Marek Jastrząb: Owacje na leżąco

10.06.2021

Zawsze mamy dość siły, aby znieść cudze nieszczęście.

FRANÇOIS DE LA ROCHEFOUCAULD

Wynalezienie prasy w XVIII wieku spowodowało, że przekazywanie informacji stało się szybsze niż dostarczanie jej przy pomocy listu lub herolda. Jednak odkąd nastąpiły takie frajdy, jak telewizja, radio, zaś jeszcze później – epistolarne udogodnienia w rodzaju Facebooka, zaczęło się narzekanie na standaryzację pomyłek i jednakowość przekazu. Lecz najważniejsze, bo dziennikarskie wyrazy ubolewania należą się odbiorcom oficjalnych informacji. Wiadomości dostarczanych zarówno przez prasę papierową, jak i przez Internet.

Mowa tu o poważnych przekaźnikach internetowych jak Onet czy Interia. O źródłach, od których można by oczekiwać rzetelności w podawaniu wyłącznie sprawdzonych faktów. Można by, ale nie idzie, gdyż nadaremnie alarmują językoznawcy, iż niektórzy (na szczęście wciąż nieliczni), dzisiejsi żurnaliści używają niewielu słów, piszą niegramatycznie, że ich teksty nie są poddawane korekcie.

Mowa tu nie o plotkarskich magazynach zajmujących się newsami kto z kim żyje i ZA ILE. O śmietnikowych periodykach rozsiewających niedyskretne i mało subtelne przypuszczenia, rozważania o rozwodach, zdradach i skandalach. Od nich nie można oczekiwać niczego poza utratą wiarogodności, bo obowiązują w nich żelazne zasady polegające na ich braku, oraz na wyluzowanych kryteriach. Tam na porządku dziennym są marketingowe chwyty zależne od rzekomych „sensacyjnych treści”. Treści wprowadzających w błąd, bo, poza tytułem artykułu, niezawierających ani odrobiny bomby.

Aż tu święta krowa populizmu chlasnęła ogonem i poważne przekaźniki unieważniły dotychczasową rzetelność: zaraziły się od plotkowiczów i przejęły ich nawyki, a miast podwyższyć poziom swoich usług, obniżyły loty wprowadzając do wiadomości „z kraju i ze świata” – sprawozdania prosto z magla.

Wnet lube plotki i wszeteczne poliszynele jęły się rozprzestrzeniać po gumnach i strzechach, a zasłyszane zwierzenia zajęły miejsce publicznych widowisk z szubienicznikami w roli głównej. Barbarzyńskie imprezy i napitkowe pikniki z atrakcjami w postaci łamania kołem, ćwiartowania i włóczenia flaków po majdanie, zastąpione zostały humanitarnymi, a więc znacznie łagodniejszymi formami okrucieństwa: podniecającym zaglądactwem w cudze życiorysy.

Pod pozorem troski o szarego obywatela weszły do informacyjnego repertuaru zawistne obwąchiwania, na tapetę wskoczyło chowanie w krzakach i służenie za materac. W skład elektorackich zainteresowań weszły donosy, posądzenia i szukania potencjalnych dziur w moście.

Zazwyczaj prywatne, przeważnie intymne, namiętnie drastyczne i z nutą pikanterii, ujawniane po wielkiemu cichu i w tubalnym zaufaniu, podpatrzone tajemnice małżeńskiej lub konkubinackiej alkowy, kwitną. Wywlekane na publiczną arenę, poddawane obleśnym i podłym komentarzom, zawierają informacje oparte o pogłoski, informacje niezupełne i rozmydlone, bo zmontowane z mgły uważanej za pewnik.

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Maria 13.06.2021
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com