12.06.2021

Patrzę na obraz dobrze mi znany. Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa. Od 1985 do 2005, a więc przez dwadzieścia lat odprawiałem tam msze. Przez kilka lat byłem nawet rektorem kleryków, którzy w tym kościele przygotowywali się do pracy jako jezuici. Ale jakoś ten widok nie napawa mnie wzruszeniem. Za moich czasów nigdy tylu biskupów się w bazylice NSPJ nie zjawiło. I może i dobrze.
Brak wzruszenia, a jeśli już to rosnąca irytacja ma związek z tym, że 11 czerwca 2021 odegrał się tam kolejny spektakl obłudy polskich biskupów z przewodniczącym episkopatu na czele. Bo jak inaczej odczytać takie oto słowa wygłoszone przez Gądeckiego:
Przepraszamy za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich, popełnione zwłaszcza przez niektórych duchownych i związane z tym grzechy zaniedbania ich przełożonych.
Lista przeprosin jest dłuższa:
Przepraszamy za nałogi i uzależnienia, za prywatę, partyjniactwo, agresję i niezdolność do dialogu. Przepraszamy za brak czci dla tego, co święte, w tym próby instrumentalnego traktowania religii”.
Pojawił się też motyw wyznania grzechów:
W obliczu Twego miłosierdzia wyznajemy ze skruchą nasze grzechy indywidualne i społeczne. Przepraszamy za brak szacunku dla życia, także tego najsłabszego, ukrytego pod sercem matki.
Przecież dokładnie w tym samym czasie większość zgromadzonych w jezuickim kościele biskupów przemyśliwuje jak wymigać się od ciążącej na nich odpowiedzialności. Nie przestają polaryzować społeczeństwa popierając bezwstydnie rządzącą partię, która zapewnia im bezkarność.
Szczególnie obłudnie zabrzmiał taki oto fragment ponowienia aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, jakiego dokonał abp Stanisław Gądecki wraz z całym Episkopatem:
Uwolnij nas od wzajemnej nienawiści i pogardy, od ducha niezgody i raniących podziałów. Daj nam światłe oczy serca, abyśmy przestali dostrzegać w sobie wzajemnie przeciwników, a zobaczyli współdomowników – w Twoim Domu, a także w tym domu, który ma na imię Polska.
A przecież to właśnie biskupi wraz ze swoim przewodniczącym sieją nieustannie nienawiść i pogardę wobec tych, którzy nie podzielają ich religijnego fundamentalizmu. Przecież to oni właśnie widzą w innych przeciwników, a nie sprzymierzeńców. Czy oni tego naprawdę nie widzą, czy po prostu wdali się w obłudną grę? Ale może się mylę, może naprawdę biskupi się nawrócili i okazali skruchę a przeze mnie przemawia człowiek małej wiary.
Oto co powiedział 12 czerwca, a więc już następnego dnia po pamiętnym akcie poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w Krakowie kaznodzieja abp Marek Jędraszewski w Kalwarii Zebrzydowskiej. Zapewne nie bez kozery właśnie on został do tej funkcji wybrany, znany wszak jest jako złotousty i używający wyjątkowo pojednawczego tonu swoich wystąpień. W istocie było to wystąpienie wyjątkowo uduchowione, choć pewnie nawet nie wszyscy biskupi byli w stanie wznieść się na wyżyny zaproponowanej mistyki wspólnoty serc. Oto fragment wzniosłej homilii abpa Jędraszewskiego:
…zbieżność liturgicznych obchodów Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny i Najświętszego Serca Pana Jezusa skłania, abyśmy raz jeszcze powrócili do idei Eleusy, która w swej istocie mówi o przedziwnej wspólnocie Serc Jezusa i jego Przeczystej Matki.
Czyżby doszło do przełomowej przemiany i od dzisiaj Jędraszewski z Gądeckim będą mówić o miłości i zapomną i języku nienawiści?
W tym czasie jeden z dziennikarzy próbował zadać Gądeckiemu kilka prostych pytań. Nie było mu dane usłyszeć odpowiedzi, wszyscy biskupi oddalili się na bezpieczną odległość od dziennikarzy tylnym wyjściem. Spieszyli do Kalwarii Zebrzydowskiej, tam zapewne również wygłoszą długą listę przeprosin.
Zastanawiam się jak długo ten spektakl bezczelnej hipokryzji będzie trwać i jak długo społeczeństwo (przynajmniej znaczna jego część) będzie to widowisko tolerować.


Podejrzewam, że biskupi przeczuwają lub wiedzą co ma im do „zaproponowania” papież na spotkaniu na które ich wezwał i tego typu deklaracje będą się pojawiać częściej, przynajmniej do końca września tego roku. Tego rodzaju akty zbiorowej hipokryzji są swego rodzaju „ostrzałem artyleryjskim” mającym wytrącić papieżowi argumenty. Mam nadzieję, że Franciszek nie da się nabrać na takie spóźnione i nic nie znaczące deklaracje. Tym bardziej, że są puste.
Myślę , że polscy biskupi powinni wykonać słynny ruch ” Marxo-Kardynalny”.( może pod taką nazwą przejdzie do historii jak ” Obrona Sycylijska ” w szachach ) i podać się do dymisji. A wtedy Franciszek ze łzami w oczach będzie ich prosił by jednak pozostali i zrobili wszystko by już więcej nic się nie wydało ,bo przecież już tyle zrobili i ich dymisja byłaby objawem słabości i przyznania się do winy.I, że są Lux Mundi.I chociaż świecą czarnym światłem to lepsze takie niż jakieś ”Światło Bezbożnego Humanizmu”.
Polscy biskupi będą się kręcić, dopóki dostają zasilanie od polskiej władzy. Ich napędem są pieniądze. Dopóki rządzi katoprawica, dopóty będą pieniądze na katoprawicową propagandę, której częścią jest propaganda kościelna. Papież nic nie zmieni w mechanizmie kupna propagandy przez polityków i jej sprzedaży przez duchownych. Dymisja kilku notorycznych łajdaków tylko dostarczy alibi pozostałym. Wszystkich papież nie może zdymisjonować, bo potrzebni są administratorzy. Dlatego może odesłać niektórych. Reszta pozostanie i nadal będzie sowicie opłacana przez PiS za swoje kurewskie usługi.
Jedyne, co może zakończyć ten bajzel, to masowe odejście tzw. wiernych. Ale to się nie stanie, bo polski katolicyzm to są przede wszystkim rytuały społeczne. Takie rozmaite święta Trybuny Ludu, wianki, czy inne dożynki, tylko z krzyżykiem. Pierwsza komunia i inne takie. Chrzciny, bierzmowania, i pogrzeby. Nic się tu zmienić nie może, dopóki cmentarze są własnością Kościoła. Lud będzie narzekał i będzie płacił, przy okazji wysłuchując kościelnego szczucia. Przy kolejnych wyborach lud znów zagłosuje na katoprawicę, bo w głowach będzie się tlić pytanie „a co, jeżeli naprawdę pambuk mnie kopnie w tyłek, jeśli nie zagłosuję, jak trzeba?” Za to właśnie płaci katoprawica. Papież nic nie zmieni w tym mechanizmie.
Uduchowiony język abpa Jędraszewskiego to nic innego, jak zapewnienie, że z jego strony żadnych zmian oczekiwać nie należy. Wszak eleusowa “mistyka wspólnoty serc” nie do żyjących tu i teraz się odnosi, lecz do „przedziwnej wspólnoty Serc Jezusa i jego Przeczystej Matki”. Zwłaszcza podkreślenie, że “Przeczystej” nie pozostawia złudzeń co do adresatów i adresatek tego zawoalowanego apelu o powrót do… dobrej starej nowomowy pobożnościowej.
Uduchowiony język abpa Jędraszewskiego to nic innego, jak zapewnienie, że z jego strony żadnych zmian oczekiwać nie należy. Wszak eleusowa mistyka wspólnoty serc nie do żyjących tu i teraz się odnosi, lecz do „przedziwnej wspólnoty Serc Jezusa i jego Przeczystej Matki”.. Zwłaszcza podkreślenie, że “Przeczystej” nie pozostawia złudzeń co do adresatów i adresatek tego zawoalowanego apelu o powrót do “przedziwnej” nowomowy pobożnościowej.
„abyśmy raz jeszcze powrócili do idei Eleusy”
Te stworzone przez KK idee, teoryjki, nadinterpretacje, dogmaty o takim sercu Jezusa i Maryi, o królu i królowej i innych namnożonych przez wieki idei miało i ma na celu zmuszanie wiernych do utrzymania ich obchodów i celebry duchownych, którzy przy takich okolicznościach wygłoszą podobne frazesy jak Jędraszewski a lud pokornie uczestniczy, płaci i dalej mocno wierzy, że autorem tych idei jest Bóg.
…Wielka jest radość w niebie z jednego nawróconego grzesznika , a co dopiero kiedy o nawróceniu mówi taki chór wujów . Zabrakło jedynie postu , lewatywy i elektrowstrząsów czyli tego co ” zalecają ” dla ” pogubionych ” w swojej orientacji seksualnej by ich sprowadzić na właściwą drogę.