JS: To i owo6 min czytania

()


19.11.2025

Zdanie odrębne

Nienawiść, jaką sieją politycy w całym świecie, a u nas Kaczyński, plonuje w miejscu najmniej oczekiwanym – w polskiej rodzinie. Jej członkowie skaczą sobie do gardeł z powodu polityka przeciwnej opcji, obcego człowieka, którego wprawdzie nie znają osobiście, ale mają z nim codzienny kontakt przez media, Facebook, tik-tok, portale, filmiki, posty itp. Psycholodzy i socjolodzy biją na alarm – nienawiść zeszła na najniższy poziom, do „podstawowej komórki społecznej”, między ludzi, którzy przebywają ze sobą na co dzień. Powoduje destrukcję życia zbiorowego i jednostkowego…

Przez ostatnie lata spora część obywateli deklarowała, że nie będzie zajmować się polityką. I oto nagle znaleźli się w oku cyklonu – polityka stopniowo i konsekwentnie zajęła się nimi… Polityczna nienawiść jest zaraźliwa jak wirus[1] chorobowy, obecny każdym ekosystemie. A ponieważ społeczeństwo, naród, państwo to swoiste ekosystemy, wirus nienawiści niszczy je bardziej niż inne…

*

Historia uczy, że politycy to często ludzie chorzy, z defektem fizycznym lub psychicznym; tak było, jest i będzie… Odbija się to na kondycji narodów i państw, które za sprawą swych przywódców spierają się o prestiż, zasoby czy terytoria; napadają jedne na drugie, toczą wyniszczające wojny, nie uznają prawa sąsiada do istnienia czy samostanowienia etc.

A oto modne ostatnio choroby ludzi władzy: rak, zespół Tourette’a (organiczne schorzenie mózgu), zespół Aspergera (zaburzenia rozwoju neurorozwojowego), ADHD (nadpobudliwość psychoruchowa z deficytem uwagi). A dalej: narcyzm (samouwielbienii bezkrytyczny stosunek do własnej osoby), paranoja (lęk i strach przed wydumanym zagrożeniem, prześladowaniem lub konspiracją). W niektórych przypadkach jest ona tak irracjonalna i niepodatna na argumenty, że przechodzi w urojenie. Kiedy towarzyszy temu postawa oskarżycielska wobec innych, paranoja przekształca się w fobię. Oba defekty zalicza się do podstawowych objawów psychozy

Permanentnym stanem chorobowym części polskiej klasy politycznej jest agresja, czyli zachowanie mające na celu spowodowanie czyjejś szkody. Jej źródłem (według dr Freuda) jest frustracja, czyli emocje związane z niemożnością zaspokojenia potrzeby lub osiągnięcia celu.

Zespoły i stany chorobowe ludzi władzy nie przeszkadzają im uprawiać polityki, sprawować urzędy, pełnić ważne funkcje; jednak tylko do czasu… Kiedy ich działalnością zaczynają się interesować dziennikarze, organy ścigania, prokuratura i sądy, choroba staje narzędziem walki o ‘dobre imię’ i ‘okolicznością łagodzącą’. Ma budzić litość, pobłażanie a nawet zrozumienie, ponieważ chory zawsze działał ‘zgodnie z prawem’ i dla ‘dobra państwa’.

Jednak znacznie gorsze jest to, że widoczna (ewidentna) choroba polityka nie przeszkadza obywatelowi na niego głosować. Wyborca nie zastanawia się, że władzę będzie nad nim sprawował człowiek z defektem – np. psychicznym.

*

„Listopad to dla Polski niebezpieczna pora” – mówi W. Książę Konstanty z Nocy Listopadowej. Powstanie tak nazwane od miesiąca, miało miejsce w roku 1830, a za niecałe 90 lat ‘wybuchła’ niepodległość. Właściwie odzyskaliśmy ją bez walki, bo Polacy z trzech armii zaborczych walczyli głównie przeciw sobie. Piłsudski zorientowawszy się, że wysiłek Legionów nie ma większego znaczenia („walczyły po złej stronie”), postanowił je rozwiązać poprzez „kryzys przysięgowy”. Rozpadał się dotychczasowy porządek W Europie i nasza niepodległość w dużej mierze była zbiegiem okoliczności, a nie zbrojnego wysiłku. W tej sytuacji brygadier – po powrocie z Magdeburga – mógł 11 listopada 1918 r. ogłosić powstanie wolnej Polski. Tegoż dnia zakończyła się I wojna światowa, a Niemcy podpisały kapitulację.

W II Rzeczpospolitej uznano zapewne, że listopad to nie pora na obchodzenie ważnej rocznicy, skoro zaczęto ją świętować dopiero w roku 1937, dwa lata przed wybuchem kolejnej wojny… W PRL rocznicy nie uznawano ze zrozumiałych względów i dopiero w 1989 r. listopadowej dacie ponownie nadano rangę święta narodowego i państwowego. Wkrótce jego najważniejszym punktem stał się marsz, zawłaszczony przez narodowców, neofaszystów z kraju (i zagranicy), kiboli i ‘prawdziwych patriotów’. Do niedawna przewodził im Kaczyński, a od tego roku Nawrocki – niespodziewany, jak tamta niepodległość – prezydent RP.

Parę godzin wcześniej zanim włączył się w pochód, krzyczał (a nawet wrzeszczał!) przed Grobem Nieznanego Żołnierza, że Polska nie będzie niczyim „pawiem ani papugą”, choć wiadomo, że sam we wszystkim naśladuje Trumpa. Przecież zawdzięcza mu wygraną, co ten potwierdza, informując, że bez jego wsparcia Nawrocki nie miałby szans i że z poparł go na prośbę swego przyjaciela…

Wychodzi na to, że zarówno niepodległość sprzed stu lat, jak i obecna polska prezydentura to nie wynik naszych starań i wysiłków, tylko zbieg okoliczności i efekt poparcia z zewnątrz.

*

Otto von Bismarck miał powiedzieć, że na Polskę nie trzeba napadać, ani wypowiadać jej wojny; wystarczy dać Polakom niepodległość, a sami się jej pozbawią[2]

Wygląda na to, że się nie mylił. Prezydent, zanim objął urząd zapowiadał, że zniszczy Tuska i jego rząd; to samo codziennie mówi jego mocodawca Kaczyński, sącząc ludziom jad nienawiści wobec połowy społeczeństwa i sporej części Europy. Wojna wewnętrza na słowa, inwektywy hejt i pogróżki rozkręca się na dobre. Tymczasem za wschodnią granicą od trzech lat trwa prawdziwa wojna zewnętrzna, w której giną ludzie, burzone są miasta i wsie… Opozycja i jej delegat pałacu prezydenckim, jakby tego nie dostrzegali; szczują wspólnie na Ukraińców, Zachód, Unię, choć wróg – nie wydumany, a rzeczywisty – jest blisko, akty jego działań odczuwamy prawie codziennie: drony, dywersja, podpalenia, sabotaż na kolei, zamęt…

Jednak dla nich prawdziwy wróg jest gdzie indziej; tym groźniejszy i bardziej niebezpieczny, że odbiera nam duszę, tożsamość i wartości… Zapominają, że są to pojęcia ogólne (hipostazy) i aby mogły funkcjonować w powszechnym obiegu, potrzebne jest ciało – w tym przypadku terytorium, które wróg musi najechać, i ludzie, których może zabić oraz państwo, które chce zniszczyć.

Każda wartość (także chrześcijańska i polska!) ma swe vehiculum czyli nośnik, podstawę materialną, która umożliwia jej trwanie oraz przekazywanie innym – na bieżąco i przez stulecia… Nawet do wypowiadania albo wykrzykiwania pojęć i słów potrzebne jest powietrze, które również jest substancją materialną. Nie można jej niszczyć, ani zatruwać, bo to prowadzi do katastrofy. Zwłaszcza że zawsze „na początku było słowo”.[3]

*

Kaczyński nie wysłuchał informacji premiera w sejmie o dywersji na polskich torach. Uznał, że oglądanie go i słuchanie to „kwestia smaku”! Wszak bezpieczeństwo państwa w niczym nie dorównuje wykwintnym rosołom u p. Przyłębskiej …

  1. Czyli „wewnątrzkomórkowy pasożyt bezwzględny”, zależny od komórek ich żywiciela.
  2. Inna wersja tego powiedzenia: „dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”!
  3. Rozumie to amerykański dziennikarz, który pisze: „Wojny zaczynają się od słów, co oznacza, że słowa muszą być traktowane poważnie…” Por. T. Snyder, Pływające kłamstwo Trumpa, GW, 15-20 listopada 2025.

JS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

12 komentarzy

  1. Stan 19.11.2025
  2. slawek 19.11.2025
  3. Odradek 20.11.2025
  4. HK 21.11.2025
  5. Makary 22.11.2025
  6. Senex 22.11.2025
  7. Izydor 26.11.2025
  8. Helena 28.11.2025
  9. Bungo 06.12.2025
    • slawek 08.12.2025
  10. Sonia 09.12.2025