Zdanie odrębne

30.06.2021
Najprostsza dystynkcja w obrębie kultury to: wysoka i niska, elitarna i popularna, prosta i wyrafinowana; antonimów może być więcej… Obie formy kultury są ważne, wszak zaspokajają różne gusta i potrzeby. Nie można się odwracać od kultury popularnej dlatego, że nie jest wyszukana. Nie należy też niszczyć elitarnej za to, że proponuje wyższy poziom doznań, przeżyć, a czasem przemyśleń. Wzajemna zależność tych dwu rodzajów/typów kultury jest oczywista. Pierwsza może być źródłem drugiej, czego przykładem muzyka Chopina, wyrastająca z chłopskich śpiewów i tańców, podpatrywanych przez małego chłopca. Bywa też na odwrót, kiedy wyrafinowany twórca wypowiada się poprzez to, co ludowe, nadając mu rangę artystyczną (Szymanowski). Wartość i znaczenie tego, co proste, a nawet prymitywne w kulturze (w znaczeniu – pierwotne, oryginalne!) potrafili docenić uczeni i pisarze – Kolberg, Malinowski, Reymont, Wyspiański i inni.
Na aktualnym etapie dziejów Polski, zadekretowanym od roku 2015, kultura wysoka ma charakter drugorzędny; jest konsekwentnie i systematycznie wypierana przez niską, plebejską, schlebiającą masom. Lansują ją „media narodowe” – propagandowa tuba partii ludzi z jakimś kompleksem. W sferze muzyki jest to np. disco polo, które zdominowało imprezy i koncerty na wolnym powietrzu, konferencje, spotkania integracyjne, a także uroczystości religijne, komunie, wesela, doroczne spędy radiomaryjne, czy spotkania z ludźmi polityki. Wkrótce – da Bóg i stypy, wszak nie jeden zmarły życzyłby sobie takiej oprawy muzycznej, opuszczając ten padół łez …
Ważnym krokiem w stronę kultury wyższej jest ciągle jeszcze słowo pisane. Przejęcie przez firmę paliwową kilkudziesięciu pism regionalnych i lokalnych, wymiana redaktorów naczelnych dzienników i tygodników, zwalnianie i dobrowolne odchodzenie zdolnych i zasłużonych dziennikarzy – to ostatnie ruchy domykające system w obszarze prasy codziennej, która wkrótce zacznie mówić jednym głosem. W gazetkach samorządowych to już stan naturalny; wszak ich „bezstronność i obiektywizm” są zależne od sponsora – burmistrza, prezydenta miasta, wójta; być może od sołtysa-arcybiskupa…
*
Sytuację ideowo-polityczną w piśmiennictwie kulturalnym wyższej rangi przygotowały wcześniej periodyki rodzimych mesjanistów. Ci nieźle wykształceni czterdziestolatkowie – jeszcze w czasie, kiedy dominował pluralizm poglądów, swoboda myślenia i badań (zwłaszcza w humanistyce) – odrzucili „ciepłą wodę w kranie”, jako służącą wyłącznie ciału. Uznali, że dyskryminowany polski duch ma prawo do wyższych doznań, które zagwarantują nam powrót do idei „narodu wybranego”. Nasza „bohaterska” przeszłość – znaczona „cierpieniem i ofiarą” – zasługuje nie tylko na ciągłe przypominanie, ale i reaktywację, którą uznali za imperatyw historyczno-moralny. Wątek religijny ma dla nich znacznie poboczne; zwłaszcza że mesjanizm dawno temu został uznany za herezję. Ważniejsze jest przypominanie swoim i obcym, a zwłaszcza zdeprawowanej Europie, że polski naród i Kościół to depozytariusze wartości, które tworzą tzw. cywilizację chrześcijańską. Kwintesencją takiego myślenia jest książka Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmijącej, której autor uważa „impuls mesjanistyczny” za „potężny środek regeneracji zepsutego świata”. „W jaki […] sposób pogodzić można na płaszczyźnie wartości mesjanistyczną ideę regeneracji ludzkości z ewidentną sympatią do zaściankowego, ksenofobicznego tradycjonalizmu wiejskiego »Polaka–katolika«?” – pytał na marginesie tej książki nieżyjący już Andrzej Walicki.
Mesjaniści nowej generacji sugerują, że racjonalne myślenie można zastąpić polityczną teologią, dywagacjami o historycznej roli Kościoła, mnożeniem sofizmatów przypominających akty strzeliste albo hermeneutyką, czyli wykładaniem – rzekomo wszechstronnego – dorobku polskiego papieża; też mesjanisty! W takim duchu moderują audycje radiowe, debaty telewizyjne tudzież rozmaite konferencje i zjazdy.
Przedstawiając się jako katolicy konserwatywni za swego głównego wroga uznają tzw. liberalnych katolików, których utożsamiają ze – znienawidzonym przez Kościół – liberalizmem politycznym. Jeden z nich głosił jakiś czas temu, że „Chrześcijanie do świata mają się tak, jak dusza do ciała”. Milczy jednak, kiedy w rodzimym chrześcijaństwie ciało na dobre zdominowało duszę. Oto fragment jego niegdysiejszej wypowiedzi: „Religia jest ostatnią nadzieją świata. Jeśli uznamy, że świat nas nie obchodzi, zapadnie zmrok”. Na razie zmrok zapada nad polskim Kościołem, ponieważ za bardzo obchodził go świat. Wypowiedź tę można traktować w wymiarze apokaliptycznym albo groteskowym – jak kto woli…
*
Jednym z niedomkniętych fragmentów nowego ładu kulturowego pozostawały do niedawna zasłużone czasopisma z długą tradycją. Trzeba je było szybko przejąć i spiąć z resztą polityki „kulturalnej” i „historycznej”, by nie sprawiały wrażenia, że się wymknęły i żyją własnym życiem…
Politycznemu przejęciu najdłużej opierały się periodyki reprezentujące kulturę wysoką. W części z nich wymieniono redaktorów naczelnych, w niektórych proces „unarodowienia” jeszcze trwa. Oto wydawca najstarszego pisma literackiego (powstało w roku 1945!), nie licząc się ze zdaniem redakcji, nominuje najpierw zastępcę, a następnie redaktora naczelnego. Związki obydwu panów z pismem są symboliczne; obydwie nominacje mają więc charakter polityczny, a nie merytoryczny.
Jak słychać, styl pracy nowego naczelnego cechują: arogancja, protekcjonalizm, bufonada, brak zrozumienia tego, czym było pismo za takich redaktorów jak: Kazimierz Wyka, Jarosław Iwaszkiewicz, czy Jerzy Lisowski. Również w ostatnich latach, kiedy redakcja starała się utrzymać wysoki poziom poprzedników… Nowe kierownictwo przerabia zasłużony periodyk w jego ideologiczną karykaturę. Efekt – z redakcji odchodzi szef działu poezji, którym kierował 25 lat!
Podobnie jest w najstarszym piśmie filozoficznym, które powstało jeszcze pod koniec XIX wieku (1897). W przeszłości redagowali go: Władysław Weryho, Władysław Tatarkiewicz, Jacek Hołówka. W jednym z najbliższych numerów poświęconym zmarłemu niedawno Andrzejowi Walickiemu miał się ukazać niewinny felieton dedykowany Profesorowi w 90 rocznicę urodzin, ale go wycofano… Oficjalnie – ponieważ był już wcześniej drukowany; nieoficjalnie – bo traktując o Rzeczpospolitej szlacheckiej, zawierał nawiązanie do aktualnej rzeczywistości. By go zdjąć tuż przed drukiem, niepotrzebny był Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Zastąpił go „ostrzegawczy głos” (gr. daimonion) redaktora naczelnego, czyli jego prywatny cenzor wewnętrzny…
*
Parę dni temu narodowa, bo przecież nie publiczna, telewizja w II programie wyemitowała – o zgrozo! – sztukę Jerzego Żurka w reżyserii Macieja Wojtyszki pt. Casanowa (1997). Przedstawia ona epizod z życia wielkiego podróżnika, uwodziciela i skandalisty, który dał się uwikłać w porwanie króla Stanisława Augusta. Europejski awanturnik, a zarazem wnikliwy obserwator polskiego życia, mówi o nas: „ciemny naród, zakochany w swojej ciemnocie”.
J S

Nic dodać, nic ująć. Choć może dodać to i owo by się dało zwłaszcza o tym, co sie dzieje w edukacji. Jej bohater heroicznie kończy dzieło dewastacji rozpoczęte przez poprzedników i poprzedniczki i zapewne zyska stałe i prominentne miejsce w historii. Nie wykluczam też, że wspomniana historia okaże się na tyle wspaniałomyślna, że go wymaże quam primum. Jak mi napisał jeden z rektorów gdy mu podziękowałem za rozmowę, którą z nim przeczytałem w jednym z poczytnych tygodników, trzeba robić to, co potrafimy najlepiej. Ujął to tak celnie, że pozwolę sobie jego słowa przytoczyć: „Tak, tak myślę, że nadajemy panu Czarnkowi i pani Nowak nadmierne znaczenie polemikami i protestami, zamiast skupić się na tworzeniu znaczeń czy raczej na ich performowaniu w zdarzenia i wypełnianiu nimi instytucji, jakie nam jeszcze pozostały, z uczelniami na czele. Myślę bowiem, że dziś to uniwersytety są lub mogą być wzorami dobrze funkcjonującego państwa, gdzie młodzi i starzy dają i biorą lekcje demokracji, wydatkowania pieniędzy publicznych, dobrej debaty, dialogu międzypokoleniowego, dialektyki tradycji i innowacji, szacunku wobec dorobku przeszłości i niezbędnego sceptycyzmu wobec każdej wiedzy skończonej.” Nie wszędzie się tak dzieje, ale dobrze wiedzieć, że takie miejsca jednak w Polsce są.
Domykanie kultury to kolejny etap kreacji człowieka bezmyślnego, co
ściśle łączy się z niszczeniem edukacji, a raczej z resztkami jej
autonomii od władzy centralnej. Nowe propozycje ministra Cz. zabierają
samorządom możliwość decydowania o szkołach, za które odpowiadają. Organ
prowadzący stanie się tym samym jedynie organem pokrywającym koszty
funkcjonowania placówek. Lokalna władza zostanie sprowadzona do roli
sponsora placówek (państwowa subwencja oświatowa nie wystarcza na
utrzymanie szkół), nad którymi władzę przejmie kuratorium. Ma to
nastąpić m.in. poprzez zwiększenie
przedstawicieli ko
w komisjach konkursowych na stanowisko dyrektora szkoły. Dodatkowo
kurator będzie mógł usunąć niewygodnego dyrektora, zastępując go swoim
namiestnikiem. Jednak co szczególnie istotne w szkołach będą mogły
funkcjonować wyłącznie stowarzyszenia podobające się władzy. Można się
więc spodziewać, że uczniowie na przerwach będą mieli do wyboru modlitwę
albo śpiewanie pieśni na cześć jedynie słusznej partii. Szkoła
szczególnie na wsi i w małych miejscowościach zostanie sprowadzona do
roli krzewiciela partyjnych wytycznych, a jeżeli sobie z tym nie poradzi
resztą zajmie się ksiądz proboszcz. To dorzynanie społecznej inicjatywy
uniemożliwi angażowanie się mieszkańców w sprawy lokalne. Głos i siłę
przebicia będą mieli wyłącznie apologeci pisu. Różne gusta i potrzeby w
kwestiach kultury również będą obce, wręcz nie na miejscu. Władza dąży
więc do zniszczenia ostatnich enklaw społeczeństwa obywatelskiego i
stworzenia społeczeństwa o niewielkich potrzebach i aspiracjach,
funkcjonującego na poziomie disco polo.
Nie możemy też zapominać o kulturze osobistej..
,,Nasi mesjaniści nowej generacji powinni wiedzieć, że ideologia, którą chcą odbudować, wzięła się z konfliktu między autorytetem a sumieniem. Zwracał na to uwagę Towiański, którego pomysły do dziś cieszą się uznaniem we Włoszech, choć w Polsce ma status ruskiego agenta… Kiedy Kościół katolicki stracił autorytet, pozostaje odwołać się do własnego sumienia, ale dla młodych mesjanistów to poważny wysiłek intelektualny, lepiej więc iść udeptaną ścieżką donikąd”.