– Jak prezydencką decyzję odbierali Amerykanie?
– Byli podzieleni. Na pewno jednak do opinii publicznej trafiała argumentacja, że Rosenbergowie bardzo przyczynili się do wzrostu zagrożenia wojną atomową, jaką mogli wywołać Sowieci, z wszelkimi jej skutkami, w tym w postaci śmierci dziesiątków czy setek tysięcy Amerykanów. Pamiętajmy, że działo się to wszystko w klimacie poczynań McCarthy’ego, który wszędzie dostrzegał zagrożenie antyamerykańskie. Nie tylko komunistyczne. W marcu pięćdziesiątego trzeciego, pod jego wpływem, Eisenhower wydał dekret o „oczyszczeniu” armii z oficerów i żołnierzy homoseksualnych. U boku McCarthy’ego pojawiać się zaczął także prokurator Cohn, oskarżyciel Rosenbergów. Łatwo było sobie wyobrazić reakcje, gdyby prezydent złagodził swoją postawę. McCarthy zaatakowałby go otwarcie. Ponadto interwencji na rzecz skazanych u Eisenhowera solidarnie odmawiał Winston Churchill, od dwóch lat znowu premier brytyjski. Był to też argument na poziomie „sojuszniczym”. Wielka Brytania uchylała się od mieszania w sprawy amerykańskie.
– Piątego marca pięćdziesiątego trzeciego umiera Stalin. Budzi się jakaś na nadzieja na demokratyzację imperium sowieckiego. Obrońcy Rosenbergów uważają, że w nowej sytuacji ponowne pozytywne rozpatrzenie apelacji o łaskę może być dla Sowietów sygnałem sprzyjającym cywilizowaniu ich postawy wobec Zachodu…
– Owszem, były takie argumenty. Dodawano także, że Eisenhower zademonstrowałby w ten sposób poczucie amerykańskiej siły, której nie osłabi żadna akcja szpiegowska. Przyznać trzeba, że sytuacja w Moskwie budziła duże zainteresowanie. Realne kierownictwo państwem przyjął Beria i podejmował decyzje łagodzące represje. W ciągu tygodnia po śmierci Stalina z więzień i łagrów wypuszczono około dwieście tysięcy ludzi starszych, chorych i matki dzieci do lat dziesięciu. Złagodzono rygory więzienne i poprawiono warunki przetrzymywania. Przeprowadzono liberalizację kodeksu karnego oraz wprowadzono zakaz tortur w śledztwach i zaczęto ujawniać przypadki skazywania na podstawie zeznań, jakie nimi wymuszono. Wstrzymana została agresywna propaganda antysemicka. Większe uprawnienia przekazano władzom republik związkowych. Przesuwano środki z finansowania przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego do przemysłu lekkiego, spożywczego i rolnictwa, by uzyskać dostrzegalną poprawę warunków życia. Powiało odwilżą w relacjach międzynarodowych. Zrezygnowano z bezpardonowej krytyki ONZ jako „narzędzia imperialistycznej dominacji amerykańskiej”. Złagodzony został ton krytyki państw zachodnich. Odwołano z nich część szpiegów i agentów. Popuszczono także moskiewskim państwom wasalnym wycofując z nich znaczną część „specjalistów” kontrolujących resorty wojskowe i spraw wewnętrznych. Szczególnie widoczne było to w NRD. Beria zasugerował nawet gotowość rozmów na temat projektu zjednoczenia Niemiec jako państwa całkowicie neutralnego, zdemilitaryzowanego i bez obcych wojsk. Oczekiwał jednak paromiliardowej rekompensaty, którą planował wykorzystać na modernizację gospodarki sowieckiej i poprawę warunków życia. Zgłaszał chęć rozmów na temat pokojowego uregulowania sytuacji w Korei. Podobno miał również przeciągać decyzję o terminie próbnej eksplozji sowieckiej bomby wodorowej, aby nie eskalować napięcia w relacjach ze Stanami.
– Z początkiem kwietnia do Ameryki przybywa z pierwszą oficjalną wizytą kanclerz Niemiec Konrad Adenauer…
– Oczywiście wizyta była konsekwencją wydarzeń w Związku Sowieckim, a przede wszystkim płynących stamtąd pomysłów zjednoczenia Niemiec formułowanych najpierw wiosną czterdziestego drugiego przez Stalina oraz aktualnie przez Berię. Adenauer przypłynął do Nowego Jorku szóstego kwietnia, gdzie sekretarz stanu John Foster Dulles witał go jako „pioniera jedności, siły i wolności w Europie”. Następnego dnia został przyjęty przez prezydenta Dwighta Eisenhowera, który zapewnił go, że żadne porozumienie w sprawie niemieckiej ze Związkiem Sowieckim nie zostanie podjęte bez konsultacji z rządem federalnym Niemiec. Z kolei kanclerz zapewnił o niewzruszonym sojuszu ze Stanami Zjednoczonym. Tego samego dnia Adenauer w murach naszego Georgetown University otrzymał doktorat honorowy przyznany mu z inicjatywy uczelnianego Wydziału Prawa. Byłem na uroczystości w reprezentacyjnej auli Gaston Hall i byłem pod wrażeniem niemieckiego przywódcy. Oczywiście uważałem, że o żadnym zjednoczeniu niemieckim postulowanym przez Sowietów mowy być nie może, dopóki ich imperium pozostawać będzie, jakim jest.
– To był „kij”. Była też „marchewka” pokazana Moskwie…
– Szesnastego kwietnia prezydent Eisenhower wykonał ważny gest. Podczas transmitowanego przez radio i telewizję waszyngtońskiego spotkania z wydawcami prasy codziennej wygłosił przemówienie, w którym zwracał uwagę na koszty zimnowojennego wyścigu ponoszone przez społeczeństwa amerykańskie i sowieckie oraz pożytki dla zwykłych ludzi, jakie mogłoby przynieść odprężenie polityczne i ograniczenie produkcji zbrojeniowej. Mówił, że każda wyprodukowana broń, każdy nowy okręt wojenny, każda rakieta oznacza okradanie tych, którzy głodują i nie są karmieni, tych, którzy są zmarznięci i nie są ubrani. A świat zbrojący się po zęby nie wydaje pieniędzy sam. To nie jest żaden sposób na życie. Pod chmurą groźnej wojny ludzkość wisi na żelaznym krzyżu. Jak długo tak będzie, zależy przede wszystkim od Moskwy.
– Wszystko to musiało budzić zainteresowanie opinii amerykańskiej.
– Oczywiście. Wyraźnie odczuwałem to także na swoich zajęciach ze studentami. Niekiedy nadmiernie entuzjastycznymi wobec tych powiewów liberalizacji. Starałem się te nastroje tonować. Nazbyt dobrze znałem Sowiety, aby ufać ich sygnałom, które w ciągu jednego dnia mogły okazać się grą pozorów. Beria, twórca sowieckiego systemu zbrodniczej opresji, w tym kat polskich oficerów wymordowanych w lesie smoleńskim, a teraz puszczający oko do Ameryki, jakoś nie wyglądał mi na szczerego reformatora. Uważałem to za rodzaj jego gry w przyjmowaniu całkowitej kontroli nad Związkiem Sowieckim, do której przecież nie tylko on aspirował.
Zapewne jeszcze wyższy niż mój poziom sceptycyzmu obecny był w amerykańskich kręgach decyzyjnych. Także w aspekcie potencjalnego rozważania nowej apelacji o łaskę dla Rosenbergów.
– W kwietniu ponownie głos zabrał w ich sprawie Watykan…
– To prawda. Szesnastego tego miesiąca w „L’Osservatore Romano” ukazał się obszerny artykuł jezuity P.F. Cavelliego „Doniosłość interwencji”. Motywem był apel Piusa XII o ocalenie Rosenbergów poparty szerokim wywodem na temat innych papieskich działań humanitarnych. Poruszające było przywołanie sytuacji synów skazanej pary – dziewięcioletniego Michaela i sześcioletniego Roberta – oraz ich samych, których los został zawieszony w „komorze śmierci”. Tekst odnosił sie także do propagandy komunistycznej, oskarżającej papieża o bezczynność i brak serca w sprawie skazanych, do czego pretekstem stała się dyplomatycznie dyskrecjonalna forma interweniowania. Przyjęta między innymi dlatego, że by nie czynić wrażania, iż głowa Kościoła uzurpuje sobie prawo ingerowania we władzę świecką Stanów Zjednoczonych. Artykuł zwracał także uwagę, że interwencja dotyczyła osób w żaden sposób niezwiązanych z Kościołem katolickim, a wynikała z ogólnych wskazań wywodzonych od Boga nie tylko przez katolików czy protestantów. W tym przykazania o niezabijaniu. Powszechnie uznano publikację za ponowienie interwencji.
– Niebawem nastąpił ruch Moskwy w sprawie skazanego w Czechosłowacji Williama Oatisa…
– Dokładnie miesiąc po artykule Cavelliego, szesnastego maja Oatis został zwolniony z więzienia. Na miesiąc przed wyborami nowego prezydenta Czechosłowacji. Poprzedni Klement Gotwald zmarł piętnastego marca, pięć dni po powrocie z pogrzebu Stalina do Pragi. Podobno zszedł na zwał, choć nie brakowało plotek, że mógł zostać otruty. Powszechnie było jasne, że jego następcą zostanie dotychczasowy premier Antonín Zápotocký. To do niego napisała poruszającą prośbę o łaskę dla męża Laurabella Oatis. Premier zareagował pozytywnie. Taka była wersja oficjalna. Nikt nie miał złudzeń, że musiało się to stać zgodą Berii. W Waszyngtonie podano z, że gniewny list skierował do Pragi także Eisenhower. Bill Oatis powracał do kraju w aurze bohatera. A na biurku prezydenta pojawiał się list od… Micheala Rosenberga, syna Juliusza i Ethel.
Spójrzmy nań i przeczytajmy tłumaczenie:

Drogi Prezydencie Eisenhower,
Zobaczyłem w poniedziałek w telewizji Pana Oatisa, który już więcej nie będzie w więzieniu, bo prezydent kraju pozwolił mu odejść. Mówiono, że to się stało po liście do Prezydenta, kiedy ona (żona) opowiedziała, dlaczego Pan Oatis powinien zostać wypuszczony. Myślę, że jest dobrą rzeczą, że pozwolono mu iść do domu, ponieważ myślę, że więzienie jest bardzo złym miejscem do przebywania tam dla każdego.
Moja mama i tato są w więzieniu w Nowym Jorku. Mój brat ma sześć lat i na imię Robby. On bardzo za nimi tęskni i ja też tęsknię. Wpadłem na pomysł, aby do Ciebie napisać po zobaczeniu Pana Oatisa w telewizji.
Proszę, pozwól mojej mamie i tacie wyjść, nie pozwól, żeby coś się im stało. Jeżeli wrócą do domu Robby i ja będziemy bardzo szczęśliwi i będziemy ci bardzo dziękować.
Szczerze oddany, Michael Rosenberg
