Odpowiedź Jacka Breczki jest pozytywna
01.08.2021
To nie jest pytanie retoryczne i nie w celach ludycznych je zadaję. Przed laty odpowiedzieli na nie pozytywnie autorzy tomu Historia filozofii polskiej Jan Skoczyński i Jan Woleński. Podzielili się zadaniem po równo, każdy z nich napisał po sześć rozdziałów. Są to właściwie małe monografie, które można z pożytkiem przeczytać jako solidnie i dobrze udokumentowane świadectwa żywotności polskiej refleksji filozoficznej poczynając od średniowiecza na czasach po II wojnie światowej kończąc.
Jacek Breczko postawił przed sobą zadnie skromne. Wydobycia z XX-wiecznej filozofii chrześcijańskiej uprawianej nad Wisła jej lewicowych elementów. Tak też zatytułował swoją książkę: W poszukiwaniu lewego brzegu chrześcijaństwa (szkice z filozofii polskiej XX wieku). Ma rację jeden z recenzentów Jan Skoczyński, które we wstępie napisał, że „teksty Breczki to nie żadne szkice, lecz wysokiej próby eseje, których sztuki pisania uczył się u najprzedniejszych mistrzów tego gatunku”. To to jest prawda.
Myślę, że ta książka ucieszyłaby Stefana Swieżawskiego. Interesującym przykładem rozbieżności poglądów na temat roli Kościoła katolickiego w rozwiązywaniu napięć powstałych na styku religii i polityki jest zachowana i opublikowana korespondencja papieża z jego przyjacielem Stefanem Swieżawskim. Zdaniem Swieżawskiego zawiera ona ważne pytania, na które on sam nie otrzymał zadowalającej odpowiedzi. W 1999 roku, na kilka lat przed śmiercią, mówił w rozmowie z Tomaszem Królakiem opublikowanej w książce Kontemplacja i zdradzony świat. Rozmowy z prof. Stefanem Swieżawskim: „Myślę, że opublikowanie tej korespondencji, zawierającej kilkadziesiąt moich listów oraz odpowiedzi Papieża, byłoby ciekawe. […] Stawiam tam pewne, bardzo ostre pytania. Na przykład: dlaczego Kościół musi być zawsze związany z prawicą; dlaczego koniecznie musi być konkordat, kiedy historia pokazuje, że dla właściwych, głębokich celów Kościoła konkordat nie zawsze był korzystny; że Kościół był jakoś związany, kiedy obowiązywał konkordat. Pytam o rzeczy trudne i wymagające rozwinięcia”. Na szczęście w 2002 roku listy ujrzały światło dzienne i zostały opublikowane w książce Pełny wymiar. Listy Przyjaciół.
Jacek Breczko sytuuje się w kontekście tych dwóch książek. Z jednej strony jego pisanie o filozofii jest solidnie osadzone w historii filozofii polskiej, a z drugiej spogląda z życzliwością w kierunku lewicowych inspiracji. Co więcej, opowiada się raczej za interdyscyplinarnym typem refleksji filozoficznej. O swoich tekstach autor pisze tak: „Pociągali mnie przede wszystkim filozofujący literaci albo filozofowie posługujący się formami literackimi. Należy zważyć, że ten styk literatury i filozofii jest w kulturze polskiej niezwykle płodny”. To bardzo fortunna decyzja. W istocie jest tak, że te dwie dziedziny nie tylko wzajemnie się wzbogacają, ale wręcz warunkują. Do dziś nie do końca rozstrzygnięty został spór czy dialogi Platona (jakkolwiek by było ojca filozofii Zachodu) zaliczyć należy do filozofii par excellence czy raczej przyznać im należy status dzieł literackich. I może właśnie w tym nierozstrzygnięciu jej płodność i urok się skrywa.
Tak też jest z największymi dokonaniami polskiej filozofii w XX wieku. A na pewno w przypadku wyboru autorów i dzieł dokonanego przez Jacka Breczko. Książka nie jest objętościowo duża. Liczy bowiem niespełna 200 stron, a jednak udało się autorowi zaprezentować postaci wybitne, choć słabo obecne w obiegu intelektualnym (o publicystycznym nie wspominając). Nie potrafię lepiej scharakteryzować, co ich łączy niż to uczynił we wstępie sam autor. Więc znowu posłużę się cytatem, który w syntetycznej formie nazwał to, co konieczne. Otóż autorzy, których wybrał nie pasują do tak bardzo dominujących podziałów, jak powiada wręcz: „wyłamują się z tej dychotomii, nie należą ani do obozu prawicowego katolicyzmu, ani do obozu sceptycznego pozytywizmu i snują swoje refleksje – również teologiczne i metafizyczne – nie próbując tworzyć kolejnej odmiany filozofii narodowej, czy to w wersji neomesjanistycznej, czy misjonistycznej. Przeciwnie, są przeważnie do filozofii narodowej krytycznie nastawieni. Są natomiast raczej przychylnie nastawieni do chrześcijaństwa, ale wolą jego oblicze wertykalne, zindywidualizowane i uduchowione i zarazem łagodne, pokojowe, ekumeniczne (co najwyżej z nutką konserwatyzmu, jak w późnej twórczości Maritaina), a nie horyzontalne, plemienne, wojownicze, integrystyczne, zrośnięte z polityką i marzeniem o ponownym sojuszu tronu i ołtarza”. Tak więc już wiemy, co nas czeka pora na rzut oka za zawartość tomu.
Został on przez Breczkę podzielony na dwie części, z których pierwsza obejmuje pisarzy i filozofów działających wokół paryskiej „Kultury” (Leszek Kołakowski, Czesław Miłosz i Józef Czapski). Znalazł się tu też Józef Maria Bocheński z „Kulturą” raczej związków nie posiadający, ale niewątpliwie zasługujący na uwagę, również ze względu na swoje dość osobliwe związki z chrześcijaństwem. Z jednej strony instytucjonalnie najmocniej ze wszystkich wymienionych wcześniej związany z rzymskim katolicyzmem (był członkiem zakonu kaznodziejskiego), z drugiej ideowo chyba najdalej od chrześcijaństwa oddalony (był zwolennikiem samobójstwa, którego chrześcijaństwo nigdy nie akceptowało).
Część druga grupuje myślicielki (Maria Szyszkowska i Jadwiga Mizińska) i myśliciela (Stefan Symiotiuk) związanych z ośrodkiem lubelskim (chciałoby się dodać na szczęście nie z KUL-em) z ich oryginalnymi i osobnymi ścieżkami filozoficznymi. Słabo obecnymi w debacie filozoficznej to mało powiedziane. Po prostu ignorowanymi i pomijanymi. Zważywszy na jakość polskiej debaty publicznej można powiedzieć, że to pominięcie nie przynosi im ujmy. Wręcz przeciwnie.
Dla mnie osobiście zwłaszcza część druga była dużym odkryciem i miłym zaskoczeniem. Dzieje się wiele w polskiej filozofii, a że nie wszyscy o tym wiemy to wcale nie umniejsza wagi tego dziania się. Choć dobrze się stało, że Jacek Breczko je odnotował.



książka zapowiada się bardzo interesująco, tym bardziej, że miałem okazję słuchać i czytać prof. J. Breczkę!