stosunku do zwierząt.

Nasz stosunek do polityki jest więc pełen hipokryzji. Na przykład, z jednej strony Polska głośno optowała za pokojem, pouczała inne kraje jak powinny moralnie postępować itp., a z drugiej strony nasz kraj, jako jeden z nielicznych, przez wiele lat nie podpisywał umowy o zakazie produkcji i stosowania min przeciwpiechotnych. Powód był jeden: ze sprzedaży min były pieniądze, choć niezbyt duże. Mało kto u nas przeciw temu protestował, nawet „autorytety moralne”.

Świat polityki rządzi się, jak sądzimy, innymi prawami. Tam jedni chcą pognębić drugich, wyrwać jak najwięcej dla siebie i „swoich” i wszystkie chwyty są dozwolone.

Człowiek, który okłamałby swoich przyjaciół i zwolenników, przeszedł nagle na stronę tych, których potępiał, zmieniał ciągle zdanie, nadużył prawa itd., spotkałby się z ostracyzmem. Natomiast w polityce wszystko to nazywa się walką polityczną i jakoś mało nam to przeszkadza. Z jednej strony niby przywiązujemy wagę do tego, co polityk mówi i robi, ale szybko zapominamy o jego błędach, karygodnych postępkach, czy wczorajszych poglądach. Może sobie głosić co chce, szczególnie jeśli głosi to, co chcemy właśnie teraz usłyszeć, może przechodzić z partii do partii itp. i uzyska nasze poparcie. Skoro tacy jesteśmy my, wyborcy, politycy nie muszą się wysilać.

Myślę, że sprawiedliwy może być tylko taki ustrój gdzie ludzie będą sprawiedliwi.

Wystarczyłoby, żeby chrześcijanie byli prawdziwymi chrześcijanami czy buddyści prawdziwymi buddystami, aby ludzie nie czynili sobie zła. Demokracja, w której ludzie myśleliby o innych, dałaby ten efekt.

Niestety, nie ma takiego ustroju, który okiełznałby dostatecznie złe skłonności i głupotę ludzką.

* * *

Mam wielki sentyment do Sumerów. Przez długie lata używano w świecie opracowanych przez Sumeryjczyków miar, ale już w Biblii nie pamiętano o tym, skąd się wzięły ich nazwy. Jednym z sumeryjskich terminów nazwałem swego czasu swoją firmę.

Pamiętam fragment tekstu sprzed 5000 lat, rozmowa ojca z synem.

Ojciec pyta syna: – Gdzie byłeś?
Syn: – Nigdzie nie byłem.

No i czy bardzo zmieniły się stosunki rodzinne w naszych czasach?

Poznałem kiedyś panią doktor Sarzyńską, specjalistkę od Sumerów, tłumaczkę z oryginałów wielu sumeryjskich tekstów. Bardzo ciekawie opowiadała o Sumerach. Spytałem ją, dlaczego w swoich pismach tak często powtarzali te same zwroty i fragmenty tekstu. Powiedziała, że jej zdaniem to dlatego, że tak bardzo się cieszyli z niedawno nabytej umiejętności pisania.

To powtarzanie, przynajmniej trzykrotne, ma starą tradycję. Nie wypada za pierwszym razem przyjąć propozycji. W Biblii mamy fragment, kiedy Abraham kupuje pole i jaskinię Machpela od Chetyty Efrona, aby móc pochować swą żonę Sarę. Efron ofiarowuje mu pole i jaskinię za darmo, a Abraham nalega na kupno, sytuacja się powtarza i w końcu Abraham płaci.

Podobnie jest do dziś w Japonii; jak opowiadała znajoma, nie wypada przyjąć prezentu od razu, ale dopiero gdy darczyńca trzeci raz nalega.

Tłumacząc wypowiedzi Buddy skracałem je:

– Jak sądzicie, o mnisi, zapytał Budda, czy cielesność jest trwała, czy nietrwała?
– Nietrwała, o Czcigodny.
– Czy uczucia, postrzeganie, twory mentalne i świadomość są trwałe czy nietrwałe?

(W oryginale Budda wymieniał oddzielnie te pięć składników osobowości, w każdym przypadku powtarzając pytanie).

Pani doktor Sarzyńska powiedziała mi, że skończyła bodaj leśnictwo, pracowała na uczelni, a kiedy miała 43 lata wybrała się na wykład o Sumerach. To ją tak zafascynowało, że rzuciła wszystko, skończyła archeologię i udało jej się pojechać na wykopaliska do Iraku. Udało jej się zinterpretować ciekawe wykopalisko, którego nikt na świecie nie potrafił wyjaśnić. Potem została jedną z niewielu specjalistek od jakichś sumeryjskich wyrobów.

Nigdy za późno na poświęcenie się pasji.

Cudowny świat Ziemia, schodzace z Nieba miasta i ogniste rydwany |  Argonauta.pl – ufo, archeologia, religia, nauka

* * *

W niektórych krajach powołuje się specjalnie urzędnika, który najpierw niejako z boku ogląda propozycje ustaw przed ich wprowadzeniem, a potem przez rok czy dwa przygląda się działaniu ustawy i wyłapuje ewentualne głupoty. Ale co zrobić, kiedy u nas często wytyka się głupotę ustawy, która ma być uchwalona, a i tak się ją uchwala.

* * *

Anda Rottenberg:

Wciąż bardzo silna jest w naszym społeczeństwie podskórna pamięć poddaństwa, niewolnictwa. Pan to pan, może dać, może zabrać. Ludzie chcą wierzyć, że przyjdzie jakiś nowy, lepszy pan i da.

Wielu z nas chce wierzyć, że ten nowy pan, ta nowa władza, już na pewno dotrzyma słowa. Nawet jeśli doskonale pamiętamy, że już raz czy dwa nas oszukał. A on mówi: ”Nie wierz w to, co widzisz, wierz w to, co ci mówimy”. Jak w bajce o nowych szatach króla. Takie zaklinanie rzeczywistości, dramatyczna potrzeba trzymania się czegokolwiek. Bo ludzie w zasadzie nie chcą być wolni.

Kłania się Hegel i jego paradoks niewolnika. Wolność oznacza odpowiedzialność za wszystko, co się robi. Muszą się zastanawiać nad każdą decyzją, a gdy zainwestują w wodza i mu zawierzą, to on im wskaże drogę. Wystarczy pójść za nim i już za nic nie ponosimy odpowiedzialności.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Alex R. 30.04.2021
  2. jure g 02.05.2021
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com