Zbigniew Szczypiński: Nie ma czasu na wakacje!

25.06.2021

Ale się porobiło… Sejm, sprowadzony przez rządzących do zwyklej maszynki do przepychania kolejnych ustaw rozwalających wszystkie, nawet najbardziej elementarne zasady, konstytuujące demokratyczne państwo prawa w naszej cywilizacji europejskiej, na nocnym posiedzeniu obronił ministrów rządu premiera Morawieckiego i wicemarszałka Sejmu, (będącego faktycznie marszałkiem…), na których ciążyły poważne zarzuty.

Każdy, kto choć przez chwilę był obserwatorem tego widowiska, mógł naocznie przekonać się, że polski sejm nie jest już żadną – a tym bardziej najwyższą – władzą ustawodawczą, gdzie spierają się racje i argumenty, gdzie zwycięża mądrość zbiorowa (jeżeli coś takiego istnieje). Sejm obecnej kadencji jest miejscem, gdzie większość głosów, uzyskiwana przy pomocy dyscypliny narzucanej przez liderów partii głosuje wbrew wszelkiej logice, wbrew prawu i… zwykłej przyzwoitości.

Tamtej nocy odbył się spektakl rozpisany na głosy tak opozycji, jak i większości rządowej, który zostanie na długo zapamiętany jako ostateczny upadek autorytetu i powagi przynależnej Sejmowi RP.

Opozycja, zgłaszając wotum nieufności wobec trzech ministrów jako podstawę, miała wnioski sformułowane w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, mówiące wprost o złamaniu prawa przez ministrów i premiera. Najwyższa Izba Kontroli jest organem konstytucyjnym, dysponującym kadrami kontrolerów najwyższej próby. To nie jest jakaś sejmowa komisja śledcza, to organ państwa. A jeśli tak, to niech ktoś mi wytłumaczy: jak to możliwe, że tak ciężkie zarzuty wobec wysokich urzędników państwa rozpatruje organ polityczny, a nie jakiś niezależny sąd. Tylko wtedy nie będzie tak jak było – wychodzą przedstawiciele opozycji i formułują wnioski o dymisje na podstawie wyników kontroli NIK, a potem na trybunę wchodzi poseł partii rządzącej i wprost odwraca te zarzuty czyniąc z nich powód do chwały, a nie do dymisji ministrów czy marszałka Terleckiego.

A wszystko to w późnych godzinach wieczornych i nocnych, wtedy gdy „suweren” ogląda i przeżywa mecz polskiej reprezentacji piłkarskiej, który jest stokroć ważniejszy dla ogromnej większości niż sejmowy kabaret.

To, że Sejm RP zbiera się tak rzadko – a jeśli już, to pracuje po nocach – jest dowodem, że przestaliśmy być demokracją parlamentarną. Można oczekiwać, że prezes niebawem zastąpi parlament reprezentacją narodu wyznaczoną przez siebie, reprezentacją prawdziwych Polaków-katolików (bo przecież nie katolik to nie Polak).

Może to za ostra teza, ale patrząc na ten sejmowy cyrk myślę sobie, że może i lepiej dla wszystkich – i taniej – byłoby, zamiast wybierać posłów, uruchomić algorytm komputerowy. Nawiązuję tu do wyników badań opinii, z których wynika, że obywatele kilku już krajów w UE opowiedzieli się za takim rozwiązaniem.

Tak jak jest – dalej się nie da. Chyba że chodzi właśnie o to, aby ostatecznie obrzydzić ludziom rządy demokratyczne i stworzyć przesłanki oddania całej władzy wodzowi, który namaszczony przez boga, a przynajmniej przez jego ziemskich urzędników poprowadzi nas do zdrowia, szczęścia i radości; zaś „Polska będzie rosła w siłę, a ludziom żyło się będzie dostatniej”.

Przygotowania do przeprowadzenia przyspieszonych wyborów idą coraz bardziej intensywnie. Oprócz celów dalekosiężnych określanych przez ministra Czarnka wobec młodego pokolenia, ale i polskiej nauki, celów na lata, a nawet dziesięciolecia – mamy „wrzutki” parlamentarne w postaci propozycji zmian w prawie odrzucających całkowicie jakiekolwiek roszczenia ofiar holocaustu, największej, na zimno zaplanowanej i dokonanej zbrodni w najnowszej historii.

Nie wypowiadam się na temat rozwiązań prawnych, nie moja działka, ale nie sposób nie zauważyć zbieżności tej propozycji z możliwością oparcia nadchodzącej kampanii wyborczej na tradycyjnym polskim antysemityzmie. Można będzie grać na dwóch fortepianach: wrogu wewnętrznym, jakim są ci zboczeńcy zgrupowani w LGBT – i zewnętrznym, jakim jest światowe żydostwo. To są samograje dla znaczącej części elektoratu PiS. Dla reszty będą dodatkowe wypłaty 13 i 14 emerytury oraz zapowiedzi innych dobrodziejstw od Jarosława (pamiętamy jak nie tak dawno, premier Szydło krzyczała ze sceny do zgromadzonych na wiecu – to jest prezent od Jarosława, a sala biła brawa).

Kuchnia każdej władzy jest zawsze brudna – ale takiego burdelu nie było u nikogo. Ten bałagan nie jest jednak efektem przepracowania i ogromu prac, jakie nasz ukochana władza bierze na swe barki. Ten bałagan w znacznej mierze wynika z zimnej kalkulacji, jest wprowadzany świadomie i celowo. Z myślą o korzyściach, jakie z niego mogą wyniknąć dla rządzących.

Co jeszcze musi zrobić minister Czarnek – profesor KUL, czy marszałek Terlecki-– profesor UJ, aby w proteście wyszło nie kilkaset osób jak to miało miejsce niedawno, a kilkaset tysięcy jak to miało miejsce przy innych sprawach? Dalsza bierność Polaków oznacza jedno – gdy sytuacja w końcu pęknie, gdy przyjdzie czas na zmianę, to koszty tej zmiany będą znacznie wyższe niż gdyby stało się to teraz.

Idą wakacje, wszyscy chcą zapomnieć o wirusie, to zrozumiałe. Ale tak, jak nie jest pewna przyszłość co do powtórki i kolejnej fali zachorowań jesienią, tak mamy pewność, że dalsze trwanie tej ekipy musi doprowadzić do całkowitej destrukcji państwa i jego upadku na arenie międzynarodowej i zapaści kulturowej wewnątrz kraju.

Szczepienia doszły do bariery, nie ma chętnych do szczepienia się teraz … gdy mamy szczepionki.

Rząd wymyśla loterię, na której ci co się zaszczepią mogą wygrać na przykład hulajnogę.

Rząd nie wprowadza rozwiązań opartych o przymus administracyjny tylko i wyłącznie dlatego, że mogłoby to wzbudzić niechęć wobec władzy. My Polacy nie lubimy bowiem tych, którzy nas zmuszają do czegokolwiek, nawet do zadbania o siebie i swoich bliskich. Jeżeli część ludzi nie poszłaby wówczas do wyborów albo, co jeszcze gorzej, zagłosowała na opozycję, to lepiej niech umrze jeszcze wielu – aby tylko ekipa rządząca rządziła dalej i dalej korzystała z przywilejów.

To, że takie myślenie jest obecne wśród rządzących znajduje dowód w treści rozmów i maili, jakie wyciekły ze skrzynek ministrów i są do poczytania w sieci. To, że jest to poza wszelką etyką, to inna sprawa.

Zwycięzców wszak nikt nie sądzi, to oni sądzą swoich przeciwników. Czy zawsze?

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. jure g 26.06.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 26.06.2021
      • jure g 26.06.2021
  2. z.szczypinski@chello.pl 28.06.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 01.07.2021
      • Jerzy Łukaszewski 01.07.2021