30.01.2025
Dwa dni temu otrzymałem od znajomego taki oto mejl: „Zupełnie nieoczekiwanie dostałem właśnie zaproszenie na wernisaż wystawy Wojciecha Cieśniewskiego, profesora ASP, prezentującej niezwykłe obrazy powstałe jako owoc refleksji nad wojennym losem otwockich Żydów. Wystawa prezentowana była również w Izraelu, gdzie odniosła duży sukces (informacje w załącznikach). Wojtek niezwykle ucieszył się moim pomysłem zaproszenia”. Nie tylko skorzystałem z zaproszenia, ale w środę 29 stycznia znalazłem się w nowo otwartej galerii przy ulicy Hożej 27 – Fundacja Wojciecha Cieśniewskiego na trzecim piętrze wśród kilkudziesięciu zwiedzających. Zgromadzone obrazy są zapisem niemal onirycznych i transowych doświadczeń artysty, który w sposób zaskakujący dla siebie samego stał się medium ewokującym przeszłość otwockich Żydów. Myślę, że ten adres wpisze się na stałe w pejzaż galerii warszawskich.
Z Wojciechem Cieśniewskim (tu informacja na stronie Akademii Sztuk Pięknych gdzie jest profesorem https://wm.asp.waw.pl/zespol/prof-wojciech-ciesniewski/) jesteśmy niemal rówieśnikami, więc może i dlatego szybko znaleźliśmy wspólny język. Pochodzimy też z obszarów etnicznego i religijnego pogranicza. Dla urodzonego w Działdowie tym pograniczem były Niemcy, a dokładnie Prusy Wschodnie, dla mnie pochodzącego z Roztocza to Ukraina. I być może dlatego tak bardzo fascynuje nas zaginiona Atlantyda polskich Żydów. Być może w sposób nie do końca świadomy każdy z nas na swój sposób próbuje oswoić własną i swoich przodków przeszłość. Ja na ten temat pisze artykuły, a Wojciech Cieśniewski maluje obrazy. Te obrazy niezwykle mocno rezonują w Izraelu. Artysta mógłby na ten temat snuć godzinami opowieści. Niektóre mają wręcz metafizyczny wydźwięk. Może ta sztuka, ocali świat nie tylko otwockich Żydów od zapomnienia.



Oczywiście obrazy artysty czynią to w sposób intuicyjny, wręcz instynktowny. Można o tym przeczytać w katalogu, ale też w entuzjastycznym artykule w The Jerusalem Post z 25 sierpnia 2023 roku. To obszerny esej Berry Davisa zatytułowany „Sztuka by pamiętać, sztuka by zapomnieć” z podwójnym zdjęciem Warszawy. Tej w gruzach i tej pnącej się ku niebu. A pod nim zdjęcie artystów Avivy Blum i Wojciecha Cieśniewskiego. Jedno i drugie dotarło do mnie drogą mailową wraz z zaskakującym i niezwykłym zaproszeniem, które sprawiło, ze środowy wieczór na trzecim piętrze przy ulicy Hożej 27 stał się wieczorem magicznym. Na pożegnanie zacytowałem niemieckie powiedzenie: Jeden raz to jest nic (ein mal dass ist kein mal) z życzeniem byśmy się znowu spotkali i porozmawiali. Obrazy, z których niektóre wraz ze zdjęciem Artysty są dopełnieniem tego felietonu, nie pozwalają o sobie zapomnieć i domagają się dalszych opowieści.


Dla ludzi interesujących się historią Polski pamięć o naszych mieszkańcach wyznania mojżeszowego, co najmniej od czasów Kazimierza Wielkiego, jest integralną częścią wiedzy i świadomości. Kilkaset lat obecności Żydów, do czasów holocaustu i unicestwienia większości z nich, wywarło głębokie piętno na naszej tradycji, także kulinarnej, kullturze, obyczajach, sposobie myślenia czy poczuciu humoru. Na codzień nie pamietamy albo nie mamy świadomości jak wiele zawdzięczamy obecności społeczności żydowskiej na ziemiach polskich. Nawet sukcesy i klęski Polaków po 89 r. do dziś noszą wyraźne piętno wpływu żydowskiego na nasze postawy i zachowania. Dlatego wszelkie formy upamietniania i refleksji na tematy żydowskie są bezcenne, bo odwołują się do czegoś co winniśmy pielęgnować i utrwalać, nie zapominając o naszych żydowskich braciach, wobec których nierzadko bywamy bardzo niesprawiedliwi.
Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny katolickiego czaspopisma Więz, do którego wysłałem ten felieton, odpisał mi, że pamięcią o Żydach otwockich zajmują sie od 20 lat, a z Wojtkiem znają się od kilku lat i wysłał mi kilka linków do tekstów i rozmów, dodając, że dzieje się tam dużo dobra. Odpisałem mu tak: „Dużo dobra, które rodzi się niewiadomo jak w głębi ludzkiej świadomości. Bardzo dziękuje za przysłany linki poczytałem i posłuchałem z pożytkiem. Oby więcej takich inicjatyw. Co ciekawe one nie polaryzują ludzi, ala ich łącza i jednają ze sobą. Wojtek ma w sobie jakiś głęboki niepokój i nieuleczalne rozdarcie, które przemienia w obrazy niezwykłej urody”. Dodałbym jeszcze za Dostojewskim, że piękno zbawi świat, ale trzeba mu na to pozwolić.