Andrzej Koraszewski: Morale i kwestia wyjścia Ameryki z Afganistanu

19.07.2021

Sześćdziesiąt lat temu dyskutowaliśmy z koleżanką ze studiów o definicji i znaczeniu morale. Wczoraj powiedziałem jej, że widziałem najlepszą ilustrację do tamtej dyskusji. Oglądałem kanadyjski film, na którym niedźwiedź przelazł przez płot i zbliżał się do zbiornika na śmieci, z domu wypadł najeżony kot i pędził w kierunku niedźwiedzia. Ten obrócił się na pięcie i zaczął uciekać, ale był tak przerażony, że biegł wzdłuż płotu, bo bał się, że go ten potwór dopadnie. Wreszcie zdobył się na odwagę i przelazł przez płot. Kot wrócił na werandę i zaczął się myć. Jak łatwo się domyślić, niedźwiedź (czego już na filmie nie pokazano) opowiadał w lesie wszystkim, że dzięki swojej rozwadze i odwadze uratował pokój.

Młodsza ode mnie o sześć miesięcy amerykańska psycholożka, Phyllis Chesler, mając 21 lat zakochała się w studiującym w USA Afgańczyku, pobrali się, pojechali do Afganistanu. Tam okazało się, że liberalny, zamerykanizowany młodzieniec jest jednak wierny rodzinnej, klasowej i narodowej kulturze i młoda Amerykanka wylądowała w złotej klatce. Ostatecznie udało jej się wydostać z piekła dzięki żółtaczce. Wróciła do Nowego Jorku, ukończyła studia, zrobiła doktorat i poświęciła się pracy naukowej, ale doświadczenia z młodości popchnęły ją w kierunku feminizmu. Od dziesięcioleci walczy o prawa kobiet pozbawionych wszelkich praw, co wywołuje silną wrogość ze strony amerykańskich kobiet, mających wszystkie prawa i walczących o darmowe wejściówki na wszystko, w ramach rekompensaty za dyskryminację prababek.

W związku z zapowiedzią wycofania wszystkich żołnierzy amerykańskich z Afganistanu Phyllis Chesler pisze o grozie powrotu Talibów. Ostatni amerykański żołnierz ma wrócić do USA przed końcem sierpnia. Autorka zgadza się, że zdecydowanie zbyt wiele amerykańskiej krwi zostało przelane w Afganistanie, pamięta również, ile to kosztowało, ale nie może przestać zastanawiać się nad tym, co będzie z afgańskimi kobietami, z dziećmi, z dysydentami, z gejami. Już dziś wiadomo, że powrót średniowiecznego terroru jest nieunikniony.

Istotnie Talibowie zajmują prowincję po prowincji (prowincja, której jeszcze niedawno strzegły polskie oddziały, jest już praktycznie w rękach Talibów). Przejmowanie kraju odbywa się niemal bez walk, morale afgańskiej armii jest bardzo niskie, tysiące żołnierzy przechodzi na stronę Talibów, amerykańska broń za miliardy dolarów wpada w ręce islamskich terrorystów.

Ktoś napisał, że wybór daty jest albo szczytem głupoty, albo szatańskim pomysłem jakiegoś amerykańskiego Wallenroda, bowiem zakrawa to na jednoznaczny prezent na 11 września i okrągłą rocznicę zamachu na WTC, co zapewne podnosi morale fanatycznej zgrai.            

Sprawa morale zwolenników świętej islamskiej wojny z niewiernymi w całym świecie muzułmańskim ma wiele wspólnego z Afganistanem. Kiedy Armia Czerwona weszła do Afganistanu i natrafiła na opór mudżahedinów, Zbigniew  Brzeziński wpadł na pomysł uzbrojenia i szkolenia islamskich bojowników. Jak pisał w notatce dla prezydenta Cartera „Wciągniemy ich w bagno, w jakim my utknęliśmy w Wietnamie”.              

Dowcip się udał, po dziesięciu latach obecności w Afganistanie Sowieci uznali, że gra nie jest warta świeczki i wycofali się, a historycy do dziś dyskutują nad tym, w jakim stopniu wyprawa do Kabulu przyczyniła się do upadku i rozpadu ZSRR. Można powiedzieć, że Zbigniew Brzeziński wygrał, ale tu pojawia się problem morale, bowiem w świadomości muzułmanów wojna z Armią Czerwoną w Afganistanie jawi się jako pierwsze od stuleci zwycięstwo islamu nad niewiernymi. Wydarzeń towarzyszących było kilka, a wśród nich na pierwszym miejscy należy wymienić powstanie Islamskiej Republiki Iranu, islamizację Pakistanu i wzrost finansowej potęgi państw Zatoki, a w szczególności Arabii Saudyjskiej.

Islamskie zwycięstwo nad niewiernymi w Afganistanie wzmocniło ducha dżihadu ponad wszelką miarę, dostarczając (dzięki broni i szkoleniu Amerykanów) nowej doktryny wojennej – wojny partyzanckiej „na zmęczenie” przeciwko silniejszemu wrogowi. Rzecz ciekawa, ponieważ zarówno zwycięstwo w Afganistanie, jak i zwycięstwo w Iranie było osiągnięte dzięki amerykańskiej pomocy, co zamiast wdzięczności wywoływało żywiołową nienawiść. (Ten fenomen mogliby bez trudu wyjaśnić zarówno znawcy Koranu, jak i ci, którzy wiedzieli cokolwiek tak o doktrynie wahhabizmu, oraz o historii Bractwa Muzułmańskiego). Tak czy inaczej, wciągając Sowietów w bagno, w jakim Amerykanie utknęli w Wietnamie, Amerykanie utknęli w Afganistanie na znacznie dłużej i wychodzą z Kabulu równie upokorzeni, jak przy wyjściu z Sajgonu.

Rzecz ciekawa, bo po niesłychanie udanej okupacji Japonii, Amerykanie cieszą się w tym kraju znacznie większą sympatią niż w Europie, której nie tylko dwukrotnie przynieśli pokój, ale wydatnie pomogli ponownie stanąć na nogi. Takich rzeczy się nie wybacza i Europa za wszystko odpłaca głęboką niechęcią. Amerykanom udało się skutecznie obronić Koreę Południową i Koreańczycy nie tylko mają powód do wdzięczności, ale mają do Amerykanów ciepłe uczucia oraz świadomość, że warto płacić za amerykańską obecność militarną w ich kraju. Wojna w Wietnamie zmieniła wszystko. Amerykańskie morale zaczęło wyciekać jak woda z dziurawej beczki. Nadal toczą się spory na temat przyczyn amerykańskiej klęski w Wietnamie. Niewłaściwa strategia militarna, geografia, zbyt słaby nacisk na reformy ekonomiczne i społeczne w Wietnamie Południowym, silniejsza determinacja ZSRR i Chin wspierających Wietnam Północny, a wreszcie wewnętrzne problemy Ameryki i dramatyczny spadek autorytetu administracji prezydenta Nixona.

Stosunek społeczeństwa amerykańskiego do wojny w Wietnamie kształtowała przede wszystkim telewizja i nie bez powodu twierdzi się czasem, że była to pierwsza wojna, na której ostateczny wynik dziennikarze wpłynęli bardziej niż generałowie. Wpływ dziennikarzy na przebieg wojny w Wietnamie jest lepiej opisany niż wspomaganie tego wpływu przez radziecki balet propagandowy. Nie ulega wątpliwości, że Związek Radziecki był arcymistrzem walki o pokój, dostarczał ogromnych ilości prymitywnej broni każdemu, kto chciał walczyć z Zachodem i dostarczał mnóstwa sentymentalnych haseł potrzebującym dobrej nowiny mieszkańcom Zachodu. Przez Łuk Triumfalny Wolnego Słowa  jechały ciężarówki totalitarnych idei, zapakowanych, zgodnie z zachodnimi standardami, w kolorowe pudełka z napisami pokój, wolność, braterstwo ludów. W środku była zachęta do walki z imperializmem, kolonializmem, kapitalizmem.

Zaraz po wojnie we Włoszech i we Francji partie komunistyczne mogły marzyć o zdobyciu władzy w drodze wyborów. Wcześniej duże segmenty społeczeństw Zachodniej Europy ochoczo kolaborowały z niemieckim okupantem, po zwycięstwie nad nazizmem taką samą lub jeszcze większą ich część kusiło słońce komunizmu. Słowo containment (odepchnięcie) było w amerykańskiej polityce hasłem strategii wzmacniania morale tej części europejskich społeczeństw, której jeszcze nie przekonały uroki ojczyzny proletariatu. Transporty żywności, pomoc w odbudowie zgliszcz, Plan Marshalla, namawianie na Wspólnotę Węgla i Stali istotnie oddaliły grozę pokojowego przejęcia Zachodniej Europy przez komunistów. Związek Radziecki przerzucił się na front wojen narodowo-wyzwoleńczych w Trzecim Świecie, nie zapominając jednak o konieczności ciągłego wzmacniania swoich wpływów w zachodnich mediach i na zachodnich uniwersytetach. Kiedy trzydzieści lat później Amerykanie uciekali z Sajgonu, na Zachodzie (w tym również w Ameryce) armia bojowników o radziecki pokój działała w mediach, na uniwersytetach i w partiach politycznych.  

Kiedy upadł Związek Radziecki, niektórzy sądzili, że to już koniec wieku ideologii i że totalitarna pokusa została ostatecznie odepchnięta. Niewielu zauważyło, że pałeczkę przejęli inni, a stara radziecka propaganda płynęła teraz większym i mocniejszym strumieniem.  

Kilka lat temu amerykański czytelnik zauważył na zdjęciu leżącą na moim biurku książkę The Arab Lobby. Zapytał z przekąsem co to takiego to lobby arabskie, bo on o niczym takim nie słyszał. Wielu Amerykanów nie słyszało i nie ma pojęcia o tym, ile miliardów dolarów Arabowie wpakowali w amerykańskie uniwersytety, w media, w różnego rodzaju think tanki i w walczących o pokój polityków. Za radziecką propagandą płynącą teraz z arabskich krajów (jak również z Iranu i Turcji) stały niemal nieograniczone zasoby finansowe, doskonała radziecka myśl technik propagandowych i idea świętej wojny na rzecz boskiego mahometańskiego ładu.

W sierpniu ostatni żołnierz amerykański ma wyjechać z Afganistanu, emerytowana profesor psychologii martwi się o los afgańskich kobiet, ponieważ ma powody, aby sądzić, że Talibowie albo już będą w tym czasie w Kabulu, albo będą się do niego w szybkim tempie zbliżać. Przerażony niedźwiedź uciekł do lasu, a my mamy powód do zastanawiania się nad pojęciem morale.

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com