13.08.2021

Od 2015 roku, po trochę przypadkowym zwycięstwie Jarosława Kaczyńskiego w wyborach do Sejmu (przypominam – Lewicy zabrakło mniej niż pół punktu procentowego, by jako koalicja z Palikotem weszła do Sejmu a wtedy PiS nie rządziłby), prezes PiS rozpoczął budowę satrapii z nim jako satrapą. To trwa już ponad sześć lat.
Jesteśmy już państwem autorytarnym, w którym zniszczono trójpodział władzy, zniszczono Trybunał Konstytucyjny, niszczy się cały wymiar sprawiedliwości poprzez odebranie sędziom niezawisłości, debata w Sejmie zamieniła się w parodię, zawłaszczono telewizję publiczną zmieniając ją w tubę propagandową rządzącej partii, szkoła ma za zadanie wychować posłusznych obywateli mających jedynie słuszny światopogląd, doprowadzono do pełnej marginalizacji Polski na scenie międzynarodowej.
Symptomów satrapii jest więcej, te podane wyżej to tylko tak dla ilustracji.
W krajach, rządzonych autorytarnie przez absolutnego władcę, który może nie mieć żadnego państwowego stanowiska, liczy się tylko jego wola polityczna. Wola polityczna – to takie pojemne pojęcie, w które opakować można każdą zachciankę i fantazję.
Pojęcie woli politycznej nasz władca zaczerpnął z nauk swojego promotora pracy doktorskiej – a ten z dorobku systemu faszystowskiego, a konkretniej z nazistowskich Niemiec. Brak woli politycznej miał być główną przyczyną imposybilizmu — jakim, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, cechowały się poprzednie rządy w Polsce.
Teraz już tego nie ma, teraz wola polityczna prezesa rządzącej partii decyduje o wszystkim. O tym, czy powtórzyć przegrane glosowanie w Sejmie, o tym, kto zostanie premierem, a kto prezydentem, kto marszałkiem Sejmu, kto dostanie podwyżkę, a komu należy zabrać pieniądze, z kim jesteśmy w sojuszu, a z kim na wojnie. To jest spełnienie marzeń każdego satrapy, tak było we wszystkich epokach historycznych i wszystkich państwach.
Skoro wiemy już co nieco o naturze satrapii, to warto może przypomnieć, jak one się kończyły. Każda bowiem władza kiedyś się kończy; marzenie o władzy, która będzie trwała wiecznie jest niemożliwe do spełnienia. Przypomnę: nawet III Rzesza miała trwać 1000 lat. Trwała kilkanaście. Koniec satrapy jest marny: albo zmuszony jest do samobójstwa, albo kończy na szafocie, szubienicy czy przed plutonem egzekucyjnym. Jego wielkość zamienia się w małość, uwielbienie jego osoby w nienawiść do niego. To zawsze smutny koniec.
Bycie satrapą wymaga specjalnych predyspozycji i szczególnych cech osobowości. Bycie satrapą i długie trwanie na tej pozycji musi prowadzić do zaburzeń, do dewiacji psychicznych. To prosta droga do szaleństwa.
Szaleństwo władcy absolutnego rodzi się zawsze wtedy, gdy napotka on przeszkody na drodze do poszerzenia albo utrzymania swojej władzy. Utrzymanie władzy jest bowiem celem absolutnym, warunkiem sine qua non. Gdy pojawiają się zagrożenia i rysuje się możliwość utraty pozycji, zaczynają się zachowania przemocowe. Użycie siły jest atrybutem każdej władzy, to policja i specjalne jednostki mogą stosować środki przymusu bezpośredniego, a nawet broni. Jest to zgodne z prawem w określonych sytuacjach. Dyktatury i satrapie mają jednak to do siebie, że warunki te ulegają znacznemu rozszerzeniu, a nawet całkowitej eliminacji – liczy się cel określony wolą polityczną władcy.
Krańcowe stadium to sytuacja, gdy, jak to sformułował pewien wielki satrapa, władza rodzi się na końcu lufy karabinu, to moment, gdy władza wyprowadza wojsko i policję na ulicę dla rozpędzenia demonstrujących ludzi. Zbrojna konfrontacja, niezależnie od wyniku kto — kogo, jest jednak końcem satrapy. Albo ulica, albo jego otoczenie eliminują go z dalszej gry.
W Polsce obserwujemy proces brutalizacji działań policji i innych sił porządkowych. Widać to było w trakcie strajku kobiet, marszów równości (choć nie wobec uczestników marszu niepodległości). Narasta brutalność policji, co wraz z obniżaniem się poziomu jej kwalifikacji prowadzi do śmierci zatrzymywanych.
To, co zdarzyło się na przykład w Lubinie i co stanie się w trakcie wyjaśniania tej tragedii, sposób, w jaki władza przeprowadzi śledztwo i jaki będzie jego koniec będzie miarą tego, z jaką władzą mamy do czynienia.
- Czy zostaną ukarani źli policjanci?
- Czy odpowiedzą ich przełożeni odpowiedzialni za ich przeszkolenie?
- Czy prokuratura sformułuje akty oskarżenia wobec funkcjonariuszy systemu władzy, której częścią jest obecnie prokuratura?
Jak dotąd nie ma wielu przesłanek przemawiających za poprawą naszej sytuacji. Jak dotąd poprawia się jedynie sytuacja materialna funkcjonariuszy, dla których – przy zamrożeniu podwyżek płac dla sfery budżetowej – niemałe pieniądze się znalazły. A myślę, że to nie koniec przekupstw– patrz ostatnie podwyżki dla posłów i prezydenta RP.
Takich pytań można i trzeba stawiać głośno więcej. Wkrótce zobaczymy jak będą wyglądać odpowiedzi.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Ja bym obstawiał naturalny koniec tego akurat satrapy.
Ale to będzie bez naszego udziału a ja chciałbym aby to obywatele swoim działaniem doprowadzili do jego upadku
Jaki by ten koniec nie był, oby jak najszybciej !
NIe spodziewam się żadnego zrywu demokratycznego Polaków. Interesy różnych grup społecznych sa zróżnicowane i np. młodzież widzi sens walki o klimat i ekologię a już o wartości demokratyczne niekoniecznie. To zwykły brak wiedzy o ścisłej korelacji obydwu tych bloków tematycznych. Trzeba pamiętać również, że PiS umiejętnie przukupuje różne grupy społeczne. Np. antyszczepionkowców – mrugając do nich okiem braku edukacji proszczepionkowej, pobłażliwością wobec dewastacji punktów szczepień, czy brakiem ochrony zaszczepionych w sferze publicznej.
*
Zamiast zrywu Polaków spodziewam się raczej wypadkowej kilku czynników:
– PiS zaczyna robic bokami, zwłaszcza otwierając wiele frontów wewnętrznych ale też i zewnętrznych, powoduje że zakiwał sie w swoich ruchach,
– spodziewam się skoordynowania wpływów szeregu różnych instytucji, których interesy PiS celowo narusza : UE + administracji USA + rządu Izraela + kilku ośrodków opozycji politycznej w Polsce.
Suma w/w czynników prędzej przyczyni sie do zakończenia rządów PiS niż wybuch społeczny w POlsce, który przy okazji mógłby mieć bardzo dramatyczny przebieg.