08.08.2021

To będzie omówienie książki, ale nie tylko. Będzie to również zwrócenie uwagi na możliwość odczytania jej w zderzeniu z inną książką. Autorką pierwszej jest polska filozofka i etyczka, która jest zdeklarowaną ateistką. Tej drugiej niemiecka etyczka, która jest zdeklarowaną teistką wykładającą na jezuickim uniwersytecie w Chicago. Myślę, że to może być pożyteczny eksperyment myślowy zarówno dla ludzi wierzących, jak i dla ateistów.
Tytuł książki brzmi Obcy, inny, wykluczony. Trafnie oddaje jej główną zawartość, natomiast nie uwzględnia skrywającej się w ostatnim rozdziale głównej tezy, więc uznałem, że podpowiem w tytule recenzji klucz do tej lektury. Bo książka nie jest tylko opisem faktów, ale daje konkretną propozycję jak zaprzyjaźnić się z obcym, jak innego uczynić podobnym do siebie, by go już nigdy nie wykluczyć. To trudny i ambitny program, ale realistyczny. Są tacy, którzy już go praktykują. Autorka książki, Magdalena Środa napisała już wiele innych książek, które warto przywołać choćby po to, by zdać sobie sprawę, że ta najnowsza jest zupełnie inna. Nie tylko zresztą ze względu na temat, również na sposób jego ujęcia.
Oto tytuły i rok wydania książek wcześniejszych przynajmniej tych najważniejszych; pomijam książki o charakterze publicystycznym, które zresztą też są ważne a ich ciężar w polskiej debacie publicznej jest nie do przecenienia. Być może to one są ważniejsze niż rozprawy ściśle naukowe, jeśli wziąć pod uwagę wpływ na mentalność czytelników, ale ja ograniczam się do tych akademickich.
Tak więc rok 1993 przynosi książkę Idea godności w kulturze i etyce, dziesięć lat później Środa publikuje Indywidualizm i jego krytycy, w 2009 Kobiety i władza. Zupełnie wyjątkową pozycją jest podręcznik dla szkół ponadpodstawowych Etyka dla myślących z 2010 roku, który dzisiaj szczególnie poleciłbym ministerstwu edukacji, wyraźnie od myślenia odchodzącego. Warto jeszcze wspomnieć ważny głos w debacie na temat gorąco dyskutowany, czyli O gender i innych potworach z 2014 roku. To akurat lektura obowiązkowa dla skazanego ostatnio w Niemczech za używanie mowy nienawiści wobec homoseksualistów ks. Dariusza Oko.
No i najnowsza z 2020, o której poniżej. Napisałem, że jest „zupełnie inna”, ale może trafniej należałoby powiedzieć, że jest rodzajem podsumowania tych wcześniejszych, które były w niej jakby ukryte. Mówiły bowiem o sprawach wycinkowych, fragmentach rzeczywistości. Najnowsza książka Magdaleny Środy jest wszechogarniająca. Stara się bowiem objąć swoim zakresem całość ludzkiej historii. Ale bardzo szczególnie rozumianej.
Książka Obcy, inny, wykluczony skupia się na tym, co w naszych dziejach jest mroczne, ponure, o czym niechętnie rozmawiamy i co chętnie wypieramy poza horyzont naszego postrzegania rzeczywistości. I to zarówno tej dzisiejszej, jak i również tej minionej. Od razu dodam, że minionej tylko w sensie historycznym, bo opisane zachowania i sposoby postrzegania tytułowego obcego, innego i wykluczonego wcale historyczne nie są. Wprost przeciwnie. Tkwią głęboko w naszej mentalności, przeświadczeniach, w mediach, a przede wszystkim w polityce i w religii.
Tę książkę można czytać na różne sposoby. Na przykład jako swoisty zbiór wykluczających zachowań i postaw, które budzą naszą odrazę. Może też służyć jako przewodnik po literaturze przedmiotu, który uczy jak radzić sobie w tym labiryncie ludzkich zachowań. Dla mnie szczególnie interesujące są uwagi o religijnych interpretacjach zachowań wykluczających i eliminujących – czy to wobec mniejszości seksualnych, wierzących nie tak jak uważa hegemoniczna religia, czy wobec kobiet. Okazuje się bowiem, że hasłowe prześladowania w imię Boga, czy tępienie „czarownic” ma swoją zasobną bibliotekę, którą niechętnie przeglądamy z poważnymi uszczerbkami dla rozumienia tego, czego człowiek w imię swego boga czy bóstw potrafi zrobić.
Oczywiście w swoich analizach Środa nie jest odosobniona. Spotykamy ich coraz więcej, zwłaszcza w ujęciach formułowanych w Europie Zachodniej i w USA. Jednak w omawianej książce znajdziemy ich reprezentatywne stanowiska ujęte w sposób jasny, krótki i służący określonym celom hermeneutycznym.
Wspomnijmy najważniejsze autorki i autorów, którzy służą Magdalenie Środzie za przewodników. By nie wprowadzać niepotrzebnej hierarchii, wymienię ich w porządku alfabetycznym. To Giorgio Agamben, Hannah Arendt, Rosi Braidotti, Judith Butler, Zygmunt Bauman, Jacques Derrida, Dipesh Chakrabarty, Roberto Esposito, Michel Foucault, Frantz Fanon i Marta Nussbaum – by wymienić tych współczesnych. Oczywiście istotną rolę odgrywają klasycy z Arystotelesem, Platonem i Tomaszem z Akwinu na czele, bo incydentalnie pojawiają się też odniesienia do Heideggera, Hegla, Kanta, czy Spinozy. Ciekawe są też przywołania wydawałoby się przypadkowe jak do Bubera, Husserla czy Levinasa, bo wskazują na ograniczenia również tradycji (filozofia dialogu, fenomenologia), która powinna być Autorce bliska. Jednak i one są istotne. Zawsze jest to odniesienie uzasadnione konkretnym wkładem danego myśliciela w rozumienie ludzkiej egzystencji.
Przy czym, od razu to powiedzmy, to rozumienie nie wychodzi obronną ręką. Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie się skompromitowało – zwłaszcza gdy je zestawić z konkretnymi zachowaniami Europejczyków odwołujących się do tej wielokształtnej tradycji.
Jednak najważniejsza jest trajektoria własna i autonomiczna, w której przywoływani autorzy jedynie ilustrują bądź unaoczniają główne tezy książki oparte zarówno na przemyśleniach innych, jak i na własnych ustaleniach. Geneza książki jest bardzo ciekawa, o czym wspomina Autorka we wstępie:
Motyw, który mnie zainspirował do napisania tej książki był naiwny i optymistyczny. Wspólnota europejska zdawała się rozszerzać nieograniczenie. […] Poproszono mnie w tym okresie o wygłoszenie w Istambule wykładu, który pokazywałby, że otwieranie się Europy, jej wewnętrzna różnorodność, krzyżówka wielu kultur, która współtworzyła jej idei i statusu materialnego, są głęboko zakorzenione w wartościach europejskich” (s. 13).
Sprawa w istocie wydawała się prosta i skonstruowanie logicznego, solidnie zakorzenionego w historii wywodu nie przedstawiało większych trudności, bo dziedzictwo europejskie jest doprawdy imponujące.
Ale to tylko jedna strona medalu, na której jaśniał w całej swej krasie humanizm. Jego rewers okazał się mniej ponętny, bo humanizm europejski skrzętnie skrywał swą przemocową twarz a hegemoniczny paradygmat kulturowy Europejczyków okazał się mroczny i ponury, zwłaszcza w stosunku do obcych. Jego istnienie owszem przeczuwamy, ale rzadko pozwalamy mu dojść do głosu. Tym bardziej warto się temu rewersowi przyjrzeć, bo jest równie prawdziwy, jak ta pierwsza strona.
Pisze Środa:
Europejski humanizm podszyty był barbarzyństwem Europejczyków. Chrześcijanie podbijali niewiernych, nawracali, torturowali, mordowali; głosiciele praw człowieka legitymizowali niewolnictwo; niosący światło cywilizacji Europejczycy kolonizowali, podporządkowywali, eliminowali obcych, separowali i dyskryminowali innych. Efektem europejskiej racjonalności, technologii i aspiracji do panowania była zagłada milionów istnień, włącznie z tą najbardziej znamienną dla nowożytnych czasów – zagładą Żydów. (s. 14).
Przywołuję dłuższe cytaty z omawianej książki, bo dają one również wgląd w jej niepowtarzalny styl. Perswazyjny, ale też nieubłagany w swej logicznej konstrukcji. Trzeba mu się poddać, by wejść w istotę wywodu tej ważnej książki.
I jest jeszcze coś, o czym trzeba od razu wspomnieć. Wspomniane okoliczności powstania książki również uległy zmianie i to radykalnej. Pisze Środa:
Książkę tę zaczęłam pisać w Europie, która nie dość, że wydawała się spójna i nastawiona na dynamiczny rozwój, to jeszcze obiecywała dalsze otwarcie i kolejne zjednoczenia. Skończyłam ją pisać w Europie, która znajduje się w potężnym kryzysie (po Brexicie), w sytuacji bezradności i niechęci wobec zalewu uchodźców i migrantów, i w której w związku z tym kwitną nie tylko nacjonalistyczne nastroje, lecz także coraz bardziej prężne partie dążące do separacji narodów i odgrzewania plemiennych nienawiści (s. 443).
Nie sposób nie postawić pytania o okoliczności recepcji książki Obcy, inny, wykluczony; czy będą przypominały te z jej powstania, czy z jej zakończenia? A może przyszłość zaskoczy nas jeszcze czymś innym?
Tymczasem proponuję spokojną lekturę tego liczącego prawie 500 stron tomu składającego się z trzech głównych części zatytułowanych dość tajemniczo „Figury”, „Postawy” i „Projekty”. Dwie pierwsze ściśle się ze sobą łączą i stanowią dość skrupulatny katalog konkretnych strategii tworzenia obcego i innego oraz ich wykluczanie ze wspólnoty. Wprzęgnięte zostały do tej wykluczającej, a nierzadko i eksterminującej działalności najbardziej wyrafinowane idee z humanizmem i chrześcijaństwem na czele. To właśnie chrześcijański humanizm nauczył Europejczyków jak upokarzać, wywoływać obrzydzenie i na końcu eliminować to wszystko i tych wszystkich, którzy nie mieścili się w wyznaczonych ramach ideału „mądrości” czy „świętości”. Tak, ten szlachetny produkt europejskiej cywilizacji, który uprzednio potrafił czerpać pełnymi garściami z tradycji grecko-rzymskiej, żydowskiej, a nawet islamskiej okazał się wyjątkowo poręczny w realizacji wykluczających i eliminujących zachowań.
Żadne z dotychczasowych propozycji etycznych w tradycji europejskiej nie powstrzymała mieszkańców naszego kontynentu przed tymi barbarzyńskimi zachowaniami wobec obcych. Pisze Środa w rozdziale poświęconym „Etyce po humanizmie”:
Żadna z europejskich etyk nie zasypała dotąd przepaści między swoimi a obcymi, nawet jeśli jej deklaracje brzmiały racjonalnie, a może właśnie dlatego. Obcy ciągle są poza sferą naszych rzeczywistych zobowiązań moralnych. Inni ciągle jeszcze czują się gorsi i podporządkowani (s. 427).
Nie dzieje się tak w sposób spontaniczny. To efekt długich i mozolnych wysiłków teoretycznych, które sprawiają, że wykluczanie obcego staje się wręcz warunkiem sine qua non własnego przetrwania. Oni budzą lęk, stają się nośnikiem zagrożenia, które trzeba usunąć:
Obcości się boimy i dlatego staramy się ją zdehumanizować, odseparować się od niej, budując świat zamieszkały przez naszych. Dehumanizujemy innych, by reprezentowali obcość – separacja jest wtedy i łatwiejsza, i konieczna. Wobec obcych zajmujemy postawę ogrodniczą: pozbywamy się ich jak chwastów albo przycinamy ich na nasz obraz i podobieństwo (s. 10).
Trudno w tym kontekście się dziwić, że Magdalena Środa z wyjątkowym sceptycyzmem patrzy na obecność w przestrzeni publicznej religii i motywowane religijnie zachowania budzą jej najwyższą podejrzliwość.
Mówiąc krótko: religia wyczerpała swój etyczny potencjał w motywowaniu ludzkich zachowań, a mówiąc bardziej precyzyjnie wystarczająco się skompromitowała. Dlatego należy jej i jej entuzjastom podziękować:
Religia wyczerpała swoje niegdyś potężne siły i nie przyczyniła się do ostatecznego moralnego pojednania całej ludzkości. Jeżeli świat chrześcijan został zjednoczony, to kosztem innych światów. Słownik etyki teistycznej wyczerpał się i mało kto dziś utrzymuje, że wiara w Boga jest niezbędnym warunkiem wrażliwości na wykluczenie czy cierpienia obcych. Przeciwnie – wiara w Boga poszerza i wzmacnia krąg swoich. (s. 428).
Być może należałoby dodać, że chodzi o religię i wiarę, jaką znamy z doświadczenia dominujących wyznań chrześcijańskich.
Ten dodatek jest o tyle zasadny, że w kilka stron później znajdujemy nawiązanie właśnie do innej formy religijności praktykowanej i zalecanej przez Jezusa z Nazaretu, a konkretnie w jego przypowieści o dobrym Samarytaninie. Nawiasem mówiąc, to właśnie ta przypowieść znajduje się w centrum nowych ujęć etycznych wypracowywanych na gruncie teologii katolickiej, które sam w trakcie moich studiów w latach 80. na jezuickich uczelniach poznawałem.
Do jednej z nich współcześnie rozwijanej przez niemiecką teolożkę Hille Hacker, pracującą na Loyola University w Chicago pod koniec tych rozważań nawiążę.
Wracając do przypowieści i jej interpretacji na kartach Obcy, inny, wykluczony, przywołajmy stosowny fragment:
Historia ta pokazuje, że ortodoksyjna wiara nie motywuje do troski o innych, że apostaci bywają bardziej troskliwi wobec osób potrzebujących pomocy i że nie ma troski bez odpowiedzialności (s. 435).
Jest jeszcze jeden wymiar etyki posthumanistycznej, na który Środa zwraca uwagę, a który idzie zdecydowanie przeciw głównemu nurtowi chrześcijaństwa. Chodzi mianowicie o etyczny wymiar nieposłuszeństwa, które w wielu wypadkach nie tylko jest uzasadnione, ale wręcz konieczne. Dzieje się to wtedy gdy bezmyślne posłuszeństwo sankcjonuje zachowania i postawy zdecydowanie amoralne. Otóż zdaniem Środy:
właśnie dzięki nieposłuszeństwu możemy stworzyć sferę względnie autonomiczną, uwolnioną od panowania dominujących dyskursów. W całej historii ludzkości posłuszeństwo wyrządziło jej chyba więcej szkód niż nieposłuszeństwo. I więcej w niej zbuntowanych bohaterów niż mistrzów czy zgoła potworów posłuszeństwa (jak Eichmann) (s. 440).
Takich spostrzeżeń tylko pozornie zaskakujących jest więcej.
Właśnie dlatego uważam, że część trzecia książki Obcy, inny, wykluczony, czyli „Projekty” jest wyjątkowo istotna, gdyż podpowiada formy wyjścia z amoralnej matni, w jakiej znalazła się Europa za sprawą tak troskliwie pielęgnowanej tradycji humanizmu chrześcijańskiego. Chodzi tutaj nie tyle o dialog z przeszłością, ile o jej radykalne odrzucenie. Alternatywna nosi niezbyt chwytliwą nazwę posthumanizmu. U wielu obrońców tradycyjnych, chrześcijańskich wartości europejskich budzi ona lęk, a może nawet przerażenie. Nie ma bowiem w posthumanizmie miejsca na uświęcone tą tradycją pojęcia takie jak człowiek (bo zwierzę jest równie ważne), osoba, podmiot czy prawda. To wszystko straciło swój niepodważalny status i zostało radykalnie zakwestionowane. Świat, w jakim się znajdujemy jest w ruchu, a nowe wykluwające się pojęcia w ciągłym, ciągle niedokończonym procesie stawania się.
Hille Hacker – Sojuszniczka ze strony etyki katolickiej
I tu jest miejsce do spotkania z propozycją Hille Hacker. Dlaczego akurat z myślą tej autorki? Powodów jest kilka, ale najważniejszy to powinowactwo intelektualne. Choć obie autorki wyrastają z różnych tradycji to jednak dochodzą do podobnych wniosków. Stąd mój pomysł be te propozycje ze sobą skonfrontować. Może kiedyś dojdzie między nimi do prawdziwego spotkania. Racją przypadkową jest fakt, że o książce Hacker pisałem niedawno esej recenzyjny dla jednego z polskich pism akademickich. Uważam, że dobrze by się stało, by została przetłumaczona na język polski. Podobnie jestem przekonany, że książka Magdaleny Środy powinna być przełożona na język angielski. Nie dlatego, że jej wersja polska jest zła, ale dlatego, że udostępnienie jej zawartości w języku dzisiaj słusznie uważanym za lingua franca debaty naukowej sprawi, że może stać się istotnym głosem na temat posthumanizmu. W Polsce ta debata znajduje się w fazie początkowej, a obecny minister edukacji raczej nie wpłynie na jej pełniejszy rozwój, wprost przeciwnie. Robi wszystko, by nas cofnąć do epoki sprzed humanizmu.

Tak więc kilka uwag o książce Hacker. zatytułowanej Towards a Critical and Political Ethics, która jest czymś więcej niż tylko kolejną propozycją podręcznikowego ujęcia etyki chrześcijańskiej. Jest bowiem próbą zrozumienia, dlaczego etyka katolicka znalazła się w głębokim kryzysie i zadaje pytania o możliwość jego przezwyciężenia. Jej zdaniem tych przyczyn należy szukać w samej teologii katolickiej, a zwłaszcza w oficjalnym nauczaniu i jego języku oderwanym od przemian, jakim podlegało społeczeństwo w ostatnich wiekach. Jednak najwięcej krytycznych uwag w jej książce pada pod adresem papieży działających po zakończeniu soboru watykańskiego drugiego.
Hacker nawiązuje owocny dialog ze współczesną humanistyką, podejmując i twórczo rozwijając jej najciekawsze osiągnięcia, ale jednocześnie wskazuje na jej immanentne ograniczenia. Dotyczy to głównie krytycznej filozofii niemieckiej reprezentowanej przez Theodora Adorno i Maxa Hockheimara oraz ich ucznia Jurgena Habermasa. Nawiązuje również do Michela Foucaulta, Paula Ricoeura oraz Judith Butler. Dużą rolę w jej myśleniu odkrywa teologia feministyczna, jednak największy wpływ na sposób uprawiania refleksji teologicznej wywarł jej mistrz Dietmar Mieth oraz Johan Baptist Metz. Zwłaszcza Metz uwrażliwił ją na historyczny wymiar teologii, szczególnie teologii po Auschwitz. Najważniejszym osiągnięciem autorki jest propozycja etyki politycznej sięgającej do źródłowych inspiracji chrześcijaństwa, które również w kontekście postmodernizmu i postsekularyzmu może inspirować wzorce zachowań zakorzenionych w Ewangelii i w życiu codziennym.
Od czasu przełomu, jaki dokonał się w teologii katolickiej na soborze watykańskim drugim (1962-1965), trwa cierpliwe, systematyczne i konsekwentne odchodzenie od tradycyjnego paradygmatu teologicznego, wypracowanego na dwóch poprzednich soborach, trydenckim (1545-1563) i watykańskim pierwszym (1869-1870). Przyczynił się on nie tylko do stworzenie coraz większych podziałów wewnątrz chrześcijaństwa zachodniego, ale również do rosnącej przepaści między krytyczną myślą oświeceniową i katolicyzmem.
Sobór trydencki narzucił teologii katolickiej kontrreformacyjną retorykę, zawężając ją do obrony przed krytyką Kościołów powstałych w okresie reformacji. Oczywiście byłoby zbyt wielkim uproszczeniem sprowadzać katolicyzm do antyprotestanckiej defensywy, gdyż właśnie poczynając od XVI-wiecznych polemik dokonało się pogłębienie znajomości chrześcijańskich źródeł wiary, przede wszystkim Biblii i okresu patrystycznego, jednak wszystko to w służbie obrony „jedynej słusznej prawdy Kościoła katolickiego” używano zarówno Biblii, jak i ojców kościoła. Jeśli chodzi o sobór watykański pierwszy, to nie tylko zaostrzył kontrreformacyjną polemikę, lecz wzmocnił apologetyczny wymiar teologii, doprowadzając do ogłoszenia niefortunnego dogmatu o nieomylności papieskiej. Stało się to na wyraźną i osobistą prośbę papieża Piusa IX, mimo wyraźnego sprzeciwu najwybitniejszych teologów tamtego czasu – by wspomnieć Ignaza von Dollingera i jego ucznia Lorda Actona, czy późniejszego kardynała Henry Newmana. Poza tym głównie dzięki takim papieżom jak Pius IX i Leon XIII i Pius X doszło w Kościele katolickim do antymodernistycznej histerii, która zaowocowała prawdziwą plagą podejrzliwości i donosów, niszczącej zaufanie do Kościoła, i doprowadziła do konfliktu z nauką i krytyczną myślą humanistyczną XIX i XX wieku. Z tego kryzysu katolicyzm właściwie nie podniósł się do dzisiaj.
Hille Hacker, podobnie jak Magdalena Środa, zwraca uwagę na obecność etycznej przemocy, której istnienie jest rzadko uświadamiane. Dochodzi do niej wtedy, gdy własne stanowisko (w tym przypadku chodzi o społeczną naukę Kościoła) służy jako pretekst do oceniania i potępiania ludzkiej seksualności, a zwłaszcza jej kulturowych uwarunkowań, które określa się terminem gender. Równie istotne są też różne sposobu życia, które nie zgadzają się z przyjętymi przez Kościół normami (s. 24). Etyczna przemoc dochodzi również do głosu wtedy, gdy hegemoniczna kultura nie pozwala dojść do głosu krytycznym ocenom wskazującym nie tylko na jej ograniczenia, ale wręcz na katastrofalne skutki bezrefleksyjnego wdrażania absolutnie obowiązujących norm. Jest to szczególnie jaskrawie widoczne przy braku elastyczności oficjalnej doktryny kościelnej w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub nawet życia, do jakich dochodzi w przypadku chorych na AIDS. To właśnie wtedy widać czy jest przemoc etyczna. Jak pisze Haker:
Pokazuję, że przemoc etyczna jest nie tylko istotna jako teoria osądu, ale staje się przemocą strukturalną i instytucjonalną kiedy, jak to ma miejsce w przypadku katolickiej nauki społecznej o seksualności i płci, porządek moralny ma pierwszeństwo przed prawem człowieka do życia i zdrowia. Zakaz stosowania środków antykoncepcyjnych, nawet w celu zapobiegania zakażeniu wirusem HIV, daje wgląd w niszczycielskie skutki katolickiej moralności seksualnej, bez względu na to, co jest ważne w opiece nad osobami chorymi na AIDS, które często zapewniają lokalne społeczności z pomocą finansową Kościoła” (s. 25).
Skoro tak – to nie dziwi, że jednym z głównych nurtów pojawiających się w krytycznej etyce politycznej jest cierpienie osób, którym cierpienie zostało zadane przez sam Kościół, dzieci – ofiary pedofilii w sutannach i kobiety, wykluczone ze struktur decyzyjnych Kościoła.
Na zakończenie chciałbym omówić dwie sprawy (nierozwiązanego dotąd cierpienia zadanego przez kler dzieciom i młodzieży przez seksualne nadużycia oraz systemowego wykluczenia kobiet) poświęcić kilka uwag i zastanowić się – czy krytyczna etyka polityczna może w tym pomóc. Choć dla wielu ludzi wydają się problemami marginalnymi i niegodnymi „poważnych” rozważań etycznych, to moim zdaniem są one swoistym sprawdzianem wiarygodności katolickiej teologii jako takiej.
Innymi słowy, to właśnie w sposobie traktowania pedofilskich skandali, których bohaterami są księża pedofile i kryjący ich przełożeni oraz podejście do kobiet w Kościele są to teksty, których pozytywne przejście może pomóc dzisiejszemu katolicyzmowi przezwyciężyć głęboki kryzys, w jakim się znalazł.
By to się stało konieczne jest podjęcie głębokich reform, zwłaszcza w świetle wydarzeń jakie miały miejsce w ostatnich dekadach:
w ciągu ostatnich dwóch dekad przemoc seksualna i instytucjonalna w Kościele katolickim i strukturalna utrata zaufania ze strony instytucji Kościoła wzmocniły moje przekonanie, że konieczna jest radykalna zmiana kościelna” (s. 13).
Ten problem przenikliwie zdiagnozował ostatnio amerykański teolog moralny James Keenan wskazując, że przyczyną kryzysu w Kościele katolickim jest nie tylko kultura klerykalna, o której tak wiele mówi papież Franciszek, ale patologie strukturalne i hierarchiczne. „Hierarchikalizm” oznacza nie tylko szczególne uprzywilejowanie biskupów w strukturach kościołów lokalnych, ale również wykluczenie kobiet z procesu decyzyjnego. Nie chodzi tylko o zamknięcie przed nimi udziału w święceniach diakonatu i kapłaństwa, ale również podtrzymywanie paradygmatu patriarchalnego w procesie socjalizacji w czasie studiów teologicznych.
O czym można się długo rozwodzić, wystarczy jednak podkreślić, że problem diakonatu, a nawet kapłaństwa kobiet jest kwestią nie tylko gorąco dyskutowaną, ale wcale nie zamkniętą, gdyż nie ma żadnych dogmatycznych przeszkód, które by uniemożliwiały święcenia diakonatu, a nawet kapłaństwa dla kobiet. Jedyną przeszkodą jest dotychczasowa tradycja. W każdym razie w dyskusjach posoborowych problem zmiany pozycji kobiety w Kościele katolickim doszedł najpełniej do głosu. Co więcej, w niektórych Kościołach lokalnych, np. w USA i w krajach Europy Zachodniej, wiele kobiet głęboko zaangażowanych w życie swoich wspólnot, wzięło sprawy we własne ręce; i nie oglądając się na Watykan przyjmowały święcenia nie tylko diakonatu, ale i kapłaństwa. Zwykle kończyło się to ekskomuniką zarówno samych kobiet, jak i księży, którzy w tych święceniach uczestniczyli.
Haker, wspominając swoje własne studia, pisze:
Studiując teologię, miałem do czynienia z czasami przytłaczająca obecność norm patriarchalnych. Te struktury władzy, umocnione obraźliwymi komentarzami na temat kobiet i wykorzystywania uzależnienie zawodowe można było obserwować niemal codziennie” (s. 23).
I być może zmiana mentalności jest kluczowa by możliwym było nowe spojrzenie na miejsce kobiet w Kościele katolickim.
Inny problem, który zajmuje Hille Hacker, to problem skandali pedofilskich, który od dziesięcioleci wstrząsa Kościołem i jak się wydaje daleki jest od rozwiązania, mimo daleko idących deklaracji papieża Franciszka i wydanego przez niego dokumentu Vos estis lux mundi, który zrywa z niesławnej pamięci „sekretem papieskim”, czyli de facto systemową ochroną przestępców w sutannach. I w tym wypadku, tak jak w myśli Johanna Baptisty Metza, z pomocą przychodzi radykalnie nowe spojrzenie na krytyczną etykę polityczną, która w swoim centrum sytuuje człowieka cierpiącego.
Zasługuje na podkreślenie również fakt, że pożądana zmiana nie dokona się tylko poprzez wskazywanie na konieczność przestrzegania norm, czy poprzez działania indywidualnych osób, ale tylko dzięki stworzeniu ruchu społecznego stopniowo przyjmującego wymiar globalny:
Krytyczna etyka polityczna jest polityczna nie tyle w zwykłym wskazywaniu norm lub praw, które powinny przekształcić struktury, ile często to się nie udaje uczynić, ani w działaniu samych jednostek, które nie mogą przynieść koniecznych zmian. Szacunek, uznanie i zobowiązanie do działania muszą zostać zaktualizowane w solidarności między tymi, którzy cierpią z powodu strukturalnej niesprawiedliwości obecnego porządku normatywnego i w solidarności z nimi — wyrażone w społecznym ruchu, który stopniowo połączy siły w skali globalnej. (s. 295).
Podsumowując (choć wspomniałem tylko o dwóch wątkach tej wielowątkowej pracy) można powiedzieć, że to nowatorskie ujęcie etyki stanowi prawdziwe wyzwanie dla tradycyjnego paradygmatu skoncentrowanego na normach i katalogach grzechów, który był oderwany od konkretnej sytuacji człowieka. Co ciekawe wpisuje się on również w działania papieża Franciszka, który od chwili objęcia swego urzędu jednoznacznie opowiedział się po stronie ludzi słabych i marginalizowanych. Szczególną uwagę poświęcając uchodźcom, emigrantom i właśnie ofiarom pedofilii kleru.
Znawca pontyfikatu papieża Franciszka Antonio Spadaro uważa, że Bergoglio w swoim sposobie sprawowania urzędu papieskiego przyjął perspektywę ludzi cierpiących, i ofiar strukturalnych nadużyć również ze strony Kościoła. Jego zdaniem ta perspektywa najpełniej doszła do głosu w liście do biskupów chilijskich z dnia 8 kwietnia 2018 roku, w którym przyznał się do błędu i poprosił o przebaczenie ofiary seksualnych nadużyć kleru. Spadaro cytuje fragment tego listu, który w historii papiestwa należy uznać za bezprecedensowy:
Jeśli chodzi o moją własną odpowiedzialność, przyznaję, i chcę, abyście wiernie przekazywali to w ten sposób, że popełniłem poważne błędy w ocenie i postrzeganiu sytuacji, szczególnie z powodu braku prawdziwych i wyważonych informacji. Teraz proszę o przebaczenie wszystkich tych, których obraziłem i mam nadzieję, że będę mógł to zrobić osobiście, w najbliższych tygodniach, na spotkaniach, które będę miał z przedstawicielami osób, które złożyły swoje świadectwa” (Antonio Spadaro , Il governo diFrancesco. E ancora attiva la spinta propulsiva del pontificato?, “Civilta Cattolica”, 5/19 09 2020, 350-364.2020, s. 354).
Być może jesteśmy świadkami pojednania refleksji teologicznej, od dziesięciolecie skonfliktowanej z magisterium watykańskim, z oficjalnym nauczaniem papieskim. Wystarczy wspomnieć o równie nowatorskich ujęciach katolickiej antropologii (Horan, Daniel P., Catholicity and Emerging Personhood. A Contemporary Theological Anthropology, New York: Orbis Books, 2019.) czy etyki seksualnej (Lintner, Martin M., La riscoperta dell’eros. Chiesa, sessualita e relazioni umane, Bologna: Edizioni Dehoniane).
Ma to swoje znaczenie również w kontekście dialogu z myślą posthumanistyczną. Jest to jednak temat na inną okazję.


Sam bym odruchowo widział (mózgiem) i pisał „Hacker”.
Dzięki, będę musiał na przyszłość poprawić, ciekawe, że redakcja pisma, w którym opublikowałem recenzję nie zwróciła na literówkę uwagi.